fbpx

WSZYSTKO CO POWINNAM ZMIENIĆ TO NASTAWIENIE

Autor: Basia Szmydt

Spotkało mnie ostatnio w życiu parę takich sytuacji, które pokazały mi, że ja mam po prostu złe nastawienie do życia, do spraw tych ważnych i tych pierdołowatych. Sytuacje te uruchomiły lawinę rozmyślań moich egzystencjalnych, a co za tym idzie szereg ćwiczeń praktycznych, które wykonuję każdego dnia, wciaz nie mogąc wyjść z podziwu, że jeden drobny ruch, gest i użycie innych słów niż zazwyczaj potrafią zmienić moje myślenie i NASTAWIENIE zupełnie. To tyle tytułem wstępu, dość patetcznego przyznaj 🙂
Zaczęło się od zdjęcia na Instagramie. Mojego, a raczej mojej ściany. W zasadzie to naszej, w sypialni. Pyknęłam wczesnym porankiem piękną fotkę naszej nowej ściany, na którą nakleiliśmy fototapetę w chmury. Budzę się rano i widzę niebo, takie co się je widzi tuż po tym jak samolot się wzniesie na odpowiednią wysokość. Wata cukrowa rozumiesz. Tak więc zrobiłam to zdjęcie, zachwyciłam się światłem, postałam chwilę w oparach bzu pachnącego tak, że mi słabo ze szczęścia, popatrzyłam na tę pościel szarą, wymiętoloną, co ją zawsze mieć chciałam i wrzuciłam fotkę na insta z odpowiednim opisem. I tak mi się dziwnie zrobiło. Bo kilkanaście godzin wcześniej nie widziałam ani tego bzu, ani tej pościeli, ani tej cukrowej waty z obłoków. Widziałam nie podoklejaną fototapetę, grymas na twarzy Tomka i siarczyste „ku**wy” pod nosem. I wcale się fajnie nie czułam, bo się kłociliśmy o to czy ona tak w ogóle to fajna jest i czy tu pasuje, i że jak jestem taka mądra, to żebym ją sobie sama przyklejała. I właśnie wtedy, wrzucając to zdjęcie na instagram, z tym opisem jednocześnie prawdziwym jak i zakłamanym, pomyślałam sobie o ileż łatwiej mi by w życiu było, gdybym ja po prostu zmieniła NASTAWIENIE.

Ten poranek już nie był taki sam, bo zaczęłam sobie hurtowo przypominać ludzi, których spotykam na codzień, i którzy właśnie wpisali się w tematykę burzy mojego mózgu. Pozwól, że przedstawię Ci kilka z nich.

#1 Moja dobra koleżanka ma męża, który jest, delikatnie rzecz ujmując, mało towarzyski, a ona nijak nie może go namówić na żadne imprezy, grille czy kolacje u znajomych. Kiedyś zapytałam ją pełna troski, czy jej to nie przeszkadza, czy się nie wścieka, no bo jak to tak?!
Na co ona, z ciepłym uśmiechem odpowiedziała mi: „Wiesz on ma tyle cudwnych zalet, że to jest drobny szczegół, o którym wcale nie myślę, a kiedy chcę to wychodzę sama”.

#2 Umówiłam się z kolegą Jankiem na spotkanie. Przedwiośnie, złem pizga niemiłosiernie. Nic tylko się schować pod koc i na lipiec czekać. Wchodzę parująca do ciepłego pokoju i mówię do niego: „Jezu! Janek jaka ta pogoda straszna! Co nie?”. Na co on się na mnie patrzy zdziwiony i mówi: „Ale jaka straszna? Jak pogoda. Dziś zrobiłem na skuterze 60 kilometrów. Założyłem 3 pary spodni, żeby się nie odmrozić, ale czuję, że żyję normalnie”.

#3 Moja jedna koleżanka jest mistrzynią doboru słów. Kiedy idziemy razem na imprezę typu sylwester i wszyscy pijemy sporo alkoholu, ona rano wstaje z identycznym kacem jak każdy, ale zamiast mówić „o masakra, umieram!”, stwierdza, że odczuwa lekki dyskomfort i dziś chciałaby odpocząć i zjeść coś naprawdę dobrego. Bridżit kurde Bardot.

#4 Pamiętam, gdy musiałam podjąć cholernie ważną dla mnie decyzję. Terminy mnie nie goniły wprawdzie, ale było to nieuniknione. Mogłam wybrać bramkę #1 albo bramkę #2, ale ta druga była dla mnie, dla mojego zdrowia lepsza, choć jej wybór wymagał ode mnie bardzo dużo siły i odwagi. Brak podjętej decyzji bardzo mnie stresował i wciąż o tym rozmyślałam. Byłam załamana i zagubiona, aż spotkałam pewnego chłopaka, który powiedział mi : „Baśka, potraktuj to jako przygodę, najwyżej Ci się nie spodoba, wtedy zrezygnujesz”. I wtedy stała się magia, a ja zmieniłam swoje nastawienie maksymalnie. Jak cudownie było zamienić słowa „Masakra, nie wiem co mam robić”, na „Okej potraktuję to jako przygodę”. Ta przygoda okazała się być najtrafniejszą decyzją w moim życiu.

#5 Mam koleżankę, która ma dzieci w podobnym wieku do moich. Kiedy się spotykamy, wychodzi na to, że nasze dzieci tak samo nie śpią w nocy, tak samo marudzą, bałaganią, dokazują – no kopie po prostu. Ja mówię „Dżizasss Marcin znowu się w nocy budził, kiedy to się skończy?!”. Ona mówi „Mój Jasio potrzebuje mnie w nocy, chce się przytulić. On tak szybko rośnie!”.

Cały mój dzień może wyglądać inaczej, jeśli tylko opiszę go odpowiednimi słowami. Bo słowa mają moc. Ogromną! A my mamy miliony możliwości. Wszystko, co powinnam i co mogę zmienić od teraz, to nastawienie.
Ćwiczyłam to dzisiaj wiesz? Ogród, a raczej 500 m2 gołej ziemi otaczającej mój dom. Do tej pory nazywałam go ugorem, do którego nie mam pojęcia jak się zabrać, i chyba lepiej zasłonię te zasłony, to go chociaż widzieć nie będę. Dziś powiedziałam sobie: „Barbaro, czas na Twój ogród warzywny. Idziesz zakładać hodowlę swoich ekologicznych warzyw”. Jak pomyślałam – tak zrobiłam. Przeorałam w pocie czoła kawałek ziemi i z namaszczeniem zanurzałam ręce w ciepłej i pachnącej ziemi. I wyobraź sobie, że w ciągu jednej minuty ugór stał się moim warzywnym ogrodem, choć musisz mi na słowo uwierzyć, że pod względem wizualnym nie różniły się te dwa pojęcia między sobą wcale. Z tym że ogród warzywny jest naszpikowany przeze mnie nasionami i dobrą energią. Udaj się babko udaj!

Mogę podjąć decyzję czy widzę szklankę do połowy pełną, czy pustą, ale to zawsze jest moja decyzja. Nikt przecież nie będzie w nieskończoność za mną chodził i mnie rośmieszał, i świat tłumaczył, i mówił, że fajnie jest. Nie sztuką jest szukać kolejnych powierników, ale ludzi, którzy swoją energią i przykładem dobrego nastawienie zrobią Ci dzień.

Trzeba zacząć od początku – od słów. Bo odnoszę wrażenie, że w nich jest początek właśnie, a my mamy nieznośną tendencję do używania złych, przykrych i smutnych słów. Dziś wszystko jest masakryczne, jest masakrą. Korek na A2 jest masakrą, złamany paznokieć jest masakrą, ząbkowanie dziecka jest masakrą, ona się ubrałą masakrycznie, a on ją nudzi też masakrycznie. Masakrą to była rzeź wołyńska w 43, a nie codzienność, która jest po prostu dobra, przyjemna i szcześliwa. Przyciągamy to o czym myślimy, a myśli stają się rzeczami.

Ludzie, słowa i dobre myśli. To moja recepta na osiągnięcie harmonii i głębsze zmarszki mimiczne od uśmiechania się.
Czego sobie i Tobie z całego serca życzę.

IMG_0012 IMG_0122 IMG_0125

Spodobają Ci się także:

15 komentarzy

Joanna 20 maja, 2016 - 9:40 pm

Basiu to się nazywa dominująca narracja, a to co zrobiłaś to self-coaching narracyjny. No taka zdolna dziewczyna, że hej 🙂

Reply
ania 21 maja, 2016 - 6:48 am

U.W.i.E.L.B.i.A.M Basie Szmydt 🙂

Reply
Dorota 21 maja, 2016 - 8:54 am

Jejciu ale to wszystko nie jest takie proste… U mnie zawsze jest jakaś „masakra”! Próbuje zmienić nastawienie ale chyba lata całe miną zanim oczywistym będzie że szklanka jest do połowy pełna. Obecniec nawet jeśli końcowy wniosek taki własnie jest to wcześniej jest histeryja totalana miażdżąca masakra:P

Reply
Jancia 21 maja, 2016 - 6:36 pm

O matko! Jak ja to znam!
Panika, histeria, a potem wychodzi, że albo wygrywamy, albo po prostu się uczymy, co i tak jest plusem.
To nie jest takie łatwe, proste i przyjemne, ale na pewno jest jakimś punktem wyjścia. Oby jak najmniej tych masakr 🙂

Buźka Baśka! ;*

Reply
Beata 21 maja, 2016 - 9:07 am

Od wczoraj mam podobne przemyślenia. Może to kwestia słońca, a może antydepresantów , hahahahaha! Śliczne zdjęcia. Pozdrawiam.

Reply
Grażka 21 maja, 2016 - 9:54 am

i to bardzo słuszne wnioski! gratuluję podjęcia działań!

PS polecam film „Czas na miłość” – idealne dopełnienie burzy Twojego mózgu 🙂 🙂

pozdrawiam i dobrą energię przesyłam! 🙂 🙂

Reply
Anna i Norge 21 maja, 2016 - 10:09 am

Mądry post 🙂 Może zmiana nastawienia nie jest taka łatwa w praktyce, ale na pewno warto się starać 😉

Reply
Wioleta 21 maja, 2016 - 10:34 am

Świetny tekst Basiu! Dokładnie to myślę, kiedy znajoma wszystko nazywa masakrą, jedynie inne historyczne wydarzenie przywołuję w głowie.

Reply
Piach i puder 21 maja, 2016 - 12:56 pm

Przeczytałam przed chwilą i czuję, jakbyś mi czytała w głowie 🙂 Bardzo fajny, pozytywnie nastrajający tekst. Od dziś śledzę i czytam! Pozdrawiam 🙂

Reply
Iri Sunshine 21 maja, 2016 - 1:51 pm

„Masakrą to była rzeź wołyńska w 43” to żeś pierdykła:D W zupełności się z tobą zgadzam, sama widzę, jak wygląda mój dzień, gdy od rana coś się nie uda i o tym myślę i mówię. Później już wszystko jest do niczego. Dlatego właśnie zawsze na telefonie mam trochę stuknięte piosenki, włączam i od razu jest lepiej:) Śpiewać też można, a że teksty są pozytywne, to koło się zamyka:)

Reply
Sławka 21 maja, 2016 - 9:54 pm

Amen!
Dlatego mam zawsze obawy przed spotkaniami z teściową – ta to dopiero panikara i czarnowidzka. A ja potem wychodzę na zmierzłą babę, bo tak mi potrafi zepsuć humor. Ale walczę z tym, bo już wiem, o co w tym chodzi! 😉

Reply
marucia 23 maja, 2016 - 8:21 am

Fajne zdjęcia!
Co do przemyśleń to masz dużo racji, że wszystko zależy od nastawienia naszego. Staram się widzieć dobre strony, owszem nawet mi się to udaje, ale mam wrażenie, że gdy pojawia się jedna przeciwność, daję radę, dochodzi kolejna jeszcze daję radę ale przychodzi kolejna i kolejna i poddaję się i wszystko to co sobie tak tłumaczyłam pada. I zaczyna się czarnowidztwo, marudzenie i kłótnie brrrr a do tego niech jeszcze pada i jest szaro buro to wpadam w mega dół. Następnego dnia wystarczy , że zaświeci słońce a mi już lepiej. Chyba powinnam mieszkać w ciepłych krajach , pewnie mniej by mnie dopadały smutki.

Reply
Kasia 23 maja, 2016 - 9:07 am

Piękny tekst. Bardzo dziękuję, za słowa, które pomagają zmienić optykę patrzenia na swoje życie 🙂

Reply
Anul 24 maja, 2016 - 6:00 pm

To prawda Basiu słowa mają magiczną moc a nastawienie jest kluczem do postrzegania świata. Ja przestałam mówić, że jestem zmęczona kiedy złapałam sie na tym, że… mówię to codziennie po godz. 18;))

Reply
Alina 23 czerwca, 2018 - 9:30 pm

Moja babcia mi poradziła aby każdego dnia jednej osobie powiedzieć coś miłego. …cokolwiek …ale każdego dnia komuś coś. ….jak oni się usmiechna za dobre słowo to i ja się uśmiechem w podzięce a wtedy juz każdego dnia będę tego uśmiechu szukać wiec mi się troszkę mimika twarzy zmieni……zgadzam się z tym nastawieniem i ze trzeba od siebie zacząć. …..mam na chwile obecna 35lat ….dzieci …dom prace i ogrom spokoju w sobie aż taka cisza a non stop pytają czy wszystko ok bo mało mowie i wyglądam na zmartwiona a ja mam w sobie spokój poprostu i radość ze wszystkiego

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem