WYPROWADZAMY SIĘ Z NASZEGO DOMU. MAM DOŚĆ.

Autor: Basia Szmydt

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam wiesz? Miał być dom na wsi, z dala od zgiełku, z pięknym ogrodem, warzywniakiem, z psem i dwoma kotami biegającymi za dziećmi. Miały być słoneczniki przy płocie i skandynawski minimalizm. Drewno, szkło, światło. Wydzierałam zdjęcia z norweskich gazet i wklejałam je do notesu. Miałam sprecyzowaną wizję tego jak mój dom będzie wyglądał, jak się będę w nim czuła, co będę robiła. Wszystko oczywiście miało wydarzyć się od razu. Przez myśl mi nie przeszło ile czasu zajmie mi skrystalizowanie moich wizji z magicznego notesu.
Oczywiście, że mnie ostrzegali! Że dom to mnóstwo pracy, że wszystko kosztuje majątek, że wizję swoją zrealizuję owszem, ale za jakieś 10 lat. W ogóle nie przyjmując tego do wiadomości dalej wydzierałam zdjęcia z gazet i dalej wizualizowałam podwarszawską, skandynawską „chatkę”.
Rzeczywistość nieco mnie zaskoczyła. Najdelikatniej rzecz ujmując. Pewnie gdybym miała podjąć taką decyzję jeszcze raz – dom czy mieszkanie, wybrałabym to drugie i uciekała przed budową, gdzie pieprz rośnie. To nie na moje siły, nie na mój portfel.
I choć i ja, i Tomek żadnej pracy się nie boimy, to jednak przychodzi taki moment, że najzwyczajniej w świecie zamiast kosić trawę, wzywać gościa od przydomowej oczyszczalni czy walczyć z powiększającą się rodziną polnych myszy w garażu, mamy ochotę wsiąść w taksówkę i powiedzieć panu taksówkarzowi „bulwary nad Wisłą poproszę, a po drodze jakiś monopolowy. I muzykę głośniej też bardzo proszę”.
Takich momentów kryzysowych było mnóstwo. Każdy gorszy od poprzedniego. Po każdym układaliśmy sobie wszystko w głowie i zaczynaliśmy od nowa. Ciułanie, naprawianie, wykańczanie, remontowanie, aż do następnego razu, bo jak wiadomo zawsze coś, mówię ci zawsze coś. Tobie wydaje się, że w miarę opanowałaś sytaucję, że teraz spokój, że możesz zbierać hajs na następne piętro domu, a tu psikus.
Na przykład w postaci elewacji do poprawki. Ta drewniana elewacja, oprócz białej żywicznej podłogi i wielkich okien, to było nasze marzenie. Jedna z trzech rzeczy, których wtedy byliśmy pewni. Naoglądaliśmy się pięknych norweskich domów i chcieliśmy choć trochę z ich stylu wprowadzić u siebie. Udało się! Znaleźliśmy ekipę, która za zainkasowanie reszty naszych życiowych oszczędności obłożyła nam dwie ściany domu pięknym, pachnącym drewnem. Ależ było pięknie! Było, bo po dwóch latach od momentu jej położenia elewacja wyglądała, jakby miała z 50 lat i nigdy w życiu nie była impregnowana. Diagnoza specjalisty od środków impregnujących, z oferty których chcieliśmy skorzystać była miażdżąca. Okazało się, że 2 lata temu źle zabezpieczono nasze drewno przed warunkami atmosferycznymi i promieniami UV i gdybyśmy nie zadzwonili w porę to drewno nadawałoby się tylko do ogniska. To była dobra wiadomość, ale wiązała się również z tym, że na dwa tygodnie przed wyjazdem na Karaiby czekał nas ogrom pracy! Nas i ekipę, która podjęła wyzwanie, by ją poprawić.
Tak wyglądała nasza drewniana elewacja po dwóch latach od wprowadzenia się. Dramat. Drewno zaczynało pęcznieć, gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się plamy czarnej pleśni, która wniknęła w deski. Lakier częściowo poodchodził z drewna. Rozpacz.

2 3 4 6

Wspólnie z ekipą Pana Piotra, którego ci serdecznie polecam (napisz do mnie wiadomość jeśli marzysz o podobnym drewnie na swoim domu), z materiałami od Tikkurila i z moimi najlepszymi obiadkami, gotowanymi dzień w dzień panom robotnikom – elewacja w ciągu kilku dni odzyskała dawny blask, a panowie kuszeni nowymi smakami z mojej kuchni zobowiązali się do tego, że wykonają robotę najlepiej jak potrafią.
Tikkurila stanęła na wysokości zadania. Krok po kroku poinstruowali nas co zrobić, żeby drewno było chronione przez kilka najbliższych lat. Najpierw panowie musieli cierpliwie zdjąć resztki starego lakieru grubym papierem ściernym. Gdy odsłonili drewno potraktowali je szczotką mosiężną, by je trochę „otworzyć”, i by impregnat lepiej się wchłonął. Następnie wszystko należało dokładnie odpylić.
Potem był czas na impregnację. Kluczowa przy produktach impregnujących jest technika ich aplikacji. Impregnat nakładamy, wcierając jego warstwę w drewno, pozostawiamy na kilkadziesiąt minut i nadmiar, który się nie wchłonął zbieramyprzy użyciu miękkiej szmatki. Tak postępujemy z każdą kolejną warstwą. My użyliśmy dwóch preparatów – gruntującego Tikkurila Valtti Super Guard, a następnie dwie warstwy nawierzchniowego Tikkurila Valtti Complete w kolorze Pihka 5051.

5
1
13 15

11

Wystarczyło dwie warstwy, by nasza drewniana elewacja pokazała swój prawdziwy blask. Kilka dni roboty, tydzień mojego „biadolenia”, tydzień gróźb, że się wyprowadzam do małego mieszkanka gdzieś na Ochocie, tona cierpliwości mojego męża, dobra robota ekipy remontowej i naprawdę najlepsze jakościowo produkty do impregnacji naszego drewna i kolejny kryzys zażegnany. Daliśmy radę. Dom na wsi stoi. Nerwy utrzymane na wodzy. Zostajemy.

14