PRZEPIS NA SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU
Jest taki moment w czerwcu, gdy powietrze staje się ciężkie od zapachu kwitnącego czarnego bzu. Wystarczy przejść polną drogą lub zatrzymać się na skraju łąki, by poczuć jego charakterystyczny, słodki aromat. To właśnie wtedy warto przygotować syrop z kwiatów czarnego bzu – jeden z tych domowych przetworów, które pozwalają zachować smak i zapach początku lata na długie miesiące.
Dlaczego warto zrobić syrop z kwiatów czarnego bzu?
Syrop z kwiatów czarnego bzu ma przede wszystkim niepowtarzalny, pyszny smak, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Jesienią i zimą czyli w sezonie, w którym łatwo o infekcję sprawdza się doskonale, jako dodatek do herbaty czy do przygotowywania ciepłych naparów. Ma właściwości przeciwwirusowe, przeciwzapalne, działa napotnie i wykrztuśnie.

Latem w połączeniu z chłodną wodą gazowaną i miętą staje się doskonałą lemoniadą.
Ważne jest to, żeby kwiaty czarnego bzu zbierać w suche słoneczne dni, w miejscach z dala od miast i dróg i wybierać kwiaty bez mszycy, która bardzo lubi na tym gatunku żerować. Syrop należy zacząć przygotowyw od razu po zbiorze, żeby zachować jak najwięcej cennego pyłku kwiatów.

Syrop z kwiatów czarnego bzu – składniki na ok. 8 litrów (kilkadziesiąt buteleczek)
- 200 baldachów czarnego bzu
- 8 litrów wody
- 4 kg cukru
- 6-8 cytryn (lub więcej)


Kwiatów nie myjemy! Dlatego tak ważne jest, żeby zbierać je w miejscach dzikich, z dala od zgiełku miast i spalin samochodów. Najpierw oczkami delikatne kwiatostany od łodyżek, które są gorzkie w smaku. Następnie kwiaty wkładamy do dużego garnka (a najlepiej dwóch dużych garnków), zalewamy je wrzątkiem i pozostawiamy na całą noc. Rano dodajemy cukier i zaczynamy podgrzewać wywar, pilnując, by się nie zagotował. Na koniec doprawiamy syrop z sokiem z cytryny – wedle gustu. Ja dodaję na 4 litry syropu sok z co najmniej 4 cytryn, czasem więcej, bo lubię jego kwaskowaty smak. Jeśli mamy za mało cytryn, można użyć kwasku cytrynowego.


Tak przygotowany, bardzo gorący syrop najpierw odcedzamy przez sitko, a następnie przelewamy do umytych butelek, zakręcamy je i odwracamy do góry dnem. Zostawiamy je do całkowitego ostygnięcia, a następnie przechowujemy w chłodnym, ciemnym miejscu przez kilka miesięcy.


Basiu, a kiedy przecedzamy syrop?
Przed przelaniem do butelek.
Skąd takie piękne etykiety?
Temu
Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, że nie powinno się myć kwiatów przed przygotowaniem syropu, żeby nie stracić cennego pyłku. Przydała mi się też wskazówka, żeby zbierać je wyłącznie w słoneczny dzień i jak najszybciej zabrać się za przygotowanie.
Cześć, stosuje ktoś z Was czarny czosnek? Warto? Duzo informacji jest w internecie o jego prozdrowotnych właściwościach. Jeśli tak, to skąd polecacie kupić ? Pozdrawiam
Dobry, tradycyjny przepis bez zbędnych kombinacji. Dodanie większej ilości soku z cytryny to świetne rozwiązanie, bo sam syrop bywa mocno słodki i przełamanie kwasowością dobrze mu robi.
200 baldachów czarnego bzu! 🙂 To już nie jest zwykłe przygotowywanie domowego syropu, tylko całkiem solidna wyprawa po zapasy na zimę. Ale właśnie takie sezonowe przetwory mają w sobie coś wyjątkowego. Przez większą część roku mijamy różne rośliny zupełnie obojętnie, a potem przychodzi tych kilka czerwcowych tygodni, kiedy nagle okazuje się, że natura oferuje nam składniki o naprawdę niezwykłym aromacie.
Zaciekawiła mnie szczególnie wskazówka dotycząca zbierania kwiatów w suche, słoneczne dni i unikania ich mycia, żeby nie pozbawić ich cennego pyłku. Niby drobiazg, ale podejrzewam, że właśnie takie szczegóły mają ogromny wpływ na intensywność smaku gotowego syropu. Podobnie z oddzielaniem kwiatów od gorzkich łodyżek. To chyba jeden z tych etapów, przy których cierpliwość naprawdę się opłaca.
Podoba mi się też możliwość regulowania kwaskowatości cytryną. Osobiście zdecydowanie wolę, kiedy słodki syrop ma wyraźną, orzeźwiającą nutę, zamiast przypominać sam cukier. Już wyobrażam sobie taki napój z mocno schłodzoną wodą gazowaną, świeżą miętą i kilkoma kostkami lodu podczas upalnego popołudnia.
A swoją drogą, przygotowanie około ośmiu litrów syropu brzmi imponująco! Choć pewnie przy takiej ilości możliwości jego wykorzystania zapasy mogą znikać szybciej, niż się początkowo wydaje. Latem lemoniada, jesienią dodatek do herbaty, a od czasu do czasu może również odrobina do domowych deserów.
Ten przepis przypomina mi, jak wiele uroku mają tradycyjne, domowe przetwory. Nie chodzi przecież wyłącznie o sam smak, ale również o cały rytuał zbierania, przygotowywania i późniejszego otwierania buteleczek, w których udało się zachować odrobinę lata. Chyba właśnie tego najbardziej brakuje w gotowych produktach ze sklepowej półki.