COLOMBO POULET, czyli o tym jak postanowiłam poszukać dobrego jedzenia na Gwadelupie

Autor: Basia Szmydt

Pamietasz pewnie, że do tej pory nie pisałam zbyt dobrze o jedzeniu na Gwadelupie. Według doświadczeń, które tu zebrałam, uznałam, że oprócz owoców i wody kokosowej, niczego dobrego tu nie jadłam i nie pewnie nie zjem.
Aż do wczoraj. Wczoraj bowiem dostałam na blogu taki komentarz:

Basiu, z całym szacunkiem ALE na Gwadelupie mieszkam ładnych paręnaście lat i mam możliwość weryfikacji Twoich informacji i niestety z nie wszystkim się zgadzam. Rozumiem Twój blog = Twoje spojrzenie ale opinia na temat tutejszej kuchni jest WIELCE krzywdząca. Kuchnia kreolska jest mieszkanka wielu kultur i jest fantastyczna ! ! ! Naprawdę próbowałaś tutejszej kuchni? Próbowałaś ugotować coś lokalnego albo cokolwiek z piment?
Coś mi się nie chce wierzyć, ze faktycznie próbując plantana, iniama, kuszkusz, crystophine, fruit a pain, tutejszej dyni czy awokado napisałabyś to samo! Choć raz jadłaś accras, boudin, zwykle colombo, pasztet rybny, gratain, pois de bois, giraumoniade, ceviche, tartar, languste, dorade lub tazara, sauce chien czy sorbet kokosowy od Pani Koko? Jest MNÓSTWO dobrych i bardzo dobrych – lokalnych knajp i super restauracji. Wielkiego wysiłku nie trzeba wkładać w ich znalezienie – trzeba chcieć 🙂Przepraszam ale zirytowało mnie twoje stwierdzenie i mnie poniosło – to tak jakby pojechać w Polsce do Dąbek i narzekać, że nad całym Bałtykiem nie ma dobrych smażalni ryb i w ogóle to całe polskie jedzenie jest kompletnie bez wyrazu. Jak można jeść same ziemniaki!? Z całym szacunkiem – masz na co godzisz się.

No cóż – ta czytelniczka zdecydowanie uderzyła w mój czuły punkt 🙂 Uważam, że jej komentarz choć krytyczny, to jest przykładem komentarza napisanego z klasą, pomimo różnicy zdań. Mnie zainspirował, skłonił do zastanowienia się nad tym, czy rzeczywiście włożyłam wysiłek w to, by odkryć smaki Karaibów, czy raczej poddałam się po kilku nieudanych daniach w przypadkowych knajpkach, głównie w St. Anne. Prawda jest taka, że warunki do gotowania mam, że nie jestem tu przecież na dwa tygodnie, i że do tej pory ani razu nie podjęłam próby, by ugotować coś prawdziwie kreolskiego, zatem moja czytelniczka miała rację.
Zrobiłam także wywiad środowiskowy (tutaj pozdrawiam mieszkające na Guadzie Polki – Justynę, Natalię, Kasię :)) i dowiedziałam się, że na Gwadelupie najlepsze jedzenie je się głównie w domach, i że Kreole naprawdę świetnie gotują. Ja się o tym nie przekonam, nie będę mieć okazji, by zjeść obiad u jakiejś kreolskiej rodziny, ale po pierwsze zamierzam odwiedzić jeszcze przed moim wyjazdem kilka polecanych restauracji i ugotować kilka tradycyjnych dań w naszej gwadelupskiej kuchni.

Wyzwanie podjęte 🙂 Na pierwszy ogień idzie colombo poulet, czyli kurczak kolombo. To jest jedno z najpopularniejszych dań w knajpkach na Gwadelupie. Nie wiem czy najlepsze i najsmaczniejsze, ale to ten przepis przetłumaczyłam jako pierwszy z francuskiego.
Podobno ile domów tyle wersji tej potrawy, tak jak u nas z polskim bigosem. Ja korzystałam z przepisu znalezionego na blogu Je cuisine creole.
Wieczorem wybrałam się na targ w St. Anne i kupiłam kilka przypraw niezbędnych do przyrządzenia tego dania. Wszystkie te mieszanki możemy zrobić w domu. Podaję proporcje znalezione w sieci:

poudre à colombo – 2 łyżki kurkumy, 2 łyżki mielonej kolendry, 1 łyżka mielonego kminu rzymskiego, 1 łyżeczka mielonej gorczycy, 1/2 łyżeczki kozieradki, 1 mielony goździk, 1 łyżeczka suszonego czosnku
graines à roussir – to mieszanka kozieradki, gorczycy i kminu – nie zmielona (myślę, że w Polsce możesz po prostu użyć po szczypcie tych nasion)
poudre à massalé – to trochę inna mieszanka, niż ta, którą w sklepach możemy znaleźć pod nazwą garam masala, ale myślę, że z powodzeniem można użyć garam masala. Poudre à massalé to mieszanka, na która składa się 2 łyżki kolendry, 2 łyżki kminu, 2 łyżki gorczycy, 2 łyżki kozieradki, 1 łyżka pieprzu, 4-5 goździków, łyżka kardamonu, łyżka gałki muszkatołowej, łyżeczka ostrej papryki – wszystko zmielone.

Przyprawy królują na targach Gwadelupy, czas zrobić z nich użytek.

COLOMBO POULET – KURCZAK KOLOMBO 

Czego potrzebujesz:

– kurczaka. Ja użyłam jednej piersi i 4 udka (porcja na 4 osoby)

– składniki na marynatę:

* limonka (sok)
* 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
* 1 papryczka chili posiekana drobno
* 2 łyżki przyprawy colombo (poudre de colombo)
* szczypta zmielonych goździków lub 2 całe
* szczypta zmielonego ziela angielskiego lub 2 całe
* pół szklanki wody

– dwa ziemniaki
– 1 cebula
– garść szczypiorku
– garść natki
– listki z dwóch gałązek tymianku
– 1 łyżeczka przyprawy graines à roussir (wyżej podałam skład)
– łyżka przyprawy masala (skład wyżej)
– woda
– limonka
– ryż

Pierś z kurczaka pokrój na mniejsze kawałki i włóż do miski razem z udkami. Zamarynuj je w składnikach marynaty podanej w przepisie. Po prostu wszystko ze sobą dokładnie wymieszaj, przykryj miskę folią i włóż do lodówki, najlepiej na całą noc.

Następnego dnia na łyżce oliwy, w dużym rondlu podsmaż łyżkę nasion graines à roussir (czyli kozieradki, kminu i gorczycy). Rób to tylko przez chwilkę, żeby się nie przypaliły. Następnie do rondla włóż zamarynowanego kurczaka i całość dobrze wymieszaj. Dodaj posiekaną drobno cebulkę, szczypiorek, natkę pietruszki i tymianek. Ponownie wszystko wymieszaj. W miseczce wymieszaj łyżkę przyprawy masala i szklankę wody, zalej tym mięso w rondlu. Dodaj marynatę, która została w misce.
Ziemniaki obierz i pokrój na niewielkie kawałki tej samej wielkości. Dodaj do potrawy. Dolej szklankę wody, wymieszaj wszystko i gotuj do miękkości ziemniaków i mięsa pod przykryciem. Mnie zajęło to ok 35- 40 minut.
Na koniec dopraw solą, pieprzem i sokiem z limonki.
Podawaj z ugotowanym ryżem, posiekaną natką i szczypiorkiem.

Kurczak wyszedł bardzo dobry. Soczyste, miękkie i dobrze zamarynowane mięso. Aromatyczne przyprawy i zioła. Pikantne, bo papryczki tutaj są z piekła rodem. Smaczne, proste, mało kaloryczne danie. Gdybym zjadła takie w restauracji, byłabym zadowolonym klientem i na bank bym tę restaurację polecała.
Pierwszy dzień wyzwania to 1:0 dla Gwadelupy 🙂
Zobaczymy co mi dalej wyjdzie w mojej kuchni – będę relacjonować.

Tymczasem życzę Ci pięknego weekendu, może spróbujesz ugotować podobne danie w Polsce?
Podobno najlepiej gotuje się tutaj przy tej muzyce: klik!

Na koniec wczorajszy zachód słońca na naszym tarasie.

11 komentarzy
2