fbpx

WEEKEND W KRAKOWIE W RYTMIE SLOW

Autor: Basia Szmydt

„Hallo? Kochanie! W sobotę rano mogę być albo o 10 w Krakowie, albo o 20 w Warszawie – co wybierasz? Wybierz opcję numer jeden, spakuj chłopaków w auto i spędźmy ten weekend w Krakowie”. No cóż mówisz i masz. Spontaniczne wyjazdy to coś, co tygryski lubią najbardziej. Nie przerażają mnie. Nie panikuję. Strategię pakowania i organizacji podróży opanowałam do perfekcji. Życie z mężem w rozjazdach zweryfikowało ten stan.

W sobotni poranek budzik zadzwonił o chorej godzinie. Zaparzyłam kawę, otworzyłam taras na ościerz i pozwoliłam tym szalonym ptakom na koncert. Musisz wiedzieć, że przed 5 rano drą się wniebogłosy. Chłopcy spali, a ja odhaczałam zadania z listy. Dolać olej i płyn do spryskiwaczy do auta. Zapakować niewielką torbę z ubraniami. Jest naprawdę niewielka odkąd Kasia z Simplicite opowiedziała mi o tym, co pakuje na swój weekend poza domem. Podjęłam wyzwanie i przyznaję jej rację. Podróżowanie stało się lekkie i przyjemne.  Chłopcy mają swoje małe plecaki. Mogą zabrać tylko tyle rzeczy ile się w nich zmieści. Zabawki zazwyczaj znjadują na miejscu.

Auto ogarnięte, ubrania i kosmetyki spakowane. Aparat, ładowarki i przekąski dla maluchów na drogę. Chłopcy w fotelikach, „Kraków” wpisany w nawigację. Ruszamy w prawie 400 kilometrową podróż na spotkanie z tatą. To będzie krótki weekend, ale Kraków rozkochał mnie w sobie na tyle mocno, by z dwójką dzieci spędzić 5 godzin za kółkiem bez słowa narzekania. Spotykamy się z tatą, zostawiamy samochód i rozpoczynamy weekend w rytmie slow. Slow w najlepszym wydaniu. Spacerowaliśmy bocznymi uliczkami Starego Miasta, a ja nie mogłam odmówić sobie wchodzenia do kamieniczek. Coś, co dla mieszkańców jest normalką, dla mnie jest czymś fascynującym. Stare, drewniane schody, przedwojenne domofony, kolorowa terakota, freski (!) na sufitach, maleńkie witraże w oknach na klatce schodowej, kręte schody na podwórku prowadzące do kolejnych, maleńkich mieszkanek – to wszystko, to tylko część wystroju krakowskich kamienic. Dla mnie zjawiskowego. Nie bez przyczyny to miasto przyciąga takie tłumy turystów.

1 2 3 18 19 20

Dochodząc do Rynku Głównego, zgodnie stwierdzamy, że czas na obiad. Postanowiliśmy zjeść w jakiejść knajpce na uboczu, z niewielką ilością turystów i koniecznie z polską kuchnią. Gdy Tomek po tygodniu wraca z Norwegii, marzy o polskich zupach i obiadach jak u mamy. Znaleźliśmy takie miejsce! Na ulicy Straszewskiego, niedaleko Rynku są Smakołyki, a w swoim menu mają mają najlepsze dania polskiej kuchni. Od mielonych po najlepsze pierogi. Wystrój to coś pomiędzy barem mlecznym, a bistro. Ogromne okno robi wrażenie. Wiadomo – duże okna zawsze spoko. Tomek wybrał gulasz mięsny z kaszą gryczaną iogórkiem kiszonym za 16 złotych, do tego jasne, czeskie piwo. Ja zajadałam się za prawdziwymi plackami zeimniaczanymi ze śmietaną, jak u babci. Złotych 9. Nasze dzieci jak zwykle wybrały połączenie kuchni fusion z molekularną czyli frytki z keczupem.
Smacznie, domowo, spokojnie i tanio. Polecamy.

4 27 28 29 30

Z pełnymi brzuchami wyruszyliśmy w kierunku największej atrakcji miasta według naszych dzieci, czyli smoka wawelskiego. Chociaż nie  – największą atrakcją były radiowozy policyjne i śmieciarki. Jak to w Krakowie. I sklep Lego przy Barbakanie, z zaporowymi cenami – swoją drogą wiedzieli gdzie go umieścić.

21 23 24 37

Dzieci czekały na ogień smoka wawelskiego, słuchały opowieści taty o Szewczyku Dratewce, a ja, jak to mam w zwyczaju gapiłam się na ludzi. Jak tu się nie gapić na chłopaka, który przebrany za sarnę gra na prowizorycznej perkusji melodię Zenka Martyniuka.

8 9 32

Chillout pod drzewem z książką i różowym rowerem. Zdjęcie idealnie oddające chwilę. Słońce tuż nad horyzontem, mleczne światło, zapac lata, Wisła, lody cieknące po paluszkach maluchów, karabinyz patyków i bańki mydlane za 1,50.

6 7 10 26 31

Dobrą kawę piliśmy w Kawiarni Bankowej przy Rynku Głównym, z pięknym widokiem. Dzieci dostały kolejną porcję truskawkowych lodów, by rodzice mogli cieszyć się chwilą 🙂 Michaś robił zdjęcia. Całkiem niezłe z resztą.
Niedziela. Godzina 12:00. Idealne popołudnie. Zupełnie niepodziewane.

11 12 13 14 15 16 17

Kiedy zapytasz mnie czy warto jechać 5 godzin, by przez 1,5 dnia łazić po mieście, odpowiem, że warto. Bo najtrudniej zacząć. Jak ze wszystkim. Podjąć decyzję. Otworzyć się na doświadczenia. Obudzić w sobie ciekawość świata. Pokonać zmęczenie, bo jego tydzień nie było w domu. Cieszyć się na to, co nadchodzi. I jechać. Przed siebie. Bez listy zabytków do zwiedzania. Napić się dobrej kawy. Nie przywieźć sobie żadnej pamiątki. Być obywatelem świata. W rytmie slow 🙂
Tomek tak bardzo wczuł się w rytm slow, że podczas drogi powrotnej, na nawigacji uruchomił tryb „wieź mnie przez wieś”. W związku z tym zamiast zapewne zakorkowanej krajówki, drogę do Warszawy przebyliśmy przejeżdżająć przez zapomniane wioski i wioseczki o wdzięcznie brzmiących nazwach. Slow life pełną gębą. Na drogę kupiliśmy sobie pyszne burgery od MOA Burger (też są przy Rynku). Za dwa burgery zapłaciliśmy 36 zł. Były pyszne!

34 35
Z tą samą jedną torbą i walizką Tomka wróciliśmy do domu. Pamiątek brak. Mamy za to przepiękne zdjęcia i jeszcze piękniejsze wspomnienia. Apetyt na więcej też mamy!

5 22

A wiecie, że w Krakowie pierwszy raz spotkałam się z Tekstualną Moniką i zapałałam do niej miłością. Tak jak nasze dzieci. To właśnie tam Inulka i Marcinek, raczkujące berbecie, zaliczyli swoją pierwszą randkę 🙂

Chcesz poczytać inne posty z moich dotychczasowych wycieczek do Kakowa?
Moja miłość Kraków, część I
Kraków z Moniką, część II
Weekend w obiektywie – Kraków
Potrzebuję wolnego – film z Krakowa!

A Ty gdzie lubisz spędzać wolne weekendy? Czy Kraków urzekł Cię tak samo jak mnie? Masz tam swoje ulubione miejsca?

Uściski
Basia

Spodobają Ci się także:

27 komentarzy

Sisters92 20 czerwca, 2016 - 6:33 pm

W Krakowie byłyśmy we wrześniu zeszłego roku i sobie zrobiłyśmy taką gonitwę od Kopca Kościuszki, do rynku, na Wawel. Następnym razem na listę miejsc do zobaczenia wpisujemy zdecydowanie mniej zabytków. Z chęcią ponownie byśmy poczuły klimat tego miasta <3

Reply
Sławka 20 czerwca, 2016 - 7:20 pm

Zazdrość! 🙂
małe rendez-vous w Krakowie w tym miesiącu zaliczone, niemniej jednak tego miejsca i klimatu nigdy dość! 🙂

Reply
Joanna 20 czerwca, 2016 - 7:50 pm

To miasto kocham najbardziej latem, zimą ta miłość boli, ale absolutnie od 12 lat nie potrafię się stąd wyprowadzić…taka karma chyba 🙂 Cudowne zdjęcia i ten tekst totalnie oddają weekendowy czar Krakowa 🙂 Lubię to odkrywać cały czas na nowo kiedy przyjeżdżają goście.
Wpadajcie częściej koniecznie! I następnym razem na Kazimierz i kładką na Podgórze obowiązkowo marsz! Tam są najpyszniejsze lody śmietankowe świata 😉

Reply
Basia Szmydt 20 czerwca, 2016 - 8:09 pm

Byliśmy kiedyś na tych lodach 🙂

Reply
Ewa 20 czerwca, 2016 - 8:01 pm

Ja lubię wypady do Jasła. Tam moi rodzice mieszkają, tam jest mój drugi dom. Między moim miastem na Śląsku a Jasłem na Podkarpaciu jest 320 km ale zawsze planuję podróż z ogromną radością.

Reply
Sylwia 20 czerwca, 2016 - 10:04 pm

Mój kochany Kraków. Smakołyki mają średnie jedzenie, następnym razem polecam Papryczki i Cyklop, obydwa miejsca na Mikołajskiej 😉
ps. Piękne zdjęcia!

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2016 - 8:05 am

dzięki za polecenie kolejnego miejsca 🙂

Reply
Kasia 21 czerwca, 2016 - 7:40 am

Przeprowadzamy się do Krakowa w sierpniu, także tekst bardzo miły…

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2016 - 8:04 am

Niech Was Krakó cudnie przyjmie 🙂

Reply
Kasia 30 czerwca, 2016 - 8:03 am

Basiu, jak udaje się Tobie jeździć samej jako kierowcy z dwójką dzieci takie długie trasy?
Moje dzieci (3 lata i 10 miesięcy), jak jedziemy za dłuższą trasę. to już po półgodzinie lub godzinie się niecierpliwią. Muszę przesiadać się na tył auta. Dobrze, że jest drugi kierowca w rodzinie.
Podziwiam Ciebie…

Reply
Katinka 21 czerwca, 2016 - 7:52 am

Masz rację! Z nadchodzącej wypłaty odkładam troszkę PLNów i organizują małą wyprawę nad morze! Pakuję koc, herbatę w termosie na drogę, czerwone od letniego słońca pomidory i ogórki małosolne jako przekąski na trasie – JEDZIEMY! W końcu z Poznania nad morze nie jest tak daleko! 🙂

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2016 - 8:04 am

brzmi świetnie! 🙂

Reply
Mika 21 czerwca, 2016 - 12:27 pm

Basiu
Czy możesz zdradzić gdzie nocujecie? Macie jakieś sprawdzone miejsce? W najbliższym czasie też planujemy rodzinny wypad do Krakowa. Już się cieszę…

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2016 - 12:29 pm

Nocowalismy u przyjaciół 🙂

Reply
Paulina 21 czerwca, 2016 - 2:45 pm

Cudowny weekend! Piękni Wy, piękne zdjęcia 🙂

Reply
Marta 21 czerwca, 2016 - 7:29 pm

Krakow budzi we mnie sprzeczne uczucia. Chcialabym go poznac w dzien powszedni poza sezonem. Bez dzieci… Sa jeszcze za male na takie slow weekendy. We wrzesniu przejazdem z Zakopanego wysiedliśmy przywitać sie ze smokiem-nieciekawe wspomnienia. W niedziele wybralismy sie do Gdanska, bo urlopujemy nad morzem-niestety podobnie… Dlatego imponuja mi Wasze wyprawy:)

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2016 - 7:47 pm

My po prostu wrzucamy na chill. Jak chcemy być częścią tłumu to jesteśmy, jak mamy dosyć to zmykamy w boczną uliczkę. Nie wkręcamy się też w bycie w mieście przez cały dzień i jak Maluchy mają dosyć to się po prostu zwijamy 🙂

Reply
Sylvia 26 września, 2016 - 9:37 am

Też kocham Kraków ale jest tak daleko, pociągiem do od 10 do 12 godzin…

Reply
viola 15 stycznia, 2017 - 11:55 pm

Adam Ziemianin „Barcelona” (ten wiersz na murze) Mam szczęście żyć i mieszkać w Krakowie 🙂 tu naprawdę chodzi się z księżycem w butonierce, nie wierzycie? Mało tego, tu nocą kwitnie drugie życie, nieistniejące za dnia. Spacerujemy latem plantami, do późnego wieczora, mamy stałe miejsca – tu lody, tu westchnienie, tam widok, a to o! nasz platan! A kawałek za miastem klasztor tyniecki. To dopiero uczta, starodrzew mruczy swoje legendy, Wisła się wije leniwie, na widokręgu lasy i domy i zachodzące słońce! Matko – prawdziwa magia, aż radość ściska w sercu! Zapraszam do Krakowa 🙂

Reply
Basia Szmydt 19 stycznia, 2017 - 10:55 am

piękny komentarz – dziękuję 🙂

Reply
Ola 15 czerwca, 2017 - 1:29 pm

Basiu, czym te piękne zdjęcia zostały zrobione? 🙂

Reply
Basia Szmydt 15 czerwca, 2017 - 2:38 pm

10 letnia lustrzanka Canona. obiektyw 50 mm

Reply
KrzyWo 16 czerwca, 2017 - 10:17 am

Bardzo lubię Kraków. Częste wizyty w tym mieście (służbowe i nie tylko) pozwoliły mi poczuć jego wspaniały klimat 🙂 Nie mogę się doczekać kiedy tam pojadę 🙂 Śmieszne, bo Kraków kojarzy mi się jeszcze z moim pierwszym i najlepszym kebabem jaki jadłam w życiu (wycieczka na początku liceum).

Reply
polianna 25 września, 2017 - 12:00 pm

Bardzo fajne zdjęcia Krakowa, Uwielbiam też tak spacerować po rynku. Chłopakom najbardziej smakowały lody I frytki – czyli wycieczka udana 🙂

Reply
Kamila i Wojtek 21 kwietnia, 2018 - 9:02 am

Bardzo ładne zdjęcia Basiu 🙂
Pozdrawiamy z Krakowa

Reply
Jola 18 listopada, 2019 - 9:47 am

W Krakowie byłam kilka lat temu, ale chętnie tam wrócę 🙂 Dzięki za przypomnienie pięknych miejsc

Reply
Magda z Noclegowo.pl 9 marca, 2021 - 3:06 pm

Fantastyczny przewodnik, inny niż wszystkie 😉
Kraków to świetne miejsce, mam nadzieję, że już niedługo będzie znów tętnił festiwalowym życiem.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem