fbpx

WARSZAWSKIE RANDKI – REAKTYWACJA.

Autor: Basia Szmydt

Na te warszawskie randki jeździliśmy odkąd pamiętam. To znaczy szczególnie odkąd na świecie pojawiły się nasze dzieci, bo to wtedy ten czas we dwoje stał się czasem, o który w pewnym sensie trzeba było zawalczyć, zorganizować go i poszukać w sobie większej motywacji.

Ale mi zależało. Cholernie mi zależało.

Zależało mi na tym, by nie zapomnieć o nas. O tym, że oprócz bycia rodzicami, wciąż możemy być mężczyzną i kobietą, którzy potrafią utrzymać ten ogień i tę chemię i po prostu dobrze się ze sobą bawić.

Dziś, po 17 wspólnie spędzonych ze sobą latach, wiem że chemia raz jest, a raz jej nie ma i to jest ok. Raz mogę stać się Królową Nocy jak z teledysku. Mogę kokietować, uwodzić, mogą mi się włosy idealnie układać, mogę mieć olśniewającą cerę, a wieczór może być tak doskonały, że nawet szpilki mnie nie obetrą. A innym razem mogę poprosić go, żeby posmarował mi plecy rozgrzewającą maścią, bo coś mi weszło pod łopatkę. A potem tysiąc razy spytać czy zapłacił rachunki, oddał auto do mechanika i pamiętał o basenie dzieci. Na koniec w swojej flanelowej piżamie odwrócić się i zaspanym głosem powiedzieć „dobranoc, do jutra”.

Życie. Hasztag życie.

I to życie, wspólne, małżeńskie życie, to dla mnie nieustające lekcje. Odbieram je wszystkie z pokorą. Serio. Czasem wprawdzie potrzebuję więcej czasu, żeby do tej pokory dojść i najpierw się buntuję, wściekam, kłócę, ale ostatecznie zawsze wyciągam z nich to, co było dla mnie przygotowane.

W ostatnim czasie też kilka lekcji do mnie przyszło. Oto kilka z nich. Tak a propos tych tytułowych randek.

Bardzo łatwo jest wypaść z … no właśnie, jak to nazwać? Z obiegu? Rytmu? Chemii? Mam na myśli to, że proza życia, te niekończące się listy spraw do załatwienia „na już”, szkoła, praca, auto, rachunki itd. dominują w naszej codzienności. Czy się to nam podoba czy też nie.

To pragnienie randki, czasu tylko we dwoje, tej bliskości, o którą trudno, gdy się jest już tak bardzo dorosłym, tli się gdzieś w oddali słabym światłem. I gdy codzienne sprawy nie pozostawiają zbyt wiele przestrzeni na spontaniczne wyjazdy w stronę zachodzącego słońca, to naprawdę potrzeba sporo motywacji, organizacji i samozaparcia, by tego światełka nie zgasić. Ba! to trzeba po prostu wpisać w kalendarz.

Nie zliczę ile razy przez te wszystkie wspólne lata z moich ust padło: „potrzebujemy czasu we dwoje, potrzebujemy randki, powiedz mi jak pracujesz w tym miesiącu”.

Nie odpuszczałam. To była moja misja. Może to właśnie dlatego udało nam się gdzieś po drodze nie zgubić? Może to też dlatego ciągle bawimy się ze sobą tak samo jak wtedy, gdy mieliśmy po 25 lat, choć teraz jakby bardziej? Choć przecież nie zawsze jest kolorowo, choć przecież kłócimy się jak prawdziwe włoskie małżeństwo, a montując drzwi w nowym domu, obydwoje sprawdzamy czy dobrze się będzie nimi trzaskać.

Będąc 17 lat z moim mężem, nauczyłam się też jeszcze jednej rzeczy. Mój mąż jest najcudowniejszym facetem, jakiego znam. Serio. Ale to jednocześnie nie jest facet, który wpadnie na pomysł spontanicznej randki. Przynajmniej nie częściej niż raz na kilka lat, bo jak już wpada na taki pomysł, to wrażenia są niezapomniane 🙂 Nie dlatego, że nie chce ze mną randkować. On po prostu się nie domyśla. Uświadomienie sobie tego i późniejsze zaakceptowanie takiego stanu rzeczy, było jednocześnie trudną, ale i niesamowicie uwalniającą rzeczą, jaką odkryłam.

To ja w teście talentów Gallupa na pierwszym miejscu mam stratega, a na drugim empatię. To ja we wrześniu myślę o tym, gdzie spędzimy ferie zimowe. To mi organizowanie tego przychodzi z totalną łatwością. Dlaczego więc miałabym nie organizować nam randek?

Czy to oznacza, że bez tych cech mój mąż jest gorszy? Czy jeśli on się nie domyśla, to powinnam pożegnać się z warszawskimi randkami, no bo przyjęło się jednak, że to rola faceta? Czy powinnam brnąć dalej w litanię pretensji i oczekiwań? BO TY „NIGDY”, A JA „ZAWSZE”!?

NIE.

Ta lekcja przyniosła mi i mojemu związkowi wiele spokoju i wiele niezapomnianych randek, które zainicjowałam ja, które tworzyliśmy wspólnie i na których rownież wspólnie bawiliśmy się doskonale. Kilka tygodni temu w wielkim stylu powróciliśmy do tradycji naszych warszawskich randek, a mnie udało się zrobić kilka zdjęć.

Obydwoje kochamy Warszawę. Tak samo nas inspiruje, kręci, energetyzuje, a czasem wycisza. Tak! Znamy też Warszawę od tej spokojnej strony. Nauczyliśmy się rytmu tego miasta i ciągle nie możemy się nim nasycić. No i póki co, jest tylko nasze, bo nasze dzieci stolicy nie lubią.

A sama randka? To przede wszystkim brak planu, który w obliczu codziennej gonitwy, która bez dobrej organizacji by się posypała, jest cholernie przyjemną perspektywą. Wszystko możemy, nic nie musimy. Totalny reset dla głowy.

Nocleg z takim widokiem na miasto! 22 piętro przy ulicy Chmielnej i my przy parapecie, zahipnotyzowani widokiem intensywnej, piątkowej Warszawy. Warszawy, która w sobotni poranek zwalnia, staje się spokojna, cicha, leniwa, idealna na spacery.

Tego dnia zrobiliśmy prawie 30 tysięcy kroków głównie po naszym ulubionym Starym Mokotowie. Skręcaliśmy we wszystkie uliczki, w których jeszcze nas nie było i w te, które znamy doskonale. Na śniadanie dotarliśmy do tego samego miejsca, w którym byliśmy 12 lat temu!!! Z maleńkim Michałem śpiącym w wózeczku. Dzisiaj po tych wszystkich latach przy naszym stoliku siedziała inna para, też z wózeczkiem, a ja miałam jakąś taką gulę w gardle. Matko! Ile to już czasu! A Bułka przez Bibułkę ciągle w tym samym miejscu. Polecam Ci tę maleńką knajpkę, jeśli będziesz w Warszawie. Jedna lokalizacja jest na Puławskiej, a druga na Żurawiej. Sentyment ogromny mam do tej na Puławskiej, ale Tobie polecam tę na Żurawiej, bo to miejsce designersko wyjątkowe. W obydwu zjesz pyszne śniadanie.

Moim odkryciem i prawdziwą miłością jest zielony tost. Grzanka z chleba żytniego, masłem chili, pastą z awokado, zielonego groszku, jarmużu, prażonych nasion i kolendry. Dla mnie to absolutne mistrzostwo świata.

Spacery po Starym Mokotowie. Każdego zatrzymuje coś innego. Tomka najnowszy model Bentleya zaparkowany gdzieś przy Mokotowskiej. Ja najchętniej założyłabym czapkę niewidkę i pooglądała jak mieszkają inni. Tymczasem zadowalam się podziwianiem stareńkich kamienic i tych zupełnie przed chwilą wyremontowanych też. Bardzo lubię te warszawskie kontrasty.

Kawa, stolik na zewnątrz i gapienie się na przechodniów. Ulubione weekendowe zajęcie.

I ludzie. Bliscy, najbliżsi, dla których tyle jest czasu w ten weekend, bo przecież nigdzie nam się nie spieszy.

Koniec randki. Następną już wpisałam w kalendarz. To jedno z moich ulubionych hobby 🙂

Zachęcam, polecam, namawiam. I do randek i do przekonania się do Warszawy. Z miłą chęcią oprowadziłabym po tym mieście każdą osobę, która mówi, że Warszawy nie da się lubić 🙂

Spodobają Ci się także:

9 komentarzy

Karina 26 września, 2022 - 8:34 am

Basiu,
przecudne te zdjęcia. Też ubóstwiam podwórka starych kamienic. Ostatnio gdy wybrałam się na robienie tatuażu nie mogłam wyjść z podziwu, że za bramą kamienicy mieszczą się takie cuda. Kapliczka też była 🙂
Z tymi randkami to świetna opcja, szczególnie, że dzieci już całkiem spore, a my śpimy w otwartym salonie z kuchnią… 🙂

Reply
Basia Szmydt 26 września, 2022 - 12:00 pm

No to jest motywacja ❤️

Reply
Stefa 27 września, 2022 - 7:24 pm

„Musicie” odwiedzić Łódź . Ty, pamiętam, że już zwiedzałaś, ale wtedy chyba byłaś bez Małżonka. Pozdrowienia!

Reply
Basia Szmydt 27 września, 2022 - 7:26 pm

Byłam kilka razy. Sama i z małżonkiem też. Bardzo lubię 🙂

Reply
Natalijka 27 września, 2022 - 7:38 pm

No naprawdę jakbyś pisała o mnie 🙂 zgadzam się w 100 proc z dobroczynnym dzialaniem randek, też randkujemy w Warszawie która bardzo nam się romantycznie kojarzy (kocham Warszawę, mieszkałam tam 10 lat i wróciłam do Lublina z mężem warszawiakiem). To ja planuje randki (mój mąż to chyba bliźniak Twojego :)) ale bawimy się zawsze cudnie. No i my też chodziliśmy z wózeczkiem do bułki na puławskiej 🙂 15 lat temu 🙂

Reply
Basia Szmydt 27 września, 2022 - 7:52 pm

No kopiuj – wklej 🙂 miło!

Reply
Marzena 28 września, 2022 - 5:25 pm

Pod koniec pazdziernika wybieram sie z nastoletnim synem do Warszawy. On kocha wielkie miasta. WPolsce zna moje rodzinne miasto i glownie Trojmiasto.
Cos bys moze doradzila?
Na Chmielnej to hotel jakkes z takkig widokiem?
Pozdrawiam Marzena

Reply
Basia Szmydt 1 października, 2022 - 8:42 am

To Airbnb na 22 piętrze wieżowca na Chmielnej. Warunki do spania takie mocne 3/10 ale widok obłędny 😉
Jakbym chciała zrobić wrażenie na nastolatku, to bym chyba wynajęła pokój w hotelu Intercontinental z widokiem na Warszawę (wysoko!) i z basenem też z widokiem na PKiN 😉
Obiad Wi-Taj na Placu Konstytucji, deser Amor Eklery i Wino na Kruczej.
Hala Koszyki też jest bardzo spoko.
Green Cafe Nero przy Placu Trzech Krzyży.

Reply
Marzena 1 października, 2022 - 2:05 pm

dzieki

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem