5:30. Mały paluszek, z nieobciętym paznokciem próbuje wcisnąć mi gałkę oczną do środka. Niepewnie otwieram oczy i od razu włączam tryb skrzywionej Basi Szmydt, narzekającej na otaczający świat. Od czego by tu zacząć? Może od wściekłości na zegarek, za to, że pokazuje tak wczesną godzinę? Jestem zmęczona i niewyspana choć to dopiero początek dnia. Słonecznego jak widzę przez wpół otwarte powieki. Sms. „Dzień dobry Kochanie. Dziś już jestem. Miłego dnia”.
Dlaczego w tym domu jest tak zimno???
Słyszę pukanie do drzwi. To teściowa. Pyta czy chcę, aby rozpaliła w piecu.
Dalej niezadowolona z życia człapię do kuchni, w kierunku ekspresu do kawy. Dzieci chcą jeść. Nie kupiłam bułeczek ani kaszy. Dżizasss….Otwieram lodówkę. Kopytka! Całe pudełko pysznych kopytek z białym serem, które moje dzieci tak uwielbiają. Moja mama włożyła mi je wczoraj do torebki, gdy odjeżdżalam.
Jadę do pracy. Otwieram drzwi biura. Czeka tam już na mnie kobieta, z którą byłam umówiona. W ręku trzyma domowe ciasto. Pomyślała, że będzie nam się milej rozmawiało przy czymś słodkim. Cudownie! Nie jadłam śniadania.
Wychodząc z pracy nie mogę znaleźć dowodu rejestracyjnego. Wściekła wysypuję zawatość torebki na chodnik. Nie ma. Bezradna siadam za kierownicą i wtedy zauważam przyklejoną kartkę do przedniej szyby. „Dzień dobry Pani Basiu. Znalazłem Pani dokumenty. Są do odbioru w sklepie narciarskim. Pozdrawiam. Krzysztof”.
Wiecie co łączy wszystkie te sytuacje? Słowo WDZIĘCZNOŚĆ, o którym non stop zapominam. Mam jeszcze chwilę, żeby naprawić ten dzień, a siebie samą z wrednej baby zamienić się we wdzięczną Basię Szmydt. Taka, która widzi wszystkie te gesty i potrafi je docenić, w zamian dając jeszcze więcej
Obejrzyjcie sobie ten film.
A poniżej nasz weekend w zdjęciach i kilka rzeczy, za które jestem wdzięczna 🙂
Odkrycie bloga Jadłonomia. Pyszny pasztet z soczewicy z żurawiną, pasta z suszonych pomidorów, brokułowe pesto, wegański rosół i curry z kalafiora – to mój bilans kuchennych weekendowych poczynań.
Odkrywanie wiosny z moimi synami. Pierwsze żaby i bociany Marcina. Policzki zaróżowione od rześkiego powietrza i radość, że wszystko pachnie już wiosną.
Mimo przepisanych antybiotyków, wyrzuciłam je w cholerę i zrobiłam moim dzieciom takie syropy, jakie sama piłam w dzieciństwie. Czosnek, cebula, miód i cytryna. Do tego wszystkie sposoby, które polecaliście mi na fun page’u bloga. Dziękuję.
Kilka godzin spędzonych z przyjaciółką. Murzynek z wiśniami. Celebracja. Zamiast narzekania na temat dzielącej nas odległości – kontemplacja chwili 🙂
Jak Wasz weekend? Za co jesteście wdzięczni?
28 komentarzy
Czy Twój mąż jest pilotem? 🙂
nie 🙂
Pani Basiu zaglądam od czasu do czasu na Pani bloga i widząc zdjęcie Pani męża miałam wrażenie, że skądś go znam….czy Pani mąż lata jako steward w linii R., bo wydaje mi się, że kiedyś z nim leciałam?
Linie N. 🙂
Spędziłam rodzinny weekend w domu moich rodziców. W moim rodzinnym domu 🙂 byłam na długim spacerze z 6 letnim bratankiem, który usiadł na glizdę 😀 spędziliśmy czas na ogrodzie biegając, grając w paletki i smażąc kiełbaski przy ognisku. Wszyscy zdrowi… rodziców nic nie bolało. Kiedy wracałam do Poznania dziękowałam Bogu za ten czas.
pięknie 🙂
Basha! Nie gadaj, że zaglądałaś kaczuchom pod kuperek! ;-P
Btw, ja też eksploruję Jadłonomię 😉
Jestem wdzięczna za to, że mojemu mężowi chce się: przygotować i zjeść ze mną długie śniadanie, i za to, że mój syn rośnie zdrowo.
P.S. na obczyźnie bywa się jeszcze bardziej samotnym niż w rodzimym kraju. doświadczyłam tego na sobie. plusem jest mniej zmartwień o 'jutro’.
:*
tej samotności się boję i niepolskości, dlatego jesteśmy tu gdzie jesteśmy.
co do kaczek to wiadoka, że ten bardziej kolorowy to samiec – jak to w życiu, musi się odpicować, żeby zdobyć 🙂
Za nasze dziecko, na które musieliśmy czekać i przejść jedno tragiczne odejście. Za męża i przyjaciela w jednym. Za cudownych rodziców. Za nasz błogi spokój i miarowy rytm trzech oddechów, którego słucham przed snem. Trzech moich idealnie dopasowanych puzzli.
P.S. Czy to Wasz pies na jednym ze zdjęć?:)
pięknie:) nie, to wiejski psiak, który idealnie się w fotkę wstrzeił i zapozował niczym na wystawie 🙂
Wdzięczni? Za urlop rodzicielski, a tym samym możliwość spędzenia z dzieckiem pół roku dłużej niż zamierzałam. Bezcenne. Od wczoraj jestem w pracy i płaczę co rano po wyjściu ze żłobka :(((
Muszę zrobić syrop z cebuli, bo zupełnie o nim zapomniałam
nie płacz, maluszek nie ma tam źle na pewno. Ciesz się, że masz pracę 🙂
weekend wdzięczności widzę 🙂 za co jestem wdzięczna napisałam wczoraj u siebie 🙂
napisz jak Ci się sprawdził syrop z cebuli! A jak chcesz żeby zdrówko się podreperowało poszukaj dobrego homeopaty. Brawo za wdzięczność. Jestem wdzięczna za słońce, zdrowie moich dzieci, miłość męża, za bliskich, na których mogę liczyć 🙂
sprawdził się. wyeczył rzekome anginy 🙂
Chyba jakaś epidemia anginy :/ Ja też jeszcze się doleczam po tygodniowym L4
Już Ci to kiedyś pisałam-kilka m-cy temu kiedy odkryłam Twojego bloga- ale bez skrępowania się powtórzę: Uwielbiam Cię;)
Ja czuję się naprawdę szczęśliwa, mimo nieprzespanych nocy, braku czasu dla siebie i zapalenia oskrzeli u całej naszej rodziny (syrop z cebuli niestety nie pomógł;()Myślę, że mam być za co wdzięczna, zawsze sobie to uświadamiam kiedy jest już o włos od kłótni małżeńskiej albo ataku depresji „po porodowej” hihi Pozdrawiamy
ja też uświadamiam to sobie w podobnych momentach 🙂 klasyk 🙂
skłaniasz po raz kolejny do refleksji… jestem wdzięczna za słoneczne weekendowe poranki, za ciepły dom do którego się wraca ze świata, za piwo … marcowe :), za kochających i kochanych dziadków moich dzieci, za krokusowe polany, za górski widok za oknem i rześkie górskie powietrze, za powolne niedzielne śniadania na słodko, kurcze jestem wdzięczna za WSZYSTKO … tylko czasem się tego nie widzi …
Jestem wdzięczna Ci Basiu za tego posta. Jestem Ci wdzięczna za otwieranie mi oczu na blache sprawy. Najbardziej na świecie jestem wdzięczna Bogu za moją najpiękniejsza Hanie na którą czekałam całe życie!
Baśka Ty za bociana nie zaglądam hihi wiesz co mówią hihi 3 dzidziuś pod dachem pewnie się zmieści, ale wtedy to już oka nie zmruzysz ;))
) a co to to zielone z makaronem?
i ile dawała chłopakom syropu z cebuli? Może i ja podam moim? Mały tez siarka ;(
I tez uwielbiam czytać Twoje posty i ciągle mi ich mało ;)))
Grrrrrr nienawidzę rzeczy podobno przydatnych jak słownik rzekomo pomagający w pisaniu. Właśnie przeczytałam jakie babole mi podrzucil wczoraj ; (
Jestem wdzieczna za niedzielny, sloneczny niespieszny spacer z Synem i Mezem i wycieczke na zubry;) co do wyjazdow, to sama wiem,jak to cholernie ciezko,sama bylam z drugiej strony, 3 m-ce w delegacji,a roczne dzieco w Polsce. Ale to mi pokazalo,ze wszystko sie da i wszystko po cos. Bloga odkrylam niedawno,czytam namietnie;)) gdybys kiedys trafila do Lodzi,zapraszam na wino:)) pozdrawiam!
trafię w wakacje 🙂
Tak sobie myślę, że ta wdzięczność to chyba siedzi bardziej w środku niż na zewnątrz. Kapitalna to umiejętność wyszukiwania dobra wokoło 🙂 (i rozsiewania do innych).
Film świetny.
A jak patrzę na zdjęcia to mam wrażenie, że to moje rodzinne okolice …
A i jestem trochę przeczulony (pozytywnie) na hasło: obiektyw.
Fajnie, że są na tym świecie ludzie, którzy potrafią się zatrzymać w zwariowanej codzienności i dostrzec jej dobre strony. Potrzebny post! Pozdrawiam i więcej pełnych wdzięczności chwil życzę:):)
A ja czuję wdzięczność, że trafiłam dziś na twojego bloga!naprawde! siedzę tu juz 2 godziny a rano na 7 do pracy i jakos nie moge się oderwac,czuje,że dzięki Tobie zaczynam się resetowac-dostrzegać że w małżeństwie nie ma już od dawna NAS jestesmy My z dzieckiem.nie ma randek z męzem,błysku w oku…
będę musiała wiele naprawić!!!!
Bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Są przepełnione miłością do Rodziny i otoczenia 🙂