fbpx

JAK ORGANIZUJĘ SWOJĄ PRACĘ JAKO FREELANCER?

Autor: Basia Szmydt

Pamiętam do dziś dzień, w którym trafiłam na pierwsze warsztaty dla kobiet w Warszawie. To był chyba Festiwal Progressteron, a ja miałam jakieś 20 lat i pracowałam wówczas w kawiarni, jednocześnie studiując dwa kierunki (co by znaleźć po studiach lepszą pracę oczywiście). Pamiętam, że z wypiekami na twarzy słuchałam starszych wtedy ode mnie kobiet, które opowiadały o swoim rozwoju, o własnych biznesach, tych mniejszych i tych całkiem dużych. O wolności jaka wiąże się z prowadzeniem własnej firmy, ale i o tym jak ciężko trzeba pracować, by osiągnąć sukces.
Matko kochana! Jak ja tego wszystkiego słuchałam! Jak chłonęłam te historie! I jak bardzo, bardzo chciałam tak właśnie żyć! Samodzielnie organizować swój dzień pracy. O wszystkim decydować, tworzyć, wymyślać i na tym zarabiać. Pracować na siebie, na swoją markę, po swojemu i z każdego miejsca. I choć zostałam wychowana w świecie, w którym ze wszystkich sił trzeba szukać pewnej, stałej pracy na etacie, to właśnie od dnia tych warsztatów zaczęłam śnić swój sen o zostaniu freelancerem.

Ten sen trwał dosyć długo. Po drodze zdążyłam pracować w różnych firmach na etacie, choć w żadnym nie zagrzałam długo miejsca. Założyłam pierwszą, własną firmę, w której zamiast zarabiać dokładałam do interesu i popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy przedsiębiorcy. Potem urodziłam dwójkę dzieci i już wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby móc być z nimi w domu i jednocześnie spełnić swoje marzenie o własnym biznesie.

To nie była łatwa droga. Zwłaszcza, że wymyśliłam sobie, że zostanę blogerką i pewnego dnia zacznę na tym zarabiać. 10 lat temu ten pomysł spotykał się z drwiącymi uśmiechami i docinkami. Żeby być tu gdzie jestem dzisiaj musiałam dosłownie przebić głową mur. Dzisiaj ja dalej robię swoje i w końcu po tylu latach obecności w sieci mogę śmiało nazwać się freelancerem. W dodatku freelancerem, który ze swojej pracy utrzymuje siebie i swoją rodzinę. Dzisiaj coraz więcej osób marzy o tym, by w życiu tak nie pędzić, by realizować swoje pasje, by wykonywać pracę, którą się kocha, by mieć czas i więcej wolności.

Czy bycie freelancerem i jednocześnie swoim szefem to rzeczywiście praca marzeń? Czy taka praca ma jakieś wady? I wreszcie jak się w takiej pracy zorganizować, żeby ona miała w ogóle sens?

Zapraszam Cię na wpis o tym jak ja organizuję swoją pracę jako blogerka. Zakładam, że skoro czytasz mój blog, to mniej więcej wiesz na czym polega moja praca. Realizuję w Internecie kampanie reklamowe dla największych marek. Moim zadaniem jest najlepiej zaprezentować dany produkt, usługę czy miejsce, które uważam za godne polecenia. Na pewno czytasz i obserwujesz w Internecie innych twórców i zauważyłaś, że różni twórcy zarabiają w różny sposób. Wydają swoje książki, kursy, sprzedają swoje produkty fizyczne i elektroniczne. Organizują wycieczki, wynajmują mieszkania czy domki w środku lasu, jednocześnie promując je w swoich social mediach. Internet daje naprawdę mnóstwo możliwości.

W dzisiejszym wpisie nie będę opisywać na czym dokładnie polega praca blogerki. Chętnie napiszę o tym osobny tekst. Dzisiaj opowiem Ci jak ja się zorganizowałam i organizuję na codzień jako freelancer. Bo choć własny biznes jest kuszący i kojarzy się nam z tą cudowną wolnością, to nic się samo nie zrobi. Bez organizacji siebie i swojej pracy daleko bym nie zaszła.

Mój dzisiejszy wpis stworzyłam we współpracy z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu. Obserwuję ją od samego początku. Ola również zaczynała od bloga i tworzenia darmowych treści o organizacji czasu dla kobiet. Dzisiaj Pani Swojego Czasu to ogromny biznes. To firma zatrudniająca kilkadziesiąt osób, to sklep z setkami produktów, to Przestrzeń Pełna Czasu w Krakowie i za chwilę kolejna w Warszawie. To rozpoznawalna w całej Polsce marka, której początek dała jedna dziewczyna, która zaczęła pewnego dnia śnić swój sen o własnym biznesie. To tak w wielkim skrócie 🙂

W dzisiejszym wpisie podzielę się z Tobą moim kilkuletnim doświadczeniem w organizacji pracy freelancera. Nie tylko blogerki. Jest coraz więcej wolnych zawodów i coraz więcej osób właśnie w ten sposób chce pracować. Chcemy jednocześnie zarabiać na życie i podróżować. Być mamami i nie zostawiać w domu swoich dzieci po upływie urlopu macierzyńskiego. Chcemy się spełniać zawodowo, ale nie zawsze w biurze korporacji. I to jest ok. Świat daje nam takie możliwości, a my możemy je wykorzystać.

Myślę, że słowa, które znajdziesz w tym tekście są dosyć uniwersalne i można je swobodnie dopasować do wielu profesji. Pamiętaj jednak, że piszę to wszystko ze swojej perspektywy i na bazie swoich doświadczeń. I że jestem kobietą, a to bardzo istotne. Bo w mojej ocenie kobiety mają po prostu trudniej. Łączymy wiele ról, ogarniamy jednocześnie dom i pracę. A jeśli dołożymy do tego pracę z domu i rozwijanie swojego biznesu, to już w ogóle wyższa szkoła jazdy.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest czarno białe i coś, co sprawdziło się u mnie – nie musi u Ciebie. Moim celem jest inspirować, a nie mówić, że to co piszę jest jedyną i słuszną racją. Pamiętaj, że przede wszystkim powinnaś słuchać swojej intuicji, serca i rozumu. Popełniać swoje błędy i testować swoje rozwiązania 🙂

Zaczynamy! Jak organizuję swoją pracę freelancera?

1. TRAKTUJĘ SERIO – SIEBIE I SWOJĄ PRACĘ.

Brzmi poważnie – wiem. Ale to dla mnie najważniejszy punkt tego wpisu. Wciąż w naszym społeczeństwie panuje tak wiele przekonań o tym co jest właściwe, a co nie. Idąc tym tropem, jako freelancerzy, słyszymy często, że taka robota to nie robota, i że nie ma to jednak jak etat. Bezpieczny, pewny, ze stałą pensją i składkami ZUS, które płaci za nas pracodawca. Oczywiście generalizuję, ale ja sama, jako blogerka, przez te wszystkie lata mojej obecności w sieci, naprawdę często miałam do czynienia z sytuacjami, w których totalnie deprecjonowano i lekceważono moją pracę. Nie będę teraz wnikać w to jak sobie z tym radziłam i radzę. Myślę, że to świetny temat na osobny wpis. Dzisiaj chciałabym tylko napisać, że dla mnie krokiem milowym było to, że zaczęłam traktować siebie i to czym zdecydowałam się zajmować zupełnie poważnie i z dużą odpowiedzialnością. I to był ten najtrudniejszy etap 🙂

Bo trzeba z podniesioną głową odpowiadać: “Wiem co robię, tak wybrałam, mam swój plan, to jest moja PRACA”.

Jeśli traktujesz siebie i swoją pracę poważnie, jest duża szansa, że inni też zaczną to robić. A jeśli nie – Ty i tak trwaj przy sobie i swoich marzeniach o pracy w wolnym zawodzie. Rób swoje.

2. ZORGANIZOWAŁAM SWOJE MIEJSCE PRACY

Gdy zaczynałam blogować miałam na rękach półroczne dziecko, a w przedszkolu 3 latka. Mieszkaliśmy u teściowej, a moim kątem do pracy był stół w salonie. Potem na przestrzeni kilku lat pracowałam głównie z laptopem na kolanach, między jedną domową czynnością, a drugą albo wyrywałam się do kawiarni czy biblioteki.

Dzisiaj, po prawie 9 latach działalności doczekałam się swojego własnego gabinetu. Brzmi świetnie prawda? 🙂

Wiem jak to jest pracować, gdy warunki nie są sprzyjające i wiem też jak to jest mieć swoje własne domowe biuro. Opcja numer dwa sprawiła, że stałam się w swojej pracy bardziej profesjonalna, że jest mi łatwiej. Jestem po prostu przeszczęśliwa posiadając swój gabinet. To mnie niesamowicie porządkuje. To pozwala mi dużo bardziej oddzielić sprawy biznesowe od tych domowych. To jest też sygnał dla moich domowników, że gdy jestem w tym pokoju, to nie można mi przeszkadzać. Dzięki temu pracuję szybciej i efektywniej. Choć osiągnięcie tego zajęło mi naprawdę sporo czasu, a moje dzieci musiały nieco dorosnąć. Ciężko jest wymagać od 2 latka, żeby nie przeszkadzał mamie zamkniętej w gabinecie 🙂

3. ZORGANIZOWAŁAM SWÓJ CZAS PRACY

Bycie freelancerem daje niesamowitą wolność. Kiedy moje dzieci zachorują nie muszę nikogo prosić o zwolnienie. Kiedy chcę sobie zrobić wolne, bo mam okres i fatalnie się czuję – po prostu to robię. Kiedy chcę pojechać na wakacje kilka razy do roku, to również mam taką możliwość. Mogę pracować od południa do wieczora. Mogę pracować 2 h dziennie albo 12.

Ale to nie spada z nieba. Pieniądze się same nie zarobią, posty się same nie napiszą, a zdjęcia same nie zrobią. Żeby móc mieć taką wolność, a jednocześnie zarabiać na swoim blogu, musiałam zmienić taktykę i się przeorganizować.

Pierwsze lata mojej działalności większość czasu zajmowało mi szukanie inspiracji, robienie burzy mózgów i rozmyślanie czy coś powinnam zrobić czy też nie. Wszystko, co było związane z moim blogiem, a zatem wszystkie sukcesy i porażki były dziełem najzwyklejszego przypadku. Ja sama, nieustannie słysząc docinki i widząc pełne zwątpienia spojrzenia innych, sama byłam swoim największym krytykiem, a to z kolei wpływało na to jak pracowałam albo raczej na to jak nie pracowałam.

Jakieś 2-3 lata temu powiedziałam „Basta! Albo rzucam to w cholerę i idę na etat albo przestaję biadolić i biorę sprawy w swoje ręce, a swojego bloga traktuję jako markę, w którą inwestuję i która jest moim pełnoetatowym zajęciem.” Wybrałam drugą opcję i dzisiaj pracuję zupełnie inaczej. Oto co mi pomaga:

BLOKI CZASOWE

Idealna sytuacja jest dla mnie wtedy, gdy dzieci idą do szkoły, a ja mam 6 h nieprzerwanej pracy. To oczywiście utopijna wizja, a ostatnie dwa lata, z czego jeden rok edukacji domowej moich dzieci, podczas którego ja i mój mąż zostaliśmy ich nauczycielami, pokazał mi, że pracując z domu, nie ma co się przywiązywać do takich wizji. Nauczyłam się zarządzania czasem pracy właśnie w takich kryzysowych momentach, zamiast czekać na te idealne. Pomogło mi pracowanie w blokach czasowych.

BLOK CZASOWY to dla mnie czas, kiedy zajmuję się tylko jedną, wyznaczoną sprawą. Jest to dla mnie do dziś bardzo trudne, bo pracując w domu wszystko mnie rozprasza i na więcej mogę sobie pozwolić. Elastyczność w pracy freelancera bywa jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem. Moje dwie największe pułapki to prokrastynacja i pracoholizm. Potrafię jednocześnie odpuścić, a potem robić wszystko na ostatnią chwilę. Albo przeciwnie – pracować po kilkanaście godzin na dobę, bo przecież jeszcze można coś ulepszyć, coś poprawić i coś dodać.

Uczę się każdego dnia odhaczania spraw w ciągu dnia, tak żeby odzyskać wieczory offline. To moje największe wyzwanie i jednocześnie coś, co znacząco poprawia jakość mojego życia. Blok czasowy może mieć 15 minut pracy, może mieć też kilka godzin. Ważne, żeby być wówczas skupionym na zadaniu. Robię listy rzeczy do zrobienia, a potem odhaczam punkty z listy pracując w tych blokach czasowych. Ustawiam telefon na tryb lotniczy, wyłączam rozpraszacze i „cisnę” ustalony czas skupiając się tylko na jednym konkrecie.

PLANUJĘ DŁUGOTERMINOWO I KRÓTKOTERMINOWO

A raczej codziennie się tego uczę. Moja praca polega na realizowaniu zleceń. Dostaję propozycję współpracy, odpowiadam na nią wysyłając swoją ofertę, a potem dany klient albo decyduje się na współpracę ze mną albo nie. Jak widzisz planowanie w takim trybie pracy wcale nie jest łatwe. Przez wiele lat, tak jak wspomniałam, wszystko co było związane z moim blogiem było dziełem przypadku. Trafiało mi się zlecenie, fajnie. Realizowałam je od razu, a potem czekałam na kolejne.

Dzisiaj coraz bardziej planuję długoterminowo. Prowadzę rozmowy z markami w oparciu o harmonogram, który sama sobie tworzę. W grudniu umawiam się na współprace w styczniu czy w lutym. Wiem czy mam wolny termin czy nie.
Oczywiście to był proces i nie osiągnęłam tego z dnia na dzień. To mi zajęło lata!

Jednak widzę jak bardzo takie planowanie długofalowe usprawnia moją pracę. Wiem kiedy powinnam pracować nad jakimś tekstem, żeby zdążyć. Albo wiem, że muszę pracować na zwiększonych obrotach w pierwszych dwóch tygodniach stycznia, żeby dwa kolejne mieć luźniejsze i zacząć przygotowywać się do wakacji, które zaplanowałam na luty. Dzięki temu dużo wcześniej robię notatki, zbieram materiały i zdjęcia, co w pracy kreatywnej, jakim jest blogowanie, jest mega ułatwieniem. Wiem ile zarobię i ile muszę odłożyć, żeby na spokojnie przeżyć luty, kiedy pracować nie będę. I wiem to już w grudniu! Dla mnie to zupełna nowość i jednocześnie coś nad czym chcę jako freelancer pracować najmocniej.

Planowanie krótkoterminowe to po prostu planowanie dnia i tygodnia, robienie list i pracowanie w blokach czasowych. No i przede wszystkim praca z kalendarzem.

KALENDARZ – MOJE PODSTAWOWE NARZĘDZIE PRACY

Nie wyobrażam sobie swojej pracy bez kalendarza. Korzystam w mniejszym stopniu z tego w telefonie. Nie rozstaję się z tym papierowym, bo ja jestem analogowy człowiek, który musi mieć papier i coś do pisania. Bez kalendarza jestem jak bez ręki.

Moja polonistka w liceum zwykła mawiać: “Pamiętajcie, by dbać o swój mózg i nie zaśmiecać go niepotrzebnymi informacjami. Wyrzucajcie ich do kosza jak najwięcej. Zapisujcie!”

Liceum skończyłam 20 lat temu, ale do jej słów stosuję się przez całe dorosłe życie. Mam wrażenie, że żyjemy w czasach, w których dociera do nas tak wielka ilość informacji, że to wprost przytłacza! Dlatego mając w pamięci słowa pani od polskiego, kiedy tylko mogę – zwalniam przestrzeń w swoim mózgu. Mówiąc inaczej – używam kalendarza, w którym mam odpowiednią ilość miejsca do zapisywania, zapisuję, co tylko mogę i przestaję o tym rozmyślać przez cały dzień. Kalendarz to mój dysk przenośny 🙂

Kalendarz, którego będę używała w 2022 to Kalendarz od Pani Swojego Czasu. Bardzo się cieszę, że w końcu jest dostępny w jej sklepie, bo to produkt, na który ja osobiście bardzo czekałam. Współpracowałam z Olą przez kilka miesięcy w zeszłym roku i jestem ogromną fanką zarówno jej metod organizacji czasu, jak i produktów. Jej plannery to najbardziej solidnie wykonane zeszyty na rynku. Są nie do zdarcia.

KLIKNIJ TUTAJ I ZOBACZ TEN KALENDARZ W ŚRODKU.

Mój kalendarz, którego używam każdego dnia, ma przede wszystkim spełniać swoja rolę. Dlatego wygląda często tak, jak ten na zdjęciu poniżej. Mnóstwo notatek, kolorów, skreśleń i podkreśleń z wykrzyknikami. Dla mnie to zupełnie normalne i nie ma co się spinać, żeby było jak najpiękniej. I choć uwielbiam te wszystkie plannery bullet journal, to w życiu codziennym nie bardzo mam czas na takie ich prowadzenie.

Dlaczego wybrałam w tym roku Kalendarz Pełen Czasu?

  • Po pierwsze dlatego, że to porządny produkt. Jest super jakościowy, ma doskonały papier, tasiemki i grubą, pięknie zszytą okładkę. Nie mogę sobie pozwolić, żeby kalendarz rozleciał mi się po pierwszym miesiącu używania.
  • Bo ma dokładnie te karty, których potrzebuję: karty, na których widać cały miesiąc, dzięki czemu mogę sobie super zaplanować 30 dni pracy i harmonogram publikacji
  • Bo ma karty do planowania długoterminowego, dzięki czemu mogę wpisać ważne daty, zaplanować cały rok i mieć przejrzysty widok na całe 12 miesięcy bez konieczności kartkowania całego notesu
  • Bo jest minimalistyczny i nie przeładowany grafikami w środku. Sama widzisz jak wygląda mój kalendarz, kiedy zaczynam go używać. To już wystarczająco dużo ozdób 🙂
  • Bo ma wystarczająco dużo miejsca do zapisania w każdym dniu spraw do załatwienia, czyli priorytetów i dodatkowo osobne miejsce na sporządzenie tak ukochanych przeze mnie list
  • Bo ma fantastyczne karty do zapisywania swoich postępów w utrzymywaniu nawyków. Uwielbiam te karty, zazwyczaj robiłam je sama, teraz mam wydrukowane w kalendarzu. Są świetne i bardzo mnie motywują. Gdy pracuje się w domu, łatwo się zatracić. Karty z nawykami przypominają mi o ruchu czy piciu wody.

Mam jeden kalendarz zarówno do spraw związanych z pracą jak i z życiem prywatnym. Wszystko dlatego, że jestem mamą, która pracuje w domu i jednocześnie ten dom prowadzi. To jest jak jedno wielkie centrum dowodzenia.

NAUCZYŁAM SIĘ PROWADZIĆ BUDŻET

Tutaj, również nauczona na własnych błędach, doszłam do bardzo istotnego wniosku: budżet domowy i budżet firmowy, nawet przy jednoosobowej działalności, osoby która pracuje w domu, to są dwie zupełnie różne kwestie i trzeba go rozdzielić. Powiem Ci jak ja to robię.

Mam dwa konta. Na konto firmowe wpływają moje wynagrodzenia brutto, z tytułu wystawionych przeze mnie faktur w danym miesiącu. Faktury, jak to faktury, mimo że wystawione w listopadzie, mogą być opłacone przez klientów nawet w grudniu, a spóźnienia z ich opłacaniem to bardzo często spotykana rzecz. Dlatego tak ważne jest to, co zaraz napiszę.

Gdy te pieniądze wpłyną na moje konto firmowe, są dla mnie nie do ruszenia. Dopóki mój księgowy nie rozliczy mi danego miesiąca i nie napisze mi ile mam do zapłaty podatku. Dopiero gdy opłacę ZUS, urząd skarbowy i inne zobowiązania związane z firmą, to co zostaje przelewam na konto prywatne. I to ta suma jest tą, którą operuję podczas prowadzenia budżetu domowego.

Gdybym robiła odwrotnie i wydawała to co spłynie mi na konto firmowe, długo bym nie pociągnęła jako freelancer 🙂

PLANUJĘ CZAS WOLNY

Nic dodać nic ująć. Nigdy bym nie pomyślała jak ważne jest planowanie odpoczynku, czasu wolnego czy wakacji. Wpisuję to zarówno na liście moich celów na 2022 jak i na liście spraw do załatwienia w skali dnia, tygodnia czy miesiąca. To cholernie ważne! Ja bardzo łatwo się w swojej pracy zatracałam. W konsekwencji całymi dniami siedziałam przed komputerem czy telefonem, dziwiąc się późnym wieczorem, że pieką mnie oczy czy boli kręgosłup. To mi zupełnie nie odpowiadało. Dlatego w pracy freelancera tak ważne jest by zaplanować odpoczynek. Dzięki temu unikam pułapek, o których pisałam wyżej: prokrastynacji i pracoholizmu.

Na dziś to już wszystko. Wiem, że praca freelancera to temat rzeka. Ja dzisiaj chciałam zmieścić w tym wpisie moje podstawowe zasady jej organizowania.
Na osobne posty zasługuje na przykład temat sprzętów, których używam w pracy, temat tego jak się do samodzielnej pracy w ogóle motywować i na czym tak właściwie polega praca, jaką ja wykonuję.

Jak widzisz praca jako freelancer skrywa wiele pułapek i wszystko to, co jest jej zaletą, może być też jej wadą. Wszystko zależy od tego jak tę cechę wykorzystamy. Elastyczny grafik może sprawić, że będziesz zawalać terminy, bo robisz sobie wolne przez większość tygodnia, ale może też być czymś, co ratuje Ci życie. Możesz tak żonglować swoją pracą, by móc wcześniej odebrać dzieci ze szkoły czy mieć wolny środek dnia, by usiąść do pracy dopiero wieczorem. Kluczem jest zorganizowanie się i potraktowanie swojego pomysłu na wolny zawód całkiem serio 🙂

Mnie dojście do takich wniosków zajęło kilka ładnych lat. Mam nadzieję, że dzięki mojemu dzisiejszemu wpisowi Ty będziesz mogła ten czas skrócić. Oczywiście jeśli tylko masz ochotę pracować kiedyś jako freelancer.

Daj mi znać w komentarzu czy takie tematy Cię interesują. A może pracujesz jako freelancer i mogłabyś dołożyć w komentarzu swoją cegiełkę cennej rady? Jeśli masz do mnie jakieś pytania – pisz śmiało.

Mój dzisiejszy wpis powstał we współpracy z Panią Swojego Czasu

Spodobają Ci się także:

14 komentarzy

Wiola 30 grudnia, 2021 - 9:14 pm

Osobiście lubię Twój blog, lubię porady, przepisy, nowinki, podróże, cenne wskazówki. Niektóre wpisy są jak wyjęte z moich ust i super – znak, że tak samo myślimy. Wolę jednak czytać. U Ciebie jakoś łatwiej mi się odnaleźć niż na innych blogach. Twórz dalej. Uściski i powodzenia na dalsze czasy.

Reply
Basia Szmydt 30 grudnia, 2021 - 9:40 pm

Dziękuję 🙂

Reply
Justyna 30 grudnia, 2021 - 9:38 pm

Cześć Basiu. To bardzo wartościowy wpis. Mam jednak pytanie, czemu „blogerka”, ale „freelancer”, a nie „freelancerka”? 🙂

Reply
Basia Szmydt 30 grudnia, 2021 - 9:40 pm

Powiem Ci, że długo się nad tym zastanawiałam i uznałam, że tak używam z przyzwyczajenia 🙂

Reply
Paulina 30 grudnia, 2021 - 10:42 pm

Zgadzam się ze stwierdzeniem że kobiety mają trudniej, bo jest na nas presja, aby być we wszystkim dobrymi. Musimy ogarnąć bardzo wiele spraw w pracy i w domu.
Ja mam podobny rodzaj pracy, bo jestem naukowcem i tak jak Ty mam nienormowany czas pracy, wolne kiedy chcę i jedynie zadania do wykonania w odpowiednich terminach. Ma to swoje plusy, ale i minusy jak np. siedzenie do późnych nocy, rezygnacja ze sportu, z zadbania o siebie, z odpoczynku, którymi sama się raczę. Po 2021 roku widzę, że nie tędy droga. Wszystkiego nie mogę robić super, a zawsze jest coś nowego do zrobienia. Dlatego w nowym roku uczę się lepszej organizacji i odpuszczania! I tak jak Ty-uwielbiam kalendarze papierowe. Jeden na obowiązki, a drugi na przemyślenia i zapisywanie co w danym dniu wydarzyło się fajnego. Dzięki temu mogę przejrzeć cały miniony rok i zobaczyć, że go nie zmarnowałam 🙂 Idąc za Twoimi wpisami w tym roku zamierzam również cieszyć się z rzeczy (szczególnie ubrań) które mam i nie kupować nowych. Bo za dużo, wszystkiego jest za dużo i zaczyna mnie to męczyć. Dziękuję że jesteś Basiu! Pozdrawiam Cię serdecznie.

Reply
Basia Szmydt 5 stycznia, 2022 - 9:28 am

Paulina, a ja dziękuję Ci za Twoją obecność tutaj i piękny komentarz. Super wnioski ❤️ Trzymam za Ciebie kciuki ☺️

Reply
Sonia 31 grudnia, 2021 - 6:40 am

Moja ulubiona współpraca w całych internetach ❤️ Zawsze jak mam dość swojej pracy w korpo na literkę „O” mysle sobie ze Basia tez tam była a teraz jej życie wygląda zupełnie inaczej Z jednej strony doceniam moja prace bo dzięki niej mogę spełniać marzenia ✈️ drugiej strony widzę siebie na 10lat na drugim końcu świata, absolutnie nie przy biurku. Pięknego i magicznego Nowego Roku Basiu! PS uwielbiam to ze Twoje wpisy na blogu są takie dłuuuige, czekam z niecierpliwością na kolejne ❤️

Reply
Basia Szmydt 5 stycznia, 2022 - 9:28 am

Sonia trzymam kciuki za Ciebie i Twoje marzenia ❤️

Reply
Agata 2 stycznia, 2022 - 4:56 pm

Cześć Basia! Bardzo lubię czytać Twój blog, podziwiam Cię za wiele rzeczy, nie wystarczy mi tu miejsca do pisania. Moja refleksja jest taka: nauczyłam się nie oceniać pracy w danym zawodzie. Nigdy nie pogardzałam pracą freelancerów. W ogóle boli mnie takie zachowanie, nie wiemy, jak wygląda tak naprawdę czyjaś praca a zaraz oceniamy. Jestem nauczycielem, nie pracuję 3 godzin i nie zarabiam 7000 netto. Nie jestem w stanie sama się utrzymać. Tak, mam wakacje i wszelkie dni wolne. Jestem zmuszona zapychać głowy dzieci śmieciowymi informacjami, które przygotowuję w wolnym czasie. Dlatego lubię czytać takie blogi jak Twój, więc twórz dalej. Dziękuję

Reply
Basia Szmydt 5 stycznia, 2022 - 9:32 am

Hej Agata, dziękuję a komentarz. Ja bardzo podziwiam Twój zawód, który nigdy nie był łatwy, a w dzisiejszych czasach i ilości pracy, której nie widać, a z którą zapewne nie raz musisz siedzieć po nocach jest jeszcze trudniejszy ❤️ Trzymaj się ciepło

Reply
paniun 4 stycznia, 2022 - 8:41 pm

Hej Basiu! Bardzo fajny wpis i sporo z niego wyniosę. Ucieszyłam się, że ktoś również bazgroli po kalendarzu czy planerze tak jak ja 😀
Produkty PSC są rewelacyjne, również gorąco polecam – w szczególności planer <3

Reply
Basia Szmydt 5 stycznia, 2022 - 9:32 am

Dziękuję ❤️

Reply
Weronika VD 10 stycznia, 2022 - 11:15 pm

Bardzo fajny wpis, widziałam ostatnio podobne artykuły i ten się wyróżnia na tle innych oraz jest wart uwagi. Konkretnie objaśniony temat. Bardzo przyjemnie się go czyta. Czekam na takich więcej 🙂

Reply
Basia Szmydt 11 stycznia, 2022 - 11:43 am

Dziękuję ❤️

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem