BĄDŹ CHEERLEADERKĄ – NIE HEJTERKĄ

Autor: Basia Szmydt

Dziś każdy powtarza nam „Uwierz w siebie! Twój sukces jest w twoich rękach, a motywacja w tobie”. A co jeśli czasami to jednak za mało? Jeśli sami nie potrafimy być przebojowi, by z niczym nieskrępowaną wiarą w siebie zdobywać kolejne góry? Jeśli dobrze by było, by ktoś raz na jakiś czas poklepał nas po plecach i powiedział „Hej! Dasz sobie radę, dobrze wybrałaś, to świetny pomysł!”.

KIEDY PÓJDZIESZ DO NORMALNEJ PRACY?

Bloguję od 7 lat. Przez te 7 lat zdążyłam wspólnie z mężem wybudować i wykończyć dom i przeprowadzić się z Lublina na wieś pod Warszawę. Wychować dwóch synów, dla których fakt, że mama piecze ciepłe bułeczki i codziennie gotuje zupę jest rzeczą zupełnie normalną. Synów, którzy rano przed wycieczką szkolną do teatru przypominają mi, że skarpetki trzeba by założyć czarne, bo tak mówi savoir – vivre. 
Sama, bez pomocy rodziców, bez opiekunki do dzieci, w obcym zupełnie miejscu stworzyłam mojej rodzinie bezpieczną bazę. Na tym mi zależało. Udało się. Dzięki temu mój mąż mógł spokojnie pracować, wylatywać co kilka dni do Norwegii. Czy się poświęciłam? Czy poświęciłam karierę dla wychowania dzieci? Nigdy w ten sposób o tym sama nie myślałam.
Ja nie, ale inni już tak.
Przez ostatnie 7 lat setki razy słyszałam, że żyję nie tak jak trzeba. 
Pamiętam wszystkie te sytuacje doskonale. 
Wszystkie te drwiące pytania z cyklu „kiedy w końcu pójdę do NORMALNEJ pracy?!”.
Uśmieszki, gdy na pytanie czym się zajmuję odpowiadałam, że zajmuję się domem i jestem blogerką.
Dopytywania – „no dobrze, ale czym tak naprawdę się zajmujesz, gdzie pracujesz?”.
Mój brak wiary w siebie i wstyd, że nie jestem jakaś. Że nie mam na siebie dobrej nazwy, a mój zawód nie istnieje.  Nie jestem sprzątaczką, listonoszem, sekretarką i nauczycielką. 
Za każdym razem, gdy musiałam się przedstawić myślałam sobie o ileż łatwiej by mi było, gdybym mogła pracować w którymś z wymienionych zawodów. Ale ja byłam tylko blogerką. Nawet teraz, gdy to piszę słownik w wordzie podkreśla mi to słowo na czerwono. Nie ma takiego słowa jak „bloger” w słowniku worda.
Co to za praca?! Bloger? Pfff. Siedzi taka w domu, klepie w klawiaturę i to nazywa się pracą?
Wzięłaby się w końcu do roboty, normalnej roboty i zobaczyłaby jak wygląda życie. Na etat, natychmiast!

NOKAUT Z KAŻDEJ STRONY

Dostawałam nokaut od bliskich przy świątecznym stole, od znajomych, którzy robili kariery w korporacjach, od obcych mi ludzi podczas tzw. „small talków” i wreszcie od małej grupy czytelników, którzy raz na jakiś czas w komentarzach postanawiali mi przypomnieć, że w zasadzie to i ja i moja praca niewiele znaczą. Wisienką na torcie było wejście na jakikolwiek artykuł w internecie dotyczący „infulencerów” napisany prześmiewczym tonem, drwiący i upokarzający ludzi, którzy śmią tymi „influencerami” się zwać.

Sporo tego. Nokaut z każdej strony. Ciężko w takiej atmosferze utrzymać tę wiarę w siebie i słuszność decyzji, którą się podjęło. Mnie dojście do tej pewności zajęło kilka lat. Dziś to ja uśmiecham się drwiąco za każdym razem, gdy słyszę te wszystkie pytania. Tylko coraz rzadziej mam ochotę się tłumaczyć. Już tego nie potrzebuję.

Dziś swój czas i energię poświęcam na pielęgnowanie i realizowanie swoich nowych marzeń, bo zobaczyłam, że ich spełnianie to jest doprawdy przyjemna rzecz. I na życie według swojego własnego scenariusza. I żyjąc według tego scenariusza jest mi cholernie dobrze. Nie mam już w sobie przestrzeni na to, by choć minimalnie naginać się, by spełniać oczekiwania wiecznie niezadowolonych ze mnie osób. Wolę ten czas poświęcić na wymyślanie nowych tekstów na bloga, na rozmowę ze swoimi czytelnikami, na doskonalenie się w fotografii, na pisanie kolejnych rozdziałów książki i na biznesowe rozmowy z klientami, którzy chcą na moim blogu zareklamować swoje produkty, bo dla nich to miejsce jest wartościowe. Stworzyłam swoją markę osobistą od zera. Spójną, autentyczną, złożoną z mojego imienia i nazwiska. Z nieznanej dziewczyny mieszkającej na wsi pod Warszawą stałam się blogerką, która odpisuje na kilkadziesiąt maili tygodniowo od swoich czytelniczek, która potrafi napisać dobry tekst, zainspirować do uważnego życia, do spełniania marzeń, do remontu w kuchni i do gotowania z przepiśnika babci 🙂 Stałam się tym kim zawsze chciałam być. Tylko zanim to zauważyłam minęło sporo czasu. No i …nie zrobiłam tego sama.

DLACZEGO SIĘ NIE PODDAŁAM?

Momentów, w których oznajmiałam, że się poddaję, zamykam bloga i zakładam konto na portalu z ofertami pracy było dziesiątki. Serio. Za każdym razem gdy już brakowało mi wiary w siebie, gdy tych batów dostawałam za dużo lamentowałam do słuchawki którejś z moich przyjaciółek albo mężowi. 
Wiesz dlaczego się nie poddałam? Bo w odpowiednim momencie ktoś powiedział mi kilka prostych i ważnych słów. Ktoś poklepał mnie po plecach i stwierdził: „Nie przestawaj! Zobacz ile już zrobiłaś, jesteś w tym dobra, nie oglądaj się za siebie”. 
Takich osób w moim życiu było kilka, ale na miejsce na szczycie tej listy zasługuje moja przyjaciółka Monika znana w sieci jako Tekstualna. Przez te wszystkie lata znajomości nie było ani jednej sytuacji, w której ona by we mnie zwątpiła. Nigdy. Zawsze w gotowości, najlepsza cheerleaderka, zawsze zagrzewająca do boju. Potrafiła rzucić wszystko i przyjechać do mnie z Gdańska pierwszym pociągiem, by na wielkim arkuszu papieru rozrysować plan działania. Edytowała mój tekst, gdy ja nie miałam za grosz weny. Kupowała mi tablet graficzny, gdy wpadałam na pomysł, że chciałabym rysować plakaty z inspiracjami, ale nie wiem jak. Wymyślała wspólne oferty kampanii dla marek, gdy te mnie nie zauważały. Mówiła nieustannie, że bloger to zawód, mój zawód. Wymieniała moje talenty tak jak recytuje się wiersz. O wielu z nich nie miałam nawet pojęcia.
Była zawsze. W pełnej gotowości, by mnie zmotywować i kopnąć w tyłek na szczęście – jak przed ważnym egzaminem. 
To, że Monika była dla mnie tak wielkim wsparciem doceniłam niedawno. Nigdy jej tego nie mówiłam. Za rzadko jej dziękowałam. Jej pomoc często wydawała mi się oczywista. Po prostu była z całym arsenałem motywujących słów.

KIM JESTEM DZISIAJ?

Dzisiaj z dumą o sobie mówię – jestem blogerką, piszę artykuły. Mówię to głośno i wyraźnie. Nie spuszczam głowy, nie wymyślam już innego nazewnictwa. Po prostu jestem blogerką. Bardzo dobrą blogerką.
Z głową pełną planów i marzeń, bo blog stał się do tworzenia takich doskonałą kanwą.
Mam w sobie ogrom odwagi i niezachwianej wiary w to, że życie po swojemu to jedyny słuszny kierunek, i że powinniśmy robić wszystko, by móc w tym życiu otaczać się cheerleaderkami, a nie hejterkami. 
Często zastanawiam się ile w moim życiu było sytuacji, w których to jak żyje ktoś inny nie mieściło się w mojej głowie. W których oceniałam i kiwałam z dezaprobatą głową, zamiast docenić czyjąś odwagę. Czy miałam otwarty umysł? Czy potrafiłam dostrzec jakieś kolory pomiędzy czarnym i białym? Czy doprawdy wiedziałam o danej osobie i jej życiu wszystko zanim wydałam osąd? Dziś takich sytuacji w moim życiu prawie nie ma.
W momencie, w którym na własnym przykładzie doświadczyłam jak to jest pracować w zawodzie, którego wykonywanie nie mieści się w czyjejś głowie dużo łatwiej przychodzi mi nie ocenianie innych.
Zmiana zaczyna się od siebie samego.

Jestem pewna, że nie doszłabym do tego miejsca, gdyby nie kilka ciepłych słów, które ktoś powiedział mi w najbardziej odpowiednim momencie. Prostych słów, które potrafią nas w jedną chwilę ukierunkować, zmotywować do podjęcia ważnych decyzji, spełnić nasze plany i marzenia.

BĘDĘ TWOJĄ CHEERLEADERKĄ

Nie każdy ma obok siebie taką osobę, która nas wesprze o każdej porze dnia i nocy. Wiem to. 
Wiele z nas ma wielkie plany i marzenia. Chce wyjść z utartego schematu. Założyć firmę, wyjechać w podróż, zrobić coś zupełnie innego, niż to, czego oczekują od nas najbliżsi.
Najbliżsi, którym nie mieści się to w głowach.
Dziś ja będę twoją cheerleaderką Moja Droga Czytelniczko.

I powiem ci, żebyś nie przestawała. 
Żebyś uwierzyła w banały i w siebie. 
Żebyś zaufała swojej intuicji, wzięła czystą kartkę i ołówek i wypisała wszystkie swoje osiągnięcia. Nawet te najdrobniejsze. Żebyś dostrzegła swoje talenty i swój potencjał.
Nie oglądaj się za siebie, niech gadają! Oni będą gadać, a ty w tym czasie będziesz spełniać swoje marzenia. Bo życie jest tylko jedno.
Zrób sobie kubek dobrej kawy i działaj. 
Dokończ te wszystkie pomysły, w które przestałaś wierzyć w tym samym czasie, w którym zabrakło ci wiary w siebie samą. To były naprawdę dobre pomysły!
A jeśli dalej trudno ci zacząć i wciąż przejmujesz się opinią innych – napisz do mnie. Pomogę ci spojrzeć na to z innej perspektywy.
Wierzę w ciebie absolutnie <3

SPOTKAJMY SIĘ

Na koniec niespodzianka 🙂 Nie wiem czy wiesz, ale 5 marca przypada Dzień Doceniania
Z tej okazji zapraszam cię na spotkanie na żywo ze mną i z Moniką Pryśko – Tekstualną do Oddziału Banku BNP Paribas przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie (dawny DH Sezam). 5 marca od godziny 19:30. do 21:30 porozmawiamy o tym jak ważne jest wzajemne docenianie, a nie ocenianie. Jak w życiu codziennym być cheerleaderką, a nie hejterką. O prostych słowach, które mają wielką moc, i które są dla nas często tak oczywiste, że zapominamy ich użyć. O słowach, które w magiczny sposób potrafią zmienić bieg wydarzeń.
Spotkanie odbędzie się w ramach kampanii „Doceniaj nie oceniaj” Banku BNP Paribas, a klikając w link poniżej możesz przeczytać więcej o spotkaniu i dołączyć do wydarzenia na Facebooku.

KILKNIJ TUTAJ I DOŁĄCZ DO NASZEGO SPOTKANIA

Mam nadzieję, że do zobaczenia!
Nie mogę się doczekać! 🙂

Napisz mi w komentarzu czy ciebie też spotykają takie sytuacje? Czy musisz tłumaczyć się światu ze swoich wyborów, decyzji, które innym nie mieszczą się w głowach? A może to juz dawno za tobą? Może się zbuntowałaś i dziś zostawiłaś to zamartwianie się innymi za sobą? Masz kogoś, kto cię docenia? Jeśli możesz podziel się swoją historią w komentarzu. To zawsze niesamowicie inspiruje i motywuje inne czytelniczki <3

Na koniec proszę obejrzyj ten spot reklamowy. To jedna z tych doskonale zrobionych reklam, która zostaje w głowie na dłużej. Mnie wzrusza za każdym razem, gdy ja oglądam. Z życia wzięte <3