fbpx

WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS

Autor: Basia Szmydt

Siedzę właśnie w mojej kuchni, przy wymarzonym, wielkim, drewnianym stole. Z głośników sączy się spokojna muzyka, w dach wali deszcz, wielkie jak groch krople spływają po wciąż zaplamionych małymi rączkami szybach, a na kuchence powoli gotuje się zupa ogórkowa. Piję w spokoju gorącą, czarną kawę, moje dzieci poszły gdzieś na wieś, pobawić się do sąsiadów, a ja cytując klasyka „siedzę i myślę”.
Rozmyślam i przypominam sobie wszystkie te momenty, w których chciałam zakrzywić czasoprzestrzeń, przyspieszyć bieg zdarzeń, mieć wszystko, natychmiast, na raz. Rozmyślam o wszystkich chwilach w moim życiu, kiedy szlag mnie trafiał, gdy ktoś mówił mi, że muszę być cierpliwa, że musi minąć czas, że to jeszcze nie teraz, że za parę lat.

Może zacznę od domu, bo to temat ostatnio u nas dość priorytetowy. Ostatnio się w nim sporo dzieje, że tak powiem.
A przecież jeszcze niedawno do szału doprowadzał mnie fakt, że w zasadzie wszystkiego nam brakuje. Pamiętam jak niespełna 4 lata temu próbowałam ugotować jakiś obiad na kuchni zmontowanej na szybko z palet. Pamiętam jak dziesiątki myszy uciekały mi spod nóg, bo między drzwiami wejściowymi, a podłogą była 10 centymetrowa szpara i te wchodziły sobie do nas jak do jakiejś stodoły. Pamiętam pokoje wypełnione zbieraniną mebli, w których mimo wszystko próbowaliśmy stworzyć jako taki klimat. Wreszcie pamiętam to, co działo się przed domem, czyli po prostu zwały ziemi, których nie mieliśmy siły ogarnąć, które kiedyś w odległej przyszłości miały być gruntem pod trawnik, więc tylko zasłanialiśmy zasłony, by tego nie widzieć.
I wciąż powtarzaliśmy sobie, że musi minąć czas, że trzeba cierpliwości, i pracy, i pieniędzy więcej, ale później to zobaczymy jak będzie fajnie. Za cholerę tego „fajnie” nie widziałam. Ta przyszłość była zbyt odległa.
Dziś siedzę w naszej kuchni, piję gorącą kawę i patrzę na laurki chłopców, które oprawiłam w ramki i powiesiłam koło lodówki. Patrzę na powiewające delikatnie firanki, na deszcz padający na zrobione w zeszłym roku tarasy, na posadzone pierwsze drzewa i maleńkie krzaki, na ulubioną szklaną witrynkę, w której trzymam kolekcję starych talerzy. A minęło niecałe 4 lata.


Wciąż patrzę też na betonowe schody, które czekają na wykończenie, na wiszące ze ścian kable, na zbyt duży trawnik, który przecież miał być dzikim ogrodem, na wszystkie te kąty, które czekają.
Musi minąć czas. Tak dzisiaj myślę. Musiałam ja sama doświadczyć najpierw tej złości, szukania tych pokładów cierpliwości, by w końcu zrozumieć, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, że to bez sensu, że lepiej poczekać, zjeść coś małą łyżeczką, jak to mówi mój tata. Boże jak mnie ten tekst całe życie denerwował! Dzisiaj sama odnajduję w tych słowach sens. Dzisiaj wiem, że takie boksowanie się nic mi nie da.

Dziś, kiedy patrzę na Marcina, który postanowił sobie zrobić piknik na ogródku w cieniu cherlawego drzewka wiem, że to drzewo potrzebuje czasu, by stać się potężną wierzbą. Wiem, że jeszcze niedawno było zwykłym „kikutowatym” kijkiem z kilkoma gałązkami. Wiem, że przecież za kilka lat zrobię na nim domek z desek.


Patrzę na ten pierwszy warzywny ogródek na naszej działce i myślę sobie jak bardzo różni się od tych inspiracji, które zapisałam na Pintereście, ale już się nie złoszczę. Już wiem, że on też potrzebuje czasu jak wszystko. Już wiem, że od czegoś muszę zacząć przecież, że muszę zdobyć doświadczenie, popełnić błędy, że za lat kilka stanę się być może mistrzem w tym fachu, a mój warzywnik będzie małym arcydziełem. Póki co cieszę się jak głupia tą wschodzącą rzodkiewką, cukinią, pierwszymi poziomkami. W tym roku niech będą tylko te rzodkiewki. Przecież jeszcze niedawno w tym miejscu leżały deski po budowie…


Wszystko ma swój czas. Rozumiem to dziś bardzo dobrze. Gdy patrzę na swoje macierzyństwo, którego jeszcze niedawno nieodłączną częścią było potworne zmęczenie, niewsypanie i moja gotowość, by spełnić każdą potrzebę moich dzieci. „Dzieci urosną, zobaczysz jakie wtedy będą samodzielne” – mówili. I cóż, mieli rację. Dziś moje chłopaki w niczym nie przypominają tych budzących się w nocy dzidziusiów. Dziś ci sami chłopcy, którzy pokazali mi jakie we mnie drzemią pokłady cierpliwości i jak jest mój osobisty limit nieprzespanych nocy, by funkcjonować, robią mi codziennie kawę do łóżka, pomagają sprzątać, dźwigać zakupy i po prostu już mnie tak nie potrzebują. A przecież wydaje mi się, że dopiero wczoraj zostałam mamą.

Uczę się codziennie pokory patrząc na ten dom, na moje dzieci. Uczę się pokory wobec czasu, który najdelikatniej rzecz ujmując zapierdziela jak szalony i zawsze pokazuje, że miał rację. Dziś sama siebie stopuję, sama sobie mówię „powoli, pomału, małymi łyżeczkami”. Nie muszę mieć wszystkiego na raz, na już. Dziś śmieszy mnie pokazywanie wersji instagram vs. rzeczywistość, tak jak to było w przypadku tych kwiatków. Bo wiem, że za kilka lat to będzie tylko zabawnym wspomnieniem.


Albo to też piękne. Zbliżenie na donice i wersja rzeczywista. Ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Zawsze 🙂


Z tym czasem to naprawdę nie chodzi tylko o dom. Przypomina mi się mnóstwo sytuacji, kiedy chciałam coś przyspieszyć.
Kiedy chciałam, żeby coś zadziało się w momencie, kiedy pora na to była najmniej odpowiednia.
Czas, kiedy zostałam mamą, moje dziecko miało kilka miesięcy, a ja właśnie wtedy uznałam, że muszę założyć firmę, rozwinąć ją, stać się bizneswoman i pokazać sobie i światu jaka jestem niezależna. Być może nawet by mi się to udało, gdybym tylko nie dopuściła do siebie pewnych myśli. Na przykład takich, że jeśli mi się nie uda rozkręcić tego biznesu to oznacza, że do niczego się nie nadaję. Albo, że moją wartość determinują moje sukcesy i porażki. Dziś wiem, że tych sukcesów szukałam nie tam gdzie trzeba, a pora na rozwijanie własnego biznesu nadeszła dużo, dużo później. Oczywiście w odpowiednim na to czasie.
Przypomina mi się czas, kiedy poszłam na terapię i niemal natychmiast chciałam zobaczyć w sobie zmianę, poprawę.
Ta zmiana zajęła mi kilka lat choć ja tak bardzo pragnęłam jej po godzinie. Dziś wiem, że warto było poczekać.

Nie ścigam się już. Zmądrzałam. Choć zajęło mi to naprawdę kilka ładnych lat. Dziś umiem już czekać, obserwować, robić to co mogę, na co mam wpływ i odpuszczać to, na co tego wpływu nie mam i czego przyspieszyć nie jestem w stanie. To dla mnie zdecydowanie lepsza opcja.

Siedzę na tarasie, który jeszcze niedawno przecież był zbitymi deskami pozostałymi po budowie i patrzę na ten trawnik, o który walczymy dzielnie i mogłabym się wściekać i zastanawiać dlaczego do cholery nie ma tu tych pięknych krzewów i kwiatów, ale popatrzę sobie na tę samotną peonię (widzisz ją prawda? :D). Wiem, że niedługo i tutaj zrobi się pięknie. W odpowiednim czasie. Tymczasem pojadę do sklepu po pierwsze truskawki, do wazonu nazbieram łubinu i upiekę murzynka. Na to nie muszę czekać 🙂



Spodobają Ci się także:

30 komentarzy

Ula 29 maja, 2019 - 9:44 am

Barbaro, jako dobry i potrzebny wpis. Też się tego uczę. Ściskam!

Reply
Marta 29 maja, 2019 - 10:59 am

Och, jaki potrzebny mi dzisiaj wpis. Mi, siedzącej z gorączką, patrzącej na stosy słówek do nauczenia, poganiającej męża „deski już są, więc od jutra robimy taras”, zastanawiającej się kiedy dzieci będą spać całą noc w swoim łóżku. Wszystko ma swój czas, tylko trzeba dać czasowi czas. Pozdrawiam serdecznie

Reply
Ela 29 maja, 2019 - 11:05 am

Super się Ciebie Basiu czyta!!! Dziękuję za ten tekst, zmusił mnie do refleksji… Pozdrawiam serdecznie z zachmurzonego Bolzano!

Reply
Agnieszka Jop 29 maja, 2019 - 12:00 pm

Popłakałam się Basiu… Bo ten czas faktycznie leci jak szalony, mój mały chłopiec rośnie – choć wciąż jeszcze jest malutki. Na tak wiele muszę poczekać i wiem, że już tuż tuż – no ale jeszcze nie teraz… Piękny tekst, chwyta za serce.

Reply
Weronika 29 maja, 2019 - 12:01 pm

Basiu, od niedawna Cię odkrywam i zachwycam się Twoją mądrością, Twoim dostrzeganiem rzeczy małych. Też denerwowało mnie do niedawna, że na wszystko trzeba czekać, dlaej złości mnie to w kwestii budowy domu, że musimy czekać na urzędy i przekształcanie działek itp., ale zrozumiałam, że czas jest potrzebny w choćby w macierzyństwie. Kilkanaście miesięcy temu zostałam mamą i nie mogłam się wszystkiego doczekać. Chciałam już zobaczyć pierwszy uśmiech, ząbek, to jak siada, mówi mama. Za kilka dni muszę wrócić do pracy i chciałabym, żeby czas zwolnił, że to i tak za szybko się dzieje. Mój noworodek to już dość duży chłopczyk i nieważne, że tego czy tamtego jeszcze nie robi, że nie rozwijałam się zawodowo w trakcie urlopu macierzyńskiego, to wszystko jakby jest mniej istotne choć irytowało mnie to przez początkowe miesiące. Chciałam wszystkiego na już, najlepiej na wczoraj. Dzisiaj doceniam ten deszcz, doceniam uśmiech, wiem, że tak jak na macierzyństwo przyszedł czas tak i kiedyś na dom, ogród i wiele innych rzeczy. Dziękuję Ci za ten tekst ❤️

Reply
puch ze słów 29 maja, 2019 - 12:13 pm

Hej. Piękna piwonia – lubię. Była kiedyś ziarenkiem, potem zielonym badylem ,A teraz kwitnie majowym kolorem. Wiedziała kiedy jej czas, wiedziała że ten czas przyjdzie. Od roślin ,drzew można się uczyć cierpliwości, której mi nadal brakuje… ale nie będę się poddawała, rośliny też się nie poddają – robią swoje i rosną i kwitną… Miło się czytało Twój post. pozdrawiam

Reply
Gosia 29 maja, 2019 - 12:45 pm

Cudowny wpis. Inspirujący. Wzruszył. Dotarł aż za ocean. Pozdrawiam z dalekiej Philadelphii.

Reply
Marta 29 maja, 2019 - 12:51 pm

Jak czytam Ciebie, to nawet oddycham wolniej i jakoś znacznie bardziej 🙂

Reply
Martka 29 maja, 2019 - 12:54 pm

Absorbuję Twoje słowa i nasiąkam spokojem, który z nich bije <3 Po pracy idę na spokojną wojnę z chwastami w ogródku (zamiast codziennego, bezskutecznego poganiania się myślami, że trzeba), ciesząc się słońcem i zgadzając w pełni z R.W. Emersonem, który powiedział: "Gdy jest ciepły dzień, czuję, że się rozwijam i żyję jak kukurydza i melony."

Reply
Monika 29 maja, 2019 - 1:01 pm

Jak bardzo w punkt dziś ❤️ kilka miesięcy temu postanowiliśmy pójść za marzeniem i przenieść się z Paryza, który może i piękny jest, ale do życia się nie nadaje, na południe Francji. Musieliśmy zostawić nasze ukochane mieszkanko, które dopiero co dopiescilismy w każdym kącie po swojemu, nakładem wielu sił i pieniędzy. A teraz od nowa. Stare kafle, brak mebli, półki bez frontów, dziwne instalacje, człowiek chciałby wszystko od razu… Ale wszystko ma swój czas. Teraz mamy wycieczki w wymarzone miejsca, które są na wyciągnięcie ręki i o których marzylismy. I tak czytając Twoj tekst pomyślałam sobie, że kto wie, czy za kilka lat nie napiszę tego samego, pijąc kawę w naszym wymarzonym domku, gdzieś w sercu Prowansji ☺️ dzięki ❤️

Reply
Monia 29 maja, 2019 - 1:37 pm

Cudny wpis Basiu! Trafiasz dokładnie w samo sedno moich aktualnych przemyśleń. Też właśnie urządzamy dom i spędzamy pierwsza wiosnę w nowym miejscu. Co jakiś czas dopada mnie myśl, że taras nie gotowy, że nie mamy kosiarki, że żarówka zamiast pięknej lampy. A potem uświadamiam sobie, że przeciez wprowadziliśmy się zaledwie kilka miesięcy temu i potrzeba czasu. Ale to trudna lekcja nauczyć się cierpliwości i umiejętności cieszenia się chwilą. Tym co tu i teraz. Bo przecież liczy się podróż a nie samo dotarcie do celu, prawda? Oby więcej takich tekstow. Pozdrawiam ciepło z deszczowej Małopolski 🙂

Reply
Marta 29 maja, 2019 - 2:28 pm

<3

Reply
Ewa 29 maja, 2019 - 6:18 pm

Przepiękny wpis skłaniający do refleksji.

Reply
Marta 29 maja, 2019 - 6:46 pm

Basieńko ❤❤❤❤

Reply
Karolina 29 maja, 2019 - 8:36 pm

Cudownie napisane. I to wszystko prawda. Z wiekiem i doświadczeniami przychodzi też pewna pokora, bez której – jak sądzę – nie byłoby tego wpisu. Ściskam Cię ciepło.

Reply
Cafe con leche 29 maja, 2019 - 8:40 pm

Basiu dziekuje za ten tekst bardzo mi pomogł, chwilami miałam wrazenie,ze czytam o sobie.Jestesmy na etapie budowy domu i końca nie widać… a ja juz bym najkepiej jutro chciała w nim zamieszkac ,ske pewnych rzeczy nie da die przeskoczyc. Tak jak p8szesz na wsxystko potrzeba czasu.. musze sie uczyc kazdego dnia „rozkoszowania małymi łyżeczkami” Dziekuje bardzo mi pomogłas…pozdrawiam

Reply
Monika Joanna 29 maja, 2019 - 9:14 pm

A niech mnie, tyle emocji, że mi się nie mieszczą. Barbaro, Barbaro! Pięknie Ty piszesz i już.

Reply
Ejflerispolka 29 maja, 2019 - 9:25 pm

Trudna ta sztuka jedzenia mała łyżeczka;)
Ale warto się uczyć!

Reply
Zosia 29 maja, 2019 - 10:02 pm

Chciałabym napisać że masz śliczne stokrotki, ale powiem Ci że są zajebiste, bo chociaż to nie na miejscu tak „brzydko” pisać to po prostu to jest to słowo które mi wychodzi ustami, kiedy patrzę na ten koszyk ze stokrotkami (powiedz ze to stokrotki, bo sama nie jestem pewna, ale wiadomo o które chodzi, prawda?).

Basia, czytam Cię od niedawna w sumie. Ale wracam jak do nikogo innego 🙂 Dziękuję Ci za to, co piszesz, pięknie Ci to wychodzi 🙂 Dajesz mi w sercu poczucie, że gdzieś tam jest taka dziewczyna, która wie o co w życiu chodzi i z którą chętnie napiłabym się wina 🙂 I piję to wino, czytając twój wpis dziś i jest mi z tym zdecydowanie bardzo dobrze 🙂

Reply
Kajka 30 maja, 2019 - 5:49 am

Basiu spokojnie 🙂 zobaczysz jeszcze będziesz wściekała się na wierzbę ze zacienia ci cały ogród 🙂 minie raptem 10 lat ( tak wiem teraz to mega długo , ale uwierz to chwila) a te małe świąteczne choinki pieczołowicie sadzone po każdych świętach zrobią gesty las. I ani się nie obejrzysz a nie będzie miejsca gdzie by tu wsadzić kolejnego rododendrona. A tej piwoni zazdraszczam u mnie ledwie ledwie . Słoneczko śle na cały dzień

Reply
Sonia 30 maja, 2019 - 6:29 am

W punkt i w czas! Dziekuje! A co do urządzania: miałam do wyboru albo się spłukać i zrobić gruntowny remont całego mieszkania na raz albo robić to krok po kroku. Wybrałam opcje B i mam wrażenie że smakuje dużo lepiej bo cieszę się z każdej pierdoly, sukulenta z Tesco za 2 zł i ręcznie odniowionych krzeseł

Reply
Agnieszka 30 maja, 2019 - 7:10 am

Jeszcze dwa tygodnie i zwolnię. Tak bardzo czekam na to moje życie w rytmie slow i nie do końca jeszcze wierzę, że się udało. Czasami, gdy wszystko dzieje się powoli i spokojnie, próbujemy poganiać i przyspieszać. W innych sytuacjach, gdy czas leci jak szalony, wiele byśmy dali, by go zatrzymać. Nie chcę gnać i wybiegać z planami dalej niż na kilka miesięcy do przodu, bo wtedy tracę perspektywę. Ucieka mi dzisiaj, a przecież nie mam pojęcia, ile czasu zostało mi tutaj. Może to moje ostatnie lato i ostatnie truskawki? Niedobrze tak myśleć, bo wpada się wtedy w melancholię. Czy jednak nie igra z losem ten, kto robi konkretne plany na następne dziesięciolecia? Dlatego lubię tu i teraz (jak miną dwa tygodnie :P), powoli i małą łyżeczką 🙂 Również problemy i trudności łatwiej przełknąć, gdy się je sobie dawkuje, a nie połyka od razu wielkim haustem! 🙂 Serdecznie Cię Basiu pozdrawiam i nie mogę uwierzyć, że minęły 4 lata. Czytam Twojego bloga już tyle czasu? Aż niemożliwe!

Reply
Anna 30 maja, 2019 - 9:22 am

Czytając Cię, ze spokojnej robię się spokojniejsza i uśmiechnięta. BASIU dajesz otuchy tylu osobom. Dziękuję Ci, nie przestawiaj.

Reply
Monika 30 maja, 2019 - 10:45 am

Nie znam Cię oczywiście osobiście, ale myślę, że jesteś pięknym człowiekiem. Pozdrawiam
Czy możesz polecić jakiegoś terapeutę?

Reply
DOROTHY 30 maja, 2019 - 12:55 pm

Zazdroszczę że posiadłas tak wiedzę będąc jeszcze młoda ja to odkryłam dopiero mając 50 lat 🙁 no cóż może lepiej późno niż wcale.

Reply
Ewcia 31 maja, 2019 - 8:09 pm

Świetny tekst. Jackem Walkiewicz w jednym z wywiadów mówił, że życie to projekt dlugoterminowy❤️. Pozdrawiam

Reply
Szyciownik 3 czerwca, 2019 - 8:16 pm

Cześć,
Masz super miejsce na ziemi i bądź w nim szczęśliwa. U nas to wszystko jest przed nami, całe remonty i praca w ogrodzie. Ale powoli do przodu. W tym roku okna. W przyszłym ocieplenie. Potem remont. I damy radę 😀
Pozdrawiam,
Kasia

Reply
Basia Szmydt 3 czerwca, 2019 - 8:24 pm

powodzenia <3

Reply
Sandra 10 czerwca, 2019 - 7:02 am

Ciebie się tak pięknie czyta. Siedząc z kawą wzięłam kilka głębokich oddechów czytając ten wpis i pomyślałam – Ty też zwolnij.

Reply
dagmara 11 lipca, 2019 - 11:37 am

inspirujący tekst… 🙂 Gratuluję podejścia do codzienności, ja gdzieś się pogubiłam w tym wszystkim…i próbuję odnaleźć się na nowo …. ale ciągle chciałabym wszystko już tu i teraz.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem