METAMORFOZA SYPIALNI MOICH RODZICÓW

Autor: Basia Szmydt

Zapraszam Cię dzisiaj do zobaczenia w pełnej krasie metamorfozy sypialni moich rodziców. To był mój prezent z okazji Dnia Mamy i Taty i jestem z niego mega, mega dumna! 🙂

SKĄD POMYSŁ NA METAMORFOZĘ SYPIALNI?

Sprawa była dosyć oczywista. Otóż bardzo, bardzo chciałam dać moim rodzicom z okazji ich święta coś extra, coś wyjątkowego, coś, co zapamiętają na długo, coś, co nie będzie tylko przypadkowo kupionymi czekoladkami, książką o wędkowaniu czy bukietem kwiatów. Bo choć te prezenty zawsze sprawiały moim rodzicom radość, to ja wiedziałam, że nadszedł czas na tak zwany prezent na wypasie. Pomysłów miałam sporo. Chciałam wysłać ich do SPA, albo na jakąś zagraniczną wycieczkę. Była też myśl, by kupić im jakiegoś szczeniaka. Oczywiście wszystkie moje pomysły spotykały się z ich pełnym politowania kiwaniem głową, ewentualnie ze stukaniem się w czoło. Nie jestem najlepsza w robieniu niespodzianek, a rodzice moi są bardzo kiepscy, jeśli chodzi o przyjmowanie tych niespodzianek. Jakby to ująć – wolą być przygotowani. Tak więc byli na nie. I w kwestii wyjazdu, i w kwestii SPA, i w kwestii szczeniaczka tym bardziej. Zgodnie stwierdzili, że niczego nie potrzebują, i najważniejsze, żeby zdrowie było. Znasz tę „gadkę” prawda?
Bo nie mają czasu, bo nie mają urlopów, bo nie mają ochoty, nie bo nie. Robienie prezentu dla moich rodziców doprawdy nie należy do rzeczy łatwych i przyjemnych.

Finalny pomysł pojawił się w okolicach Świąt Wielkanocnych. Wtedy to podsłuchałam rozmowę moich rodziców, podczas której tata stwierdził, że wynosi się (o zgrozo!) z sypialni, bo nie zniesie dłużej tego niewygodnego materaca, na co mama stwierdziła, że również się wyniesie (nie wiedziała jeszcze gdzie), bo nie zniesie dłużej widoku siłowni mojego taty, stojącej w centralnym punkcie pokoju. Atmosfera była ciężka, a ja właśnie wtedy podjęłam decyzję, że wyremontuję im ten pokój i to będzie moim prezentem na Dzień Mamy i Taty. Sama sobie przyklasnęłam, że wpadłam na tak wspaniały pomysł. Od razu chciałam ruszyć z robotą, ale to okazało się wcale nie być taką prostą rzeczą. Według moich rodziców wystające sprężyny materaca i ściany wybrudzone rączkami wnuków to za mało istotny argument przemawiający za tym, żeby robić jakikolwiek remont.
Sprawa jednak nie była tak oczywista jak mi się na początku wydawało i musiało minąć trochę czasu zanim pozwolili mi wejść z ekipą do pokoju i zrobić metamorfozę sypialni.
Przyznam, że obserwując ich reakcję podczas kolejnych etapów prac zastanawiałam się jak ja będę czuła się, gdy będę starsza o te 20 lat, i gdy moi synowie stwierdzą, że czas na remont. Czy będę tak jak moi rodzice wspominała 95 rok, w którym to za uzbierane pieniądze kupili sobie wówczas najładniejsze łóżko w sklepie meblowym „Jarex”? Czy tak jak oni opowiem wtedy o pamiętnej sesji fotograficznej aparatem analogowym Kodak na tymże łóżku, bo było takie nowe, amerykańskie, w modnym kolorze „meblowym”. Widziałam, że to dla nich dosyć emocjonujący moment, w końcu są pokoleniem innym niż my 30-letni, którzy wszystko mają podane na tacy, ale w końcu odważnie stwierdzili, że są gotowi na zmiany, i że rzeczywiście sypialnia ta była spoko, ale 20 lat temu. Mieli jednak długą listę zastrzeżeń, która głównie składała się z tego, czego mi nie wolno. Oczywiście do większości rzeczy się nie zastosowałam, ale finalnie, znając swoich rodziców i ich gust, stworzyłam wnętrze uszyte specjalnie dla nich.

JAKIE WYMAGANIA MIELI RODZICE?

– nie wolno wyjmować z okien żaluzji, bo są ładne i praktyczne
– musimy zachować ustawienie mebli, bo się przyzwyczaili i tak jest dobrze
– żadnych zasłon
– firanki muszą zostać
– szafa jest wciąż dobra i praktyczna – musi zostać
– nowe łóżko – są na tak
– kolory ścian mają być jasne, najlepiej w odcieniach takich jak były, generalnie to kolor sypialni jest ok i o co mi chodzi, wystarczy odświeżyć
– nie wolno mi zagracić przestrzeni
– mam wynieść z sypialni siłownię i nie pozwolić tacie przemalowywać jej na biało
– żadnych nowoczesnych rozwiązań, mam zachować ich styl, bo taki lubią i już

SZALONE LATA 90. – SYPIALNIA PRZED

Tak się kiedyś urządzało, taka była moda, tak było ładnie i nie ma co tutaj dyskutować. Sama doskonale pamiętam te emocje, gdy jako mała dziewczynka obserwowałam tatę skręcającego to piękne łóżko ze złotymi zdobieniami. Miało zastąpić starą wersalkę i z sypialni rodziców uczynić wnętrze niczym z katalogów przywożonych z RFN-u. I tak też się stało! Pokój marzeń. Robiliśmy pozowane zdjęcia na tymże łóżku, jaraliśmy się małymi lampeczkami do czytania dobranymi pod kolor tych złoceń, a gdy wchodziliśmy do pokoju, by pokazywać go sąsiadom to obowiązkowo należało przed postawieniem stopy na tym imponującym dywanie zdjąć kapcie.
Po 20 latach od tego pamiętnego zakupu złote zdobienia nieco wyblakły. Ja i moja siostra przestałyśmy być dziećmi, ale w zamian za to dostarczyłyśmy do rodziny 5 małoletnich i brudzących wszystko pociech.
Wszystko było w kolorze meblowym czyli beżowo – beżowym. To wnętrze potrzebowało powiewu świeżości, tak by znowu można było z wypiekami na twarzy robić sesje fotograficzne siedząc na nowym łóżku. Kiedyś Kodakiem do albumu rodzinnego, dzisiaj na bloga – takie czasy 🙂


Sama widzisz, że było co robić. Gdy planowałam tę metamorfozę wiedziałam, że zmiana po remoncie będzie ogromna, ale że jednocześnie nie będzie ona wymagała tak dużego nakładu pracy, czego obawiali się moi rodzice. Trzeba było trochę rzeczy wyrzucić (czego również obawiali się moi rodzice!), trochę odmalować, zmienić kolorystykę i wstawić kilka nowych mebli. Plan był prosty, nadszedł czas na jego wdrożenie.

ZACZYNAMY REMONT! CZYLI CO ZROBILIŚMY PO KOLEI.

Nie zaczęłabym jakiejkolwiek metamorfozy, gdyby nie nieoceniona pomoc Kasi z Piątego Pokoju, która towarzyszyła mi na każdym etapie i mojego męża Tomka, który w milczeniu i znając doskonale charaktery moich rodziców podejmował często radykalne kroki, biorąc to na swoją klatę.

Zaczęliśmy od wyniesienia słynnej siłowni. Tata początkowo sugerował, że przecież możemy ją przemalować na biało, żeby pasowała. Bał się chłop, że nie będzie miał gdzie koszul odwieszać. Napotkał jednak na mój mrożący wzrok i szybko znalazł dla swojego sprzętu miejsce w garażu.
Wynieśliśmy stare łóżko i telewizor, zdjęliśmy dywan i nagle pokój stał się ogromny.
Gdy mimo sprzeciwu rodziców wyjęliśmy z okien stare żaluzje (rozsypały się w rękach!) w sypialni pojawiło się mnóstwo światła, a ja wiedziałam, że jutro o tej samej porze to wnętrze będzie piękne!

Zabezpieczyliśmy cały pokój folią malarską, włączyliśmy radio na fulla i zabraliśmy się do roboty.
Najpierw musieliśmy zaszpachlować wszystkie dziury po gwoździach i ubytki w ścianach. Tu mistrzynią okazała się Katarzyna. 5 minut roboty i po kłopocie.