fbpx

DOMOWE SPA I MOJE ULUBIONE KOSMETYKI

Autor: Basia Szmydt

Oto moje domowe SPA. Czas tylko dla mnie. Długi, niespieszny, z muzyką, świecami i pięknymi zapachami. Kocham raz na jakiś czas zrobić sobie taki rytuał, po którym czuję się jakbym wyszła z salonu piękności.
Zazwyczaj na takie długie siedzenie w łazience wybieram sobotni wieczór i doprawdy potrafię być mistrzem tej ceremonii 🙂


W dzisiejszym wpisie zebrałam w jednym miejscu wszystkie moje ulubione kosmetyki, których uwielbiam używać, których działanie sprawdziłam na sobie, które obłędnie pachną i wspaniale działają. Znajdziesz tu wiele polskich marek i kosmetyki ze świetnymi składami. Zaczynamy domowe SPA!

1 / 2 / 3 / 4

Najpierw gorący prysznic albo kąpiel. Zaczynam od włosów, by jak najdłużej trzymać na nich maskę. Najpierw szampon YOPE o świeżym zapachu. Lekki, nie podrażniający skóry, dla moich przetłuszczających się włosów idealny. Potem maska YOPE. Tę o zapachu owsianego mleka zużyłam do ostatniej kropelki. Teraz używam ’Orientalny ogród”. Maski są gęste, nie spływają z włosów, a po ich użyciu są one miękkie i świetnie się układają. Lubię, kiedy moje włosy same się układają. Nie stylizuję ich, nie prostuję, ani nie kręcę na szczotce. Rzadko też używam suszarki. Lubię, gdy wysychają same. Potem zwijam je spinką w kitkę i fale gotowe. Lubię, gdy moje włosy ładnie pachną i są miękkie, dlatego ważne jest dla mnie, by używać kosmetyków, które nie obciążają moich włosów.
Na zdjęciu jest też mój ukochany żel pod prysznic o zapachu rabarbaru, który pachnie latem. Jesienią i zimą używam żelu YOPE o zapachu cedru i pomarańczy, a gdy tylko po raz pierwszy zapachnie mi gdzieś z oddali wiosna przerzucam się na rabarbar. Lubię kosmetyki YOPE, bo mają świetny skład, bo dla tej polskiej marki ważna jest ekologia i można sobie do nich przyjść i napełnić to samo opakowanie zamiast kupować nowy plastik. Lubię je też dlatego, że po prostu cudownie pachną, a ich opakowania mają świetne grafiki, które same w sobie są ozdobą półki w łazience.

1 / 2 / 3

Pora zmyć z buzi wszystko, co zdążyło się na niej nagromadzić przez cały dzień. Od kilku lat stosuję dwuetapowe mycie buzi. Najpierw rozpuszczam makijaż jakimś olejkiem. Przez ostatni miesiąc używałam olejku Balea, ale moim ulubieńcem jest ten od Miya (nie ma go na zdjęciu). Olejki doskonale rozpuszczają nawet wodoodporny makijaż. Potem mogę umyć już buzię żelem. Jestem ogromną fanką żelu Cera Ve. To najlepszy żel do buzi jaki miałam. Jest niemal bezzapachowy, bardzo łagodny, dokładnie oczyszcza, nie podrażnia, nie ściąga skóry i jest wydajny. Tę butelkę mam od 2 miesięcy. Naprawdę polecam.
Na końcu prawdziwa uczta dla zmysłów – pilingująca pasta od Ministerstwa Dobrego Mydła. Masuję nią buzię usuwając martwy naskórek. Nie podrażnia mojej skóry, za to pachnie obłędnie (jak chałwowe ciastko) i zostawia moją buzię bardzo nawilżoną. Jest bardzo wydajna.

1 / 2 / 3

Pora na moją ulubioną część czyli peeling. Kocham peelingi! I te gruboziarniste, i te nieco drobniejsze, i te kupione w sklepie, i te robione samodzielnie. Na Lubelszczyźnie mamy bardzo zakamienioną wodę. Jeśli odpowiednio jej nie nawilżę po kąpieli, jest sucha i bardzo ściągnięta. Ciężkie, oleiste peelingi z cukrem i solą są wybawieniem. Sprawiają, że moja skóra jest miękka, nawilżona i pachnie obłędnie. Moim numerem jeden jest peeling cukrowo – solny z kawałkami malin marki AUNA. No to jest po prostu uczta dla skóry. Lubię też bardzo ten o zapachu śliwki od Ministerstwa Dobrego Mydła i ten od Ziaja, nieco drobniejszy i delikatniejszy niż dwa pozostałe.

1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7

Pora na buzię. Gdy używam pasty chałwowej, nie nakładam już żadnego kremu ani maseczki. Ona jest bardzo mocno nawilżająca i idealna właśnie, by zrobić sobie nią masaż na noc. Ale gdy jej nie używam, to po żelu do mycia Cera Ve nakładam najpierw jakiś tonik (lubię ogórkowy od Ziaja, nie ma go na zdjęciu). Gdy tonik się wchłonie nakładam zamiennie: albo odżywczy eliksir od Samarite albo moje ukochane, witaminowe serum od Peach & Lily (choć dosyć drogie, to bardzo, bardzo polecam; jest wydajne i skuteczne). Serum to taki kosmetyk, na którym nie oszczędzam. Ważne jest dla mnie by było pełne witamin i składników odżywczych. To taki zastrzyk dla mojej skóry. Nakładając serum również czekam 15-20 minut aż się wchłonie. Na koniec krem. Używam naprzemiennie, Clinique Moisture Surge Intense, który cudownie odżywia i nawilża jednocześnie pozostając ultra lekkim, hydromineralny krem od Ministerstwa Dobrego Mydła, który ma bardzo podobne działanie ale ma dużo lepszy skład niż ten od Clinique, albo czasem gęsty i tłusty krem oliwkowy od Ziaja, gdy mam ochotę na nieco intensywniejszy kompres na twarz na noc. Nakładając serum lubię sobie zrobić masaż buzi. Mam do tego celu roller od Joga piękna albo jadeitową „stópkę” do masażu gua sha. Takie masowanie twarzy pobudza krążenie i przepływ limfy, sprawia że moja buzia nabiera rumieńców i jest bardziej wypoczęta. Podobno taki masaż ma duże znaczenie w przeciwdziałaniu zmarszczkom. Bardzo polecam takie zabiegi właśnie na dłuższe, sobotnie, domowe SPA. Pamiętaj proszę, że nie używam wszystkich kosmetyków ze zdjęcia w tym samym czasie, ale naprzemiennie.

1 / 2 / 3 / 4

Aktualnie jedyne maseczki, których używam – PIBU! To jest moje zeszłoroczne odkrycie. Maski w płachcie, które są tak naładowane składnikami odżywczymi, że działają jak błyskawiczny lifting. Jeśli potrzebujesz silnego nawilżenia, rozświetlenia, oczyszczenia albo efektu wow przed ważną imprezą to sięgnij po te maseczki, a zobaczysz efekt natychmiast. Bardzo polecam. Nie kupuję już żadnych innych.

1 / 2 / 3

Twarz już zrobiona, pora na rozgrzane po kąpieli ciało. Przyznam, że nie przepadam za balsamami. Brakuje mi cierpliwości, by je stosować regularnie. Jednak tak jak wspominałam, na Lubelszczyźnie, ze względu na wodę, muszę się z nimi przeprosić. Dla mnie ważne jest, by balsam był lekki i szybko się wchłaniał. Lubię ten od MIYA Cosmetics oraz ten od Alkemie, który daje delikatny efekt samoopalacza. Ale tak najbardziej na świecie to lubię na mokre jeszcze po kąpieli ciało nałożyć moją ulubioną oliwkę, której zapach kocham od lat.

1 / 2

Moje dwa ukochane kremy do rąk. Ten pierwszy od The Body Shop działa jak kompres i choć pachnie dosyć specyficznie (mój mąż uwielbia ten ziołowy zapach) to chyba jeszcze nie miałam tak silnie działającego kremu jak ten. Nakładam go na noc na dłonie i stopy. W dzień używam przepięknie pachnącego kremu od YOPE, który jest lżejszy, ale również cudownie odżywia zmarznięte, zmęczone i przesuszone dłonie.

1 / 2 / 3

Pora na usta. Jak szaleć to szaleć. Uwielbiam dwa peelingi w mikro słoiczkach. Używam ich naprzemiennie. Ten od IOSSI o zapachu mango pachnie i smakuje tak pięknie, że muszę się powstrzymywać przed jego zjedzeniem. Ten od marki AUNA pachnie prosecco. Chyba nic więcej nie muszę dodawać 🙂 Oba mają delikatne drobinki zatopione w olejku, dzięki temu delikatnie złuszczają i nawilżają usta.
No i kolejny hit czyli uniwersalna pomada o zapachu rokitnika od HAGI. Ten kosmetyk to jest hit. Smarujemy nim usta, dłonie, a czasem nawet twarz. Zazwyczaj znajduję tę pomadę w naszym aucie, bo Tomek ciągle ją podkrada. Jest doskonała zwłaszcza teraz, zimą. Nawilża, jest niczym ogromna pomadka ochronna, no i jak wszystkie kosmetyki od HAGI pachnie obłędnie.

1 / 2 / 3 / 4 / 5

Pora na wisienkę na torcie mojego domowego SPA, czyli zapachy, którymi kocham się otulać. Pachnieć mogę ja, moja łazienka, pokój, łóżko i pościel. Oto moje absolutnie ukochane zapachy. PERSJA czyli linia zapachowa marki AVA MAY, od której serio – jestem uzależniona. Uwielbiam zarówno świece i odświeżacz powietrza.
Spray do pościeli pachnący różą, drzewem sandałowym i wanilią od super Dziewczyn tworzących Projekt Selflove – koniecznie do nich zajrzyjcie, ich warsztaty w czasach przedpandemicznych to prawdziwa uczta dla ciała i ducha. Prawdziwy, skoncentrowany, czysty lawendowy olejek eteryczny od Doterra. Wystarczy kilka kropelek dodanych do kąpieli, pod prysznic albo do dyfuzora, by poczuć cudowny, uspokajający i relaksujący zapach. I mój mały hit – perfumy w wosku od Miodowej Mydlarni. Są wspaniałe, kobiece i słodkie, ale niezbyt intensywne. Pachną wanilią, karmelem, cytryną i figami. Uwielbiam je.

To wszystko. Na koniec mam dla Ciebie kilka kodów rabatowych, dzięki którym jeśli będziesz chciała kupić wybrane kosmetyki, zapłacisz mniej.

W sklepie AVA MAY z kodem rabatowym FEBFREE zapłacisz za wszystkie produkty 40 % taniej i dostaniesz dowolny dyfuzor zapachowy gratis. Kod jest ważny do 25.02. do końca dnia.
W sklepie HERBALOGY z kodem rabatowym BASIA10 otrzymujesz 10 % zniżki na zakupy. Kod jest ważny do 22.02. do końca dnia.

Życzę Ci wspaniałego, domowego, pachnącego SPA <3

Spodobają Ci się także:

6 komentarzy

JolaW 24 lutego, 2021 - 2:36 pm

Ale super wpis!! <3
Domowe spa to jest to na co czekam cały dzień. Bardzo fajnie, że pojawił się wpis właśnie o tym 🙂 Ja ze swojej strony mogę do takiego relaksu polecić produkty od Glov, Szczególnie przydaje mi się ich turban na włosy, który świetnie sprawdza się podczas robienia maseczek lub rękawica peelingująca Skin Smoothing. Skóra po jej użyciu jest cudownie gładka! https://glov.co/pl/produkt/spa/rekawica-do-masazu-ciala-glov-skin-smoothing/

Reply
Kasia 24 lutego, 2021 - 5:59 pm

Świetne polecenia. Ministerstwo i Miya też znam i bardzo lubię, chętnie przetestuję coś nowego 🙂

Reply
Bella 24 lutego, 2021 - 8:47 pm

Dziękuję Basiu za kody rabatowe. Skorzystałam, czekam na wysyłkę.

Reply
JolaW 25 lutego, 2021 - 2:15 pm

Wow! Super wpis 🙂 Ja podzielę się swoim sposobem na pełne i gładkie usta. Teraz wystarczy mi Scrubex od GLOV i piękne usta gotowe 🙂 https://glov.co/pl/produkt/akcesoria/akcesorium-do-pielegnacji-i-peelingu-ust-glov-scrubex/

Reply
Patrycja 20 marca, 2021 - 2:32 pm

Ciekawa jestem tej pasty chałwowej. Z twojej listy znam tylko kosmetyki Ziaja.
https://zawodowyogarniacz.wordpress.com/

Reply
Gosia 5 lipca, 2021 - 2:06 pm

Ciekawe zestawienie produktów

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem