POŁUDNIOWA KRETA – o tym, jak doświadczyliśmy greckiego „siga – siga”.
W zeszłym roku po raz pierwszy, zupełnie spontanicznie i nieoczekiwanie wylądowaliśmy w Grecji, a konkretnie na Korfu i mówiąc bez ogródek – przepadliśmy! Grecja dała nam wszystko to, czego oczekiwaliśmy od udanego urlopu i to z nawiązką! Dlatego w tym roku postanowiliśmy powtórzyć to doświadczenie i kolejny raz skorzystać ze słynnej, greckiej gościnności. Na nasz tegoroczny urlop wybraliśmy Kretę, a dokładnie jej południową część, a ja jestem przekonana, że tym wyjazdem przypieczętowaliśmy naszą miłość do Grecji i jeśli Bóg da, będziemy tu wracać jeszcze nie raz! Wszak do odwiedzenia jest co najmniej kilkadziesiąt greckich wysp.


Tym razem nie przygotowałam szczegółowego przewodnika i listy miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć, gdy odwiedza się południe Krety. Dlaczego? Bo gdy już znalazłam się w tym pięknym miejscu, doświadczyłam stanu, który Grecy nazywają „siga – siga”. Mówiąc inaczej po prostu wrzuciłam na luz, byłam „tu i teraz”, bez pośpiechu, bez kontrolowania wszystkiego i przede wszystkim bez długiej listy atrakcji do odhaczenia. I jedno wiem na pewno – osiągnięcie tego stanu było niczym gwiazdkowy prezent w środku słonecznych wakacji. Każdego dnia myślę o tym, jak go wprowadzić w życie w warunkach domowych 🙂

Nie byłabym sobą, gdybym od czasu do czasu nie starała się złapać telefonem choć kilku kadrów, które mnie zachwycają (albo nie ustawiała mojemu mężowi tych, na których sama mam się znaleźć :)). Zatem pozwól, że za pomocą tych właśnie zdjęć opowiem Ci nieco o Krecie, którą poznałam tego lata.
Ale najpierw garść praktycznych informacji:
Jak dolecieć lub dopłynąć na Kretę?
Na Kretę najłatwiej dostać się oczywiście samolotem. Wyspa ma dwa duże międzynarodowe lotniska w Heraklionie i Chanii i to właśnie na nie najczęściej dolecisz bezpośrednio z Polski. Wybór lotniska warto dopasować do części wyspy, w której planujesz pobyt. Chania będzie wygodniejsza, jeśli wybierasz zachodnią Kretę, natomiast Heraklion sprawdzi się lepiej, jeśli kierujesz się do środkowej, wschodniej lub dużej części południowej wyspy.


Na Kretę możesz również dopłynąć promem z kontynentalnej Grecji. Najwięcej połączeń wypływa z Pireusu, głównego portu Aten, skąd promy kursują między innymi do Heraklionu i Chanii. My musieliśmy zatrzymać się na jeden dzień w Atenach, dlatego zdecydowaliśmy się właśnie na nocny prom z Pireusu do Heraklionu. Jeśli wybierzesz tę opcję, bardzo polecam wykupić kabinę z łóżkami. Rejs trwa całą noc, więc zamiast spędzać ją na fotelu, możesz normalnie wziąć prysznic i się wyspać, a rano obudzić się już na Krecie. Po zejściu z promu w porcie w Heraklionie złapaliśmy taksówkę na lotnisko, przy którym znajduje się wiele wypożyczalni samochodów. Odebraliśmy tam zarezerwowane wcześniej auto i od razu mogliśmy ruszyć dalej na południe Krety.

Kreta to największa grecka wyspa i jest naprawdę ogromna. Nie warto nastawiać się na to, że podczas kilkudniowego czy nawet tygodniowego pobytu uda ci się zobaczyć ją całą. My bardzo szybko porzuciliśmy takie plany, kiedy zorientowaliśmy się, ile czasu zajmują przejazdy pomiędzy poszczególnymi częściami wyspy. Z południa na zachód czy północ to często kilka godzin jazdy krętymi drogami. Wycieczka z okolic Matali na słynną plażę Elafonisi oznaczałaby dla nas spędzenie pół dnia w samochodzie. Bez sensu.
Zdecydowanie lepiej wybrać jedną część Krety, pobyć w niej dłużej i spokojnie poznawać najbliższą okolicę. Pojechać na jedną plażę, zatrzymać się po drodze w małej wiosce, zjeść obiad w tawernie i nie patrzeć cały czas na zegarek. Dzięki temu naprawdę odpoczniesz, zamiast spędzić połowę wakacji w samochodzie, próbując odhaczyć kolejne miejsca z mapy.

Jak najlepiej poruszać się po Krecie?
Moim zdaniem wynajęty samochód na Krecie to absolutne must have, szczególnie jeśli chcesz zobaczyć coś więcej niż miejscowość, w której znajduje się Twoje mieszkanie lub hotel. My samochód wynajmowaliśmy w jednej z wypożyczalni przy lotnisku w Heraklionie, ale rezerwację zrobiliśmy wcześniej przez internet. Polecam zająć się tym z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, szczególnie w sezonie, kiedy ceny rosną, a wybór dostępnych samochodów jest coraz mniejszy.
Na Krecie działa również komunikacja autobusowa, ale tutaj nie mogę podzielić się własnym doświadczeniem, bo podczas naszego pobytu ani razu z niej nie korzystaliśmy. Z informacji, które znalazłam, wynika, że autobusy całkiem dobrze sprawdzają się pomiędzy większymi miastami i popularnymi miejscowościami turystycznymi. Jeśli jednak chcesz odkrywać południe Krety, docierać do małych wiosek, mniej znanych plaż i miejsc położonych z dala od głównych tras, samochód daje zdecydowanie większą swobodę i niezależność.
I jeszcze jedna rzecz, którą robimy zawsze przy wynajmowaniu auta: zanim ruszymy w pierwszą podróż, dokładnie fotografujemy samochód ze wszystkich stron, najlepiej w obecności pracownika wypożyczalni. Robimy zdjęcia każdej rysy, wgniecenia czy otarcia, nawet jeśli wydają się zupełnie nieistotne. Kilka razy takie zdjęcia uchroniły nas przed próbą przypisania nam szkód, które były na samochodzie już wcześniej. Zajmuje to kilka minut, a może oszczędzić sporo nerwów i pieniędzy.
Gdy prom dopływał już na Kretę wyszłam na pokład i wypiłam kawę z widokiem na ten cudny wschód słońca.

Południe Krety – gdzie najlepiej nocować?
Noclegów podczas naszych podróży właściwie zawsze szukamy przez Airbnb albo Booking i podobnie było tym razem. My wybraliśmy miejscowość Kalamaki na południu Krety, choć nie będę ukrywać, że jednym z głównych kryteriów wyboru oprócz lokalizacji była cena. Za organizację tych wakacji zabraliśmy się dosyć późno, a sierpień to środek sezonu i jednocześnie czas, kiedy ceny noclegów na greckich wyspach są najwyższe. Ostatecznie trafiliśmy więc do niewielkiego pensjonatu w Kalamaki nad samym Morzem Libijskim i był to naprawdę dobry wybór. Poranną kawę piliśmy siedząc w piżamach na niemal pustej plaży, obiady, a raczej obiadokolacje jedliśmy w małej, rodzinnej tawernie tuż pod domem, a zachody słońca podziwialiśmy siedząc na skałach lub na dachu naszego pensjonatu. Czy może być lepiej? Może! Piekarnia (również pod naszym domem) wypiekała najpyszniejsze tradycyjne ciastka bougatsa, które jedliśmy jeszcze ciepłe.


Jeśli jednak będziesz szukać noclegu na południu Krety, nie ograniczałabym się tylko do Kalamaki. Warto rozejrzeć się również w okolicach Agia Galini czy Matali. Oferta noclegów w tej części wyspy jest naprawdę bogata. Od niewielkich rodzinnych pensjonatów i apartamentów po hotele tuż przy morzu. Ja przede wszystkim wybrałabym miejscowość, która pozwoli ci wieczorem wyjść pieszo na kolację, usiąść w tawernie nad morzem i po prostu cieszyć się tym niespiesznym, kreteńskim rytmem bez konieczności jazdy samochodem.

Pogoda na Krecie – kiedy najlepiej przylecieć?
Kreta ma bardzo długie, gorące i suche lato, więc jeśli zależy ci przede wszystkim na słońcu i kąpielach w ciepłym morzu, sezon trwa tutaj naprawdę długo. My byliśmy na Krecie w sierpniu i codziennie było bardzo ciepło i słonecznie, a woda miała przyjemną temperaturę. Trzeba jednak pamiętać, że lipiec i sierpień to jednocześnie najgorętsze i najbardziej oblegane przez turystów miesiące na wyspie.
Sierpień potrafi być też naprawdę wietrzny. To zasługa charakterystycznego dla greckich wysp północnego wiatru. Na południu Krety jego siła bardzo zależy od konkretnego miejsca. Jedna plaża może być mocno wietrzna, a kilkanaście minut jazdy dalej można znaleźć spokojną, osłoniętą zatokę. Nam wiatr czasami przeszkadzał, szczególnie podczas plażowania, dlatego gdybym mogła wybrać termin jeszcze raz i nie była uzależniona od szkolnych wakacji, prawdopodobnie zdecydowałabym się na czerwiec albo wrzesień.

Co spakować na Kretę?
Na Kretę naprawdę nie musisz zabierać połowy szafy. Latem jest gorąco, więc lekkie ubrania, stroje kąpielowe, wygodne sandały, nakrycie głowy i coś z długim rękawem na bardziej wietrzny wieczór w zupełności wystarczą. Koniecznie spakuj też krem z wysokim filtrem i buty do wody (możesz też oczywiście kupić je na miejscu). Część kreteńskich plaż jest kamienista i bez nich wejście do morza potrafi być mało przyjemne. Przydadzą się również zwykłe wygodne buty, zwłaszcza jeśli planujesz docierać do mniej dostępnych plaż, spacerować po skałach albo zwiedzać wyspę.
Moim zdaniem na tygodniowy czy nawet nieco dłuższy wyjazd bagaż podręczny spokojnie wystarczy. Jeśli zastanawiasz się, jak zmieścić wszystko, czego potrzebujesz, w niewielkiej walizce, odsyłam cię do mojego wpisu:
Jak spakować się w bagaż podręczny?
Dla mnie jest tylko jeden bardzo dobry argument przemawiający za nadawaną walizką: oliwa 🙂 Jeśli planujesz przywieźć z Krety kilka butelek dobrej, lokalnej oliwy, warto mieć bagaż rejestrowany, do którego możesz ją bezpiecznie zapakować.


Jeśli chodzi o dokumenty, do Grecji możesz podróżować z ważnym dowodem osobistym lub paszportem. Jeśli zamierzasz wynająć samochód, zabierz ze sobą również fizyczne prawo jazdy. Dokument w aplikacji mObywatel nie wystarczy za granicą do wynajęcia auta. Przed wyjazdem warto też wyrobić bezpłatną kartę EKUZ, dzięki której w razie potrzeby możesz skorzystać z niezbędnej publicznej opieki medycznej. Sama EKUZ nie zastępuje jednak pełnego ubezpieczenia turystycznego, dlatego my zawsze dodatkowo wykupujemy polisę na czas podróży. Dobrze, żeby obejmowała koszty leczenia, transport medyczny, NNW oraz aktywności, które planujesz podczas wakacji.
Poza tym nie ma potrzeby przygotowywać się do wyjazdu tak, jakbyś leciała na bezludną wyspę. Kreta jest duża, są tu supermarkety, apteki i mnóstwo sklepów, więc jeśli czegoś zapomnisz, bez problemu kupisz to na miejscu.

Jakie pamiątki warto przywieźć z Krety?
Z podróży najbardziej lubię przywozić takie pamiątki, które później mogę wykorzystać w kuchni albo łazience. Z Krety przywiozłam więc przede wszystkim to, z czego wyspa słynie i co jeszcze długo po powrocie będzie przypominało mi o tych wakacjach. Na pierwszym miejscu jest oczywiście doskonała kreteńska oliwa. Kupiłam ją w małym sklepiku nieopodal naszego mieszkania. Na Krecie doskonałą oliwę znajdziesz wszędzie, nawet w sklepie na lotnisku. Warto wybierać tę organiczną i produkowaną lokalnie na wyspie.
Do walizki zapakowałam też fetę w zalewie, bo jestem absolutną fanką fety zapiekanej w żaroodpornym naczyniu z papryką, pomidorami, oliwkami i oregano. Kupiłam tez sporo przypraw: oregano, cynamon, gotowe mieszanki do tzatziki i gyrosa. Sama również podczas spacerów nazbierałam dziko rosnący rozmaryn, tymianek i listki laurowe. Po powrocie do domu suszę je i przekładam do słoiczków. Używanie ich później podczas gotowania sprawia mi ogromną przyjemność i przypomina greckie wakacje.
Zawsze zaglądam też do małych sklepików z lokalnymi kosmetykami. Kreta słynie z oliwy, więc bez problemu znajdziesz tutaj prawdziwe oliwkowe mydła, kremy, balsamy i inne kosmetyki produkowane na jej bazie.



Warto też zatrzymywać się w mijanych po drodze miasteczkach i zaglądać do niewielkich butików oraz pracowni. Można w nich znaleźć mnóstwo lokalnego rękodzieła, którego nie zobaczysz w typowych sklepach z pamiątkami. Szczególnie piękna jest kreteńska ręcznie robiona ceramika.
Lubię też przywozić z podróży kilka drobiazgów znalezionych na plaży. Ciekawy kamyk, kawałek drewna wyrzucony przez morze czy kilka muszelek dekorują później mój dom i przypominają o tych wszystkich miejscach, które odwiedziłam. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku i tylko z miejsc, w których można je zbierać.
No dobrze tyle informacji praktycznych ode mnie. Pora na Kretę w moim obiektywie i opowieść o tym, jak spędzaliśmy typowy, wakacyjny dzień na tej pięknej wyspie.
Budziliśmy się wczesnym rankiem za sprawą szumu fal i głośnego cykania cykad – najpiękniejszy dźwięk. Ja parzyłam kawę, a mój mąż Tomek szedł do piekarni pod domem po jeszcze ciepłe bougatsa, czyli kreteńskie ciastka z ciasta filo wypełnione kremem na bazie kaszy manny i mleka. Jedliśmy je, siedząc na niemal pustej plaży i wpatrując się w spokojne morze i imponujące szczyty gór.
Najwyższy szczyt na Krecie Timios Stavros jest tylko 43 metry niższy od naszych Rysów!



Po śniadaniu pakowaliśmy torby i wyruszaliśmy na plażę. Zazwyczaj wybieraliśmy plażę w Matali lub Agia Galini.
Matala skradła moje serce od pierwszej wizyty, choć muszę przyznać, że w sezonie są tutaj tłumy. W latach 60. i 70. Matala stała się jednym z najbardziej znanych miejsc spotkań hipisów w Europie, a wśród najbardziej znanych nazwisk związanych z tym miejscem wymienia się Joni Mitchell i Boba Dylana. Hipisi zamieszkiwali wykute w skale nad zatoką starożytne groty, które prawdopodobnie powstały jako rzymskie grobowce. Dzisiaj są jedną z największych atrakcji Matali i można je zwiedzać.
Sama Matala jest niewielka, ale pełna życia. Jest tu mnóstwo klimatycznych tawern, małych sklepików i butików, a także spora baza noclegowa. Mimo swojej popularności wciąż czuć tu trochę dawnego hipisowskiego klimatu – kolorowe murale, malowane uliczki i wszechobecne hasła „peace” przypominają o historii tego miejsca.
Plaża w Matali jest kamienista, więc zdecydowanie przydają się buty do wody. Ja zabierałam ze sobą również maskę full face, bo pod wodą można oglądać mnóstwo kolorowych ryb. To zdecydowanie moja ulubiona rozrywka nad morzem.



Urokliwa jest również Agia Galini – niewielka nadmorska miejscowość z tawernami, sklepikami i plażą z drobnego żwirku oraz bardzo przejrzystą wodą. Byliśmy tam tylko raz, bo ostatecznie to Matala spodobała nam się bardziej.
Obie te plaże wybieraliśmy zresztą trochę pod kątem naszych synów. Zależało nam na tym, żeby oprócz morza i plaży mieli pod ręką sklepy, coś do jedzenia (bo przecież dzieci nad wodą są wiecznie głodne :)), toalety i całą potrzebną infrastrukturę. Gdybyśmy spędzali te wakacje tylko we dwoje, pewnie częściej szukalibyśmy małych, dzikich zatoczek i bardziej ustronnych miejsc. Ale rodzinne wakacje rządzą się swoimi prawami i czasem wygoda wygrywa z najbardziej pocztówkową plażą.


Kiedy wiatr był zbyt silny na plażowanie, pakowaliśmy się do samochodu i ruszaliśmy na wycieczkę po okolicy. W ten sposób trafiliśmy do kilku małych górskich wiosek, ale przede wszystkim zaczęliśmy odkrywać kreteńskie góry. I to właśnie one zrobiły na mnie podczas tego wyjazdu największe wrażenie. Spektakularne trasy prowadzące wysoko nad dolinami, surowe zbocza, ogromne przestrzenie i widoki, przy których co chwilę chciałam zatrzymywać samochód. Do tego kozy i owce, które spotykaliśmy dosłownie wszędzie – na poboczach, środku drogi, skalnych zboczach i w miejscach, do których, wydawałoby się, żadne zwierzę nie powinno być w stanie wejść.



Jednego dnia pojechaliśmy wysoko w góry w kierunku płaskowyżu Nida, położonego u stóp masywu Psiloritis z najwyższym szczytem Krety. Sam płaskowyż zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wielka, niemal pusta przestrzeń otoczona górami, zupełnie inna od nadmorskich krajobrazów, z którymi kojarzy się Kreta. Niedaleko znajduje się również jaskinia Ideon Andron, według mitologii jedno z miejsc związanych z dzieciństwem Zeusa. Do samej jaskini warto zajrzeć, skoro już jest się tak wysoko, choć uczciwie mówiąc to nie ona jest największą atrakcją tej wycieczki. Dla mnie zdecydowanie bardziej spektakularne były droga, góry i sam płaskowyż.




Muszę cię jednak przed jedną rzeczą ostrzec. Google Maps potrafi na Krecie proponować „skróty”, które na ekranie wyglądają zupełnie niewinnie, a w rzeczywistości okazują się wąskimi, szutrowymi drogami prowadzącymi wysoko przez góry, bez barierek i czasem z przepaścią tuż obok. My właśnie w ten sposób trafiliśmy na jedną z najbardziej spektakularnych, ale też najbardziej stresujących tras całego wyjazdu. Było przepięknie, ale Fiat Panda z wypożyczalni zdecydowanie nie jest samochodem, którym chciałabym powtarzać takie przygody 🙂 Zwłaszcza że w górach są miejsca, w których nie ma zasięgu. Jeśli więc nawigacja proponuje ci podejrzanie szybki skrót przez góry, lepiej dwa razy sprawdzić, jaką drogą zamierza cię poprowadzić. Robisz to na własne ryzyko.
Na zdjęciach szutrowa droga na wysokości ok. 1800 m n.p.m. i kręta asfaltowa położona nieco niżej. No i oczywiście widok na wyspę. To właśnie z tej wysokości widać jak górzysta i wielka jest Kreta.


Na popołudniową kawę zatrzymywaliśmy się w tawernie Panorama Café przy drodze pomiędzy Matalą a Kalamaki. Kawa z takim widokiem smakuje wyjątkowo.

Po powrocie z plaży albo wycieczki robiliśmy sobie krótka sjestę. Potem szybki prysznic i zaczynaliśmy drugą połowę dnia. Codziennie wieczorem chodziliśmy na naszą plażę, żeby podziwiać spektakularny zachód słońca. Ten widok chyba nie może się znudzić. Gdy słońce już schowało się za góry, chłopaki grali w piłkę, a ja szukałam po krzakach swoich ziół – dla każdego coś miłego 🙂




Jednak moim absolutnie ulubionym momentem każdego dnia była kolacja w małej, rodzinnej tawernie przy brzegu morza. Nie mogłam się doczekać tych długich i niespiesznych godzin przy stole i zamawiania greckich pyszności z karty. Jedliśmy, słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy z właścicielami, obserwowaliśmy zwykłe, rodzinne życie Kreteńczyków, dzieci biegające pomiędzy stolikami, koty czekające na jakikolwiek kąsek, który komuś spadnie ze stolika, odbywaliśmy długie rozmowy przy winie i ani razu nie patrzyliśmy w telefon lub na zegarek. Prawdziwe siga siga!

Co warto, a nawet trzeba zamówić w kreteńskiej tawernie?
- moussakę, czyli zapiekankę z bakłażana, mięsa mielonego i beszamelu.
- tzatziki – wiadomo 🙂 Jogurt, ogórek, czosnek, oliwa i zioła. Warto zamawiać właściwie do wszystkiego.
- pieczoną fetę
- favę, czyli pastę z łuskanego grochu.
- sardynki lub inne świeże ryby
- kolokythakia tiganita cienkie plasterki cukinii obtaczane w mące i smażone na złoto, posypane dojrzewającym, kreteńskim serem przypominającym parmezan – w towarzystwie tzatziki to niebo w gębie
- dolmades, czyli liście winorośli nadziewane ryżem i warzywami lub ryżem i mięsem.
- saganaki, czyli smażony ser, chrupiący z zewnątrz i miękki w środku.
- gemista, czyli pomidory i papryki faszerowane ryżem, ziołami, czasem również mięsem.
- horiatiki, czyli klasyczna sałatka grecka z pomidorami, ogórkiem, oliwkami, cebulą i dużym kawałkiem fety.
- kolokithokeftedes, czyli smażone placuszki z tartej cukinii, ziół i często fety. Chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku i obowiązkowo do spróbowania z porcją tzatziki.
Na koniec, kiedy już zjesz, kelner często przyniesie coś od siebie – talerz świeżych owoców albo kieliszek lokalnego alkoholu. To element greckiej gościnności i piękny zwyczaj, dlatego nie należy odmawiać. Nawet jeśli nie masz ochoty na alkohol, warto chociaż symbolicznie zamoczyć usta i wznieść toast z gospodarzami. To taki mały gest, którym odwzajemniasz ich gościnność.






Miejsca, które warto odwiedzić na południu Krety
Na koniec kilka miejsc, które odwiedziliśmy i które mogę ci polecić:
Matala – klimatyczne, ale w sezonie nieco zatłoczone miasteczko na południu Krety. Plaża, słynne groty, hipisowska historia, kolorowe uliczki i mnóstwo tawern nad samym morzem.
Płaskowyż Nida i góry Psiloritis – dla mnie najpiękniejsze krajobrazy tego wyjazdu. Spektakularne górskie trasy, ogromne przestrzenie, kozy i owce spotykane po drodze. Przy okazji możesz odwiedzić jaskinię Ideon Andron.
Górskie wioski – warto czasem zjechać z głównej drogi i zatrzymać się w jednej z małych miejscowości. My odwiedziliśmy między innymi Anogię.
Agia Galini – niewielkie nadmorskie miasteczko z portem, tawernami, sklepikami i plażą z drobnego żwirku.
Kalamaki – spokojna miejscowość, która była naszą bazą. Plaża, świetne tawerny, spektakularne skały i przepiękne zachody słońca.
Rethymno – piękna historyczna zabudowa, wąskie uliczki i mnóstwo śladów weneckiej przeszłości. W sezonie bywa zatłoczone, a centrum wypełniają głównie sklepy z pamiątkami i tłumy turystów. Bardzo chciałabym wrócić tu poza sezonem.
Aquapark Watercity pod Heraklionem – świetny pomysł na cały dzień, szczególnie jeśli podróżujesz z dziećmi lub nastolatkami. Mnóstwo basenów i zjeżdżalni. Bawiliśmy się tam świetnie.
To już wszystko. Mam nadzieję, że podobała Ci się południowa Kreta w moim obiektywie.

