JAK ZACZĄĆ PLANOWAĆ MENU NA CAŁY TYDZIEŃ?

Autor: Basia Szmydt

Z doświadczenia wiem, że planowanie i zorganizowanie sobie różnych życiowych przestrzeni znacząco nam to życie ułatwia. Nie twierdzę, że to planowanie i zorganizowanie się jest przyjemniejsze niż takie lato na przykład, kiedy to człowiekowi do szczęścia wystarczy miska bobu, czereśni, fasola z dużą ilością bułki tartej podsmażanej na maśle, energia słoneczna i miłość. Oczywiście, że nie! Planowanie jest trudniejsze i dużo, dużo mniej przyjemne, ale okazuje się, że żeby najpierw było przyjemnie to wcześniej trzeba się jednak trochę napracować. A jest nad czym! Trzeba w sobie nowe nawyki wyrobić, różne notatki poczynić, „cośtam” magnesem na lodówkę przyczepić, coś innego zapamiętać. No jest co robić – nie powiem.

Na początek jednak trzeba zrozumieć jedną, bardzo ważną rzecz – żeby mieć więcej czasu, żeby nie stać w każdą wolną chwilę przy tak zwanych garach, żeby robić różne przyjemne rzeczy, żeby życie nie składało się z samych obowiązków, a co za tym idzie frustracji, trzeba się najzwyczajniej w świecie ogarnąć. Po prostu. 

Trzeba sobie też uświadomić, że wcale nie trzeba się takim „ogarniaczem” urodzić, nie trzeba mieć tego wyssanego
z mlekiem matki. Ja na przykład nie mam. Ale można się tego nauczyć. Można czytać blogi, obserwować ludzi, którzy organizacją życia zajmują się zawodowo, inspirować się nimi, brać od nich niektóre rozwiązania i próbować wprowadzać je do swojej codzienności. Trzeba jednak działać motywując się jedną, najważniejszą według mnie rzeczą – zorganizuję się, popracuję nad zaplanowaniem różnych rzeczy w naszym domu, żeby to życie jak najbardziej uprościć.
Bo wtedy właśnie przyjdzie czas na to, by zwolnić, a nie żyć od weekendu do weekendu. To tyle tytułem wstępu. Czas na działanie. Na pierwszy ogień idzie temat, w okół którego w naszym domu kręci się całe życie – JEDZENIE!


Dzisiejszy post ma być o tym jak zaplanować menu na cały tydzień i ja wiem co Ty sobie teraz myślisz. Że nie dasz rady, że Ty tak nie potrafisz, że u Ciebie to się nie sprawdzi, i najważniejsze – że Ty kompletnie nie masz pojęcia od czego zacząć. I ja Cię rozumiem, bo ja mówiłam dokładnie tak samo, ale po pierwsze uważam się za osobę naprawdę życiowo ogarniętą, a po drugie jeszcze niedawno ja też kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć.
Niech pomoże Ci zdanie Goethego „Wszystko jest trudne dopóki nie stanie się łatwe” – i tak ze wszystkim w życiu, również z planowaniem menu na cały tydzień i próbą ogarnięcia gotowania tak, żeby było to przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.
Na początku będzie trudno, będziesz musiała tak jak ja poświęcić cały boży dzień, żeby zaplanować jeden tydzień menu, zakupów, gotowania, potem w drugim tygodniu będzie łatwiej, a potem z górki. Ćwiczenie czyni mistrza również w tym temacie.
Nie potrzebujesz superaśnych organizerów, aplikacji i kursów, by zacząć. Po prostu zacznij z długopisem
i zeszytem. Na organizery przyjdzie czas. Do wszystkiego podejdź na spokojnie. Pamiętaj, że działasz po to, by życie było prostsze i przyjemniejsze.


Powiem Ci od czego ja zaczęłam – od zrobienia wywiadu środowiskowego. I oto co mi wyszło.
– W naszej rodzinie ja jeżdżę 3 razy w tygodniu do Warszawy na trening i potrzebuję przynajmniej dwóch posiłków na wynos, odpowiednio zbilansowanych, że tak powiem nie przypadkowych.
– Potrzebuję też szybkiego śniadania i jednego lub dwóch posiłków już w domu, takich na szybko, bo wtedy nie chce mi się gotować dla siebie. To czas, kiedy gotuję dla dzieci.
– No właśnie dzieci. Moje dzieci potrzebują śniadania, obiadokolacji po szkole i przekąsek również po szkole. Z nimi jest akurat łatwo bo jedzą 5 potraw na krzyż, a ja już dawno przestałam z tym walczyć i gotuję im to, co lubią, nawet jeśli to oznacza jedzenie pomidorowej przez tydzień.
– Tomek pracuje w systemie 5 dni Norwegia, 5 dni dom, więc kiedy jest w domu je to co ja, a kiedy go nie ma to wiadomo.
– Ważne dla mnie było, byśmy próbowali jeść wspólne śniadania i koniecznie jedli wspólnie kolację lub późny obiad.
– Chciałam też nie szaleć z nowościami na początek planowania tylko robić i gotować to, co potrafię zrobić z zamkniętymi oczami

Musisz sobie zadać na początek kilka pytań:

– dla ilu osób musisz gotować i ile posiłków te osoby w ciągu dnia potrzebują, a ile z nich są w stanie sobie ugotować same?
– jaki styl życia ma Twoja rodzina? Pracujesz w domu czy poza domem? Zabierasz jedzenie ze sobą czy wolisz stołować się na mieście? Dzieci jedzą w przedszkolu czy tak jak moje potrzebują obiadu i tu, i tu?
– co lubicie jeść? Wszystko ma być na ciepło czy zadowoli Cię sałatka z tuńczykiem? Jakie są Wasze ulubione, rodzinne przepisy, co gotujesz z łatwością?

Im więcej takich pytań i im bardziej szczegółowe odpowiedzi tym łatwiej będzie Ci wystartować.
Kiedy już to wszystko wiesz pora na przepisy. Ja postanowiłam zacząć od tych super łatwych, od takich, które potrafię zrobić bez zastanowienia, i do których nawet nie potrzebuję przepisu i Tobie również polecam taką metodę na początek.
Zacznij z tym, co już masz, co potrafisz. Na początek wyrób w sobie nawyk planowania, później przyjdzie czas na urozmaicenie menu. 
Ja, żeby było jeszcze bardziej bezstresowo postanowiłam w tygodniu zjeść tylko 2 lub trzy różne obiady, praktycznie identyczne śniadania i kolacje i mam z tym luz. Kiedy mam dużo na głowie, staram się po prostu zdrowo nakarmić swój organizm i nie przejmować się tym, że moje menu jest słabo urozmaicone i jem to samo curry przez 3 dni. Nie mam teraz czasu na to, by gotować codziennie coś nowego.


Najprostsze rozwiązania są najlepsze.
– Do zaplanowania tygodniowego menu wykorzystałam po prostu kilka kartek, długopis i kilka kolorowych kredek.
– Na kartce narysowałam tabelkę, na której zrobiłam 7 kolumn i 5 wierszy – tak jak na zdjęciu.
– Wpisałam wszystkie potrawy, z podziałem na te dla mnie i dla dzieci.
– Czerwoną kredką zaznaczyłam te posiłki, które muszę zabrać na wynos.


Jak widzisz mój plan posiłków to bazgroły i niestarannie narysowane linie, ale to mi w zupełności wystarczyło, by ogarnąć logistycznie wszystko, co zaplanowałam. Wpięłam tę kartkę do swojego organizera, zrobiłam zdjęcie telefonem i dodatkowo przepisałam tabelkę na naszą tablicę szkolną, która wisi w kuchni.

Jakie posiłki zaplanowałam na te 7 dni?  (mniej więcej 🙂 )
– śniadania dla dzieci to u nas owsianka, kasza (miksuję kaszę jaglaną z mlekiem i miodem) lub parówki raz na jakiś czas
– moje i Tomka śniadania to ostatnio prawie zawsze jajka. Albo w formie omletu z warzywami, albo jajecznicy, albo szakszuki. W tym tygodniu zrobiłam też pastę z wędzonej makreli.
– drugie śniadanie dotyczy prawie zawsze tylko mnie (odkąd trenuję i rozbujałam metabolizm) i jest to zazwyczaj koktajl na bazie kaszy jaglanej (np. kasza + banan + daktyle + mleko migdałowe + kakao). Zabieram go ze sobą w miasto i piję po treningu.
– obiad robię ten sam dla Tomka i dla mnie. W tym tygodniu, o którym piszę było to proste spaghetti z sosem warzywnym i mielonym mięsem z indyka, kokosowe curry z kurczaka i warzyw i pieczona ryba z kaszą gryczaną i surówką z kiszonej kapusty w piątek
– obiad dla dzieci w tym tygodniu, po szkole i przedszkolu (ten pierwszy zjadają w placówkach) to rosół albo pomidorowa, pieczone udka, domowe frytki z kartofli od babci Basi (najlepsze <3), czasem ryba albo po prostu naleśniki. To często jest już ich kolacją.
– przekąski dla maluchów to zawsze jabłka, koktajle owocowe albo miska popcornu
– przekąska dla mnie to kubek zupy krem, do której dodaję pieczonego kurczaka w dzień treningowy
– kolacja dla mnie i Tomka to np. pieczone warzywa z kaszą, prosta sałata z tuńczykiem, kanapki z pastą warzywna


Robienie zakupów to sztuka! A robienie zakupów w sobotę, kiedy absolutnie każdy robi zakupy to prawdziwy poligon. Moim celem jest wejść, włożyć do koszyka wszystko z listy, dojść do kasy, zapłacić, wyjść, zapomnieć 🙂

Najpierw, tak jak wspomniałam spisuję wszystkie przepisy, nawet te, które robię z zamkniętymi oczami. Na przykład, kiedy wiem, że chcę zrobić spaghetti drobiowe na 4 obiady (po dwa dla mnie i Tomka) wypisuję następujące składniki:
– 500 g mięsa mielonego z indyka
– czosnek, 3 ząbki
– 2 marchewki
– 2 cebule
– 1 papryka
– pół butelki passaty pomidorowej
– makaron pełnoziarnisty (1 opakowanie)

Wypisuję tak każdy przepis ze składnikami, następnie sumuję wszystkie produkty i wypisuję na liście.
Na przykład jeśli do trzech przepisów potrzebuję passaty pomidorowej to sumuję to i zapisuję na liście 1 dużą butelkę.
Potem zabieram się za ostateczną, doskonałą listę zakupów. Biorę czystą kartkę i znając swój sklep, w którym robię zakupy, wypisuję wszystko na liście kategoriami, uwzględniając co koło czego leży na półce, tak by w sklepie nie błądzić, tylko wkładać do koszyka wszystko po kolei. Pół godziny i zakupy na cały tydzień ogarnięte.
Oczywiście są produkty, które muszę dokupić w tygodniu, na przykład łatwo psujące się sałaty, ale to tylko jedna rzecz, po którą wchodzę do sklepu, a nie wielkie zakupy, na które muszę już wygo