JAK ZACZĄĆ OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE? – mój budżet domowy od A do Z

Autor: Basia Szmydt

Pieniądze. Temat zawsze gorący. Temat, który dotyczy nas wszystkich bez wyjątku. Ilu ludzi tyle domowych budżetów i sposobów na ich prowadzenie. Każdy ma swój unikalny sposób na zarabianie, wydawanie i oszczędzanie pieniędzy. Są tacy, którzy zajmują się tylko zarabianiem i wydawaniem, a oszczędzanie ich w najmniejszym stopniu nie interesuje. Ja się do tej grupy nie zaliczam. Dlaczego? Bo oszczędzanie to moje hobby i nawyk. Bo uważam, że bycie oszczędnym jest sexy i przynosi mi dużo korzyści, choć musiałam w tym odnaleźć swój system i … balans. Skrajności nie są niczym dobrym, również w kwestii oszczędzania.

W dzisiejszym poście dowiesz się:

  • jak zrobiłam diagnozę swojego konta i sytuacji finansowej mojej rodziny
  • o tym dlaczego i co kupuję, a czego nie kupuję prawie wcale
  • o tym jakie pułapki czyhają na nas wszystkich w sklepach
  • o celach, które wyznaczam sobie podczas oszczędzania
  • o tym jaką metodę stosuję przy ogarnianiu domowego budżetu
  • o tym gdzie szukam oszczędności
  • i o tym co robię, żeby zwiększyć swój dochód

Dzisiejszy post to recycling wpisu sprzed 3 lat. Uznałam, że zamiast tworzyć go na nowo, nieco go podrasuję. Zwłaszcza, że mam poczucie, że poprzednio tylko „liznęłam” temat. A temat oszczędzania jest w moim domu obecny bardzo każdego dnia. Dzisiejszy post będzie z tych długich. Chciałam jednak wyczerpać po swojemu temat finansów i domowego budżetu. Nie jestem dobra z ekonomii, matematyka też nie jest moją mocną stroną. Żeby dowiedzieć się więcej np. o inwestowaniu i spłatach kredytów polecam poczytać blogi branżowe. Ja w swoim dzisiejszym wpisie chciałam przedstawić temat zarządzania pieniędzmi z perspektywy … gospodyni domowej 😀 tak to ja! 🙂 I to takiej gospodyni, która ma naprawdę wielkie i drogie marzenia do zrealizowania.

Czym jest diagnoza naszych finansów? To nic innego jak rachunek sumienia i odpowiedź w jakim stanie są nasze finanse. Ile mamy długów, ile rat kredytu do spłacenia, ile zarabiamy, jaki mamy debet na koncie na koniec miesiąca, ile mamy oszczędności i jakie wydatki nas czekają w najbliższym czasie. Diagnozę należy przeprowadzić skrupulatnie i być wobec siebie szczerym. Ja pierwszą taka diagnozę zrobiłam kilka lat temu, kiedy nasz dom był jeszcze w budowie. Usiedliśmy z moim mężem przy stole, z otwartymi kontami, notesem, ołówkiem i kalkulatorem. Zaplanowaliśmy spłatę pożyczki, określiliśmy czy mamy wobec kogoś jakiekolwiek nawet najdrobniejsze długi i to od ich spłaty postanowiliśmy zacząć. Potem ustaliliśmy ile wydatków przed nami i na co potrzebujemy pieniędzy i jak tymi pieniędzmi mądrze gospodarować. Temat odkładania na tzw. poduszkę finansową pojawił się dużo później.

Poduszka finansowa

Dla każdego to inna suma pieniędzy. Czym dla mnie jest poduszka finansowa? To pieniądze, które początkowo nie są przeznaczone na żaden cel, oszczędzamy je po prostu żeby je mieć na tzw. czarną godzinę (albo na emeryturę). A należy podkreślić, że te czarne godziny w dorosłym życiu lubią się pojawiać nader często. Poduszka finansowa to pieniądze, które zawsze się przydają. Zawsze! To nie jest kwota, którą odkładamy na wakacje,, ani na zakupy w galerii, ani na bardziej bogate obiady z droższym winem. Gdy budowaliśmy dom pojęcie poduszki finansowej było nam zupełnie obce. Z prostej przyczyny – każdy grosz, który zarobiliśmy albo zaoszczędziliśmy wydawaliśmy na wykończenie domu. Dzisiaj, kiedy dom jest prawie skończony, a my postanowiliśmy go sprzedać, obiecaliśmy sobie, że już nigdy więcej nie chcemy żyć z miesiąca na miesiąc i nawet planując podróże czy inne wydatki, chcemy mieć wolną gotówkę, by wykorzystać ją podczas tzw. losowych zdarzeń. Jakie to są zdarzenia? Zepsuty samochód, pralka, oszczędności, które przydają się w przypadku utraty pracy (koronawirus :/ ) itd. To jest niesamowicie budujące uczucie wiedzieć, że ma się na taki cel odłożone pieniądze i warto je odkładać choćby nie wiem co. To może być 50 zł miesięcznie może być i 5 tysięcy. Wszystko zależy od naszych zarobków. Ale należy pamiętać, że te 50 zł miesięcznie w skali roku to 600 zł, a za to można już ten samochód jakoś naprawić. Lepiej mieć wolne 600 zł niż nie mieć nic. Prawda jest taka, że im więcej zarabiasz tym więcej możesz odłożyć. Czasem trafia się jakaś extra kasa, zwłaszcza gdy pracujesz w wolnym zawodzie albo udało Ci się coś właśnie sprzedać. Zawsze warto odłożyć 20 % tej sumy. Pieniądze naprawdę się przydają. Co jeśli non stop żyjesz pod kreską i nie masz z czego odłożyć? Odkładaj nawet najdrobniejszą sumę i …zastanów się jak zwiększyć dochód.

PS. O tym, że każda kobieta powinna mieć swoją nawet najmniejszą finansową poduszkę na SWOIM koncie chyba nie muszę wspominać?

Skąd wiedzieć na co wydajemy pieniądze – zbieramy paragony!

Jeśli do tej pory nie wiedziałaś na co rozchodzą się Twoje pieniądze i co miesiąc ze zdziwieniem odkrywałaś, że oto znowu jesteś na zero, a przecież dopiero co miałaś całkiem niezłą sumę na koncie – musisz dowiedzieć się NA CO JE WYDAJESZ. U mnie jeszcze kilka lat temu sytuacja wyglądała słabo. Nie kontrolowałam tego na co wydaję pieniądze, choć wydawało mi się, że jest zupełnie inaczej. Gdy płaciłam w sklepie kartą, po odejściu od kasy nie potrafiłam sobie przypomnieć ile wynosił cały rachunek. Często pod koniec miesiąca czekałam na następny dopływ gotówki, by złapać oddech. Totalnie niekomfortowa i nieodpowiedzialna sytuacja, w której bardzo źle się czułam. Szczególnie, że właśnie w takich chwilach na złość psuje się auto, 4 zęby po 200 złotych sztuka, przydomowa oczyszczalnia, a dziecko jedzie na wycieczkę. Życie. Postanowiłam to oczywiście zmienić. Aby to zmienić niezbędne jest skrupulatne zapisywanie absolutnie każdego wydatku z podziałem na kategorie. O tym jakie kategorie ja sobie ustaliłam napiszę Ci w dalszej części tego wpisu. Ważne jest to, żeby wszystko notować. Tylko w ten sposób będziesz mogła zobaczyć gdzie podziewa się każda Twoja złotówka. Zobaczysz ile kasy idzie na kawki na mieście i ile to kosztuje. Możesz się zdziwić jak wiele pieniędzy wydajesz na tzw. pierdoły i zachcianki, o których po 2 dniach nie pamiętasz. Będziesz też dokładnie widziała ile pieniędzy co miesiąc musisz mieć na rachunki, raty i stałe opłaty. I wreszcie – mając taką wiedzę (niech to będą dane przynajmniej z 2 miesięcy) będziesz wiedziała gdzie możesz obciąć wydatki, by zaoszczędzić więcej. Pamiętaj, by zabierać ze sklepu paragony, a potem wpisywać te sumy do zeszytu (lub Excela czy aplikacji). Jeśli nie będziesz tego robić systematycznie – nie będziesz pamiętać o tych wszystkich wydatkach. Wiem, co mówię, bo mówię z własnego doświadczenia. Tak samo z płatnościami kartą. O ile w banku możesz sobie wejść po miesiącu w historię transakcji, o tyle nie ma takiej siły, by przypomnieć sobie wszystkie zakupy, za które płaciłaś blikiem. Dlatego zeszyt do torebki, koperta na paragony i codzienne wieczorne zapisywanie wydatków. Po miesiącu siadasz z tymi notatkami i spisujesz wszystko z podziałem na wspomniane kategorie. To będzie Twoja diagnoza finansów. Od tego musisz zacząć.

Zapisywanie wydatków i planowanie budżetu w zeszycie

Nie będę Cię przekonywać, że to jedyna słuszna metoda na prowadzenie budżetu domowego. Jestem przekonana, że do tego celu zaprojektowano już wspaniałe aplikacje. Nie będę się też kłócić ze zwolennikami Excela. Ja wybrałam starą, poczciwą metodę na zeszyt, bo taka mi się sprawdza i dlatego, że dzięki niej jestem konsekwentna. Aplikacjami bardzo szybko się nudzę, a Excela po prostu nie lubię. Wybierz dla siebie to, co lubisz najbardziej. Byleby było skuteczne.
Ja skupię się dziś na swoim zeszycie i opowiem Ci jak prowadzę w nim swój domowy budżet.

Kategorie w moim budżetowym zeszycie:

Zacznę od tego, że zeszyt który mam to najzwyklejszy pod słońcem zeszyt z papierniczego. To naprawdę wystarczy. Wszelkie planery z rozpisanymi kategoriami są nie dla mnie. Z prostej przyczyny – każdy, tak jak wspomniałam, ma swój indywidualny sposób podsumowywania wydatków i wydawania pieniędzy. I każdy sam powinien ustalić jakie kategorie powinny znaleźć się w jego zeszycie, tudzież Excelu, żeby dla niego było to jasne i przejrzyste.

  • Przychody, oszczędności i dodatkowe zarobki – to wpisuję na pierwszej stronie. Jako, że ja uprawiam wolny zawód i moje przychody są bardzo nieregularne to ta strona przydaje mi się do zapisywania ile pieniędzy tak naprawdę wpływa na moje konto. To również miejsce na zapisywanie pensji męża, która zawsze przychodzi tego samego dnia miesiąca. Dodatkowy zarobek to po prostu pieniądze, które zarobiliśmy w wyniku sprzedaży używanych rzeczy albo, które dostaliśmy w prezencie (nasi rodzice wciąż robią nam urodzinowe, imieninowe, mikołajkowe prezenty 🙂 ). Wpisuję wszystkie te kwoty skrupulatnie, żeby wiedzieć jaką sumą pieniędzy dysponuję w danym miesiącu.

    WAŻNE! Należy ustalić sobie tzw. okres rozliczeniowy. Np. od 1 do 1, albo od 15 do 15. Dobrze jest oprzeć się na dniu, w którym otrzymujemy stałą pensję.
  • Opłaty stałe – to cykliczne opłaty. Znamy ich wysokość, wiemy, kiedy są pobierane z konta. To rachunki za telefon, za Netflixa, za aplikacje, z których korzystam przy pracy, raty do spłacenia, rachunki za media, lekcje online, abonamenty itd. Planowanie budżetu na kolejny miesiąc zawsze zaczynamy od spłaty tych zobowiązań. W tym akapicie można również ustalić jakąś konkretną kwotę, którą co miesiąc będziemy przeznaczać na spłatę długu, jeśli taki posiadamy.
  • Planowane wydatki – tu wpisuję wszystkie te wydatki, które czekają nas w nadchodzącym miesiącu. Może to być wizyta u dentysty, wizyta u mechanika czy szkolna wycieczka dzieci. Notuję to, na co odłożyć musimy, choć nie zawsze wiemy ile ta suma konkretnie będzie wynosić. Ważne, by zanotować to na pierwszej stronie i nie być zaskoczonym, gdy przyjdzie do zapłaty. Świadomość, że w połowie miesiąca czeka nas mechanik sprawia, że nie „szastamy” tak kasą 🙂
  • Jedzenie – kategoria szeroka i głęboka jak ocean 🙂 Kiedyś, gdy robiłam swoją pierwszą diagnozę finansów podzieliłam tę kategorię na podkategorie. Chciałam wiedzieć ile wydajemy na alkohol, ile na słodycze, ile na pieczywo, warzywa czy nabiał. To pozwoliło mi mądrze planować zakupy. Juz nie kupuję pieczywa za 200 zł miesięcznie, by połowę z niego oddać sąsiadowi dla kur 🙂 Aktualnie wystarczy mi kategoria „jedzenie”, „jedzenie ‚na mieście'”, „alkohol” i „słodycze”.
  • Paliwo
  • Bilety, parking, taksówki
  • Ubrania
  • Rzeczy do domu (dodatki, tekstylia, dekoracje etc)
  • Kosmetyki
  • Chemia i środki higieniczne
  • Lekarze i leki
  • Zajęcia dodatkowe dzieci i nasze
  • Książki, kursy, filmy
  • Koszty prowadzenia bloga
  • Prezenty i datki charytatywne
  • Poczta, kurier
  • INNE: nowa opona, reklamówki w sklepie, nowy rower dla dziecka, kara do zapłacenia w bibliotece, losy na loterię itd 🙂

Robiąc taką paragonową diagnozę i zapisując wydatki w zeszycie mogłam odpowiedzieć sobie na takie pytania:

  • jak wygląda moje miesięczne menu, ile wydaję na warzywa, owoce, a ile na nabiał i mięso? To właśnie wtedy postanowiłam zmniejszyć ilość słodyczy, które kupowałam dzieciom. Zamiast tego zaczęłam piec im proste ciasta. Przestałam kupować tyle „gotowców”, zamiast tego przerzuciłam się totalnie na domowe, naturalne i proste jedzenie (jest dużo tańsze).
  • czy nie kupuję za dużo kosmetyków? Czy te, które mam w łazience są rzeczywiście w użyciu? Czy nie czas na „projekt denko”?
  • czy nie przesadzam z ilością kupowanych ubrań (również tych w lumpeksach), czy rzeczywiście noszę swoje ubrania, czy wiem co mam w szafie?

    Tak naprawdę na tym etapie musiałam przyjrzeć się wszystkiemu, co tylko pozornie nie ma związku z planowaniem budżetu.
  • jak spędzam czas z przyjaciółmi i czy wszystkie rozrywki, które przychodzą mi do głowy są płatne?
  • jak spędzam czas z moimi dziećmi? Czy sala zabaw jest naprawdę jedynym wyjściem? Czy zamiast nowych zabawek nie lepiej jest się po prostu…bawić?
  • czy gotuję w domu?
  • ile pieniędzy wydaję na benzynę i bilety?
  • jakie są moje koszty stałe?
  • ile pieniędzy wydaję na tzw. niepotrzebne pierdoły?

Zrobienie sobie takiego finansowego rachunku sumienia daje nam bardzo jasny obraz tego co i za ile kupujemy.

Czy jednak wiemy dlaczego tak właściwie kupujemy te wszystkie rzeczy?

Zacząć należy od tego, że żyjemy w czasach, w których wszystkiego jest DUŻO. Naprawdę dużo. Niech przykładem będzie ilość czasu jaką spędzamy podczas wybierania w sklepie zwykłego blendera albo suszarki do włosów. Skąd mamy wiedzieć, która jest najlepsza skoro na regale leży ich 40? Gdy tylko w naszym życiu pojawi się jakakolwiek potrzeba po kilku minutach jesteśmy w stanie odnaleźć w Internecie jakiś produkt, który nam tę potrzebę zaspokoi. Nie dajemy sobie nawet chwili na zastanowienie się po co nam to i czy rzeczywiście tego potrzebujemy.
Konsumujemy niemal nieustannie.

Czy potrafisz sobie przypomnieć dzień, w którym niczego nie kupiłaś?

Moją słabością od zawsze były książki. Gdy tylko ktoś polecił jakąś lekturę od razu „googlowałam” w sieci tytuł, szukałam najtańszej książki i klikałam „kup teraz”. Zazwyczaj podczas zakupów dostawałam komunikat, że brakuje mi tylko 50-100 zł, żeby mieć darmową przesyłkę. Żal nie skorzystać. W konsekwencji kupowałam więcej książek niż mogłabym przeczytać, a moja biblioteczka zamiast mnie cieszyć, wciąż przypominała mi o tym, że MUSZĘ jeszcze tyle przeczytać. Znasz może pojęcie FOMO? Oznacza ono z angielskiego „fear of missing out” czyli strach przed tym, że coś nas ominie. I ja na tę przypadłość zachorowałam. Wydawało mi się, że wciąż muszę być na bieżąco, czytać wszystkie te bestsellerowe pozycje, bo przecież życie jest tylko jedno. Gdy tylko coś mnie zainteresowało, jakieś zagadnienie, od razu pragnęłam zakupić wszystkie książki na ten temat. Dzisiaj ten nałóg jest trochę uśpiony, ale prawda jest taka, że wciąż muszę i przede wszystkim chcę kontrolować te zakupy. Z jednej prostej przyczyny – na moich półkach mam jakieś 70 świetnych i wciąż nieprzeczytanych książek. Zakupy książkowe zdarzają mi się teraz sporadycznie, częściej korzystam z biblioteki, częściej pytam znajomych czy mają daną lekturę pożyczyć.
Ja piszę o swoich książkowych zakupach i nałogu, ale takich dziedzin w codziennym życiu jest więcej. Zastanów się czy rzeczywiście potrzebujesz wciąż nowych ubrań, naczyń, kosmetyków, biżuterii? Ja obiecałam sobie, że przynajmniej przez 1,5 roku nie kupuję nowych ciuchów. Wiesz dlaczego? Bo 3/4 moich ubrań w szafie to ubrania, które bardzo lubię, ale ich nie zakładam, bo nie mam kiedy. Wciąż sięgam po te ulubione i wciąż zapominam, że tam głęboko między bluzkami wisi sukienka, którą zakładam tylko od święta. Przecież to nawet brzmi bezsensownie. Ubrania są po to, żeby je nosić, żeby z nich korzystać, zużywać je, a potem przerabiać na szmatki do podłogi 🙂 To samo dotyczy poszewek na poduszki, naczyń w kuchni i zabawek dla dzieci.
Konsumujemy, bo z każdej możliwej strony jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że coś nas omija, że telefon, który mamy jest już starym modelem, że cekiny modne w zeszłym roku są zakazane w tym, bo w tym to króluje już aksamit. Kupujemy nieustannie rzeczy, z których nie jesteśmy w stanie skorzystać, bo mamy za mało czasu. Kupujemy więcej niż potrzebujemy. I przede wszystkim kupujemy bez namysłu. Czy to w kwestii ubrań, przypraw do zup, książek czy też świeczek zapachowych. Jakby to było stwierdzić, że 1/4 tych przedmiotów w zupełności nam wystarczy. Albo, że kupimy coś nowego dopiero wtedy, gdy wykorzystamy poprzednią rzecz?
To jest bardzo trudne, bo sklepy w galeriach handlowych i te internetowe robią wszystko, żebyśmy kupowali. Ja sama przecież „siedzę w reklamie” i zarabiam na sponsorowanych wpisach, które często mają Ci pokazać co można kupić.
Sęk w tym, żeby dawać sobie chwilę na refleksję:

Czy naprawdę tego potrzebuję?
Czy nie mam podobnej rzeczy w domu?
Czy ta rzecz sprawi, że będę się lepiej czuła?
Czy nie mogę tego pożyczyć?
Czy zamiast kupować tę nową rzecz nie mogę po prostu zająć się czymś innym?
Czy kupuję to, żeby poprawić sobie humor?


Kupujmy mądrze, ale korzystajmy też z tego co mamy.
Kupujmy te rzeczy, których potrzebujemy, które upiększą nasze wnętrze i nas samych.
Nigdy nie uda nam się być ze wszystkim na bieżąco.
Świat już za bardzo się rozpędził. Nie ma sensu go gonić.

Czy żeby oszczędzać trzeba mieć motywację? Ja uważam, że tak. Absolutnie tak! Choć ta motywacja dla każdego może znaczyć coś innego. Oszczędzanie dla samego oszczędzania raczej nie należy do przyjemności i niektórzy z nas są w takich sytuacjach, że oszczędny styl życia jest dla nich jedyną opcją. Innej nie mają.

Wiesz co mnie motywuje do oszczędzania?

  • awersja do wszelkich dużych kredytów i pożyczek. Jestem z tych, co lubią mieć wszystko za gotówkę, co nikomu niczego nie są winni. Takie gospodarowanie pieniędzmi daje mi poczucie bezpieczeństwa, choć zdaję sobie sprawę, że to nie jest wyjście dla każdego.
  • brak wiary w nasz krajowy system emerytalny. Nie liczę na wesołe życie staruszki za wypłaty z ZUS-u, bo takowe chyba nie istnieje. Wierzę za to w inwestowanie w ziemię, w nieruchomości czy w swój biznes. Wierzę też w inwestowanie w rozwijanie swoich umiejętności, bo te zawsze się przydadzą. Na przykład po to, żeby sobie gdzieś dorobić, gdy zajdzie taka potrzeba. To się opłaca i daje nadzieję na spokojną starość bez problemów finansowych.
  • posiadanie poduszki finansowej. Aktualnie pracuję, wydaję i oszczędzam tak, by nazbierać poduszkę finansową, która w razie gdyby Tomek i ja stracilibyśmy pracę pozwoli nam bezstresowo przeżyć pół roku.
  • marzenia, a konkretnie to najnowsze: ponowny wyjazd na kilka miesięcy na karaibską Gwadelupę. Na początku tego roku przeglądając zdjęcia z Karaibów i wzdychając do nich co chwilę, pomyślałam „chcę tam wrócić”. Mój mąż stwierdził, że to świetny pomysł i od tamtej chwili moje myśli krążą non stop wokół tego wyjazdu. Skrupulatnie wyliczyłam ile pieniędzy potrzebowalibyśmy przy założeniu, że wyjeżdżamy na 4-5 miesięcy, że podczas pobytu nie pracujemy (bezpłatne urlopy), a na miejscu wynajmujemy domek z basenem, gotujemy i jeździmy wynajętym autem po wyspie. Wyszło tego sporo, ale jest to do zrobienia, choć wymaga od nas wielu wyrzeczeń. Jednak gdy moja motywacja jest tak silna to wydawanie pieniędzy przychodzi mi z dużo większym trudem.

Każdego z nas może motywować co innego. Ważne jest, by sobie wyznaczać cel. Wiesz ile razy ja słyszałam o tym, że mi się powodzi? Że żyję w jakiejś nierealnej rzeczywistości, bo mam dom z ogrodem (który właśnie sprzedaję), spędzam kilka miesięcy na Karaibach, wyjeżdżam niemal co roku do ukochanej Chorwacji itd. ? Tylko, że za tymi wszystkimi zdarzeniami stoi OSZCZĘDZANIE i zdrowe podejście do kupowania. Nie ma w tym głębszej filozofii. Nie wydaję więcej niż zarabiam, zastanawiam się co wkładam do koszyka, nie kupuję nieustannie nowych ubrań, kosmetyków i biżuterii, bo po pierwsze dobrze się czuję w tym co mam, a po drugie z całej głębi mojego serca pragnę wyjechać na wyspę. A gdy się czegoś pragnie to wszechświat temu sprzyja, również oszczędzaniu – tak tylko przypominam 🙂 Jasne! Super by było mieć pieniądze na wszystko, nie zastanawiać się gdzie lecimy na wakacje, do jakiej restauracji dzisiaj idziemy i jaki samochód kupujemy. Ja do tego momentu jeszcze nie doszłam. A może doszłam, ale daleka jestem do życia ponad stan 🙂

Zbierasz na wymarzoną podróż? Wyklej mieszkanie zdjęciami z tego miejsca, a jedno włóż do portfela.
Zrób to samo jeśli masz zupełnie inną motywację i marzenie. Myśl nieustannie o tym jaki masz cel. Za każdym razem kiedy zobaczę nowy, śliczny notesik, piękną poduszkę, pachnący balsam i książkę na półce w księgarni – przeliczam to na euro, które zbliżają mnie do kupna biletu na Wyspy Karaibskie.

Jak rozporządzać domowym budżetem, kiedy już wiesz na co i ile wydajesz i masz określony cel?

Wiesz już ile wydajesz, bo przez 2 – 3 miesiące robiłaś skrupulatne notatki. Wiesz też jakie masz koszty stałe (rachunki, raty kredytu etc.). Zapisałaś też wszystkie planowane, większe wydatki jakie czekają Cię w tym roku. No i masz cel oszczędzania: ogromną motywację, być może marzenie do spełnienia. Co dalej? Powiem Ci co ja robię.

  • zapisuję miesięczny przychód, pensję, dodatkowo zarobione pieniądze
  • odejmuję od tego co miesiąc koszty stałe (rachunki, raty kredytu etc.)
  • ustalam, że np. na jedzenie wydaję powiedzmy 1500 zł miesięcznie. Dzielę tę sumę przez przez 30 dni – wychodzi mi 50 zł dziennie. Jeśli robię większe zakupy raz w tygodniu wydaję na przykład 5×50 zł=250 zł i zostawiam sobie 100 zł na codzienne wydatki (np. „Zapomniałam mleka” lub świeże pieczywo). Proste?

    Tu bardzo istotne jest, by w tym miejscu planować na ile to możliwe nasze posiłki. Odsyłam do mojego tekstu o planowaniu posiłków.

    JAK ZACZĄĆ PLANOWAĆ MENU NA CAŁY TYDZIEŃ?

  • ustalam ile wydaję na resztę kategorii. Jeśli mam duży cel, na który zbieram od razu zakładam, że w najbliższych miesiącach nie kupuję żadnych książek, ciuchów etc. Kombinuję jak i gdzie znaleźć oszczędności. O tym jak to robię przeczytasz w dalszej części tekstu.
  • reszta, która zostaje to pieniądze na spłatę długów, jeśli takie są. 20 % odkładam na poduszkę finansową (czyli w naszym przypadku pieniądze dla mechanika 😀 żarcik) i upragnione OSZCZĘDNOŚCI. Może ich zostać całkiem sporo, ale może to być też 50 zł. Dla mnie każda suma się liczy, każda jest ważna, bo 50 zł miesięcznie to 600 zł w skali roku, a za to Moja Droga to można już polecieć do Rzymu jeśli człowiek dobrze pokombinuje (i jeśli otworzą granice :/ ).
  • aha! I wszędzie noszę ze sobą swój zeszyt 🙂

Tak jak wspominałam nie raz w tym poście: każdy z nas ma zupełnie inną sytuację i możliwości. Każdy ma inne potrzeby i na swój sposób gospodaruje pieniędzmi. Dlatego tylko na swoim przykładzie i ze swojej perspektywy powiem Ci gdzie ja szukam oszczędności i co robię, żeby zwiększyć dochód. Jak znaleźć oszczędności? Opcji jest kilka. Albo poszukać nowych źródeł dochodów i je zwiększyć. Albo zmniejszyć potrzeby i zastanowić się gdzie moglibyśmy „przykręcić kurek”. Albo zacząć kontrolować wydatki i prowadzić domowy budżet. Albo najlepiej zrobić te trzy rzeczy naraz.

  • po pierwsze zeszyt i prześwietlanie regularne na co wydajemy pieniądze. Jeśli widzę, że w tym miesiącu poniosło mnie z wydatkami na kosmetyki czy ubrania, obiecuje sobie, że będę chodzić w tym co mam i zużywać kosmetyki do dna (projekt denko! 🙂 ). Posiadając swój zeszyt mogę w łatwy sposób zobaczyć, że np. w tym miesiącu wydaliśmy na jedzenie już 1000 zł, a do końca okresu rozliczeniowego zostało jeszcze trochę. To dobry moment, by lepiej planować posiłki. Być może przydadzą Ci się też moje wpisy o zużywaniu tego, co mamy w lodówce i gotowaniu z resztek. Odkąd gotuję w ten sposób praktycznie wcale nie wyrzucam jedzenia.

    GOTOWANIE Z RESZTEK – 3 SUPER PROSTE PRZEPISY
    GOTOWANIE Z ZAPASÓW – KOLEJNE 3 SUPER PROSTE PRZEPISY
  • zaczęłam tankować na jednej stacji benzynowej, żeby zbierać punkty. Kiedyś te punkty bagatelizowałam, okazało się, że dzięki nim mogę mieć jedno tankowanie gratis raz na kilka miesięcy
  • moja umowa z operatorem komórkowym dobiegała końca. Przedłużając ją zdecydowałam się na tańszy abonament. Oszczędzam 500 zł rocznie
  • kupuję minimalną ilość pieczywa. Oszczędzam 50-60 zł miesięcznie

    PRZEPIS NA SUPER BUŁECZKI ROBIONE W DOMU – KLIKNIJ TUTAJ
  • gotuję w domu i zabieram ze sobą jedzenie w pudełku. Zabieram ze sobą przekąski dla dzieci, czasem nawet zupę w termos 🙂 Oszczędzam 500-700 zł miesięcznie.
  • wypożyczam książki z biblioteki. Oszczędzam 100 zł miesięcznie.
  • ćwiczę w domu zamiast kupować karnet na siłownię. Oszczędzam 180 zł miesięcznie.
  • kupuję używane rzeczy na OLX czy Allegro. Kupując na przykład 3 używane bajki na DVD oszczędzam w porównaniu do nowych płyt 50 zł.
  • nie kupuję wody butelkowej odkąd założyłam w domu filtr. Oszczędzam jakieś 400 zł rocznie.
  • sprzedaję swoje używane i niepotrzebne rzeczy. Co jakiś czas przechadzam się po swoim domu i robię przegląd rzeczy. Te w dobrym stanie, których już nie używam – sprzedaję. Komuś innemu jeszcze posłużą, a ja dołożę do swojego budżetu kilkaset złotych.
  • ustalam większe stawki za wykonywaną pracę. Kiedyś się tego bałam, dziś wiem już jaką wartość ma moja praca i nie boję się podwyższać swoich stawek podczas współpracy z klientami. Widzę, że się rozwijam i praca, którą wykonuję jest coraz lepsza. Wszystko nieustannie drożeje. To naturalne, że i ja muszę dopasować swoje zarobki do zmieniających się cen. Coś, co jeszcze 5 lat temu miało wartość 1000 zł, dziś ma 1500 – 2000. Staram się o tym pamiętać.
  • nieustannie się rozwijam, żeby zdobyć umiejętności, które mogą mi pomóc zarobić pieniądze w sytuacji, kiedy będę musiała się przestawić na inny model biznesu niż obecny. Życie lubi zaskakiwać, staram się być na to gotowa. Uczę się robić piękne zdjęcia, uczę się montażu filmów, biorę udział w różnych kursach. Na przykład na konsultantkę ślubną. Możesz o tym przeczytać w tym poście:

    KURS NA KONSULTANTA ŚLUBNEGO – RELACJA I MOJE WRAŻENIA.
  • wiele rzeczy robię sama: strój na bal karnawałowy dla dziecka, album na zdjęcia, przetwory, dekoracje do domu, kosmetyki takie jak peeling etc. To naprawdę duża oszczędność.

    NOWA ODSŁONA STAREJ KONSOLI – ZOBACZ JAK ODNOWIŁAM STARY MEBEL
    JAK ZROBIĆ STRÓJ PIRATA DLA DZIECKA?
    JAK ZROBIĆ PIERWSZY ALBUM DLA SWOJEGO DZIECKA?



CZY CZUJESZ SIĘ ZMOTYWOWANA I ZAINSPIROWANA DO TEGO, BY ZACZĄĆ OSZCZĘDZAĆ?

To zdjęcie powyżej to tzw. Porte d’Enfer czyli Wrota Piekieł. Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w życiu. Znajduje się oczywiście na Gwadelupie. Możesz mi wierzyć lub nie, ale to jest zdjęcie zrobione bez absolutnie żadnego filtra. Nie zostało podrasowane w żadnym programie graficznym. Taki kolor tego dnia miała woda w oceanie. W wodzie tej pływały pozrywane przez silny prąd wodorosty. Uwieczniłam na tej fotografii zbliżający się, bardzo ulewny deszcz, który nadchodził do mnie znad oceanu. To był jedno z najbardziej magicznych doświadczeń w moim życiu.

No właśnie … DOŚWIADCZEŃ. Ja oszczędzam na doświadczenia. Jednym z nich jest podróż właśnie tam.

Oszczędzanie najpierw zaczyna się w głowie. Trzeba sobie samemu szczerze odpowiedzieć na pytanie czy dobrze gospodaruję pieniędzmi? Czy zależy mi na tym, by móc spełniać marzenia, zamiast nieustannie odkładać je na później?
Czy naprawdę wolę nieustannie konsumować zamiast doświadczać życia? Czy rzeczywiście potrzebuję tych wszystkich rzeczy, które włożyłam do koszyka? Czy jestem w stanie spiąć się i małymi krokami doprowadzić swój domowy budżet do zadowalającego stanu? Bez długów, z poduszką finansową, która sprawi, że nie będę się bać nieoczekiwanych wydatków? Musisz sama odpowiedzieć sobie na te pytania.
Mam nadzieję, że mój dzisiejszy post okaże się być dla Ciebie inspirujący i motywujący. Znajdź swój sposób i pamiętaj, że nawet z niewielkich pieniędzy po jakimś czasie uzbiera się spora suma.

Proszę podziel się ze mną w komentarzu swoimi sposobami na oszczędzanie.

Jeśli możesz udostępnij mój wpis swoim znajomym lub na Facebooku czy Instagramie.
Pomóż mi docierać moimi treściami do wiekszej liczby osób. To dla mnie bardzo ważne 🙂

Spodobają Ci się także:

79 komentarzy

Dagmara 28 lutego, 2017 - 8:27 pm

Ja zaczęłam prowadzić nasz budżet domowy niespełna rok temu i efekty są meeega 🙂 Co prawda jeszcze nie oszczędzamy kokosów, ale pożegnaliśmy czasy, gdy pod koniec miesiąca odliczaliśmy dni do napływu swieżej gotówki, a to już według mnie bardzo dużo! No i na wakacje jedziemy za dwa tygodnie (wcześniej było to kompletnie poza naszym zasięgiem!) A metoda jest prosta (bo chyba jedyna na początek 😉 – najpierw szczegółowa kontrola wydatków, a potem rozdysponowanie przychodów na dany okres czasu (u nas sprawdza się budżet tygodniowy). Niewiarygodnie proste i niewiarygodnie skuteczne.

Reply
Basia Szmydt 2 marca, 2017 - 9:30 am

Suuuuper – gratulacje! 🙂 muszę spróbować z dzieleniem tygodniowym.

Reply
Marta 28 lutego, 2017 - 10:34 pm

Super artykuł. Szkoda, że zmieniłas logo na blogu, bardzo lubiłam tę charakterystyczną żółtą plamę 🙂

Reply
Anna i Norge 1 marca, 2017 - 7:10 am

Ja też lubiłam poprzednie logo 😉

Reply
Daria 1 marca, 2017 - 10:00 pm

Mi się bardzo podoba to nowe! jak dla mnie jest również „basiowe” :))

Reply
Karolina 1 marca, 2017 - 6:24 am

Ogarniam budżet od pół roku, gdy to postanowiliśmy kupić nasz wymarzony dom. Do tej pory pieniądze przeciekały nam przez portfel a najwięcej właśnie na bzdety. Lumpeks trzy razy w tygodniu, codziennie niepotrzebne lekcje dodatkowe dla dzieci ( bo przecież wszyscy posyłają swoje pociechy), jedzenie na mieście, rozrywki dla dzieci, można by tak wyliczać bez końca. Paradoksalnie uwielbiam ład i porządek, a wiecznie tylko sprzątanie i przebieranie niepotrzebnych rzeczy. Echhh. Dopiero niedawno udało zagłębić się w siebie samą tak bez taryfy ulgowej. Przyznać się , ze mam problem, ze ciągłe zaspokajam swoje wewnętrzne dziecko. Tak na prawdę nic nie muszę mieć i nigdzie nie muszę być. Reasumując nauczyłam się, że pieniądz nie jest tylko po to, żeby go wydać. Gdzieś tam krąży mi w głowie taka myśl, że gdybym umiała nim zarządzać odkąd zaczęłam pracować to pewnie bez problemu kupiłabym ten dom za gotówkę. Ale jeszcze trochę życia przede mną i działam już inaczej. Co więcej uczę tego moje dzieci.

Reply
Basia Szmydt 2 marca, 2017 - 9:29 am

dochodzę do podobnych wniosków. I w kwestii wewnętrznego dziecka i w kwestii zakupów gotówkowych. Dzięki za super komentarz 🙂

Reply
Ania 1 marca, 2017 - 9:37 am

A mój sposób to najpierw płacić samej sobie, następnie opłacić rachunki i żyć z tego co zostało. Wydajesz tyle, ile masz. Drugi sposób to ubraniowy, butowy i gadżetowy detox. Naprawdę nie potrzebujemy tyle… Zgadzam się z Tobą Basiu- BYĆ 🙂
Poza tym nie marnuję jedzenia, też tak jak Ty potrafię zabrać na wynos zupę w kubku termicznym 🙂 Na razie filtruję wodę w dzbanku filtrującym, ale za Twoją namową w moim nowym mieszkaniu zamontuję filtr pod zlewem. Budżetowaniem zajmowałam się przez dwa miesiące, żmudna i czasochłonna to praca, ale pozwoliła mi jeszcze lepiej przyjrzeć się wydatkom.
Bardzo lubię wpisy o oszczędzaniu:)
Pozdrawiam:)

Reply
Basia Szmydt 2 marca, 2017 - 9:28 am

Aniu, a co to znaczy, że płacisz samej sobie? super komentarz, pozdrawiam 🙂

Reply
Ania 2 marca, 2017 - 11:04 am

Po każdej wypłacie robię sobie extra przelew na konto oszczędnościowe 🙂

Reply
Basia Szmydt 2 marca, 2017 - 11:06 am

to jest bardzo słuszna koncepcja! 🙂

Reply
Katinka 2 marca, 2017 - 12:10 pm

Tak jest! LISTA, ODHACZANIE, ZAPISYWANIE – to mój sposób, muszę go teraz troszkę udoskonalić, ale idzie w dobrym kierunku! 🙂

Reply
Magdalena 4 marca, 2017 - 3:54 pm

Ja robię co roku coraz bardziej szczegółowy budżet miesięczny i w zeszycie i w excelu. I nie jestem w stanie opanować moich wydatków. Sama się utrzymuję, rachunki pochłaniają prawie połowę mojej pensji, odkąd ciągle coś remontuję, ciągle spłacam jakiś kredyt. Do tego od kilku lat stałam się totalnym domatorem, co jest związane z wydatkami na przyjemności przez internet. Myślałam, że uda mi się oszczędzić na kosmetykach, jak załapię się do pracy jako konsultantka. Niestety nie był to dobry pomysł, bo wydaje mi się, że wydaję na kosmetyki tylko jeszcze więcej. Kiedy przychodzi katalog z Bonprix, tyle ubrań mi się podoba. Niestety nie biorę pod uwagę, że gdybym poszła do lokalnego sklepu to nie wydałabym tyle pieniędzy na ubrania, tutaj też niestety ponoszę koszty pocztowe zw. ze zwrotami (często trudno dobrać jest właściwy rozmiar). Ale moją manią są książki. Nie umiem zupełnie się opanować, gdy znany mi dyskont książkowy przysyła ofertę promocyjną wciąż i wciąż. Dawno temu lubiłam od czasu do czasu coś przeczytać, ale najwięcej uczyłam się na kursach, warsztatach, potem studiach podyplomowych. Odkąd przestałam na te kursy, warsztaty mieć czas, szybko przerzuciłam się na książki. Zauważyłam też, że teraz są takie czasy, że jest wręcz wysyp książek zarówno dotyczących rozwoju osobistego, jak i kulinarnych i takich typowo kobiecych poradników. Nie tylko, ze kupuję mnóstwo tych książek, że wiecznie coś czytam, to powolutku dochodzę do stanu, w którym będę musiała zainwestować w jakieś solidne regały, bo mi się książki w meblach nie mieszczą. Co miesiąc w budżecie też widzę, że bardzo dużo wydaję na żywność – tyle, że w większości w sklepach staram się kupować surowce, a potem sama coś gotuję a raz w tygodniu pięczę. I odkąd zdrowiej się odżywiam, rzadko choruję. Wiec wolę wydawać więcej na jedzenie niż na lekarzy i leczenie. I stąd pod koniec miesiąca robiąc podsumowanie budżetu, widzę, że znowu dobre chęci nie działają. Kiedyś myślałam, że nie radzenie sobie z finansami to mój największy problem, a jak do tego doszły jeszcze kłopoty z organizacją w czasie… Czas to też pieniądz. Ehh…

Reply
Monika 7 marca, 2017 - 11:31 am

Nie wiem czy potrzebujesz rady, czy masz dość „złotych rad”, ale jako, że kiedyś byłam w podobnej sytuacji to pozwolę się wypowiedzieć:) zrezygnuj z katalogu Bonprixa i wszelkich promocyjnych gazetek, które przychodzą do domu. Nie będzie nic kusiło:) Jeśli już coś kupujesz przez internet to z darmowym zwrotem. Spróbuj sprzedać książki, które przeczytałaś. Rozważ zakup czytnika ebooków- wydatek spory, ale nie droższy niż regały:)

Reply
Ola K. 7 marca, 2017 - 10:20 am

Wśród znajomych mojej mamy króluje zbieranie monet do puszek. Zaczęło się od jednej Pani, która zbierała monety 5zł na wymarzoną kuchnię w nowym domu. Kiedy udało jej się to osiągnąć w stosunkowo krótkim czasie, wszyscy nagle zaczęli kupować puszki i odkładać tam pieniądze. Sama też zaczęłam w maju zeszłego roku i we wrześniu nie było problemu ze znalezieniem pieniędzy na wypad w góry z chłopakiem . Od tego czasu mam nową puszkę, też „na wakacje”, którą każdego wieczora zapełniam drobnymi z portfela (jeżeli mogę sobie na to pozwolić, to wrzucam też grubsze pieniądze). Moja mama uzbierała w ten sposób na remont sypialni, tata wciąż odkłada na samochód 😛

Reply
Aleksandra 25 maja, 2017 - 5:18 pm

Też mamy system skarbonkowy. Jest puszka „na wakacje” i skarbonki córek na extra wydatki. Obowiązkowo lądują tam pieniądze ze sprzedaży rzeczy na olx. Czytałam książkę o tym sposobie odkładania pieniędzy, ale dopiero gdy sama sprawdziłam, przekonałam się, że działa. U nas są zasady: nie pobieramy pieniędzy (jeśli się zdarzy to zwracamy z dodatkiem) i nie liczymy ile już mamy.

Reply
et 1 czerwca, 2017 - 3:24 pm

U mnie sprawdziły się następujące zmiany (napiszę w pkt bo szybciej i łatwiej):
1/Kupiłam szybkowar, gotuje szybciej(mniej wody do gotowania, gazu, czyli taniej) a do tego dużo smaczniej.
2/ Zamiast balsamu do ciała, odżywki do włosów, kremu do rąk używam oleju kokosowego (wychodzi taniej i przede wszystkim zdrowiej).
3/Robiąc zakupy sprawdzam ceny za kg/litr, do tej pory nie zwracałam na to uwagi.
4/Dużo rzeczy kupuje na promocjach, jak widzę, że coś używam i jest w dobrej cenie to biorę nawet kilka sztuk(np masło, które można przecież mrozić).
5/Zamieniłam szampony drogeryjne(10-15zł/szt) na szampony Babuszki Agafi, zbieram zamówienie od koleżanek, które też są nimi zachwycone i kupuje na allegro większą ilość za 4-5zł/szt(włosy ma zdecydowanie zdrowsze a w portfelu też więcej zostaje).
6/Gotuje większe porcje a potem mrożę(bigos, pierogi, sos do spaghetti itp.) wekuję (zupy, bigos, pulpety, gołąbki). Potem wystarczy tylko podgrzać i gotowe. Wcześniej kupowałam dużo gotowych dań bo szybciej ale było to zdecydowanie drożej i mniej zdrowo.
7/Dużo rzeczy piorę używając programu 15min (mniej prądu, mniej wody, mniej detergentu),
8/Mniej rzeczy prasuje. Kiedyś prasowałam wszystko(bez skarpet). Teraz dużo tzw. domowych ubrań nie prasuję(i wcale gorzej nie wyglądamy).
9/Nie kupuje już ręczników papierowych. Nasze mamy, bacie świetnie radziły sobie bez tego wynalazku. Używam ścierek kuchennych. U mnie to naprawdę duża oszczędność.
10/Planuje posiłki i zakupy na tydzień, dzięki temu mniej wyrzucam.
11/Znalazłam w moim mieście tanią aptekę i właściwie tam kupuję wszystkie leki( Np. Sambucol kosztował o 10zł mniej niż w innej aptece). Kiedyś zupełnie nie zwracałam na to uwagi.
12/Jedzenie dla zwierzaków zamawiam przez internet. Nasz sklep zoologiczny miał ceny z kosmosu. Karma była w nim o prawie o 50% droższa.
Myślę, że warto szukać oszczędności bo można naprawdę zaoszczędzić sobie pieniądze np. na jakiś fajny wyjazd i to w sumie nie takim dużym nakładem pracy. Pozdrawiam,

Reply
Basia Szmydt 1 czerwca, 2017 - 5:55 pm

świetny komentarz – dziękuję! 🙂

Reply
Marcin Chmurzewski 21 czerwca, 2017 - 6:35 am

To prawda, masz rację. Oszczędzanie zaczyna się w głowie, a to chyba najtrudniejsze – by jakoś zacząć.

Reply
Ewka Marchewka 25 lipca, 2017 - 9:07 am

Świetny wpis. Tak z moich pomysłów, które wcieliłam w życie to zaraz po wypłacie mam ustawione dwa zlecenia stałe: jedno na wspólne konto oszczędnościowe gdzie odkładamy na przyszłą chatę a drugie malutka kwota na moje subkonto gdzie zbieram na ekstra wydatki typu naprawa samochodu, jego ubezpieczenie, wesela, wycieczki lub cokolwiek co tam się przytrafi.

Reply
Bankier 10 sierpnia, 2017 - 8:13 pm

Powiem szczerze, że masz bardzo proste sposoby na domowy budżet. A jak wiadomo – proste sposoby są najlepsze!

Reply
Weronika 16 sierpnia, 2017 - 11:26 am

Dzięki za artykuł! Wspaniałe sposoby. Takie proste a jakie skuteczne. Ja do tej pory próbowałam oszczędzać na niepotrzebnych wydatkach typu gofry na mieście (teraz robię w domu 100 razy lepsze ;), paznokcie hybrydowe u kosmetyczki (także robie sama od czas do czasu), czy telewizja satelitarna (mało oglądam tv, poza tym wszystko teraz i tak jest w internecie wiec nie widze sensu zeby miec jakis mega wypasiony pakiet). Zgodnie z poradą mamy założyłam także konto oszczędnościowe. Zawsze coś można dzięki temu odłożyć. U mnie się sprawdza darmowe konto + konto oszczędnościowe. Znalazłam takie w Orange Finanse. No i oczywiście prowadzenie budżetu domowego w Excelu. Z tym jest trochę gorzej, bo gdy ja staram się skrupulatnie zapisywac tam wydatki, tak mąż zupełnie o tym zapomina, gubi rachunki i mało co z tego jest, a nie płaci cały czas kartą, więc też nie mam jak tego sprawdzić.

Reply
biuro29-krakow.pl 18 sierpnia, 2017 - 12:38 pm

Najważniejsze – nie kupować rzeczy zbędnych. Piszesz o książkach czyli zamiana na bibliotekę. Ja kiedyś wydawałem sporo na książki i od pół roku nic nie kupuje bo się po prostu cała masa do przeczytania nazbierała. Tak samo jak z ciuchami, jak z gadżetami, pierdołami typu zmiana telefonu co ileś miesięcy, super hiper szybkie internety (a później i tak zamulają;). Ogólnie warto spróbować pójść drogą minimalizmu, co nie oznacza, że trzeba wegetować. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na jakieś drobne szaleństwo czyli nagrodę;)

Reply
Maciej Bojanowski 18 września, 2017 - 1:15 pm

O aż tak szczegółowym rozplanowaniu budżetu nawet nie myślałem. Jak na razie to rozpisuję ile mniej więcej wydaję na jedzenie, ile na używki, przyjemności. A na drugim miejscu najtrudniejsza rzecz – zrezydgnować z rzeczy, które nie sa całkiem niezbędne…

Reply
Radosław 9 października, 2017 - 8:27 am

Polecam spisywanie wydatków. Wszystkich.Nawet tych najmniejszych. Warto jest zrobić coś takiego chociażby przez miesiąc Dzieki temu będziemy wiedzieli na co tracimy najwięcej pieniedzy. Oraz na czym moglibysmy zaoszczędzić . W moim przypadku było to wydawanie pieniędzy na kawę na mieście. Kupowałem sobie ją kilka razy w tygodniu. I podliczyłem sobie, że idą mi na to naprawdę konkretne pieniadze. Jakis czas temu przestałem poniważ doszedłem do wniosku,że to nie ma sensu.

Reply
Piotr 9 października, 2017 - 3:57 pm

Witam,
Ja spisuję wydatki od września tego roku
Warto. Widzę na co wydaję, ile idzie mi na tzw. bzdury.
Próbowałem w zeszycie, wiele lat temu, potem był excel i inne programy, specjalne pod prowadzenie budżetu.
Teraz używam Finanse domowe 2 https://www.finansedomowe2.pl/
Programu takiego jak ten, jeszcze nie spotkałem. Ma wszystko co mi potrzeba i jest naszej polskiej produkcji.

Reply
Joanna 6 lipca, 2018 - 10:50 am

Taaak, tylko dlaczego pan tu wkleja jakieś linki do płatnego programu? Co na to Pani basiaszmydt.pl ? Jest tyle aplikacji darmowych np. na telefon, do planowania budżetu, że bzdurą byłoby płacić

Reply
Karolina 28 października, 2017 - 8:03 am

Kontrolowanie budżetu to naprawdę klucz do sukcesu. Ograniczenie mniejszych przyjemnosci prowadzi do tego, że można zrealizować te większe. W styczniu postanowiłam skrupulatnie zapisywać swoje wydatki i wyeliminować zbędne. W sierpniu kupiłam samochód. Wszystko jest możliwe!

Reply
Magdallena 29 października, 2017 - 11:50 pm

U mnie zawsze najwięcej pieniędzy zabierało kupowanie jedzenia, mam tutaj na myśli wyjścia na lunch w pracy, często też kupno na śniadanie jakiejś bułki, zamiast zrobić ją w domu, weekendowe wypady na miasto, itp. Generalnie wystarczyło, żeby zapanować nad tym i bardziej się dyscyplinować z robieniem w domu jedzenia do pracy a pieniądze o dziwo jakoś na dłużej zaczęły pozostawać ze mną. Jednak z tego co widzę też po swoich znajomych, to wiele z nich ma produkty kredytowe, typu karta, limit w koncie, kredyty różnego rodzaju, których w ogóle nie rozumieją i które nie spełniają ich potrzeb, dlatego wydaje mi się, że warto zaczerpnąć chociażby podstawowej wiedzy na temat takich produktów, jeżeli zamierzamy się jakoś wspomóc finansowo. O samą wiedzę nie trudno, ponieważ jest w internecie mnóstwo stron o tej tematyce (gorzej z rzetelną informacją), dlatego można wcześniej zajrzeć chociażby na https://www.deutschebank.pl/klienci-korporacyjni.html i zastanowić się, co najbardziej będzie odpowiadać Naszym potrzebą. Nie ma co ukrywać, że oszczędzanie jest łatwe, bo nie jest, ale faktem jest, że po jakimś czasie samo wchodzi w krew.

Reply
Mikołaj 11 listopada, 2017 - 5:12 pm

„Gospodarowanie pieniędzmi bardzo szybko wchodzi w nawyk, zwłaszcza jeśli cel jest dostatecznie atrakcyjny, albo kiedy życie tego od ciebie wymaga. ” bardzo celna uwaga. Ja prowadzę budżet od roku i zobaczyłem znaczne zmiany w gospodarowaniu moimi finansami. Mam specjalny arkusz do prowadzenia budżetu i jestem bardzo zadowolony z wyników.

Reply
gestor 26 stycznia, 2018 - 9:44 am

Z finansami jest tak, że trzeba myśleć perspektywicznie, bo właśnie odkładamy co miesiąc po kilka złotych i za rok możemy mieć bardzo fajne wakacje 🙂

Reply
Łukasz 13 maja, 2018 - 1:18 pm

Widząc tyle zdjęć, myślałem że postawisz na wygląd artykułu, a nie na merytorykę. Ale mile jestem zaskoczony, bo jest kilka ciekawych punktów, na które nawet nie zwróciłem uwagi, gdy zacząłem przyglądać się budżetowi domowemu. Dzięki za wskazówki.

Reply
Ela 29 maja, 2018 - 7:19 am

Ograniczenie jedzenia na mieście to chyba najważniejszy punkt. Byłam w szoku, gdy sobie podliczyłam, ile miesięcznie jestem w stanie zaoszczędzić, a samodzielne gotowanie zaczęło sprawiać mi radość plus mam pewność że wiem, co jem.

Reply
Rachunkowość 27 grudnia, 2018 - 10:44 am

Budżet rozpisany z księgową precyzją 😉 Świetna robota 🙂

Reply
Karolina 10 czerwca, 2020 - 7:23 am

Uwielbiam posty o oszczędzaniu z punktu widzenia zwykłej kobiety, tej kury domowej 😀 Pierwszy raz spisywałam wydatki jakieś 2 lata temu, każdy paragon, każda pierdoła, mozolnie, ale do celu i już w trakcie pierwszego miesiąca zobaczyłam ile wydaje na słodycze i jedzenie do pracy (bo nie brałam nawet tej kanapki z domu). Od razu zostało 600zł. A to już OC auta w moim przypadku. Dziś stosuję system kopertowy, zakładam cel, ustalam comiesięczną kwotę która musi trafić do koperty żebym np po upływie roku miała odłożone potrzebne $. Na dzień dzisiejszy kompletuje wyprawkę dla dziecka i jako pierworódka przyznaję, że z początku chciałam kupić wszystko najlepsze i oczywiście te droższe, ale przyszło opamiętanie i wiem, że dużo rzeczy będzie tylko na chwilę, wiele można odkupić używane (np łóżeczko za 100zł w bdb stanie zamiast nowego za 200zł). Zamiast szarpnąć się na nowy fotel uszak by mieć kącik do karmienia już wyciągnęłam stary egzemplarz z garażu rodziców, a dziś idę do koleżanki obejrzeć wózek, który sama zaproponowała do oddania za butelkę wina i dobre słodycze dla jej dzieciaków 😉 Są rzeczy, które muszę kupić nowe, to oczywiste, ale wiem jak ciężko dziś w dobie mediów na każdym kroku nie ulec pokusie kupna wszystkiego naj bo przecież to dla dziecka. Otuchy i otrzeźwienia dodały też znajome mamy. A pieniądze, które z mężem zaoszczędzimy unikając zakupowego szału zamierzamy przeznaczać na fundusz dla córeczki, co miesiąc określona kwota do koperty/na konto, grosz do grosza i tak przez 20 lat. Będzie jak znalazł na studia/auto/wesele? Tego nie wiem, ale wiem, że warto to zrobić.

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 7:30 am

Super! Miałam podobne podejście gdy rodziły się moje dzieci

Reply
Szyciownik 10 czerwca, 2020 - 10:31 am

Cześć,
Ja się musiałam zastanowić kiedy ostatnio miałam dzień, że coś wydałam 😉
Pozdrawiam
Kasia

Reply
Aga 10 czerwca, 2020 - 10:32 am

Może tylko jedna rzecz do dodania do powyższej skarbnicy wiedzy, z kolejnymi awansami i podwyżkami zwiększam miesięczne przelewy na oszczędności zamiast zwiększać wydatki, mała rzecz a cieszy 🙂

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 10:43 am

Otóż to – zgadzam się

Reply
Aga 10 czerwca, 2020 - 10:47 am

Zawsze sądziłam, że oszczędzanie to domena bogatych, bo jak tu z naprawdę skromnej pensji przy dwójce dzieci oszczędzać. I co.. da się!! Końcem zeszłego roku sytuacja zmusiła mnie do przyglądnięcia się swoim wydatkom (choć wydawało mi się że żyję oszczędnie) a tym czasem sporo gotówki uciekało na zupełnie niepotrzebne kosmetyki czy nie trafione ciuchy, coś słodkiego na ząb… i dobrze było jeśli miesiąc kończyłam bez debetu. Na początku posiłkowałam się excelem teraz znalazłam świetną apkę. Wiem ile i na co wydaję, planuję budżet i oszczędności (w tym poduszkę finansową, parę groszy na wyjazdy weekendowo-wakacyjne, na „nowy” samochód). Dziewczyny naprawdę da się! Trzeba nieco dyscypliny ale pomaga mi moja niechęć do galerii i sklepów wszelkiego rodzaju. Jeśli czegoś potrzebuję googluję i kupuję (najlepiej z darmową dostawą i ewentualnie darmowym zwrotem), planuję tygodniowe menu obiadowe a na zakupy chodzę z listą.

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 11:10 am

Brawo! ❤️

Reply
Alex 10 czerwca, 2020 - 11:13 am

Basiu, super wpis-kompleksowy i ujmujący temat całościowo. Na początku mojej życiowej drogi w gospodarowaniu pieniędzmi mocno trzymałam się zapisków i notatek-teraz te schematy tak mocno weszły mi „w krew”, że nawet szczególnie nie muszę pilnować siebie czy męża. Co do naszych metod dorzucę jeden wątek: naprawianie. Zanim zdecyduję się na zakup nowego ekspresu czy nowym mebli ogrodowych zastanawiam się, czy możliwa jest naprawa (oczywiście biorąc pod uwagę opłacalność takiej opcji, z mocnym naciskiem na koszty naprawy, bo z tym jak wiadomo bywa różnie). Uważam, że warto przyjrzeć się rzeczom, które mamy z nowej perspektywy, stare jeansy można przerobić na super krótkie spodenki, w starych krzesłach wystarczy wymienić siedziska, w meblach kuchennych może wystarczy zmienić uchwyty, dokręcić zawias i opracować bardziej efektywny system przechowywania – wtedy wszystko się zmieści. Tak, naprawiajmy!!! Dajmy przedmiotom drugie życie ☺️

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 11:20 am

Super, że o tym wspominasz, ja zapomniałam! Zgadzam się w w 100 %

Reply
Marta 10 czerwca, 2020 - 12:33 pm

Bardzo fajny artykuł, chyba wydrukuje i dam do przeczytania mężowi, który jest mistrzem wydawania pieniędzy na glupoty‍♀️ ja staram się jak mogę ale też nie jestem i zawsze w styczniu snujemy plany o Chorwacji latem a potem bach już lipiec i nic nie odłożone ja jestem bardzo niesystematyczna w niemal każdym aspekcie życia, jestem żywym przykładem „słomianego zapału”

Reply
puch ze słów 10 czerwca, 2020 - 12:37 pm

Trzeba chcieć wybierać. Coś za coś. Umieć zrezygnować z czegoś by np. móc doświadczać… Wybory. Nie zawsze są łatwe nie zawsze są dobre, ale trzeba pofejmować ryzyko, kto nie ryzykuje ten nie doświadcza 😉 asia

Reply
ewa 10 czerwca, 2020 - 1:18 pm

Oszczędzamy odkąd jesteśmy małżeństwem. Te same zasady co u Ciebie tylko notowane w Excelu. Trafia nas tylko szlag jak te oszczędności zżera inflacja. A rynek inwestowania jest mocno niestabilny 🙁 i czasem mamy wrażenie, że ludzie, którzy ‚przejadają’ swoje wypłaty mają ‚mniej zmartwień’ i rozkmin jak ulokować oszczędności, żeby nie stracić, bo tych oszczędności nie mają

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 1:30 pm

Mam podobne zmartwienia. Ceny szybują w górę ekspresowo, a rentierzy też się mają kiepsko ze swoimi mieszkaniami na wynajem. Złoto wykupione. Może kryptowaluty? 😉

Reply
ewa 10 czerwca, 2020 - 1:44 pm

Nie nasza bajka 🙂
Trochę złoto, trochę giełda, ale serio…porażka jak myślimy o naszych oszczędnościach. Za chwilę będą warte tyle co papier toaletowy, a z kolei nie ma ich aż tyle, żeby zainwestować w jakąś nieruchomość. Myśleliśmy o remoncie, który i tak nas czeka. A im później go zrobimy, tym wszystko droższe będzie, ale niestety ekipy nie znajdziemy z dnia na dzień. No… Czyli nie byłoby problemu jakby nie było oszczędności

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 1:53 pm

Jednak ostatecznie lepiej je mieć niż nie mieć, choć bezpieczniej teraz chyba trzymać je w innej walucie niż nasza?

Reply
Martyna 10 czerwca, 2020 - 2:07 pm

Bardzo fajny tekst. Ja co prawda nie planuję budżetu i nie spisuję wydatków, ale co miesiąc sprawdzam wydatki na koncie (płacę prawie wyłącznie kartą). Ja po prostu lubię oszczędzać i każdy przelew na konto oszczędnościowe na koniec miesiąca mnie cieszy. Też „najpierw płacę sobie” – przelewam określone kwoty na subkonta oszczędnościowe na jakiś konkretny cel i jak coś jeszcze zostanie po miesiącu z wypłaty to przelewam nadwyżkę na konto oszczędnościowe. Oprócz naprawiania to istotne jest zwracanie nietrafionych rzeczy nawet jeśli się to wiąże z drobna opłatą, bo jeżeli coś nam się nie spodoba lub nam nie pasuje i zostawimy to stracimy często dużo więcej niż wartość przesyłki. Sama kupuję przez internet tak, by mieć darmową dostawę i zwrot. Poza tym gdy coś się zniszczy przed końcem gwarancji to zachęcam do reklamacji. Wiem, że nie wszyscy reklamują towary, ale w ten sposób my zaoszczędzimy nie kupując nowego zamiennika i damy w ten sposób znać sprzedawcy/producentowi, że coś jest nie tak z ich produktem. Wydaje mi się, że gdyby więcej osób reklamowało produkty, to producenci bardziej zadbaliby o ich trwałość.

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 2:12 pm

Słuszna uwaga – nie pomyślałam, żeby o tym napisać.

Reply
Ania 10 czerwca, 2020 - 2:57 pm

Świetny wpis i bardzo na czasie dla mnie bo przez wirusa mniejsza pensja, a ceny rosną! Zabieram się za spisywanie wydatków. Dziękuje Basiu 🙂

Reply
ewa 10 czerwca, 2020 - 3:40 pm

No tak. Lepiej jednak je mieć niż nie mieć. A dobry czas na zakup waluty już minął 🙂 wielu spraw się nie przewidzi

Reply
Paulina 10 czerwca, 2020 - 5:21 pm

Basiu, ależ ten wpis jest fantastyczny! Widzę, ze jest zaplanowany, przemyślany, zbadany i w każdym zdaniu samo „mięso”! Jestem zachwycona i mimo, ze czytałam już podobne wpisy, to Twój styl pisania wyjątkowo do mnie trafia. Bardzo cenię w Tobie te chęć doświadczania, a nie kupowania i zbierania przedmiotów. Dziękuje Ci za ten i inne wpisy!

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 6:13 pm

Paulina dziękuję Ci za Twój komentarz i spostrzeżenia wpis pisałam i dopracowywalam kilkanaście godzin, żeby przekazać jak najwiecej „mięsa”. Cieszę się, że doceniasz moją pracę

Reply
Justyna 10 czerwca, 2020 - 5:30 pm

Próbuje spisywać wydatki od wielu lat. Różnie z tym bywa… czasem bardziej czasem mniej systematycznie…do tego mój mąż nie przywiązuje wagi do notowania zakupów bo finansami zajmuje się ją więc nie zawsze wszystko jest spisane. Ale się nie poddaję i nadal ćwiczę żeby wejść w nawyk
Nie kupuje zbyt dużo ciuchów, torebek, butów – „wynaszam” to co mam…wyjadamy tak żeby nie wyrzucać…w nurcie ekologii naprawiamy co się da naprawić: sprzęty AGD, meble, odzież itp…
Mam osobną skarbonkę gdzie lądują wszystkie 5zl z portfela…na codzień nieodczuwalne ale w perspektywie miesięcy jest kwota…np na wakacje…
No i ostatnio mąż bawi się w inwestowanie: kryptowaluty i akcje ale na zagranicznych rynkach (to z myślą o emeryturze).
Oszczędzanie musi wejść w nawyk – inaczej szybko się człowiek zniechęca!! A jak już wydajemy kasę to bardziej na kwestie „być” niż „mieć”… …na ten przykład ten komentarz pisze znad polskiego morza z długiego weekendu i krótkiego urlopu!!!
Dziękuję Basiu, że jesteś…inspiracją dla mnie w wielu kwestiach

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 6:12 pm

Dziękuję kochana za super komentarz ❤️ Udanego wypoczynku

Reply
Monika 10 czerwca, 2020 - 8:28 pm

Basiu, sporo czytałam już na temat oszczędzania, nawet nieźle mi to chyba wychodzi, ale chciałam Ci podziękować za tak jasne sprecyzowanie i nazwanie poszczególnych kwestii. Wiele rzeczy robiłam nieświadomie:). Jak najbardziej polecam i stosuję od lat „płacenie sobie” – to chyba z książki Michała Szafrańskiego? Poza tym ujęłaś mnie zeszytem. Ja też mam taki w szafie na wierzchu i żadna aplikacja go nie zastąpi. Co do oszczędzania to oczywiście każdy ma kategorię gdzie wydaje więcej, ale kontrolować się da wszystko, kwestia priorytetów. Mi w sumie największy problem sprawia już nie – kontrolowanie zakupów, bo minimalizm mam mocno zakorzeniony- ale pozwolenie sobie na chwilowe szaleństwa, bo widzę, że kasa mogłaby trafić na konto. To chyba już inny temat, drugi biegun oszczędzania, więc serdecznie pozdrawiam i dziękuję!

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 10:35 pm

Dziękuję 🙂 Monika ja mam tak, że szukam balansu. I na te szaleństwa (np. Weekend z mężem albo przyjaciółką) lubię wydawać 🙂 to też są moje określone cele, na które zbieram pieniądze 😉

Reply
Basia 10 czerwca, 2020 - 9:11 pm

Zapisujemy z mężem wszystkie wydatki od kilku lat. Na początku miesiąca ustalamy ile wydamy w danej kategorii budżetu a potem spisujemy wydatki. Najtrudniej jest monitorować czy nie przekraczamy budżetu a jeśli tak to podjąć działania naprawcze czyli ograniczyć swoje potrzeby w danej kategorii. Widać tez jak na dłoni jeśli zaczynamy za dużo wydawać na coś np. jedzenie na mieście. Budżetowanie tak b weszło w krew że nie stanowi to teraz żadnego wysiłku. A dzięki tej taktyce w każdym miesiącu udaje nam się coś odłożyć i człowiek spokojniej śpi 🙂

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 10:28 pm

To prawda – oszczędzanie po czasie staje się nawykiem 😉

Reply
Ola 10 czerwca, 2020 - 9:42 pm

Basiu, uwielbiam Twój entuzjązm i porady wpis jest po prostu świetny, konkretnie i na temat. Porady z życia wzięte są najlepsze. Jeśli chodzi o mnie i mój sposób na oszczędzanie to listy, listy i raz jeszcze listy. Na początku każdego m-ca tworzę skrupulatnie listę za co w danym miesiącu będę musiała zaplacić, dziele to na kategorie typu stałe opłaty, spożywka, chemia, kosmetyki, ubrania i buty (jeśli któreś z nas potrzebuje), rozrywka, auto, dodatkowe oraz balance – czyli do odłożenia. Ustalam kwoty które przeznaczę na poszczególne kategorie i szukam najlepszych ofert. Jeśli ustale, że kupuje dziecku buty to szukam najlepszych w określonej cenie, trochę to trwa, ale dzieki temu oszczedzam kilkanaście lub kilkadziesiac zlotych. Dziele nasze pensje na te wszystkie wydatki, ustalam ktore z nas za co płaci i ile w danym miesiącu przeznaczamy na balance – tu kwota zależy od tego co dodatkowego musimy w danym m-cu opłacić. Często korzystam także z rzeczy z drugiej ręki, nie przeszkadza mi fakt, że ktoś już z danego przedmiotu korzystal. Malo tego myślę,że jeśli ktoś przetestował u siebie i było ok to dany przedmiot posluzy również mnie. Podobnie jak Ty daje przedmiotom drugie życie, sama też odsprzedaje, wymieniam się ze znajomymi, pożyczam przedmioty i oddaje potrzebujacym, gdy moge. Jeśli coś jest uszkodzone, samodzielnie staram się/staramy się naprawić, koszt niewielki, a dzięki temu uczę się nowych rzeczy, a moje dziecko uczy się szacunku do przedmiotów i tego, że jeśli coś się zepsuje to warto naprawiać, a nie wyrzucać. Podobnie jak Ty chce spełniać marzenia, moje są bardzo, bardzo kosztowne, ale uparłam się i dzielnie zmierzam do celu. Napewno się uda! Trzymam też kciuki, byście szybko wrócili na Karaiby

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 10:33 pm

Ale super działasz – brawo! Dziękuję Ci za komentarz i za podsunięcie pomysłu z robieniem list. Wprowadzę to u siebie.
Póki co korzystam tylko z listy zakupów bez której się nie ruszam do sklepu, ale przecież można robić listę kończących się kosmetyków czy ubrań, które trzeba uzupełnić dzieciakom 😉

Reply
Angie 11 czerwca, 2020 - 2:45 am

Super artykul, I Bardzo fajnie I ciekawe podejscie zycia no I przepiekne marzenia. U mnie problems sa zakupy zywieniowe I rachunki w ostatnim czasie dochodza nawet do 700 zl tygodniowo I nie wiem jak sie do tego zabrac, wiec zdecydowanie podkradne twoje pomysly. Jesli chodzi o oszczedzanie na emeryture, jest to super pomysl tylko ze teraz odkladane pieniadze pochlonie inflacje, wiec Ciezko to wybrac strategie zwlaszcza jak sie nie jest fanem nieruchomosc. A Co z wasza przeprowadzka macie juz wybrane miejsce?

Reply
Basia Szmydt 11 czerwca, 2020 - 7:02 am

Angelika wciąż czekamy na wyczyszczenie KW przez sąd. Myśleliśmy, ze potrwa to 3 tygodnie, a trwa pół roku i zapewne potrwa jeszcze kilka miesięcy ‍♀️

Reply
Paulina 11 czerwca, 2020 - 3:10 am

Ja zaczęłam spisywać wydatki po roku życia w Warszawie gdzie z pensji nie zostawało mi nic. Excel pokazał że co miesiąc na jedzenie na mieście wydawałam 900zł! Byłam przerażona. Zaczęłam ograniczać spędzanie czasu na mieście. Zdałam sobie sprawę że często jedzenie na mieście nie jest lepsze od tego w domu. Po 4 latach wciąż spisuje wszystkie wydatki w excelu z podziałem na kategorie. Pomału w mojej głowie rozpoczał się proces przemiany i stało się to po ciazy gdzie chodziłam tylko w kilku ciuchach. Teraz ciuchy kupuje czasami w ciucholandzie, bo jestem chora jak mam iść do galerii, kosmetyków używam tylko podstawowych, a jak się dziecko urodziło to bardzo dużo rzeczy kupiłam używanych. Udało nam się z mężem sporo odłożyć na budowę domu. Powiem jedno. Świadoność, że ma się poduszkę finansowa I brak zadłużeń jest super.

Reply
Basia Szmydt 11 czerwca, 2020 - 6:58 am

Jakbym słyszała swoją historię z początków oszczędzania ‍♀️ Ja też kilka lat temu złapałam się za głowę jak zobaczyłam 700 zł na jedzenie na mieście , a było to kilka ładnych lat temu.

Reply
Artur 11 czerwca, 2020 - 10:35 am

Ja polecam bloga Michała Szafrańskiego.Od tego tam się zaczęły moje finanse. Bezpłatny kurs,potem super książka.Biblia -Finansowy Ningha. Polecam!!!!Budżet domowy,spisywanie wszystkiego,patrzenie gdzie uciekają pieniądze,gdzie można dodatkowo zarobić. Od 2 lat. Wszystko powoli wraca na swoje normalne tory. Wyrzucić wszystkie zbędne zakupy.planowanie,rezygnacja z płatnych rzeczy,nadpłata kredytów,tygodniowe (zdrowe)posiłki. Ważna systematyka!!!!

Reply
Basia Szmydt 11 czerwca, 2020 - 11:43 am

Blog Michała jest super – zgadzam się 🙂

Reply
Agnieszka 12 czerwca, 2020 - 10:09 am

Budżetowanie tak działamy od kilku lat. I już z mężem nie zbieramy na ,,czarną godzinę” tylko na,, radosne chwile” jest o wiele przyjemniej 🙂 (przeczytałam to określenie w książce chyba Ekera Hava- Bogaty albo biedny…którą wypożyczyłam) kiedyś zaczęłam liczyć patrząc na cenę okładkowa wypożyczonych książek ile bym musiała na nie wydać wyszło 200 zł to jak bym sobie dała podwyżkę ;). Jeśli chodzi o obecną sytuację, że oszczędności mają coraz mniejszą wartość, trudno. Dzięki oszczędzaniu spłaciliśmy kredyt hipoteczny i śpimy spokojnie gdyby któreś z nas straciło pracę, poziom stresu zero:) i na to właśnie oszczędzaliśmy
pozdrawiam ciepło

Reply
Ewa 17 czerwca, 2020 - 11:50 pm

Ja zaczelam bardziej kontrolowac wydatki,gdy przeprowadzilismy sie na drugi koniec swiata. Poza excelem gdzie kontrolujemy wydatki, razem ze swoim chlopakiem, wyplacamy sobie miesieczne kieszonkowe. Z jednej strony zadne z nas nie ma wyrzutow sumienia, ze narusza wspolny budzet kupujac jakies „widzimisie” ale z drugiej nie mamy poczucia stalego odmawiania sobie przyjemnosci (ten budzet przewiduje ubrania (ale te, ktore nie sa niezbedne), kosmetyki do makijazu (to u mnie), ciuchy sportowe (bardziej u niego), lunch, wyjscia na miasto ze znajomymi itp).

Reply
Basia Szmydt 18 czerwca, 2020 - 7:02 am

Super pomysł 😉

Reply
Marysia 21 czerwca, 2020 - 8:08 am

Ja jestem na etapie wprowadzania zmian w zakresie oszczędzania. Nasze oszczędności pochłaniała również budowa domu. Nawet gdy myślisz, że zaplanujesz i przewidzisz wszystko, to pojawia się sporo nieoczekiwanych wydatków. Tak też było z nami. Oboje z mężem pracowaliśmy więcej, więc nie było czasu na analizowanie naszych wydatków. Często też po prostu jedliśmy „na mieście”, bo tak było wygodniej. Jednak oboje uznaliśmy, że czas na zmiany i staramy się planować zakupy. Obecnie do sklepu chodzę z przygotowaną listą, dzięki czemu unikam kupowania niepotrzebnych rzeczy 🙂 udaje nam się już coś miesięcznie odłożyć więc jesteśmy zadowoleni 🙂

Reply
Basia Szmydt 21 czerwca, 2020 - 9:39 am

Super, brawo!

Reply
Mes 30 czerwca, 2020 - 7:40 am

Dobre rady. Sama niestety najwięcej wydaję na dojazdy do pracy i edukację własną i dziecka. Ale udaje się mimo wszytsko oszczędzić, nie kupuję niepotrzebnych rzeczy, czasami tylko jakieś spotkanie na mieście ze znajomymi czy ciuch. Co do takich drobnych rzeczy ostatnio kolejny patent na oszczedzanie u mnie to ściereczki do sprzatania samą wodą. Oszczedzam na detergentach, a mama kupiła mi taką do mycia samochodu – już na myjnię nie pojadę, oszczędność czasu i pieniędzy. 🙂 wiem, że można zrobić tanie detergenty domowym sposobem, ale nie miałam na to nigdy czasu i chęci.

Reply
Monika 2 lipca, 2020 - 8:45 pm

Ja prowadzę budżet w programie: https://kontomierz.pl (darmowy)
Wszystkie wydatki, oprócz rozpisywania na kategorie: jedzenie, opłaty, ubranie, itp. otagowuję też hasłami: konieczne, dobre, zbędne, darowizna. Dla mnie sama kategoria np. „jedzenie” nic nie mówi. Mozna kupować jedzenie rozsądnie i to jest konieczy wydatek, a mozna też kupować kolejne produkty, choć w domu lodówka pełna, ale coś mi wpadło w oko, czegoś się zachciało i to co już jest w domu kończy potem w smietniku, a pieniądze wydaję na coś co jest zbędne. Rzeczy dobre to te, które nie wynikają z bezmyslnych zakupów, ale w razie konieczności mogłabym z nich zrezygnować. Zbędne to wiadomo co to jest (ostatnio coraz rzadziej pojawia się u mnie taka kategoria). Darowizny chyba też oczywiste (tu wrzucam wszystko od pieniędzy na kościelną tacę po składkę na zakup respiratora dla szpitala). Myslę, że w miarę rozsądnie udaje mi się wydawać pieniądze. Oszczędności też mam. 🙂

Reply
Wiola 9 sierpnia, 2020 - 8:29 pm

Cześć, cieszę się, że znalazłam Twojego bloga.
To odpowiedź na moje poszukiwania.

Reply
Basia Szmydt 10 sierpnia, 2020 - 1:08 pm

❤️❤️❤️

Reply
Wika 16 sierpnia, 2020 - 11:53 am

Powiem Wam że ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad naszym budżetem domowym. Rzadko kiedy udaje się coś odłożyć, bo wiadomo jak nie szkoła, to samochów nawali albo pralka czy lodówka..no życie. Nie oszczedzamy regularnie i to chyba nie jest dobre. Dobrze jest moim zdaniem odkładać co miesiąc, ale nawet niewiele, byle tylko odkładać i niech tam się coś gromadzi na kupce 🙂 W pracy mamy ppk – chciałam nawet z tego zrezygnować, ale biorac pod uwage aktualną sytuacje, mysle sobie ze niech to ppk sobie działa. Zawsze to coś wiecej do pensji emerytalnej

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem