KSIĄŻKI, KTÓRE OSTATNIO PRZECZYTAŁAM

Autor: Basia Szmydt

Ostatnio pisałam ci o tym jak znalazłam czas na czytanie książek? Mam nadzieję, że spróbowałaś moich „nie – odkrywających-ameryki” metod i spędzasz właśnie sobotni poranek z pasjonującym thrillerem.
Dziś też mam dla ciebie kilka recenzji. Niektóre z nich to prawdziwe perełki, po inne warto sięgnąć, jeszcze inne pozostawiają wiele do życzenia.
Zobacz, co przeczytałam w lipcu.

„BÓG W WIELKIM MIEŚCIE” KATARZYNA OŁUBIŃSKA

_MG_2551

Pisałam o niej przy okazji sobotniego plakatu, pokazywałam ją na insta. Dlaczego? Bo to jedna z ważniejszych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Nawet przez sekundę nie spodziewałam się, że znajdę w niej coś, co mnie zatrzyma. Różowa okładka, kwiatuszki – to pewnie kolejny poradnik w stylu skandynawskiego „hygge” – myślałam. Zaczęłam czytać, a potem zniknęłam z tą książką na dwa dni.
„Bóg w wielkim mieście” to książka o Bogu, o wierze, o duchowości. To nie jest książka o Bogu, który każe, który jest zły, który skreśla cię, jeśli nie chodzisz do kościoła. To nie jest książka o Bogu, w którego każe ci wierzyć partia rządząca w naszym kraju, nie dając ci żadnego wyboru. To książka o tym jak paradoksalnie łatwo się żyje, jeśli część odpowiedzialności, zamartwiania się, dołowania zrzucisz na Boga, w którego wierzysz. Ja tak to odebrałam. Ludzie, którzy wierzą – mają łatwiej. Serio. Są zwalniani z ciągłego poprawiania swoich wad, uciekania w poradniki mówiące im o tym jak coś zrobić lepiej, jak być doskonalszym itd. Oni ufają. Wiara katolików to właśnie ta ufność, że jest się wystarczająco dobrym, że Bóg przyjmuje cię takiego jakim jesteś. Ta książka pokazała mi, że bez wiary, bez spotkania od czasu do czasu sam na sam ze sobą, bez zajrzenia w swoją duszę – nic się nie uda. Wciąż będzie coś do poprawki, wciąż będę szlifować swoje wady, wciąż będę od siebie wymagała niemożliwie wiele. Ta książka spotkała mnie właśnie w momencie totalnej niezgody na kościół. Wiara to było dla mnie coś bardzo odległego. Tym bardziej dziwię się, że po nią sięgnęłam.
Po jej przeczytaniu nie rzuciłam się od razu na wszystkie nabożeństwa w kościele. Myślę, że długo tego nie zrobię. Ale poczułam sens wiary. Poczułam, żę mogę zaufać Komuś i przestać bać się życia, swoich wad i niedoskonałości, że wciąż będzie dobrze.
Malwina podczas naszego ostatniego spotkania zapytała mnie „Jak tam Basia u ciebie z Bogiem, ze spowiedzią?”. Odpowiedziałam „Fajerwerków jeszcze nie ma, ale doceniam Jego obecność”. 🙂
Warto przeczytać, warto się w niej zanurzyć, warto wysłuchać wywiadów ze znanymi aktorami, piosenkarzami, blogerami, których w tej książce znajdziesz. Wszyscy zgodnie twierdzą, że w świecie który chwilami drży w posadach, wiara jest czymś, co bez zbędnego patosu możemy nazwać najsilniejszym z fundamentów.

„POŻEGNANIE Z NADMIAREM:MINIMALIZM JAPOŃSKI” FUMIO SASAKI

_MG_2558

Kolejna książka o minimalizmie? Serio? Co jeszcze nowego można dodać w tym temacie, skoro minimalizm sam w sobie nie wymaga już dodawania czegokolwiek. A jednak znalazłam w tej książce coś wartościowego. Ba! Uważam, że to jedna z lepszych książek o tej tematyce, którą przeczytałam.

Pozwól, że na początek  zacytuję Tylera Durden’a z filmu „Fight Club”.

„Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku, to nie ty. Samochód, jakim jeździsz to też nie ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki.”

I drugi – Rabbi’ego Hyman’a Schachtel’a, który również pochodzi z tej książki.

„Szczęście nie polega na tym, żeby mieć to, czego chcemy, ale żeby chcieć tego, co mamy.

I do tych dwóch cytatów mogłabym sprowadzić recenzję tej książki.
To książka, w której znajdziesz opowieść o tym, czym jest minimalizm. Znajdziesz w niej standardową historię gościa, który miał dużo, jadł śmieciowe jedzenie, był nieszczęśliwy i tak dalej, i tak dalej. Pewnego dnia odkrywa, że nie chce już, by poczucie jego wartości było determinowane stanem posiadania i zaczyna swoją zmianę, którą następnie przedstawia nam w „Pożegnaniu z nadmiarem” 🙂 Zatem książka jakich wiele, choć mnie podoba się w niej to, że autor tak wiele stron poświęcił zagadnieniom psychologicznym w kontekście minimalizmu. Kilka lat temu, przeczytałam kilka pozycji o minimalizmie. Wówczas kompulsywnie wyrzuciłam 2/3 przedmiotów, które oczywiście wróciły do mnie w podwojnej ilości. To tak nie działa. Nie możesz wyrzucać dla samego wyrzucania, bez zrozumienia dlaczego to robisz. Albo dlatego, że postanawiasz, że minimalizm jest fajny, modny i ty też chcesz. Wyrzuć, kiedy zrozumiesz, że nie potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, żeby pokazać to jaka jesteś fajna, a kiedy już to sobie uświadomisz – poczujesz się naprawdę mega!
Myślę, że poświęcę tej książce osobny post, bo to temat szalenie mnie interesujący. Widzę jakie zmiany zaszły we mnie, kiedy zaczęłam wprowadzać do mojego życia elementy minimalizmu. I nie mam tu na myśli tylko porządków w szafie. Jesteś ciekawa tego tematu? Daj znać w komentarzu.

„JAK ZOSTAĆ PANIĄ SWOJEGO CZASU” OLA BUDZYŃSKA

3

Nie ma drugiej takiej kobiety w Polsce jak ona. Mistrzyni zarządzania czasem. Ostatnia osoba, która powie ci, żebyś szorowała okna, prasowała i była perfekcyjna. Zamiast tego powie ci, że zrobione jest lepsze od doskonałego. Powie ci, że jesteś cholernie ważna, powie ci, że pewność siebie da ci właśnie zorganizowanie się. Powie ci, że właśnie ty dasz radę, bo ona jest taką samą kobietą jak ty i ja.
I jak? Przekonałam cię? Jeśli nie ja, to zrobi to na pewno ona – Pani Swojego Czasu Ola Budzyńska. Od lat uczy kobiety jak zarządzać swoim czasem, jak znaleźć go na swoje pasje, na nic nie robienie, na lenistwo, na kosmetyczkę, na kino, na randkę, na seks. Brzmi dziwnie? Wcale nie! My kobiety robimy „pierdyliard” rzeczy niepotrzebnych, albo potrzebnych w naszej ocenie. Po to, by poczuć się docenioną, ważną, by wszystko było na tip-top. I świetnie! Tylko w tym cholernym roller-coasterze nie znajdujemy już czasu na to, by pójść pobiegać, a przecież tak to lubimy. By poczytać ulubione romansidła, bo padamy na twarz wieczorem razem z dziećmi. By zrobić sobie z mężem randkę raz w tygodniu, zwieńczoną namiętnym tete-tete w sypialni, bo brak na to czasu. By rozwinąć biznes marzeń, bo przecież na to czasu absolutnie nie ma, skoro czeka nas tyle do zrobienia w domu, przy dzieciakach, przy mężu.
Ola wszystkim tym argumentom wypowiada wojnę. W zamian daje ci narzędzia do takiego zorganizowania swojego dnia, by nie padać właśnie na przysłowiowy „pysk” wieczorem, by umiejscowić siebie – kobietę w odpowiednim miejscu,czasie i roli (czyli na samej górze piramidy 😀 ). Z całego serca polecam ci jej książkę, bloga, instagrama i poniedziałkową kawę z Budzyńską. Rzadko kiedy spotyka się w sieci osoby z taką charyzmą i charakterem. Brawo Ola!

„ZREDUKUJ WAGĘ DZIĘKI MEDYTACJI” TIFFANY CRUIKSHANK

4

No cóż. Sam tytuł pozostawia wiele do życzenia 🙂 Książka napisana przez Amerykankę dla Amerykanów, a w tym kraju było chyba już wszystko. Na 216 stronach autorka opowiada o tym jak cudowny wpływ ma medytowanie na cudowne chudnięcie. Wciąż powtarza te same rzeczy. Według mnie coś, co można przedstawić w formie artykułu, tutaj jest rozciagnięte do granic możliwośći. Zgadzam się z autorką co do tego, że pomiędzy ciałem, a umysłem jest nierozerwalny i często niedostrzegalny związek. Zgadzam się, że jeśli jesteśmy zestresowani, na maksa, żyjemy na najwyższych obrotach, jesteśmy pogrążeni w depresji, to w naszym ciele wydziela się taka ilość kortyzolu, że choćbyśmy ładowali w siebie 6 sałatek dziennie i wyciskali siódme poty na siłowni to efekt może być mierny. Zgadzam się z tym, że spokojny umysł sprawia, że kompulsywne jedzenie jest nam obce. Zgadzam się również, że należy w sobie ten spokój ćwiczyć. Być może właśnie medytując. Temat jest ciekawy, ale teksty z tej książki do mnie nie docierają.

„GDZIE JEST MIA?” ALEXANDRA BURT

6

O! A to jest wciągający thriller. O młodej matce, która budzi się w szpitalu z raną postrzałową głowy i częściową utratą pamięci. Jej siedmiomiesięczna córeczka zniknęła, a wszystko wskazuje, że winna jest Estelle czyli matka. Czy byłaby zdolna zabić swoje dziecko, które płakało nieprzerwanie dniami i nocami? Jeśli tak to gdzie jest ciało małej? Gdzie są ślady krwi? Gdzie podziały się wszystkie, absolutnie wszystkie rzeczy dziecka? Czy dziecko w ogóle istniało? Tak! Przecież jej ciało wciąż nosi ślady niedawno przebytej ciąży.
Ta książka oprócz tego