fbpx

SIERPIEŃ W MOIM OBIEKTYWIE

Autor: Basia Szmydt

Stało się to, na co czekaliśmy przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Sprzedaliśmy nasz dom! I to jest dla mnie bez wątpienia najważniejsze wydarzenie sierpnia 2020.

Kiedy zaczynałam pisać ten wpis siedziałam pomiędzy kartonowymi pudłami, do których pakowałam nasz zgromadzony przez ostatnie 5 lat dobytek. Przeglądałam wszystkie rzeczy. Zastanawiałam się, które z nich zabrać ze sobą, a które oddać, sprzedać lub wyrzucić. Czy wszystko, co było w tym domu to wciąż to czego potrzebuję? Które z tych rzeczy powinnam zostawić, a do których jestem tak przywiązana, że zabiorę je ze sobą wszędzie? Sprzątałam powoli. Powoli się też pakowałam. I było to dla mnie bardzo, bardzo emocjonujące. Bo zmiany, choć potrzebne, to są niewygodne. Są wymagające, potrzebują czasu i cierpliwości, by dostosować się do nowego. I choć wiem to wszystko doskonale, to i tak nie zawsze sobie z tymi emocjami radzę. Czasem kilka razy w ciągu dnia się po prostu poddaję albo po prostu padam na kanapę ze zmęczenia. A chwilę później wstaję, otrzepuję się i działam dalej, bo wiem, że zmiana zazwyczaj prowadzi do czegoś lepszego i ja tego bardzo wyczekuję 🙂

W sierpniu byłam przede wszystkim bardzo, bardzo zmęczona. Psychicznie i fizycznie. Zasypiałam jak dziecko każdego dnia i z trudem budziłam się rano. W kilka tygodni spakowałam razem z Tomkiem cały nasz zgromadzony przez ostatnie 5 lat dobytek i wysprzątałam dom na błysk. A teraz te wszystkie pudła rozpakowuję. Pudełko, po pudełku. Rzecz po rzeczy. Tysiące rzeczy i ogrom czasu, myśli, emocji. Trudny i wymagający czas. W międzyczasie urządziłam tu, pod Lublinem, u mojej teściowej, gościnny pokój we współpracy z IKEA, który z przyjemnością pokażę Ci już w niedzielę.
A tutaj jego maleńka zajawka 🙂

Dzisiaj dalej tonę w pudłach i próbuję po raz kolejny zorganizować czas sobie i swojej rodzinie. Dostaję od życia solidną lekcję pokory. Ale jestem też cholernie wdzięczna. Za moich przyjaciół, którzy przyjeżdżają, by pomóc mi się pakować albo przesunąć szafę. Za moich rodziców, Tomka mamę, nasze siostry, którzy nieustannie nas wspierają. Za czytelników od których dostaję setki wzruszających wiadomości. Za to, że słyszę, że ta nasza decyzja o sprzedaży domu jest dla kogoś inspirująca, że pokazuję, że można spełniać swoje marzenia, być odważnym i nie oglądać się za siebie. Dziękuję <3

O tej wielkiej dla mnie zmianie jaką jest sprzedaż domu i emocjach z tym związanych chcę napisać osobny post. Dzisiaj, uprzedzając pytania o to gdzie teraz, napiszę że dopóki nie znajdziemy nowego miejsca zatrzymamy się w Lublinie, u mamy mojego męża. Dajemy sobie czas.

Jeśli jesteś tutaj nowa to zapraszam Cię do przeczytania tekstu o tym dlaczego postanowiliśmy sprzedać nasz dom.

O TYM DLACZEGO POSTANOWILIŚMY SPRZEDAĆ NASZ DOM?

Na kanale Magdy i Piotrka Motrenko „Wnętrza Zewnętrza” kilka miesięcy temu pojawił się film z naszego domu. Zapraszam do oglądania. Dla mnie to super pamiątka.

W tym przeprowadzkowym szale udało nam się wyrwać kilka wieczorów i pożegnaliśmy lato w najlepszym stylu. Poszliśmy do naszych ulubionych knajpek. Pokażę Ci kilka z nich. Naprawdę warto tam wstąpić przy okazji wizyty w stolicy.

WABU SUSHI przy Placu Bankowym – najlepsze sushi jakie jadłam. Fantastyczny wystrój, przemiła obsługa, pięknie podane jedzenie i ceny przystępne jak na Warszawę. Polecam na deser obłędne ciasto banoffee.

BUŁKĘ PRZEZ BIBUŁKĘ przy Żurawiej uwielbiam za pyszne śniadania i za wystrój. Przepiękne miejsce. Polecam tost z pastą z awokado, jarmużu i groszku i koszyk pieczywa z ich autorskim kremem orzechowo – czekoladowym. No i wizytę w toalecie – robi wrażenie 🙂

CHARLOTTE przy Placu Zbawiciela to kultowe miejsce na mapie Warszawy. Lubię tu wracać od wielu lat. Na śniadanie, by posiedzieć z pyszną kawą i pogapić się na ludzi. Uwielbiam za wystrój i ogromny, drewniany stół w środku. Za zawsze świeże lilie w wazonie i doskonałe pieczywo. Polecam croissanty z kremem z białej czekolady.

BYĆ MOŻE przy Placu Unii to również bardzo klimatyczne miejsce w przedwojennej kamienicy, z ogromnymi oknami i minimalistycznym, ale pięknym wystrojem. Lubię tu wpaść na przykład na gorącą zupę cebulową. Polecam zatrzymać się na chwilę lub dłużej i porozmyślać nad słowami zapisanymi na jednej ze ścian.

ELEKTROWNIA POWIŚLE naprzeciwko Centrum Nauki Kopernik. Elektrownia, która powstała w 1901 roku została zamknięta dopiero w 2001. Po 15 latach od zamknięcia niszczejący budynek postanowiono zrewitalizować. Dziś w dawnej elektrowni mieszczą się między innymi liczne sklepy i przestrzeń restauracyjna. Choć to kolejna galeria handlowa, to cały projekt wyszedł po prostu przepięknie. W środku budynku zachowano mnóstwo elementów charakterystycznych dla poprzedniej funkcji miejsca. Warto tu zajrzeć. Polecam zwłaszcza na wieczorne wyjście.

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej jest fantastyczna wystawa „Wiek półcienia”. Interpretacje różnych artystów na temat ekologii. Przyznam, że ja ze sztuką się dopiero oswajam. A to wszystko za sprawą mojego przyjaciela Cezarego, który sztukę kocha i mógłby o niej opowiadać godzinami. Nawet moi chłopcy słuchali wujka z zaciekawieniem. Tym samym oficjalnie rozpoczęliśmy edukację domową 🙂 Sama wystawa daje do myślenia, a dzieła na niej zaprezentowane są tak bardzo nieoczywiste. Wystawa potrwa do 13.09 br. Koniecznie skorzystaj z przewodnika.

Kilka dni z dziewczynami i 18 tysięcy kroków dziennie przespacerowanych po Warszawie. Chyba się starzeję, bo wieczorem musiałam trzymać nogi w górze. A sam czas? Taki jak zawsze: przewidywalny, idealny reset dla głowy. Babskie weekendy powinny być przepisywane na receptę.

PRZECZYTAJ WIĘCEJ O TEJ WYSTAWIE TUTAJ.

W sierpniu zrobiłam sobie dwa prezenty. Ten pierwszy to sesja zdjęciowa u arcyzdolnej Karoliny. Uważam, że każda kobieta powinna zrobić sobie taką sesję. Na pamiątkę. By zobaczyć siebie w obiektywie kogoś innego, kogoś wrażliwego i takiego jak my same. By móc zobaczyć siebie ze swoimi doskonałościami i niedoskonałościami, kompletne. Uwielbiam tę sesję, bo jestem na niej zupełnie naturalna, niewymuszona, zrelaksowana. O to mi właśnie chodziło. Z całego serca polecam Ci Karolinę.

Tutaj znajdziesz INSTAGRAM KAROLINY.

Kolejny prezent to wizyta u fryzjera. I to nie byle jakiego fryzjera, ale takiego, którego miałam juz na oku od kilku dobrych miesięcy. I tu też gorąco polecam Teksturę i Aleksandra Siczka. Fantastyczny człowiek i mega zdolny fryzjer.
Dzięki jego pracy i naszej kilkugodzinnej rozmowie miałam naprawdę dobry dzień!

A na zakończenie kilka kadrów już z Lubelszczyzny. Zwykłe, małe rzeczy, które przypominają mi, że mam za co dziękować każdego dnia.

Moja teściowa jak co roku, pod koniec sierpnia rozpoczyna produkcję ogórków kiszonych na cały rok. Wszystkie dla nas, sama nie je. Czuję wdzięczność <3

I te gofry z prawdziwej „gofrarki”. Ciężkiej, żeliwnej, takiej co to się musi dobrze rozgrzać. Takie gofry to jest po prostu mistrzostwo świata. Z kwaśną śmietaną, uprażonymi bez cukru ostatnimi papierówkami z jej jabłonki i z cynamonem. Och!

Jabłka nazbierane z dzikiej, rosnącej przy miedzy jabłoni przez sąsiada dla moich dzieci. Małe, koślawe, pachnące, przepyszne!

Pierwsza rzecz jaką sobie ugotowałam w tej mojej starej kuchni zawalonej teraz kartonami to rosół i kasza jaglana z jagodami. Musiałam właśnie w ten sposób zacząć to wyzwanie. Pomogło.

Spacer z moimi tak dużymi już dziećmi. Gdy spojrzałam na te zdjęcia zobaczyłam nastolatków, a przecież wczoraj tą samą drogą pchałam wózek z ząbkującym Michałem.

Kocham te sierpniowe zachody słońca <3

I zapach prania, które wyschło na wietrze.

I spacery po Lublinie, i miliony pytań, które moi synowie wciąż mi zadają. A ja odpowiadam niestrudzenie. W końcu jestem ich nauczycielką 🙂

Od przyszłego tygodnia ruszam w miasto Lublin. Pora zrobić jakiś porządny przewodnik po moim rodzinnym mieście 🙂

To tyle na dziś. Dzięki, że jesteś <3
W niedzielę zapraszam Cię na wpis o tym jak urządziłam pokój gościnny u mojej teściowej i standardowo na mój INSTAGRAM, gdzie prawie codziennie dzielę się swoimi inspiracjami i kadrami z pięknego i prostego życia.

Loading

Spodobają Ci się także:

13 komentarzy

Myszojeleń 4 września, 2020 - 8:25 am

Zawsze niecierpliwie czekam na te Twoje kadry. Jesteś kojąca jak plasterek aloesu 🙂 Uściski dla chłopaków!

Reply
Basia Szmydt 5 września, 2020 - 6:58 am

Dziękuję ❤️

Reply
Małgorzata 4 września, 2020 - 10:01 am

Wmawia nam się, że spełnione marzenia i osiąganie celu mają wyłącznie słodki smak. Jest euforia, podziw ludzi dookoła i nieschodzący z twarzy uśmiech. właściwie tu powinny pojawić się napisy końcowe. Że żyli długo i szczęśliwie – tego każdy się domyśla, ba jest tego pewien. Ale w życiu tak nie jest, każde spełnione marzenie oznacza utratę tego marzenia, zderzenie się z rzeczywistością i cenę, którą trzeba zapłacić. Owszem, warto,ale i tak jest dużo pracy, łez i kilka przeszkód po drodze o które się potykamy. My od dawna marzyliśmy o własnym domku z ogrodem. Udało się taki znaleźć, z historią, bo takiego szukaliśmy. I owszem, jest idealny, ale mimo wszystko nagle znajdujesz się w obcym miejscu, wśród nieznanych ludzi. Wychodzisz na ulicę i brakuje Ci wydeptanych przez lata ścieżek, znajomych twarzy, ulubionego sklepiku z warzywami. W nocy nasłuchujesz skrzypienia schodów i wiatru, który próbuje wedrzeć się przez nieszczelne okna. By to wszystko stało się twoje, potrzeba czasu.
Trzeba oswoić każde marzenie, przytulić je. Musi minąć trochę czasu, by móc naprawdę się nim cieszyć.
Życzę Ci Basiu, żebyś znalazła miejsce, które pokochasz.

Reply
Basia Szmydt 5 września, 2020 - 6:58 am

Pięknie to napisałaś – dziękuję ❤️

Reply
Monika 4 września, 2020 - 7:11 pm

Właśnie, co z dziećmi? Edukacja domowa? Pozdrawiam

Reply
Basia Szmydt 5 września, 2020 - 6:57 am

Tak.

Reply
Weronika 4 września, 2020 - 9:32 pm

Kazdy wytrawny przeprowadzkowicz wie, ze pudla od bananów rządzą

Reply
Basia Szmydt 5 września, 2020 - 6:57 am

Tak jest 🙂

Reply
Sonia 7 września, 2020 - 6:15 am

Uwielbiam czytać Twoje posty do porannej kawy ❤️ Jestem teraz w podobnym momencie życia, jedna noga jeszcze w starym domu, druga już w nowym, też tymczasowym. Z tego pierwszego wyprowadzam się po 9 bardzo intensywnych latach więc wiem że muszę zrobić to swiadomie. Rozkładam sobie ten proces na kilka tygodni. Ostatnio w jakieś gorszej chwili przypomniało mi się Twoje 'Graj kartami które masz’ eh, daje duża ulgę jak weźmiesz sobie je do serca❤️

Reply
Basia Szmydt 7 września, 2020 - 8:05 am

O tak, „graj kartami, które masz” i mnie pomaga niemal codziennie. Powodzenia <3

Reply
Ida 7 września, 2020 - 7:31 am

Basiu, czy ta wystawa jest w muzeum nad Wisłą czy na Pańskiej? Ile czasu zajęło Wam zwiedzanie?
Pozdrawiam!

Reply
Basia Szmydt 7 września, 2020 - 8:04 am

nad Wisłą, zwiedzanie zajęło nam ok. 30 minut.

Reply
Ida 7 września, 2020 - 8:30 am

Dziękuję Ci bardzo za odpowiedz! Będę w tym tygodniu w Warszawie i wolne 30 min powinno się znaleźć :))

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem