fbpx

ZAKUPOWY SZAŁ ZA 3…2…1!

Autor: Basia Szmydt

To gdzie idziemy na to ciastko i kawę?” – zapytał Tomek. 
To może do galerii? Jest najbliżej. Łatwiej nam będzie później dotrzeć do domu, ominąć korki, a PRZY OKAZJI kupię jeszcze kilka rzeczy. W ten oto sposób w pewien grudniowy poranek znalazłam się w jednej z większych, warszawskich galerii handlowych, a z własnego wyboru bywam tam raczej rzadko. Zwłaszcza w grudniu, kiedy TO wszystko się zaczyna. Co takiego? Coroczna przedświąteczna, świąteczna i poświąteczna gorączka, która opanowuje nas wszystkich w mniejszym lub większym stopniu, bo wydaje nam się, że inaczej się po prostu już nie da. 

Muszę przyznać, że specjaliści od świątecznych dekoracji, które co roku pojawiają się w galeriach i ci, którzy projektują witryny sklepowe i rozmieszczenie towarów na półkach, a także dbają o całą oprawę naszych zakupów od odpowiedniego zapachu w sklepie, po sączącą się przyjemną muzykę z głośników – wiedzą co robią i robią to doskonale! Ja też staję się wobec tego wszystkiego bezbronna i jestem…oczarowana! Ale tylko przez chwilę.

Mój średni czas to pół godziny. Po tych 30 minutach zaczynam się czuć źle. Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Boli mnie szyja, jest mi gorąco, zaczyna boleć mnie głowa i za każdym razem zastanawiam się dlaczego. Przecież urodziłam się w czasach, kiedy siatka pomarańczy była nie lada atrakcją, kiedy na sklepowych półkach było czasem tylko kilka produktów takich samych dla wszystkich, kiedy nieustannie o czymś marzyłam. Jeszcze nigdy dotąd nie miałam tylu możliwości wyboru podczas zakupów, sprawienia sobie przyjemności, wydania zarobionych pieniędzy. Więc dlaczego zamiast mnie to cieszyć – rozczarowuje? 

Po pierwsze – przytłacza mnie ilość wszystkiego i konieczność wyboru. Pamiętam taką sytuację, kiedy zabrałam moje dzieci do sklepu z zabawkami, bo zobaczyłam na wystawie informację o promocji na resoraki (coś w stylu „weź trzy zapłać za dwa”). Postawiłam ich przed ścianą pełną samochodzików i poprosiłam by wybrali sobie po 3 auta. Po 15 minutach zaczęłam się trochę niecierpliwić. Chłopcy ze łzami w oczach odwrócili się do mnie i powiedzieli „Nie weźmiemy żadnego, nie umiemy wybrać”. Rozumiem ich doskonale. Ja też nie umiem wybrać, bo wybór jest zbyt duży, a logiczne jest to, że chcę kupić najlepszą rzecz w określonym przedziale cenowym. Problem w tym, że żeby takiego wyboru dokonać muszę w takiej galerii spędzić godziny. Bo przecież tuż za rogiem jest kolejny sklep, a w nim może być jeszcze lepsza rzecz, której szukam. Jestem tym przytłoczona, tak samo jak moje dzieci i też często wychodzę z niczym, bo nie wiem już co powinnam wybrać, a czego nie. Jestem przytłoczona ilością wszystkiego, kolorami, dźwiękami, światłami.

Po drugie – sezonowość, a raczej jej brak.

Kiedyś mieliśmy, na przykład w modzie, cztery sezony: wiosnę, lato, jesień i zimę. Prosto było dopasować do nich odpowiedni strój. Dziś tych sezonów jest 52 (tyle ile tygodni w roku) i jedno wyjście do galerii sprawia, że czasem czuję się nieodpowiednio ubrana, „nie zrobiona”, nie na czasie, jakaś taka znoszona. Wszyscy chodzą na przykład w zielonych cekinach, bo to krzyk mody tego miesiąca, a ja mam na sobie niebieskie z zeszłego(taka metafora). Dziwne to trochę, bo kiedy się od tego odetnę to wciąż uważam, że w ulubionych, choć spranych nieco jeansach i białej koszuli wyglądam spoko. Ale gdy jestem tam, w tej pięknej galerii, wśród tych pięknych (z pozoru!) ubrań czuję, że mogłabym mieć je wszystkie. Problem w tym, że większość z nich to tani poliester, który po dwóch praniach wygląda kiepsko i znowu trzeba się udać do galerii po kolejne szałowe ciuchy. Ma to w sumie sens skoro mowa o 52 sezonach. 
Tak się dzieje nie tylko w modzie. Wciąż zmieniają się sezony w sklepach z wyposażeniem domu, w drogeriach, w księgarniach, w sklepach z zabawkami i jest tego wszystkiego tyle, że nikt z nas już nie wie co powinniśmy mieć, a czego nie. 

Po trzecie – kompulsywność.

Czuję, że wszystko i wszyscy zachęcają mnie do zakupów. Ciągle coś jest w promocji, ciągle na półce są tylko dwie ostatnie sztuki danej rzeczy i więcej nie będzie. Nawet ekspedientki zdają się być rozczarowane za każdym razem, gdy opuszczam sklep bez zakupów. Kilka dni temu był Black Friday, tuz po nim Cyber Monday, aktualnie trwa gorączka przedświąteczna, po świętach będą wyprzedaże rzeczy, których nie zdążyliśmy kupić przed świętami, potem styczniowe wyprzedaże – ciężko jest oprzeć się wrażeniu, że nie kupując w tym okresie omija nas OKAZJA. Wszystko jest takie śliczne, urocze, potrzebne i niezbędne. Wszystko obiecuje nam natychmiastową poprawę humoru i lepsze życie. Kupujemy byle jak i byle co i jest to nasza ulubiona rozrywka. Jednocześnie wciąż narzekamy na to, że na wszystko brakuje nam czasu.

A ja chodzę po tych sklepach i czuję jak otacza mnie jedna wielka fikcja.
Czuję, że nie powinnam tu być, że powinnam w tym czasie robić coś zupełnie innego, na co innego wydawać pieniądze, że nie mogę się na to wszystko nabierać.

Te rzeczy i możliwość wyboru zamiast mnie cieszyć dają uczucie pustki. Bo nowymi rzeczami choćby nie wiem jak były śliczne nie rozwiążę swoich problemów, nie poprawię humoru na dłuższą metę, nie sprawię, że wypełniony nimi dom będzie tętnił życiem. Nie tędy droga.

Świąteczna zakupowa gorączka

Dlaczego piszę o tym dzisiaj? To oczywiste – bo zbliżają się święta, a my w tym czasie dosłownie wariujemy. I to nie tylko na święta. Mam wrażenie, że ta gorączka ma ze świętami niewiele wspólnego. Kupujemy dużo i często. Kupowanie nabiera innego znaczenia, bo w grudniu kupujemy prezenty, sobie i bliskim, a to doskonały powód do robienia zakupów. Kupowanie stało się naszą najważniejszą, świecką tradycją i przysłoniło nam te tradycje, które wydaje mi się, że powinniśmy pielęgnować jeszcze bardziej w tych szalonych czasach.

Nie uważam, by dawanie prezentów było czymś złym. Wręcz przeciwnie! Kocham obdarowywać swoich bliskich. Chciałabym to jednak zrobić na spokojnie. Zastanowić się co ta osoba, której chcę dać prezent naprawdę lubi, czym ją uszczęśliwię, czy rzeczywiście muszę kupować tak dużo? A może podaruję jej coś innego niż rzecz? Może to będzie mój czas albo pomysł na zrobienie czegoś razem?
Co tak naprawdę zostaje nam w pamięci? Chwile z bliskimi osobami czy rzeczy, które od nich dostaliśmy? Co zapamiętają moje dzieci? Wypasioną grę planszową albo nową extra zabawkę czy moment, podczas którego usiądę z nimi na podłodze i zagram w tę grę albo się pobawię?
I wreszcie po co są nam te święta? Czy tylko po to, by nieustannie kupować, dźwigać te zakupy wśród tłumu zmęczonych ludzi, pakować, a potem rozpakowywać rzeczy i na koniec mówić „święta, święta i po świętach”.

Garść wspomnień, czyli prezenty, o których pamiętam

Jestem z moim mężem 15 lat. Na pierwsze święta, podczas których byliśmy już parą, ale rzecz jasna nie spędzaliśmy ich razem, zostawiłam pod jego drzwiami duże tekturowe pudło obwiązane czerwoną wstążką. Nie miałam dużego budżetu na ten prezent, ale do dziś mój mąż co roku powtarza mi, że to był najpiękniejszy prezent jaki w życiu dostał. Co było w środku? Chyba jakieś ciastka albo sernik, który upiekłam z dołączoną karteczką, by osłodził sobie chwile beze mnie (ach to zakochanie, gdy ma się 20 lat 🙂 ), książka o snowboardzie kupiona na jakiejś wyprzedaży (studencki budżet) z dedykacją, by nigdy nie porzucał swojej pasji, ręcznie robiona fotoksiążka oczywiście z naszymi wspólnymi zdjęciami i kilka innych zapewne ręcznie robionych rzeczy, o których dziś już nie pamiętam. 

Pamiętam za to niespodziewaną paczkę, którą dostałam od przyjaciółki, kiedy bardzo zmęczona siedziałam z niemowlakiem sama w domu. Wysłała ją zaraz po rozmowie przez telefon ze mną. W środku był słoik nutelli i paluszki (dobre połączenie) z dołączoną karteczką „zjedz to, gdy maluch pójdzie spać”, jakiś kolorowy ptaszek i znowu karteczka „pamiętaj już za 43 dni wiosna” i dobra herbata. Niby nic, a uśmiechałam się baaardzo długo.

Pamiętam, że dopóki mieszkałam z moimi rodzicami zawsze znajdowałam 6.12. pod poduszką słodycze i zawsze skradali się w nocy, by podłożyć torebkę 🙂 A miałam już dwadzieścia kilka lat!

Pamiętam perfumy Celebre, które dostawałam od dziadzia każdego roku. Do dziś pamiętam ich zapach i to coroczne zaskoczenie, gdy w pudełeczku oprócz perfum znajdowałam wciśnięty przez dziadzia banknot 🙂

Chciałam napisać do Ciebie kilka słów, zanim ta machina na dobre się rozkręci, zanim poczujemy się sfrustrowani przedświąteczną gorączką, zanim ja sama stworzę świąteczne posty i „prezentowniki”. 

Wróćmy do początku, choć trudno pozostać skromnym, gdy wokół tyle rzeczy, a każda chce być tą najpotrzebniejszą. Wręczajmy sobie miłość i wspólny czas zamiast tony przedmiotów. Bądźmy kreatywni podczas przygotowywania prezentów. I pamiętajmy, że to co może nas ominąć to nie wyprzedaże, ale czas, którego już nie powtórzymy. A najlepiej pamięta się nie wypasione prezenty, ale właśnie momenty z ukochanymi osobami.

Życzę Ci mądrych wyborów i dużo spokoju – tego przedświątecznego i tego przy świątecznym stole też. 
Życzę Ci pewności siebie i swojego zdania, zdrowego rozsądku i uważności w każdej chwili.

Spodobają Ci się także:

21 komentarzy

Magda 5 grudnia, 2019 - 5:50 pm

Dziękuję Ci za ten wpis. Ubrałaś w słowa wszystkie moje myśli.

Reply
KaCi 5 grudnia, 2019 - 6:18 pm

W tym roku nieśmiało zapytałam w rodzinie co na to… gdyby tylko kupić prezenty dla dzieci. Zawsze wszyscy kupowali wszystkim, a i tak wiadomo, że „wszystko” mamy. Chociaż lubię im dawać prezenty to mam dosyć świątecznej gorączki.
Na początku wywołam duże zaskoczenie, a później wszyscy odetchnęli.

Reply
asia 5 grudnia, 2019 - 7:06 pm

Basia, I love you! Dokładnie tak samo myślę, nie zamierzam nawet postawić nogi w żadnej galerii w tym miesiącu! Nie cieeerpię tej całej sztuczności i tej machiny, która za tym wszystkim stoi – „kup za dużo, wydaj za dużo, zjedz za dużo, narób się za dużo”. W tym roku naprawdę bardzo będę się starać z tego wyłączyć. Dzięki za świetny wpis 🙂

Reply
Marta 5 grudnia, 2019 - 7:07 pm

Basia tak, tak i jeszcze raz tak! W pełni się z Tobą zgadzam. Czuję totalny przesyt wszystkim tym, co narzucają mi sklepy – galerie handlowe już od dawien dawna omijam szerokim łukiem! Dziękuję Ci za ten wpis <3

Reply
Anna S 5 grudnia, 2019 - 7:34 pm

Idealnie ujęty temat. Nic dodać nic ująć.
Ja juz od kilku dni nie mogę nawet na instagram patrzeć… szaleństwo wszystkiego….

Reply
Ania 5 grudnia, 2019 - 9:30 pm

Jak bardzo jestem w tym ja! Zakupy to konieczność, przykry obowiązek, a galerie staram sie omijac.
Czesto corce opowiadam jak to bylo 30lat temu gdy ja bylam prawie 5latka. I czuje sie jak weteran. Nie bylo komputera, smarfona. Koledy lecialy z radia lub plyty. Wigilia pachniala choinka, karpiem, a nie filetami lososia. Szal zakupow byl w grudniu, a nie zaraz 2.11 Jeszcze znicze na grobach nie zgasly, jak w oknach galerii pojawily sie choinki.
Trzeba duzo serca, cierpliwosci i czasu spedzonego razem wlozyc w to,by dzieci mialy wspomnienia szczesliwego domu, atmosfery swiat. Tego nie kupisz.. na black friday, cyber monday czy nawet w przyplywie swiatecznej goraczki. Nad tym trzeba pracowac.

Reply
Kajka 5 grudnia, 2019 - 9:35 pm

Kochana ja już 3 rok omijam galerie i to nie tylko świątecznie ,wole odwiedzać małe sklepiki w małych miejscowościach czasami są tam perełki. A prezenty od lat takie same – rodzice bilety do teatru – wiadomo sami sobie nie kupią 🙂 , dla siostry voucher na wspólne popołudnie – bo tak mało ostatnio czasu , córki – tu trudniej bo to nastolatki ale zawsze coś fajnego wpadnie i ten czas to chyba najbardziej deficytowy prezent 🙂 i po raz 17 zrobiłam kalendarz adwentowy i uwierz te stare już dzieci co rano zbiegają na dół sprawdzać woreczki 🙂 i pewnie dzisjaj jak co roku Mikołaj położy im coś pod poduszkę -tylko czy o ciasteczkach i marchewce pamiętały

Reply
Fr 5 grudnia, 2019 - 10:13 pm

Mam tak samo. Poza tym, że wcale nie czuję że jestem za mało atrakcyjna dla tego miejsca („noszę cekiny modne 3 sezony temu”) a nie jestem typem zrobionej laluni. Czuję że jestem tam po konkret i z konkretem wychodzę. Jestem wręcz zadowolona ze odstaję od tych zrobionych specjalnie na okazję wyjścia do galerii. Zadko kiedy spędzam dłużej niż te 30-40 min właśnie. Wchodzę do wybranych i wychodzę. Prezenty w większości kupuje online. W galerii bywam z 5 razy w roku choć mam ją 10 min piechotą od domu.

Reply
kasiutkaonline 6 grudnia, 2019 - 5:25 am

a ja na odwrot mam. galerie omijam przez 11 miesiecy, nie lubie zakupow, nie lubie sklepow ale w grudniu uwielbiam i tez po pol godzinie mam bol glowy , nie lubie tlumu ludzi ale ten klimat kocham. i te dekoracje. moze dlatego , ze tu w niemczech jednak adwent jest bardzo wazny i my zawsze bardzo wyczekujemy tej goraczki przed swiatecznej. ten zapach pieczonych migdalow, cynamonu, pomaranczy, pierniczki, swiatelka no i muzyka …. moge tak przez caly miesiac a pozniej sielanka, spokoj….

Reply
Marta 6 grudnia, 2019 - 5:50 am

Dziękuję za ten tekst.

Reply
Marta 6 grudnia, 2019 - 8:34 am

Mieszkam niedaleko galerii, ale jeżdżę tam tylko do Ikea i kina (chociaż kino to pomysł na wpis sam w sobie, brak szatni, 23 minuty reklam, za weekendowy bilet prawie 40 zł, co przy czteroosobowej rodzinie już spore koszty). Prezenty zamawiam przez internet, kiedyś przygotowywałam sama (np. szyłam). Ale ja w ogóle nie lubię zakupów, ubrania najczęściej kupuje nam teściowa, która z kolei uwielbia sklepy i na szczęście ma dobry gust.
Wiem, że świata nie zmienię, po to wyprowadziłam się na wieś, żeby mieć ciszę i spokój. Każdy wyjazd do Warszawy albo do galerii mnie bardzo męczy. Z kolei moje koleżanki z pracy dla przyjemności jeżdżą do centrów handlowych i mają w szafach wszystkie najnowsze kolekcje.
W tym roku organizuję święta i już się boję, jak to będzie z zakupami spożywczymi… No ale muszę przeżyć 😉
Pozdrawiam

Reply
Ania Tiliblue 6 grudnia, 2019 - 12:18 pm

Ja z kolei mam w swoim zeszycie (takim typu „bujo”), specjalną stronę na którą przez cały rok wpisuję pomysły na prezenty . Jak mi coś ktoś wspomni, albo ja wpadnę na jakiś pomysł, wrzucam na listę. Prezenty kompletuję (jeśli coś kupuję to raczej przez internet), lub zaczynam robić od listopada (uwielbiam ręcznie robione prezenty!), dlatego centra handlowe przed świętami mnie nie uświadczą i grudzień jakiś taki spokojniejszy 🙂 I bardzo mi z tym dobrze 😉

Reply
Melodia 6 grudnia, 2019 - 12:43 pm

Dziękuję za życzenia☺ takie się przydadzą.
Ja pracuję w handlu i u mnie prezenty już zbieram od listopada. W tej chwili jestem na etapie planowania menu świątecznego ponieważ dość, że pracuję w Wigilię to jeszcze córcia ma urodziny Z rodzinką nie dajemy się zwariować szałem. Kupujemy to co potrzebujemy a nie co się przyda. I powiem Tobie Basiu, że troszkę dzięki Twoim postom dotarło to do mnie. Pozdrawiam i Pięknych Świąt Życzę

Reply
Justyna 7 grudnia, 2019 - 9:05 am

Ja do tej pory pamiętam prezenty na na 6 grudnia od rodziców. To były głębokie lata 80. Ten dreszczyk ekscytacji gdy budziłam się wcześniej niż zwykle żeby znaleźć wciśniętą gdzieś obok łóżka rózgę – jakąś gałąź z krzaka czy drzewa. A na koniec odkrywałam że jest do niej przyczepiony woreczek z cukierkami czy pomarańczami. Jaka była radość. Oczywiście nikt mnie nie bił tą rózgą, była ku przestrodze, żebym w przyszłym roku była jeszcze grzeczniejsza 🙂 W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia – straszyć dzieci gałęziami. Były to najlepsze prezenty ever, Po trzydziestu latach dalej pamiętam te emocje. To były czasy. Nie było wtedy nic a był taki fun! Pozdrawiam z Irlandii 🙂

Reply
Dagmara 8 grudnia, 2019 - 4:17 pm

Dziekuję Ci Basiu za te słowa – jak zawsze trafione. Tak właśnie czułam się wczoraj w galerii – „nieodpowiednio ubrana, „nie zrobiona”, nie na czasie, jakaś taka znoszona” – Co za ulga bo myślałam, że tylko ja tak mam:)
Uściski
Dagmara

Reply
Ala 10 grudnia, 2019 - 1:45 pm

Z jednej strony też nie jestem fanką tej przedświątecznej gorączki i zamieszania w galeriach handlowych, ale z drugiej… Uwielbiam prezenty. Nie wyobrażam sobie, by „Mikołaj” któregoś roku nie przyniósł mi absolutnie nic, bo rozrywanie kolorowych papierów jest dla mnie nieodłączną częścią magii świąt. Sama czasem wściekam się na to, ile czasu zajmuje mi znalezienie idealnych podarunków dla bliskich, ale według mnie jest to jeden ze sposobów na powiedzenie im, że ich kocham i o nich myślę. Oczywiście te rzeczy nie muszą kosztować fortuny. Czasami fotokalendarz za 20 zł lub paczuszka własnoręcznie upieczonych pierniczków są znacznie bardziej trafionymi pomysłami niż drogie, ale kompletnie niepasujące do osoby perfumy. Co nie oznacza, że nie cieszę się jak dziecko z „powiewów luksusu” w postaci vouchera na masaż w SPA czy dobrych kosmetyków 😉 W moim domu rodzinnym pisanie listów do Mikołaja, wybieranie, pakowanie i otwieranie prezentów zawsze było ważną tradycją. Dlatego trudno mi się pogodzić z tym, że rodzina mojego Męża „rezygnuje z zakupowego szaleństwa”, zastępując kolorowe paczki banknotami w kopertach lub… niczym, bo przecież „szkoda kasy”. Lubię pieniądze, nie mam nic przeciwko wypchanym kopertom, ale na święta wolę dostać coś mniej bezosobowego. I tak, czasami trzeba wejść do kilku sklepów, by wybrać coś, co naprawdę kogoś ucieszy. Ale jeśli alternatywą ma być kompletna olewka, to ta gonitwa po centrum handlowym nagle wydaje się być znacznie bardziej uduchowiona 😉

Reply
Franczyza w Polsce 13 grudnia, 2019 - 10:53 am

Bardzo dobry artykuł, trzeba przyznać. Już na początku grudnia czuć tę gorączkę 🙂

Reply
puch ze słów 15 grudnia, 2019 - 12:44 pm

„zawsze skradali się w nocy, by podłożyć torebkę A miałam już dwadzieścia kilka lat!” – proste piękno. Wzruszenie… O prostotę chodzi bo w niej siła i tajemnica. Pozdrawiam ciepło

Reply
Karolina 17 grudnia, 2019 - 9:59 am

Fakt, święta to strasznie impulsywny okres. Świąteczna gorączka jest straszna…..

Reply
Mirka 18 grudnia, 2019 - 10:02 am

W moim rodzinnym domu przewaznie nie bylo rozowo, czasem bylam glodna, rzadko chodzilam w nowych ubraniach i butach. Jednego roku (juz wiedzielismy, ze to rodzice daja prezenty) nie dostalismy z bracmi nic oprocz wafelka Prince Polo. Rozumiem, ze byla bieda, ale nie bylismy tez naiwni, bo tata byl alkoholikiem i duzo palil i na to zawsze byly pieniadze. Nie zapomne w zyciu tego uczucia wetydu, rozczarowania rodzicami, czulam jakby skonczylo mi sie dziecinstwo. Nigdy nie dostalismy wypasionych prezetow, ale gdybym dostala cos z mysla tylko o mnie, wlasnorecznie zrobione bylam bym bardzo szczesliwa wtedy. Prezenty sa wazne, bo sprawiaja, ze czujemy sie potrzebni, docenieni i kochani. Chodzi mi o sam gest, a nie wartosc. Niektore kolezanki sie dziwia, ze jest to dla mnie wazne, ze dajemy sobie nadal z mezem prezenty na rozne okazje, a nie tylko dzieciom. Ta rozczarowania i smutna dziewczynka nadal we mnie jest i nie wiem, czy kiedykolwiek powie, ze nic nie potrzebuje przez to wydarzenie. Dlatego tez pewnie lubie bardzo dawac podarunki innym. Wczoraj na przyklad Pol dnia spedzilam nad choinkami z pierniczkow dla sasiadow i przyjaciol ☺️

Reply
z-dusza.pl 30 stycznia, 2020 - 5:57 pm

Dlatego my w tym roku nie kupowaliśmy żadnych prezentów, co okazało się super pomysłem! Nie było gorączki zakupów i stresu związanego z tym, czy się trafi komuś z prezentem czy nie. Był za to mile spędzony czas z rodziną 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem