BĄDŹ DLA SIEBIE VIP

Autor: Basia Szmydt

Widziałam kiedyś film krążący po Internecie – kobieta i jej dzień pokazany w przyspieszonym tempie. Ilość przysiadów i skłonów, które wykonuje nieświadomie, słów, które wypowiada, zadania, które ma zapisane maczkiem na swoich listach i ludzie, których musi…obsłużyć. Tak, myślę, że to trafne słowo – OBSŁUŻYĆ.


Od pobudki do wyjścia z domu robimy tyle ile menadżerowie na najwyższym szczeblu w godzinach swojej pracy. Musimy pamiętać o takiej ilości spraw, że mogłybyśmy wydać książkę o technikach zapamiętywania. A potem zaczynamy nasz dzień. Dzień, w którym jesteśmy mamami pamiętającymi o nowym ręczniczku do przedszkola, składce na przedstawienie, umówieniu wizyty u dentysty dla młodszego dziecka i zawiezieniu na karate starszego. Jesteśmy też żonami, dobrze by było, aby raczej miłymi i zadowolonymi z życia, takimi, co to mają codziennie genialny pomysł na obiad i ekspresowo potrafią ten pomysł wdrożyć w życie. Ale jednak tak, by obiad usatysfakcjonował i męża, który aktualnie je tylko steki, dzieci, które przepadają tylko za pomidorówką, najlepiej taką, jaką robi babcia Marysia. No i Ciebie, choć nie lubisz ani steków, ani pomidorówki. Coś wymyślisz! Tak na szybko.
W ciągu dnia jesteś też oczywiście pracownicą, kobietą zarabiającą pieniądze, dla której niezależność finansowa to jednak ważna rzecz, w końcu przeczytałaś o tym mnóstwo książek. Więc pracujesz. Na etacie albo we własnej firmie. Twoim zadaniem jest, by albo po pracy pamiętać o milionie spraw, zrobić zakupy, potem pranie, ogarnianie przestrzeni, albo jeśli działasz na swoim ze wszystkich sił postarać się, by nie robić tego gdy pracujesz.
Gdzieś pomiędzy jesteśmy też córkami, siostrami, przyjaciółkami, takimi, które pamiętają o ważnych datach, z wyprzedzeniem i po okazyjnej cenie kupują doskonale dopasowane do osoby prezenty, nie odmawiają spotkań, gdy ktoś po prostu chce się wygadać. Od czego w końcu ma się przyjaciół.
Czasem zakres naszych ról ku naszemu zdziwieniu poszerza się. Jesteśmy od czasu do czasu ogrodniczkami, psycholożkami, mechaniczkami (?) samochodowymi, organizatorkami przyjęć, krawcowymi, pielęgniarkami, i tak dalej, i tak dalej…

Kobiety są nie do zdarcia!
Jak dobrze być kobietą!
W kobietach moc i siła!

Problem w tym, że ta moc i siła nie są niewyczerpane i przychodzi taki moment, który nazywa się rozładowaniem baterii. I choć wydawać by się mogło, że to taki wdzięczny i naprawialny dość łatwo stan to nie leczony może przerodzić się w stan niebezpieczny zwany frustracją, smutkiem, narzekaniem, niezadowoleniem z życia i pretensją do całego świata i siebie, że się nie jest lepszą, bardziej wydajną, bardziej ogarniętą życiowo i w ogóle BARDZIEJ.

I teraz napiszę coś, co wszystkie wiemy, co wszystkie lubimy cytować, ale większość z nas o tym zapomina. To takie znane, samolotowe powiedzenie: Jeśli w przypadku awarii samolotu spadną maski z tlenem, załóż ją najpierw sobie, a potem dziecku – inaczej nie pomożesz dziecku. Proste? Niby tak, ale ciężko nam, kobietom to przełożyć na codzienność, a szkoda. Bo jeśli byśmy spróbowały być dla siebie bardziej VIP to żyło by nam się o niebo lepiej. Jestem tego pewna. Tylko jak to zrobić?

Nie namawiam Cię do drastycznych zmian charakteru, choć jeśli masz odwagę… 🙂 Moja rada? Zacznij od maleńkich kroków. Niech te maleńkie kroki uczą Cię powoli, ale skutecznie asertywności, myślenia o sobie dobrze i niech przerodzą się ostatecznie w kroki dużo większe, a w konsekwencji w Twój nowy styl życia. Taki, w którym jesteś wypoczęta, zadowolona, w którym masz czas na swoje pasje i przyjemności. By to życie nie przeciekło Ci przez palce. Bo ono się nie musi składać z samych obowiązków, służeniu i myśleniu o innych.


CO MOŻESZ ZROBIĆ, BY BYĆ DLA SIEBIE VIP?

1. Sztuka mówienia NIE

To będzie na początek najtrudniejsze. Nauczyć się mówić NIE.

Nie, nie będzie dziś obiadu – zamówmy pizzę.
Nie, nie spotkam się dziś z Tobą – muszę pobyć sama w domu.
Nie, nie możecie dziś nas odwiedzić – chcę poczytać w piżamie książkę.
Nie, nie wezmę tych nadgodzin – chcę pobyć z dziećmi.
Nie, nie przyjadę na Wigilię – w tym roku wyjeżdżamy w góry.
Nie, nie pomogę Ci przy tym projekcie – mam za dużo swojej pracy.
Nie, nie będę oglądać tego serialu – to dla mnie strata czasu.
Nie, nie korzystam już w takiej ilości z Instagrama – chcę skupić się na swoim życiu.

I tak dalej, i tak dalej. Sztuka mówienia NIE jest trudna, ale bardzo wciągająca. Niesłusznie mylona z byciem arogancką, egoistyczną, niemiłą. To nie prawda. Można to zrobić w sposób kulturalny acz stanowczy. Gdy zaczniesz mówić nie – odzyskasz utracony czas. Poczujesz się silna, sprawcza i decydująca o tym jak chcesz spędzić wolne popołudnie czy wieczór. Masz prawo wyboru. Zacznij od powiedzenia NIE przy najbliższej okazji.


2. Czas dla siebie

Zastanów się jak spędziłabyś dzień, gdybyś nie miała na głowie tych wszystkich spraw i obowiązków? Ja lubię jeździć do Warszawy, by posiedzieć w kawiarni, zamówić sobie dobrą kawę i śniadanie, poczytać książkę albo po prostu pogapić się na ludzi i pomyśleć. Lubię chodzić sama do kina i chodzić po lumpeksach. Lubię wsiąść w auto, włączyć głośno muzykę i pojeździć bez celu z otwartymi szybami. Lubię rozłożyć koc pod drzewem i zaczytać się w kryminale. Lubię zamknąć się w łazience i zrobić sobie domowe SPA. Co z domownikami? Nauczyłam ich tego. Nauczyłam moje dzieci, że mama ma teraz czas dla siebie. Mojego męża nie musiałam uczyć – takiego sobie wybrałam, że sam mnie do tego zachęca. Moi synowie sami zaczęli używać sformułowania: „Mamo, mam teraz czas dla siebie” i zamykają się w pokoju z klockami czy książką. Bardzo się starałam by dla wszystkich w naszym domu to było coś normalnego. Gdybym nie miała tej przestrzeni, bardzo szybko stałabym się nerwowa i…udręczona!
Musisz spróbować. Twój czas tylko dla siebie jest cholernie ważny. Musisz ze sobą pobyć.

3. Rozmowa ze sobą

Kiedy już znajdziesz czas dla siebie znajdziesz też sposób, by porozmawiać z najważniejszym człowiekiem dla Ciebie, czyli ze sobą samą. Być może wówczas dowiesz się co najbardziej lubisz. Jak lubisz spędzać czas. Być może wtedy ze zdziwieniem odkryjesz, że tak najbardziej na świecie to pojechałabyś na wakacje na Festiwal Piosenki Romskiej do Ciechocinka, a nie do Positano. Być może dowiesz się wtedy, że na śniadanie lubisz jeść ulubione kanapki z krakowską zamiast domowej granoli, że lubisz słuchać disco polo i od lat nic się w tej kwestii nie zmieniło tylko Ty tak jakby o tym zapomniałaś.
Kiedy ze sobą pogadasz dowiesz się czego Ci brakuje, za czym tęsknisz, co chciałabyś zmienić. Ta najważniejsza odpowiedź jest w Tobie. Nie w Internecie, nie na blogach, nie w podcastach i setkach poradników. Ty sama wiesz co lubisz najbardziej, kim i jaka chcesz być. Myślę, że warto sobie przypomnieć kim w rzeczywistości jesteś i kim stawać się już nie musisz 🙂 To Twoje życie, Twoje ciało, głowa i Twoje wybory. Dopóki nie krzywdzisz innych możesz robić co chcesz <3

4. Polub siebie w każdej wersji

Ten punkt jest dla mnie najtrudniejszy, ale mogę śmiało powiedzieć, że to projekt w realizacji. Codziennie staram się bardziej, by polubić siebie w każdej wersji. I zrobioną na bóstwo, z owulacją, która sprawia, że wszystko mi się błyszczy, a ja czuję się jak milion. Ogarniam wtedy swoje życie na 200 %, wyglądam i czuję się świetnie. Mogę góry przenosić.

Jest też druga wersja. Taka, której nie błyszczy się nic i lepiej, żeby w domu nie było lusterek. Mam wtedy kilka kilogramów więcej, potwornego PMS-a i zły nastrój, nie wierzę w siebie, nic mi się nie chce i najchętniej schowałabym się pod koc z paczką chipsów.


Obie wersje to jestem JA. Gdy tylko dopadają mnie mega doły, zaczynam na siebie krytycznie patrzeć i siebie nie doceniam oraz gdy podchodzę do siebie zbyt hurraoptymistycznie – w każdym z tych momentów staram się przypomnieć sobie „Spokojnie, to i to to jesteś Ty, raz jest tak, a raz inaczej i to wcale nie szkodzi, że dziś czujesz się słabo, a jutro nad wyraz wspaniale”.
Trzeba sobie wybaczać, trzeba zaakceptować siebie ze wszystkimi słabościami, ale i talentami, zaletami. Trzeba utrzymać w tym constans. Bo to właśnie jest najlepsza wersja Ciebie. Nie ta, która przejdzie 30 dniowe wyzwanie czegośtam i będzie mogła ogłosić to światu. Nie ta, która przez rok nie jadła mięsa, cukru czy też masła (o zgrozo!). Nie ta, której udało się nie wyprodukować grama plastiku i przeczytała 52 książki w zeszłym roku. Bez tego też jesteś najlepszą wersją siebie. Cała reszta to wartość dodana <3

5. Dbaj o swoje ciało

Nie da się mieć pięknego ciała, gdy w głowie masz bajzel i jesteś smutna i przemęczona. Dusza i ciało to jedno. Bez siebie nie funkcjonują. Więc dbaj o siebie. Niech to też będzie Twój czas. Niech dbanie o siebie będzie dla Ciebie tak normalne jak zjedzenie porannego śniadania.
Idź na masaż. Czy byłaś kiedyś na tajskim masażu? A wiesz, że kosztuje tyle co plastikowe pierdoły z Biedry, które w ciągu miesiąca wkładasz do koszyka, i których nie potrzebujesz?
Zrób sobie domowe SPA. Aromatyczną kąpiel, peeling, maseczkę. 40 minut dziennie dla siebie w łazience może zdziałać cuda i poprawić Twój nastrój. Byleby nikt Ci nie przeszkadzał.
Zapisz się i zrób badania. Cytologię, USG piersi, dróg rodnych, idź na kontrolę do dentysty, do ortopedy, okulisty. Dobrze jest wiedzieć, czy w środku wszystko gra.
Idź na rower, na rolki, na jogę, na basen – rozruszaj swoje ciało.
W końcu od jutra znowu czekają Cię niezliczone skłony i przysiady. Już od samego rana.

Podaj maskę tlenową najpierw sobie. Łatwiej Ci będzie dzielić wówczas życie ze wszystkim ważnymi dla Ciebie ludźmi. Łatwiej Ci będzie pokochać samą siebie w każdej wersji, stwierdzić, że właśnie od dziś jesteś najlepszą wersją siebie. Wreszcie łatwiej przyjdzie Ci zauważyć, że Twoje baterie są na wyc