fbpx

WIOSENNE PORZĄDKI – OD CZEGO ZACZĄĆ?

Autor: Basia Szmydt

Jak ja kocham ten dzień! Dzień, w którym powietrze zaczyna pachnieć inaczej, i który oznajmia, że wiosna zbliża się wielkimi krokami. Wstępuje we mnie nowa energia i mam ochotę wysprzątać absolutnie każdy kąt, serce, duszę, pulpit w komputerze, listę kontaktów w telefonie, ogródek, garaż i torebkę. Nie ma dla mnie lepszej pory na takie porządki niż wczesna wiosna. To zupełnie normalne, że właśnie teraz każdy chce odgruzować i wyczyścić swoją przestrzeń. Zimą, kiedy dzień jest krótki większość marzy tylko o tym, by jak najszybciej wrócić z pracy, zjeść coś dobrego, zakopać się pod koc i włączyć film na Netflixie. Wiosna jest po to, żeby otworzyć okna na oścież, wpuścić do domu świeże powietrze i POSPRZĄTAĆ. Ważne, żeby zrobić to z głową i o tym właśnie chcę napisać w dzisiejszym poście.

MOJE MOTYWACJE są bardzo proste, ale skuteczne. Może i Ciebie zainspirują do wiosennego odgracania domowej przestrzeni.

#1 Bo w posprzątanym domu lepiej mi się funkcjonuje.

Po prostu. Urządzanie naszego domu to moja pasja i sprawia mi to ogromną przyjemność. Bardzo zależy mi na tym, żeby było pięknie, żebyśmy całą rodziną dobrze się w nim czuli, żebyśmy w nim odpoczywali, pracowali i z przyjemnością do niego wracali. Wiem już jak bardzo frustruje mnie bałagan w naszym domu i jak bardzo ten bałagan zabiera mojemu domowi urok. Ta zasada działa w każdym domu – tak mi się wydaje. U mnie w domu salon, kuchnia, jadalnia, samozwańcza bawialnia chłopców to jedna przestrzeń, a jednocześnie ta część domu, którą widzi każdy kto nas odwiedza. Wystarczy nie odkładać rzeczy na miejsce przez cały dzień, nie nastawić wieczorem zmywarki i nagle przyjemna i zachęcająca do odpoczynku i pracy przestrzeń zamienia się w jeden wielki burdel, którego ogarnianie nie wiadomo od czego zacząć. Lubię zaczynać dzień od porannej kawy w ulubionej filiżance i w posprzątanej kuchni. To mnie motywuje. Inaczej mi się tworzy i pisze ze świadomością, że mam dookoła siebie ogarnięte.

#2 Bo nic mnie tak w życiu nie frustruje jak pytania zaczynające się od „gdzie jest?”.

Jest taka historyjka o tym jak facet idzie do przedpokoju i szuka czapki, pyta żony gdzie ta czapka, ona mu odpowiada, że leży w szufladzie, on odpowiada, że nie ma, ona idzie, wchodzi do tego przedpokoju, otwiera szufladę i k…a magia – jest! Znasz to? Ja doskonale. I mimo, że spędziłam z moim mężem już piękne 15 lat to jego pytania zaczynające się od „gdzie jest” doprowadzają mnie do szału. Ja wcale nie jestem lepsza. Słynę z wyrzucania zawartości torebki na środku ulicy, bo nie mogę znaleźć biletu, kluczyków, komórki (niepotrzebne skreślić).
Moją misją jest, by każda rzecz w naszym domu miała swoje miejsce i w tym temacie nieustannie chcę się rozwijać i doskonalić 🙂 Uwielbiam to! Serio. Świadomość tego, że rzeczy na basen są w pudełku podpisanym „rzeczy na basen”, a ładowarki do telefonów w pierwszej szufladzie w pudełku podpisanym „ładowarki” naprawdę mnie uszczęśliwia. To moje małe szczęścia haha 🙂 Dlatego porządkuję, by nie szukać i by wiedzieć gdzie co mam odłożyć. Lubię wyobrażać sobie ten dzień mojego życia, w którym niczego nie szukam 🙂

#3 Bo chciałabym otaczać się tylko pięknymi i funkcjonalnym i przedmiotami.

To dla mnie naprawdę dobry powód do sprzątania. Piękne rzeczy poprawiają mi humor. Nie chcę otwierać szuflady i zastanawiać się po co mi 25 smyczy do kluczy, 60 starych kalendarzy, kiczowate figurki z liceum i te brzydkie buty, które oprócz tego, że są brzydkie to przecież mogą się jeszcze przydać.  Wolę mieć mniej przedmiotów, ale pięknych i takich, których używam z przyjemnością, a nie zastanawiam się gdzie je schować przed światem. Ale, żeby dojść do tego etapu najpierw trzeba odgracić swoją przestrzeń z tak zwanego „badziewia”. Pracochłonny to etap, ale wart tej pracy.

Takie są motywacje i kiedy sobie o nich przypomnę mam ochotę od razu zabierać się do roboty. Zanim jednak wyciągnę z szafy odkurzacz i cały arsenał różnych rzeczy do sprzątania muszę przypomnieć sobie jedną bardzo ważną rzecz:

Tu sprawa jest naprawdę bardzo prosta, choć pamiętam, że odkrycie tej prawdy było dla mnie sporym szokiem parę ładnych lat temu. Otóż powstawanie bałaganu ma tylko dwa powody.

#1 Bałagan bierze się z nadmiaru rzeczy.

Jakie to proste co? Im więcej mamy rzeczy tym większy mamy bałagan, choć znam i minimalistów, którzy ze swoich skromnych zbiorów potrafią zrobić w domu niezły sajgon, to jednak statystycznie rzecz ujmując bałagan robi się z nadmiaru rzeczy. To niebywałe ile przedmiotów potrafimy bezmyślnie gromadzić. Ile w naszym domu sekretnych szuflad, pudeł i szafek, których boimy się otwierać, w których nie wiemy co jest, i które zabierają nam cenną przestrzeń, a w konsekwencji jeszcze bardziej cenny czas, bo przecież kiedyś zechcemy się z tymi sekretnymi miejscami zmierzyć. Ile rzeczy trafia do naszego domu zupełnym przypadkiem, a my później miesiącami przekładamy je z miejsca na miejsce. Ileż mamy przedmiotów, których nie używamy lub nie lubimy. I co z tego skoro i tak wciąż i wciąż chodzimy na zakupy, by kupić nowe, bo wyprzedaż, bo ładne, bo naprawdę tego potrzebuję właśnie teraz.
A potem dziwimy się skąd w naszym domu ten cholerny bałagan. Zatem podpowiadam – z nadmiaru rzeczy. Zazwyczaj niepotrzebnych.

#2 Bałagan bierze się z powodu nieodkładania rzeczy na miejsce.

Wiem co mówię – jestem w tym mistrzynią. Tylko ja wiem jak zrobić wielki bałagan w ciągu jednego poranka. Wystarczy nie odłożyć rzeczy na miejsce podczas robienia śniadania, potem znowu nie odłożyć ich na miejsce podczas gotowania obiadu, a na koniec rzucenie ciuchów tam gdzie się akurat stoi i gotowe. Rzeczy muszą mieć swoje miejsce, każda bez wyjątku, a potem na to miejsce muszą być odkładane. Ja nad tym nawykiem pracuję codziennie i przyznaję, że przychodzi mi on z ogromnym trudem. Póki co moim wielkim wyzwaniem jest wieczorne sprzątanie kuchni i wstawianie zmywarki oraz poranne ścielenie łóżka.

#1 Chcemy zrobić wszystko naraz.

W tym również byłam specjalistką. Gdy przychodził według mnie odpowiedni moment robiłam w moim domu istny armagedon. Dlaczego? Bo zaczynałam sprzątać naraz CAŁY DOM. Uff, do dzisiaj się frustruję, gdy sobie o tym przypomnę. Sprzątałam kuchnię, ale nie tak wiesz, że zmywałam blaty i naczynia. Nie, nie! To było sprzątanie GENERALNE, takie z inwentaryzacją zapasów, misek, talerzy i zastanowieniem się nad każdym przedmiotem.
Sprzątałam szafę z ubraniami jednocześnie robiąc wyprzedaż tych niepotrzebnych i jeżdżąc na pocztę, by wysłać te sprzedane.
Sprzątałam garaż, bo przecież to właśnie garaż jest pomieszczeniem, w którym spędzam najwięcej czasu i jest w nim cały ogrom MOICH rzeczy.
I TO WSZYSTKO W TYM SAMYM CZASIE!
Wiesz jak wyglądał mój dom? Jak pole bitwy. A sprzątanie trwało conajmniej tydzień! Ludzie, którzy nas wtedy odwiedzali pytali czy coś się stało, czy się wyprowadzamy, a ja odpowiadałam, że wszystko ok, po prostu sprzątam i proszę znajdź sobie jakieś miejsce do siedzenia, bo ja SPRZĄĄĄĄTAAAM! Wtedy przydałoby mi się coś na uspokojenie, jakaś mała pigułeczka. Dzisiaj po prostu nie popełniam tego samego błędu i kiedy już rozpoczynam odgracanie mojego domu robię to kawałek po kawałku i wtedy, kiedy naprawdę mam na to siłę, czas i chęci.

#2 Zajmujemy się tą samą rzeczą dziesiątki razy.

Zasada jest prosta – jeśli bierzemy do ręki jakiś przedmiot od razu podejmujemy decyzję co z nim dalej robimy. Albo odkładamy rzecz na miejsce lub szukamy mu nowego miejsca, albo wkładamy do pudła z napisem „do oddania”, albo wyrzucamy do kosza. Często porządki rozwlekają nam się niemożliwie, bo przekładamy daną rzecz z miejsca na miejsce wiele, wiele razy. To totalnie bez sensu. Sprzątanie to suma szybkich i konsekwentnych decyzji.

#3 Jesteśmy zbyt sentymentalni.

A może to się jeszcze przyda?
A takie to ładne, że szkoda oddawać, choć w sumie nie używam.
Zajmę się tym na emeryturze.
Bo kiedyś to były ciężkie czasy, a na półkach był tylko ocet.
To prezent – prezentów się przecież nie oddaje.
Zostaw, przejrzę to później.
W tej koszulce byłam na pierwszej randce.

Nie wszystkie pamiątki są złe, ale nie każda rzecz jest pamiątką. Ostatnio przywiozłam od rodziców wielkie pudło z moimi najcenniejszymi skarbami z dzieciństwa. Tak mi się zawsze wydawało, że są najcenniejsze. Nie zajrzałam do tego pudła przez ostatnich 15 lat, a w środku znalazłam jakieś 50 listów od koleżanki, z którą dziś nie mówię sobie nawet „cześć”. Czy te rzeczy są dziś dla mnie „najcenniejsze”? Nie. Czy czuję coś wspaniałego, gdy czytam te listy? Nie.
Podjęłam decyzję, że trafiają na rozpałkę do naszego kominka. Każdy ma oczywiście inną wrażliwość, inne rzeczy mają dla nas zupełnie inne znaczenie. Warto się zastanowić co dla Ciebie jest szczególną pamiątką, którą chcesz zachować, a potem włożyć tę pamiątkę do pięknego pudełka, które schowamy na dnie szafy, by otworzyć je z sentymentem za jakiś czas. Ja nie gromadzę zbyt wielu rzeczy, do których mam sentyment, bo mój dom ma być przede wszystkim miejscem, w którym przyjemnie się żyje na codzień, a nie muzeum, w którym na każdym regale stoi jakaś pamiątka.

#4 Gromadzimy zbyt wiele

4 korkociągi, 10 śpiworów, 3 egzemplarze „Pana Tadeusza” – bo wszystkie dobre, bo wszystko ładne.
Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich przedmiotów? Za każdym razem, gdy robię w moim domu wielkie, wiosenne porządki ze zdumieniem odkrywam jak dziwne przedmioty trafiają do naszego domu. Zawsze zastanawiam się jak to możliwe.

#5 Wolne miejsce od razu wypełniamy nową rzeczą

Pamiętam, gdy pierwszy raz zetknęłam się z ideą minimalizmu. O Madonno! To co wtedy zadziało się w moim mieszkaniu to był tak zwany siwy dym. Pozbyłam się 70 % rzeczy i przez jeden krótki moment osiągnęłam zen.
To był jednak bardzo krótki moment, bo odzyskaną przestrzeń postanowiłam wypełnić nowymi, ładnymi RZECZAMI.  W konsekwencji wszystko wróciło do mnie razy dwa. Nigdy więcej nie popełniłam tego błędu. Zrozumiałam też, że nie sztuką jest kupić, a potem wyrzucić. Nie chcę brać udziału w tym szaleństwie ciągłej chęci posiadania nowych rzeczy.
Musimy nauczyć się szanować nasze przedmioty, pamiętać, że ktoś je musiał wyprodukować, a my na nie zapracować. Nie kupujmy, ale i nie wyrzucajmy bezmyślnie, byle tylko wymienić coś na nowszy model.

#6 Nie kończymy tego, co zaczęliśmy.

Rozgrzebujemy robotę, a potem do niej nie wracamy. Nowe nawyki, których powinniśmy się nauczyć to kończenie poszczególnych zadań. Jeśli robię porządek w szafie, to następnego dnia zanoszę buty z tej szafy do szewca, ubrania, które tego potrzebują do krawcowej, ubrania do wyrzucenia do kontenera, a te, które chcę sprzedać wystawiam najszybciej jak się da. Gdy skończę, dopiero wtedy zabieram się za kolejne pomieszczenie.

Od czego ja zaczynam napisałam Ci na początku tego wpisu. POTRZEBUJĘ MOTYWACJI. Wizualizuję sobie piękny, posprzątany i zorganizowany dom, w którym niczego nie szukam, i w którym wszystko ma swoje miejsce. Sama wizualizacja i motywacja to jednak odrobinę za mało, by mój dom wyglądał jak z obrazka. Każdy dobry projekt wymaga dobrego planu. Dlatego zaparzam sobie wielki kubek herbaty z cytryną, siadam przy stole i na czystej kartce spisuję plan działania. Zastanawiam się co w moim domu denerwuje mnie najbardziej, o którym kącie z gratami myślę nieustannie, co muszę zrobić, żeby daną przestrzeń lepiej sobie zorganizować, a potem wpisuję to na listę w formie małych zadań.
I oczywiście BIORĘ SIĘ DO ROBOTY, bo to najbardziej istotne 🙂

Każdy działa inaczej. Ja dotychczas lubiłam sprzątać swój dom pomieszczeniami. Najpierw kuchnia, potem sypialnia, łazienka itd. Ostatnio jednak trochę zmieniłam ten system. Na Netflixie można obejrzeć program, którego gospodynią jest słynna Marie Kondo – specjalistka od odgracania przestrzeni. Może i niektóre z jej metod są śmieszne, ale jedną z nich ostatnio wypróbowałam i TO NAPRAWDĘ DZIAŁA! Mowa o sprzątaniu rzeczy kategoriami, a nie pokój po pokoju. Jeśli sprzątasz kuchnię wyjmujesz wszystkie rzeczy z szafek i układasz na podłodze. Przynosisz „kuchenne” rzeczy z całego domu, garażu, spiżarki, sypialni, łazienki – wszystko, co powinno być w kuchni i również układasz na podłodze. Teraz widzisz ile tego jest i możesz ocenić czy naprawdę tego wszystkiego potrzebujesz.
Druga ważna zasada – nie zaczynasz porządkowania nowej kategorii rzeczy, na przykład książek, dopóki nie uporasz się z rzeczami z kuchni. Nie musisz robić wszystkiego naraz. Idź swoim tempem. W poniedziałek zajmij się na przykład książkami układając je na podłodze w największym pokoju w domu, a w sobotę łazienką. Ważne, żeby zgromadzić w jednym miejscu wszystkie rzeczy z danej kategorii. Tylko w ten sposób można uniknąć niekończącego przekładania przedmiotów z miejsca na miejsce i ograniczenie ich liczby.

Podejmij decyzję, którą przestrzenią, którą kategorią rzeczy chcesz zająć się najpierw, a później bierz się do roboty. Skreślaj zadania z listy i nie staraj się zrobić wszystkiego naraz, choć wiem, że to kuszące. Szybko się zmęczysz, będziesz sfrustrowana i wiosenne odgracanie domu przerwiesz w połowie. Ja dałam sobie czas do końca kwietnia na uporanie się z niepotrzebnymi rzeczami i zorganizowanie tych, które lubię, i które ze mną zostają. To wystarczający czas.

Noś ze sobą listę zadań. Gdy przypadkiem (zupełnym przypadkiem) zawędrujesz do Ikei, będziesz wiedziała, że musisz przy okazji kupić kilka pudełek na skarpetki itd. Kiedy postanowisz zająć się porządkowaniem tych skarpetek nie stracisz połowy dnia na wyprawę do sklepu po te absolutnie niezbędne pudełka 🙂

Przeczytaj te dwa teksty:
100 RZECZY, KTÓRYCH POZBYŁAM SIĘ OD RAZU.
MINIMALIZM – CZY NAPRAWDĘ CHODZI TYLKO O RZECZY?

Pozwolą Ci zrozumieć dlaczego nie potrzebujesz tych wszystkich drobiazgów, które przewalają się po Twoim domu i być może pomogą w walce z nadmiernym sentymentalizmem.

Zrób sobie zdjęcie przed i po. Na przykład szafy z ubraniami. Efekt, który zobaczysz naprawdę Cię zmotywuje.

Nie jestem zwolenniczką Wielkiego Sprzątania w jednym czasie i organizowania sobie porządkowego maratonu.
Już nie. Wolę podejść do tematu na spokojnie, ale konsekwentnie. Konsekwentnie czyli jestem wobec siebie uczciwa, przypominam sobie po co to robię i jakie mam motywacje, kończę to co zaczęłam i przede wszystkim postanawiam sobie, by ponownie nie zagracić odzyskanej przestrzeni. Bo w posprzątanym domu po prostu lepiej mi się żyje.
To jak bierzemy się do roboty?

W następnym wpisie pokażę Ci jak przy pomocy Kasi z bloga Simplicite.pl rozprawiłam się ze swoją szafą.

Spodobają Ci się także:

25 komentarzy

Karolina 6 marca, 2019 - 5:10 pm

Czekam na ten wpis z Kasią! Ja ostatnio przedawkowałam Marie Kondo i czuję, że dopiero się rozpędzam. Ale niestety, tak jak ty, potrafię zrobić bałagan w moment. No i to nieodkładanie rzeczy na miejsce. Walczę, walczę. Coś czuję, że ten rok będzie przełomowy w kwestii sprzątania i „posiadania”. Póki co mały sukces – zobaczyłam ile mam rzeczy kosmetycznych, pozbyłam się tych po terminie, pogrupowałam to co zostało i wykorzystuję zapasy. 🙂

Reply
Kasia 11 marca, 2019 - 10:17 am

a propos odkładania rzeczy od razu na swoje miejsce, jakis czas temu znalazłam banalną metodę (a zarazem dla mnie genialną). Za KAŻDYM razem, gdy wychodzisz z jakiegoś pomieszczenia weź JEDNĄ rzecz (w zależności gdzie smierzasz oczywiście) – np. z salonu jedną-dwie szklanki do kuchni, z sypialni JEDNĄ bluzkę do prania, z przedpokoju JEDEN szalik, ktorego akurat nie używasz, otwierając lodówkę sprawdź jedną rzecz, którą posowałoby już zjeść/zepsuła się/jest po terminie, itp. Proste i genialne zarazem. Próbowałam zrobić z tego nawyk w zeszłym roku i widzę, że się udało. To tylko jedna-dwie rzeczy a za każdym razem coś nieporządanego znika i wraca na swoje miejsce, a człowiekowi lżej 🙂

Reply
Tekstualna 6 marca, 2019 - 7:32 pm

mega wpis! 🙂

Reply
Basia 6 marca, 2019 - 9:20 pm

Witaj Basiu :). Przybijam piątkę! Razem z mężem, 5-miesieczna córeczka i dwoma kotami mieszkamy na niecałych 40 metrach. Od kiedy sie po ślubie wprowadziłam, trochę ponad 1.5 roku temu, wyrzucam. Mąż ma skłonności do chomikowania, ja za to jestem potwornie sentymentalna, więc od momentu przeprowadzki i małego remontu z uporem maniaka powoli systematycznie robię przeglądy szafek i szafeczek, i za każdym razem zbierze się wór rzeczy do wyrzucenia i drugi do oddania. Ostatnio była u mnie siostra i pomogła bardzo przy wyrzucanie kolejnym, tym razem rundka po całym mieszkaniu :). I jest lepiej, mniej rzeczy a więcej miejsca dla nas. A z maluchem tym bardziej musimy dbać, żeby miała przestrzeń. I wreszcie wyrabiam sobie nawyk ogarnięcia mieszkania wieczorem, żeby rano było czysto, wtedy nawet jeśli Mała już nie śpi, to zawsze z nią na rękach łatwiej zrobic szybko kawę i śniadanie kiedy jest porządek :). A i mąż się uczy, że miło jest kiedy wiadomo gdzie co jest i jest porządek i czysto 🙂
Pozdrawiam serdecznie! <3

Reply
Ola 6 marca, 2019 - 9:26 pm

Bardzo inspirujący wpis! Ja w tym roku mocno pracuję nad tym, by nie kupować. Bo tak jak piszesz – nie sztuka wyrzucić. Dziękuję za ten tekst!

Reply
Agnieszka Jop 7 marca, 2019 - 6:40 am

Cudowny wpis i niby wszystko wiem, ale fajnie przeczytać to w całości 🙂 obecnie jestem na etapie poszukiwania motywacji, choć już w lutym dużą część domu odgracilam i uporzadkowalam. Teraz zimno i ciemno na zewnątrz więc i moja energia gdzieś uciekła. Basiu czekam na kontynuację 🙂

Reply
Sonia 7 marca, 2019 - 7:06 am

Przyznaje tez tez kreca mnie te tematy i podnieca mnie widok szafy w ktorej ubrania ulozone sa kolorystycznie kupuje sobie wszystkie ksiazeczki o sprzataniu i jade szafka po szafce. Co do Kondo tp na poczatku smialam sie z metody przytul sie do bluzy i sprawdz cos czujesz ale w sumie to jest genialne. Po co mi cos w czym ske czuje za gruba/chuda/byle jak. Zastanawialm sie kiedys nad psychologiczna strona tego mojego zamilowania i stwierdzialam ze to jeden z obszarow w zyciu nad ktorym mam w stu procentach kontrole i kiedy wali sie wszystko dookola posprzatny dom daje poczucie ze jednak nie jest tak zle 🙂

Reply
Anna 7 marca, 2019 - 8:58 am

Basiu! Bardzo mnie zmotywowałaś by sięgnąć ponownie po lekturę Kondo, którą pierwszy raz przerobiłam dwa lata temu. Efekt był bardzo pozytywny i utrzymał się przez długi czas. Kilka nawyków weszło w krew. Ale….. Po przeczytaniu Twojego wpisu rozpaliłam się wiosennie i bardzo jestem ciekawa następnego. Basiu, przypominam też, że jeszcze w starym roku obiecałaś „lajwa” cierpliwie czekam.

Reply
MarioliJ 7 marca, 2019 - 1:01 pm

Wszystko fanie … raczej potrzebny temat ale,…..kiedy będzie metamorfoza szafyyyyyyy?

Reply
Marta 7 marca, 2019 - 3:54 pm

No, mnie tez serial z Kondo dał kopa, ale zabkujacy niemowlak i dwa przedszkolaki skutecznie sabotuja… Pozostaje działać na raty i znaleźć swoją metodę w tym szaleństwie…

Reply
Basia Szmydt 7 marca, 2019 - 5:28 pm

Na spokojnie, jeszcze posprzątasz. Wyśpij się teraz ❤️

Reply
Ewa 7 marca, 2019 - 4:55 pm

To nie jest historyjka z tą czapką , tylko cytat Marii Czubaszek, która opowiadała o swoim mężu Karolaku. Niestety prawdziwy 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 marca, 2019 - 5:27 pm

No właśnie podobno to nie jest cytat Marii Czubaszek. Też tak zawsze myślałam 🙂

Reply
Ewa 7 marca, 2019 - 6:43 pm

No popatrz, ja do tej pory tak myślałam. Wszędzie, w każdym źródle jej się przypisuje tą anegdotę. Ponieważ jestem jej fanką, czuję się zdruzgotana 🙂

Reply
Ewelina 8 marca, 2019 - 3:49 pm

W ten weekend biorę się za wiosenne porządki więc chętnie skorzystam z Twoich dobrych rad 🙂 Szczególnie przydatna będzie lista 100 rzeczy do pozbycia się z domu. Czysta przestrzeń to coś co lubię! 🙂
P.S – bardzo lubię Cię czytać, pozdrawiam ciepło

Reply
Karolina 8 marca, 2019 - 6:15 pm

Zgadzam się z wpisem. Ostatnio, potykając się w nocy, o jakieś graty w przedpokoju dojrzałam do decyzji żeby posprzątać generalnie mieszkanie i nabyć umiejętności porządkowania wszystkich przedmiotów. Podczas mycia płytek w łazience, kiedy stanęłam jedną nogą na małej drabince się poślizgnęłam, wpadłam na drzwi z kabiny prysznicowej. Skończyło się na nowej kabinie i trzech szwach. Na szczęście w Bielsku mamy za równo dobrego szklarza jak i chirurga. Na ten moment 1:00 dla bałaganu, ale „Tanio skóry nie sprzedam” 🙂

Reply
monika 12 marca, 2019 - 12:32 am

Ale ludzie mają problemy, najpierw naznoszą do domu, klamotów a potem poświęcają 1000 godzin na odgracanie. Ja mam w domu tyle rzeczy ile się mieści swobodnie, tak, żeby tego nie upychać po katach. Mam zasadę – kupiłam kurtkę od razu pozbywam się jednej kurtki i na to miejsce wieszam nową, kupiłam kubek, pozbywam się jednego kubka, pierwszy lepszy, który mi się juz nie podoba. Kupię ładny korkociąg, wywalam stary brzydki. Kupuje trzy t-shirty, wywalam od razu 3 najgorsze, zanim te nowe włożę do szafy. I podobnie z książkami, lakierami do paznokci, długopisami… Tym samym nie mam nigdy zagracenia i nie muszę nic odgruzowywać 🙂

Reply
Basia Szmydt 12 marca, 2019 - 7:10 am

Brawo Ty.

Reply
Ela - themomentsbyela.pl 12 marca, 2019 - 10:05 am

Świetny tekst i tak szczerze masz rację w każdym calu. Piękne słońce na dworze, troszkę ciepła i jakoś poczułam chęć do sprzątania chyba przez brudne okna, a potem już poszło. Większość powierzchni wyczyściłam ekologicznie mydłem, sodą, octem i dodatkiem olejku z drzewa herbacianego. Cały dom pachnie przepięknie.

Reply
Monika 15 marca, 2019 - 8:54 pm

Basiu, wszystko w tzw. punkt. 🙂 Na jesienno-zimową chandrę, która czasem mnie niestety też dopada staram się podobnie jak Ty znaleźć jakiś sposób. Sprzątanie zakamarków i selekcja rzeczy, czytanie, pyszna kawa z pianką czy obejrzenie ulubionego serialu albo po raz setny tego samego filmu czy blogowanie 50+ pomaga mi w tym. Oczywiście są momenty absolutnego marazmu i wtedy bym się zaszyła pod kołderką ale życie wzywa!!! Mam rodzinne zobowiązania, które nie dają o sobie zapomnieć i w związku z tym nie zawsze mam możliwość swobodnej realizacji swoich planów… Podobnie jak Maria mogłabym być Twoją mamą ale z przyjemnością zaglądam do Ciebie i niejednokrotnie czerpię inspiracje do codziennego działania. Tak trzymaj!!, super, że masz w sobie dużo młodzieńczej energii i entuzjazmu do wszystkiego co robisz. Pozdrawiam Monika. Aha, wkradł się błąd w tytule posta… Poprządki zamiast Porządki… to moje czujne oko redaktora 🙂

Reply
Patricia 20 lipca, 2019 - 8:09 am

u mnie generalne porządki są rzadko, na pewno nie co tydzień przeważnie biorę się za nie gdy chce posprzatać duszę i wprowadzić ład w całym życiu. bo na co dzień to mój artystyczny nieład daje mi jakiś spokój. natomiast sprzatrania nie znoszę, u mnie zmywa zmywarka, odkurza Roomba, kuchnię czyści mąż 😀

Reply
Ula 16 marca, 2020 - 7:27 pm

ja sprzątam codziennie, codziennie puszczam roombę, ogarniam rzeczy na ich właściwe miejsce, nastawiam zmywarkę… wiosenne porządki robię tylko w garderobie 🙂

Reply
Jagoda 8 października, 2020 - 9:40 am

W naszym domu Roomba sprawdza się znakomicie. Dzięki nowoczesnej technologii dociera dosłownie wszędzie. Zbiera kurz, a nawet sierść psa. Polecam!

Reply
Wiktoria 8 grudnia, 2020 - 10:02 pm

Zgadzam się, to urządzenie jest niezastąpione w domu. Mogę spokojnie pracować, a dom staje się nagle czysty jak łza!

Reply
ulcia 3 sierpnia, 2021 - 1:50 pm

super wpis:)

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem