fbpx

KWIATY DONICZKOWE W NASZYM DOMU – wybrałam te naprawdę łatwe w uprawie

Autor: Basia Szmydt

W naszym domu mieszkamy niespełna rok, a mnie udało się stworzyć zalążek dżungli, o której marzę. Mam na myśli kwiaty doniczkowe, które wbrew pozorom są łatwe w uprawie.
Kiedy się tutaj wprowadzaliśmy przywiozłam ze sobą tylko jednego kwiatka, pamiątkę po siostrze mojej babci, do którego mam ogromny sentyment. Cała reszta pojawiła się u nas w ciągu ostatnich miesięcy, a ja dałam im sporo miłości i trochę pracy, by wyglądały tak jak teraz.
Od początku wiedziałam, że będziemy mieć sporo zieleni w domu. Domu, który jest dosyć minimalistyczny pod względem wystroju, w którym nie ma zbyt wielu rzeczy. To było pewne, że zieleń żywych roślin będzie wyglądać na tle bieli zjawiskowo.
Rośliny sprawiają, że jest przytulnie i domowo. Mnie zachwycają każdego dnia. A fakt, że któraś z nich wypuszcza w podziękowaniu nowe pędy to dla mnie powód do radochy. Zawsze lubiłam „grzebać w ziemi”. Zawsze miałam w swoim pokoju jakąś zieleninę. Tym razem, kiedy osiadłam już na dłuższy czas, w swoim domu, mam prawdziwe pole do popisu. Ah i żebyś miała jasność – lubię rośliny łatwe w uprawie. Dziś chcę ci o nich napisać.

UWAGA AKTUALIZACJA!
ZOBACZ JAK WYGLĄDAJĄ KWIATY DONICZKOWE PO DWÓCH LATACH OD NAPISANIA TEGO TEKSTU:
KLIKNIJ TUTAJ –> KLIK!

3

Skąd biorę swoje rośliny?

Mam w domu kilka naprawdę imponujących kwiatów. To dracena i szeflera, o których za chwilę napiszę ci więcej. Gdybym chciała kupić takie rośliny nowe, musiałabym zapłacić za nie kilkaset, a nawet tysiąc złotych. Moje pochodzą z serwisu olx. To prawdziwe bogactwo okazji. Ludzie hodują kwiatki kilka lat, do momentu, w którym nie mają ich gdzie trzymać i są zmuszeni do ich sprzedania. Wtedy wchodzę ja, ze swoim domem a la kościół i za 30 zł odkupuję 2,5 metrową szeflerę. Można? Można. Polecam ci szukać okazji, w swoim mieście – najwygodniej. Ja w ciągu miesiąca przytargałam kilkanaście kwiatów, za które łącznie zapłaciłam jakieś 200 zł. Lubię, gdy moje pomysły są realizowane natychmiastowo. Olx sprawdził się w tej sytuacji idealnie.
Kupiłam też kilka roślin w Ikei. Wychodzi na to, że są w dobrym stanie, z porządną bryłą korzeniową, bo wszystkie mi się „udały”, a po przesadzeniu rosną genialnie. Są też w dobrej cenie.
Skąd jeszcze brać kwiatki? Od znajomych, którzy chcą się ich pozbyć. Z sadzonek i zaszczepek. Z wyprzedaży albo dyskontów takich jak chociażby Biedronka czy Lidl. Parę razy udało mi się kupić tam kilka roślin takich jak pożądana teraz przez wszystkich, pinterestowa monstera. Choć trzeba uważać. Wydaje mi się, że są trochę przenawożone i po przyniesieniu do domu lubią marnieć. Nie jest to jednak regułą i za niewielkie pieniądze, które musisz za nie zapłacić, warto spróbować.

O czym musisz pamiętać decydując się na uprawę kwiatów doniczkowych w domu?

4

 

O tym, żeby za dużo o nich nie myśleć. Serio. Nie wkręcaj się, że nie masz do nich ręki, że kwiatki cię nie lubią i jesteś w stanie ususzyć nawet kaktusa. Jeśli zastosujesz się do kilku (naprawdę kilku!) podstawowych zasad pielęgnacji kwiatów i jeśli wybierzesz łatwe w uprawie gatunki – będziesz się cieszyć swoją domową dżunglą już za kilka tygodni.

Każdy kwiatek ma swoje wymagania i w przypadku mojej kolekcji roślin, są one bardzo do siebie zbliżone. Pozwala mi to na ogarnianie ich bez nadmiernego myślenia o nich.

Kwiatki trzeba podlewać. Zazwyczaj robię to obficie, 2 razy w tygodniu, w lecie i oszczędnie, raz w tygodniu, w zimie. Musisz wiedzieć, że rośliny w zimie lubią spowolnić swoje obroty i zapadają w tak zwany sen. Dobrze jest wtedy trochę je wysuszyć i zadbać o to, by nie stały przy grzejnikach. Nie wolno ci roślin przelewać. Prawie żadne tego nie lubią i prawie zawsze zasygnalizują ci to przesuszonymi końcami listków albo gnijącymi korzonkami (dla ułatwienia liście usychają, gdy korzenie gniją 😀 😀 ).  Nie wolno ci też ich przesuszać. Jeśli wyjeżdżasz na 10 dniowe wakacje – ok, rośliny przeżyją, ale jeśli zapomnisz o nich na miesiąc i dłużej, to nie dziw się, że twoje kwiatki stwierdzą, że nie masz do nich ręki. Dbaj o nie w prosty sposób, ale tego prostego już nie upraszczaj. Do tej największej draceny, która zobaczysz na zdjęciach wlewam podczas jednego podlewania 1,5 litrową butelkę wody.

Rośliny lubią dokarmianie. Przekonałam się o tym dopiero niedawno. Wcześniej nigdy nie stosowałam nawozów. Kiedy podlejesz latem swoje rośliny raz na tydzień – dwa tygodnie (zgodnie z zaleceniami na opakowaniu nawozu), wodą z rozcieńczonym nawozem do kwiatów doniczkowych, one odpłacą ci się bujniejszym wzrostem, większą ilością liści i w ogóle będa bardziej glamour. Kupuję najprostszy nawóz typu biohummus.

Rośliny trzeba co jakiś czas przesadzać. Zazwyczaj wtedy, kiedy doniczka jest już dla nich za ciasna. Kiedy doniczka jest za ciasna? Wtedy, kiedy bryła korzeniowa wyrasta poza jej granice. Możesz to dostrzec na jej spodzie, kiedy korzonki wydostają się przez dziurki drenażowe. Wtedy po prostu przesadź swojego kwiatka do większego pojemnika. Uważaj przy tym na jego korzenie i staraj się ich nie uszkodzić. Najlepiej jeśli zrobisz to na wiosnę lub ostatecznie latem. W zimie twoja roślina śpi. Lepiej jej nie ruszaj.

Dodatkowo: większość roślin lubi, kiedy co jakiś czas zrasza się jej liście. Te o dużych liściach lubią, gdy przemyjesz je od czasu do czasu z kurzu. Nie lubią ciagłego przestawiania, więc jeśli zauważysz, że w którejś części twojego mieszkania dana roślina zaczęła lepiej rosnąć, to zostaw ją tam z łaski swojej. Rośliny doniczkowe potrafią różne rzeczy komunikować. Służą im do tego liście, które albo usychają i opadają, albo na przykład żółkną. Warto czasami poczytać w internecie o danym gatunku i zweryfikować czy na pewno robisz wszystko, co dla niego najlepsze.

A teraz czas na moje kwiatki. Zacznę od salonu.

Zamiokulkas ziemiolistny (Zamioculcas zamifolia) Kupiłam go jako jedną, wielką roślinę bardzo przerastającą doniczkę. Ten kwiatek lubi, gdy jest mu ciasno, ale ja postanowiłam go podzielić. W krótkim czasie rozrósł się do 4 dużych kwiatów (2 z nich poszły dalej w świat). Ma bardzo ładne, ozdobne, mięsiste liście i jest banalnie łatwy w uprawie. Wytrzymuje długie okresy suszy, więc spokojnie możesz go zostawić w domu na czas urlopu. Moje zamionulkasy narazie stoją na parapecie, choć w przyszłości będą stanowić część większej kompozycji.  Rozmnażane przez podział rośliny. Podlewam go raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie z nawozem. Wycieram liście z kurzu i czasami zraszam.

zamionculus zamionculus 1

Juka (Yucca elephantipes). Jeden z lepszych zakupów w Ikei. Juka przyjęła się u nas dobrze, wypuszcza nowe, jasnozielone listki, a w nagrodę dostała piękny pleciony koszyk, jako osłonkę. Podlewam ją 1-2 razy w tygodniu i utrzymuję stale lekko wilgotne podłoże. Juka polubiła nasz przewiewny salon i pełne słońce. W zimie ograniczam znacznie podlewanie (2 razy w miesiącu). Duża juka, taka jak nasz okaz wygląda świetnie w sporych pomieszczeniach, w towarzystwie niższych od siebie roślin ( na zdjęciu w towarzystwie nowego nabytku – draceny). Dodatkowo nasza juka wypożyczyła swoją doniczkę paprotce. Włożyłam kilka miesięcy temu jeden liść paprotki do ziemi, by sprawdzić czy się przyjmie i niedługo dziewczyny będa musiały się rozstać, bo paprotka ma już kilkanaście listków. Radość 🙂

yuka 1 yuka 2

Kliwia (clivia nobilis). Bardzo łatwa w uprawie roślina, która u nas kwitnie co roku. Szczerze powiedziawszy to jej uprawą zainteresowałam się niedawno. Wcześniej kliwia radziła sobie w naszym domu sama. Przypominałam sobie o niej raz na jakiś czas, ale zawsze była ze mną, bo to prezent od nieżyjącej już cioci. Pewnego dnia postanowiłam ją przesadzić i ze zdumieniem odkryłam, że w doniczce prawie w ogóle nie ma ziemi, a korzenie ciasno wypełnają ją całą. Po przesadzeniu do nowej, większej doniczki, kliwia podwoiła swój rozmiar w ciągu kilku miesięcy. Podlewam ją standardowo 1-2 razy w tygodniu, co jakiś czas woda z nawozem. Ma bardzo kruche korzenie, na co trzeba zwrócić uwagę podczas jej przesadzania. W zimie osczędniej ją podlewam, nie nawożę i dbam, by nie było jej za gorąco. Aktualnie wypuszcza pęd kwiatostanowy i za jakiś czas będzie miała łososiowe kwiatki. Potem kwiatostan odcinam i nie pozwalam dojrzeć owocom, żeby nie osłabiać rośliny. Przemywam z czułością jej piękne liście, które zbierają kurz.

_MG_1585 _MG_1575

Szeflera drzewkowata (Schefflera arboricola). Mam dwie szeflery drzewkowate. Jedna, ogromna, odkupiona od pewnego gimnazjalisty na olx, za całe 30 zł aktualnie stoi w salonie i trochę choruje, ale o tym za chwilę. Druga, mniejsza czuje się świetnie w łazience. Z młodszą szeflerą mogę zrobić pewną rzecz, a mianowicie mogę odłamywać jej stożki wzrostu, czyli wierzchołki pędów. To sprawi, że kwiatek będzie miał pokrój krzaczasty i nie będzie rósł jak ta druga, 2 metrowa w salonie. Duża szeflera ma długie i cienkie łodygi, wymagające podpory i czasem nie bardzo wiem, jak ją uformować w zgrabną roślinę. Musiałam ją jednak uratować z rąk młodzieży – sama rozumiesz. Szeflera lubi stale wilgotne podłoże, więc tutaj znowu – podlewam ją raz-dwa razy w tygodniu, obficie. Do tego nie cierpi kurzu, więc delikatnie przemywam jej co jakiś czas listki i zraszam ją. O tak zraszanie to coś, co szeflera uwielbia. Pamiętaj, że to w większości są rośliny, których naturalnym środowiskiem jest jakaś wilgotna dżungla 🙂 Jeśli szeflera ma pstrokate liście – dobrze jej będzie w pełnym słońcu. Jeśli ciemno zielone, postaw ją raczej w półcieniu. Moją dużą szeflerę zaatakowała jakaś cholera, chyba tarczniki. Prawdopodobnie przyjechały do mnie razem z kwiatkiem od wspomnianego gimnazjalisty. No cóż zdarza się. Teraz muszę wybrać się do sklepu ogrodniczego, kupić preparat na to cholerstwo i cierpliwie i skrupulatnie umyś jej każdy listek. Myślę, że wydobrzeje. Tak więc widzisz – zdarza się nawet najlepszym. Nie ma co się poddawać uprawiając kwiatki.

_MG_1584 IMG_1616

Grubosz Hobbit. Ja nazywam go uszami Shreka 🙂 Jest uroczy i mało wymagający, choć chyba postawię go w mniej słonecznym miejscu. Grubosza, tak samo jak inne sukulenty podlewam dopiero wtedy, gdy ziemia w doniczce totalnie wyschnie. Warto dać mu co jakiś czas nawóz do kaktusów i niewiele o nim myśleć. w końcu to kaktus. One są jak Garfield, potrzebują tylko świętego spokoju.

Gatunku drugiego kaktusa w tle nie znam, ale jest najmniej wymagającą rośliną w moim domu. Dostaje odrobinę wody raz na miesiąc i sobie po prostu stoi. Czego chcieć więcej? 🙂

IMG_1491 IMG_1495
IMG_1494

Teraz idziemy do kuchni. W kuchni swój dom znalazła najłatwiejsza w uprawie roślina, jaką znam. Nazywa się Epipremnum złociste (Epipremnym aureum) i według mnie jest nie do „zarżnięcia”. Pamiętam taki czas, kiedy byłam na studiach i moi koledzy w akademiku mieli tego kwiatka na parapecie. Robili z nim różne złe rzeczy, służył im na przykład jako popielniczka. Był podlewany tylko wtedy, kiedy ja przychodziłam, a mimo to za każdym razem odżywał i wypuszczał liście. Może dlatego, że oprócz tych właściwych, ma także korzenie powietrzne i jakoś sobie poradził. Epipremnum jest śliczne, ma piękne liście, które albo są pstrokate (jeśli postawisz je na jasnym stanowisku), albo ciemnozielone (jeśli stoi w półcieniu). Podlewam je tak jak resztę, nawóz analogicznie. Rośnie jak szalone, łatwo się rozmnaża, pnie się po podporach. Gdybyś się dobrze zakręciła jesteś w stanie stworzyć z tego kwiatka zieloną ścianę (moja babcia taka miała). A jeśli znudzi ci się taka ściana możesz pociąć kwiatka na dziesiątki kawałków z jednym liściem, włożyć do słoika z wodą, poczekać aż wypuści korzonki (a wypuści na 100 %) i posadzić je wszystkie w osobne doniczki. A potem jechać na giełdę w Broniszach i tym handlować 🙂
Zaprawdę powiadam ci – epipremnum się zawsze udaje.

epipremnum 1 epipremnum 2

A teraz mój ulubieniec. I tu znowu cie nie zaskoczę – w zasadzie uprawia się sama. Kupiłam ją jako malutką roślinkę w Ikei, jakoś w grudniu. Po przesadzeniu do doniczki zaczęła rosnąć jak szalona i niedługo czeka ją podział na conajmniej 3 mniejsze. To roślina okrywowa stąd tak szybki wzrost. Dodatkowo dostała dobry dom, porcę witamin w postaci nawozu co 2 tygodnie i proszę – takie cudo. Kosztowała jakies 13 zł, kupiłam ją w Ikei pod dziwną nazwą Himalaya mix. Ja obstawiam, że to jakaś odmiana okrywowej rośliny Helxine. Uwielbiam ją.

_MG_1476 _MG_1649 IMG_1484

Sansewieria gwinejska, zwana także wężownicą albo językiem teściowej (Sansevieria trifascata). Roślina, która nie bardzo cię potrzebuje przy swoim spokojnym wzroście. Podlej ją dopiero, kiedy wyschnie, daj od czasu do czasu nawóz dla kaktusów i kiedy nie mieści się w doniczkę – przesadź, tak jak i ja to zrobiłam. Podzieliłam jedną roślinę na 4. Spójrz! Jedna z nich wypuszcza właśnie nowy liść. Sansewieria jest bardzo ładna. Wygląda świetnie w koszykach z trawy. Swoją znalazam na olx, ostatnio widziałam takie w Biedronce za grosze.

sanswieria 1 sanswieria 5

Nawet w garażu rośnie sobie jeden maluch 🙂

sanswieria 4

Idziemy dalej. Czas na toaletę. W toalecie swoje miejsce znalazła roślina zwana Syngonium, albo mniej ładnie, po polsku Zroślichą.
Przywiozłam ją od rodziców. Nie wyglądała zbyt dobrze, w zasadzie nie rosła w ogóle, tylko zachowywała przez wiele lat swój stały rozmiar. Ostatnio postanowiłam poczytać o niej nieco i zabrać do spa. Przesadziłam ją do większej doniczki, do świeżutkiej, pełnej składników odżywczych ziemi. Podlałam nawozem organicznym i znalazłam miejsce, w którym doskonale się poczuła. Miejsce w którym jest nie za jasno, nie za ciemno, nie ma palącego słońca i tym miejscem okazała się toaleta 🙂 Roślina zaczęła pięknie rosnąć, wypuszcza wciąż nowe liście i niedługo trzeba jej będzie sprawić jakąś podporę, bo lubi się piąć.

_MG_1545 IMG_1509

Obok niej stoi kwiatek, którego uwielbiam. Cały czas myślałam, że to trzykrotka. Ostatnio jednak wypuściła kwiatki przypominające mysie ogonki, a ja studiując swoje książki doszłam do wniosku, że żadna z niej trzykrotka tylko jakaś odmiana Peperomii, bo to właśnie ten gatunek ma tak charakterystyczne kwiaty. Tak więc przedstawiam ci piękną peperomię, która rośnie pięknie, ma identyczne wymagania jak poprzedniczki, jest łatwa w uprawie i tworzy wciąż nowe, zwisające gałązki z drobnymi listkami. Kupiona najprawdopodobniej w Ikei albo Tesco jako mała sadzonka.

_MG_1543

W pralni swoje tymczasowe mieszkanie znalazła Paprotka (Nephrolepis). Popularna roślina, ktrej chyba nie muszę ci przedstawiać. Paprotka z wszystkich dzisiaj wymienionych jest chyba najbardziej wymagająca, a ja wciąż ją obserwuję i zastanawiam się co dla niej będzie najlepsze. Do tej pory rośnie pięknie, wydała nawet na świat córkę (tę, która jest w doniczce z juką). Paprotka lubi, gdy często się ją zrasza i utrzymuje wilgotne podłoże. Moja ma niewielką ilość liści z brązowiejącymi końcami. Może to świadczyć o tym, że jest jej za sucho. Jest też wrażliwa na przenawożenie, dlatego w jej przypadku nawóz stosuję raz na miesiąc. Przesadzam ją wtedy, kiedy korzenie przerastają doniczkę. Warto ją wtedy przy okazji podzielić na dwie rośliny.

paprotka 1 paprotka 2

W łazience stoi szeflera i sansewieria, o których już dziś pisałam.

8

A na parapecie roślina, z którą mam problem, bo nie potrafię jej zakwalifikować. Dostałam ją od babci ze wsi i oczywiście zostanie ze mną tak długo jak to możliwe. Problem w tym, że nie wiem czy to aloes czy agawa, czy może jeszcze coś innego? Może ty wiesz? Jest równie mało wymagająca co grubosz i inne sukulenty. Podlewam ją, aż kompletnie wyschnie. Czyż te dwie nie wyglądają obok siebie cudownie?

sansiweria 3 _MG_1551

Na koniec Dracena (Dracena marginata), nasz największy okaz. Przyniosłam ją do domu sama, kupiłam oczywiście na olx. Początkowo nie czuła się u nas dobrze. Postawiona w salonie gubiła liście, a ja myślałam, że nic z tego nie będzie i niedługo będziemy musiały się pożegnać. Przeniosłam ją jednak do sypialni ze wschodnim światłem. Przesadziłam, wykąpałam, nakarmiłam i dracena odżyła. W podziękowaniu wypuściła nowe liście. Dogadałyśmy się. Okazało się, że dracena lubi rozproszone światło. Tak po prostu.

2 dracena 3

To już wszystkie rośliny, jakie mam. Powiedz czy tak jak ja jesteś ich fanką? Jeśli nie, to czy zachęciłam cię choć odrobinę do tego, by spróbować uprawiać choć jedną z nich? Koniecznie daj mi znać.

Uściski
Basia

UWAGA AKTUALIZACJA!
ZOBACZ JAK WYGLĄDAJĄ KWIATY DONICZKOWE PO DWÓCH LATACH OD NAPISANIA TEGO TEKSTU:
KLIKNIJ TUTAJ –> KLIK!

 

Spodobają Ci się także:

53 komentarze

Angelina 6 lipca, 2016 - 2:19 pm

Zachęciłaś mni! I to jak!

Reply
Daisy 6 lipca, 2016 - 3:15 pm

Aloes, na mur beton 🙂 To nie jest agawa. Jak znajdę konkretną nazwę który to, to napiszę 🙂

Reply
Daisy 6 lipca, 2016 - 3:20 pm

Aloe squarrosa, najprawdopodobniej 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:25 am

dzięki! 🙂

Reply
emka 6 lipca, 2016 - 5:33 pm

Piękna kolekcja! 🙂 ja w przekonaniu o swoich morderczych zapedach rowniez wybralam gatunki malowymagajace. Wszystko bomba tylko uszy Shreka cos mi ostatnio sie marszcza mimo regularnego podlewania :/

Reply
Basia Szmydt 6 lipca, 2016 - 6:05 pm

Marszczą się, bo albo stoi w zbyt jasnym słońcu, albo mają za dużo wody. Albo i to i to 🙂

Reply
emka 7 lipca, 2016 - 6:38 am

Dziękuję! Obstawiam słońce w takim razie. Już przestawiony, zobaczymy czy mu się poprawi 🙂

Reply
salusiowo 6 lipca, 2016 - 8:10 pm

Dotrwalismy! Piękne kwiaty!!

Reply
Izabela 6 lipca, 2016 - 8:22 pm

Ja miałam kiedyś w naszym mieszkaniu ponad 70 doniczek. Policzyłam je dopiero, gdy znajomy, który je podlewał podczas naszej nieobecności niby żartem, ale jednak, narzekał ile czasu mu schodziło na ich podlanie. 🙂 Wtedy pierwszy raz je przetrzebiłam. Ostatnio pozbyłam się wszystkich wielkich okazów, a koleżanka która o niczym nie wiedziała, po pierwszym przestąpieniu progu zdziwiła się, że jakoś tak u nas więcej przestrzeni się zrobiło. 😉 Uwielbiam rośliny w domu i pasjami znoszę je do mieszkania, ale od czasu do czasu robię czystkę, np. rozdaję, bo pewnie nic by poza nimi nie było u nas widać, nawet nas. 😉 Zamioculcasy u mnie kwitły. Czasami miały nawet po trzy kwiaty. Chociaż kwiaty nie były jakość szczególnie piękne, to za każdym razem napawały mnie dumą, po podobno to wcale nie jest takie częste. 🙂 Wydaje mi się, że takie roślinki jak Twoja Helxine rosną u mnie w donicach na tarasie 😕 Nie wiedziałam, że nadają się do mieszkań. Tego typu roślinki są moimi ulubieńcami, bo staram się teraz kupować mniejsze rośliny. Niestety ja zazwyczaj zapominam ich nazwy, ale generalnie lubię gatunki peperomii np. peperomia deppeana. 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:24 am

oh wow 70 doniczek – jest co robić 🙂

Reply
Marta 6 lipca, 2016 - 8:36 pm

Oj tak, ja zdecydowanie lubię mało wymagające kwiatki. A sansewierię wprost uwielbiam. Moja wypuszcza dużo młodych pędów, ale stare rozjechały się na boki i roślina nie ma pokroju kolumny, tylko raczej juki 🙂 Nie wiem, czy zrozumiale wytłumaczyłam 🙂 Napracowałaś się przy tym wpisie, chylę czoła 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:24 am

zwiąż ją jakimś mało widocznym sznureczkiem na dole 🙂

Reply
Ana 6 lipca, 2016 - 9:21 pm

a widzisz.. a ja mam Epipremnum złociste i nie wiedziałam jak to się nazywa:) dostałam piękny okaz i potwierdzam- rośnie sam:))) ja bym chętnie posiadała sporo kwiatów, tylko mam jedynie dwa parapety (i to jeszcze północne- ciemnica tam)- tam królują storczyki. Jak dzieciaki przestaną wyjadać ziemię z doniczek to się zastanowię nad okazami stojącymi na podłodze:)

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:22 am

może kwietniki na ścianach albo takie fajne z ikei wiszące ze sznurka i drewnianych klocków powieszone pod sufitem ? 🙂

Reply
Agnieszka | Level up! studio 6 lipca, 2016 - 10:55 pm

Basia, to aloes, na bank! Jak się poparzysz lub skaleczysz, odcinasz kawałek liścia, rozcinasz na pół, lekko zgniatasz i przykladasz miąższem na ranę. Ewentualnie zeskrobujesz miąższ nożem i nakladasz na kawałek gazy i wtedy na ranę. Taka medycyna ludowa 😀
Zamiokulkas teraz przyszedł od mojej mamy, zobaczymy jak się przyjmie. U mnie jak głupia rośnie gwiazda betlejemska- nie ma czerwonych liści, ale jest już całkiem sporym drzewkiem 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:21 am

no właśnie babcia mi kazała te aloesy hodować. Podobno mają mnie też odmłodzić o 10 lat 🙂

Reply
Sylvia 7 lipca, 2016 - 9:59 am

O mamy wiele wspólnych okazów tylko, że na ich temat zupełnie nic nie wiedziałam do dzisiaj! Dzięki Basia:)

Reply
eboum 7 lipca, 2016 - 10:47 am

Rzeczywiscie, doniczkowe kwiaty « ubieraja » dom. Moj jest ubrany w jednego jedynego kaktusa ! Zdecydowanie wole pracowac w ogrodzie choc tam zawsze jest cos do zrobienia I konca nie widac!
Basiu, wiklinowe zakrywacze doniczek sa swietne. Musze poszukac podobnych na pchlich targach…

Reply
Basia Szmydt 7 lipca, 2016 - 11:20 am

ja też je bardzo lubię 🙂

Reply
Katarzyna Nowak 8 lipca, 2016 - 8:39 am

Zdecydowanie wygrywa: Epipremnum !!! Spójrz jak pięknie wyglądają w klasycznej białej doniczce jak i w super nowoczesnej: puszce po herbacie! 😀
Ja niedawno upolowałam (BIEDRA RULEZ!) bluszcz! Kiedyś hodowałam namiętnie, kiedy zrobił się już naprawdę długi i bujny, Tata uformował z drutu fajną konstrukcję dzięki czemu bluszcz zamienił się piękną kulę, która teraz (!!!) rządzi na pintereście! O ja niemądra- dlaczego, och dlaczego ja się jej pozbyłam?!?! Ale zaczynam hodowlę od nowa!
PS. U mnie radę dają jeszcze piękne storczyki, które pomimo zaleceń, postawiłam na parapecie na pełnym słońcu, a one kwitną jak szalone! A nawet kwitną jak szalone przez CAŁY CZAS!

Reply
Katarzyna Nowak 8 lipca, 2016 - 8:40 am

PS2. Najlepszy sposób na kwiaty? Podlewając mówię do nich i chwalę je za to, że są takie piękne i zdrowe a one odwdzięczają się i rosną pięknie dalej! 😛

Reply
Ange76 8 lipca, 2016 - 10:01 am

Mnie nie musisz zachęcać, bo ja wybrałam te same rośliny 🙂 Co prawda szeflerę załatwiły mi tarczniki (udało mi się zmobilizować tylko do jednego umycia jej wodą z szarym mydłem) oraz brak podlewania, ale cała reszta jakoś się trzyma. Nie do zdarcia są tez skrzydłokwiaty. Można kupić maleńkie sadzonki w IKEA a one potem rosną jak szalone. A sansewieria od roku chyba stoi w resztce ziemi w dzbanku i wciąż ma sie dobrze 🙂

Reply
Ludwika 9 lipca, 2016 - 7:13 am

Grubosz Hobbit to mój absolutny faworyt! A tak na marginesie – zawsze podziwiałam ludzi, którzy prócz dzieci, domu, zwierząt itd, dbają jeszcze o kwiaty. To jakieś niezwykłe pokłady opiekuńczości! Pozdrawiam!

Reply
Ewa 14 lipca, 2016 - 6:33 am

Basiu to aloes! Mam dwa i jakoś na początku podsychały mi nie umiałam ich opanować. Ale zaprzyjaźniliśmy się i już widzę, że po przesadzeniu wyrastają młode aloesiki. Aloes uratował plecy mojego męża po poparzeniu słońcem. Bezcenny.

Reply
meago 28 lipca, 2016 - 3:08 pm

Ja dopiero zaczynam zazielenienie – mam kaktusowy ogródek, małą (jeszcze) dracenę, zamiokulkasa, bluszcz i jeszczę parę sukulentów. Jest tego coraz więcej, bo jak mam dni pt. „Bez pośpiechu na zakupach w Biedronce”, prawie zawsze przytargam coś zielonego. Nie chcę przesadzać za bardzo, dopóki się nie wyprowadzę do własnego mieszkania (patrzę w przyszłość jak miałabym to wszystko później przewozić), ale marzy mi się taki zielony kącik w domu np. do czytania – wiesz, jakaś duża juka, parę półek zazieleniałych od roślin i duży bean bag na podłodze. Powolutku, pomalutku realizuję więc ten plan 😀

Reply
Basia Szmydt 28 lipca, 2016 - 4:04 pm

super 🙂 powodzenia!

Reply
Patrycja 5 sierpnia, 2016 - 9:18 pm

Basiu skąd doniczki do kaktusów? piękne

Reply
Basia Szmydt 6 sierpnia, 2016 - 7:03 am

Te są z mojego domu rodzinnego. Mają ze 25 lat 🙂

Reply
Agnieszka 9 sierpnia, 2016 - 7:23 pm

Basiu, mam jeszcze pytanie techniczne – czy jak przynosisz roślinę ze sklepu i widzisz, ze ma ciasno (a zwykle mają), to przesadzasz ją do wiekszej doniczki czy zostawiasz w tej, w której ja kupiłaś? No i jak to jest z tymi doniczkami i osłonkami – przesadzasz kwiatek do doniczki i wkładasz do osłonki czy do osłonki od razu z jakimś żwirkiem na dnie?

Reply
Basia Szmydt 9 sierpnia, 2016 - 7:30 pm

zwykle daję roślince tydzień na zaklimatyzowanie się. Przesadzam do świeżej ziemi przede wszystkim. Roślina (oprócz kaktusów) musi mieć dziuri w doniczce, żeby woda nie stała, dlatego najpierw doniczka )podobno najlepsze są te plastikowe), a dopiero później osłonka. Pozdrawiam 🙂

Reply
Wisienka 5 września, 2016 - 8:45 am

Niezla kolekcja przed dzieckiem tez tak mialam teraz nawet zamioculcas nie chce sie uchowac albo ma za sucho albo za mokro zazdroszcze uwielbiam kwiaty zielone doniczkowe wszystkie oprocz paproci i bluszczy pozdrawiam

Reply
Darek 5 stycznia, 2017 - 1:51 pm

Witam,ja tez sciagam do domu co sie da. A nie odstapila by pani sadzonki kliwi nobilis?781598837

Reply
Celina 19 stycznia, 2017 - 9:11 am

A jak dużo czasu Ci zajmuje zajmowanie się tymi roślinkami? Bo z tego co widzę, to wcale tak mało ich nie jest

Reply
grey_gull 27 marca, 2017 - 7:02 am

Uwielbiam takie domy jak Twój – pęłno w nich życia. Nie tylko waszego ale i waszych roślin. Sama mam małego bzika na tym punkcie. Nawet moja przyszła teściowa wie, że najlepszym prezentem dla mnie są kwiaty:) Trzymam kciuki za dalszy rozwój – Twój i twoich roślin 🙂

Reply
E 22 lipca, 2017 - 11:42 am

Dzień dobry,
ostatnio zakupiłam identycznego kwiatka w Ikei – to nie Helxine to Pilea 🙂 mam nadzieję, że u mnie rozrośnie się równie pięknie.

ps.
bardzo przyjemnie się Panią czyta 🙂 dziękuję za inspirację!

Reply
Kasia 20 lutego, 2018 - 8:39 pm

Właśnie przyniosłam tego gagatka z Ikei – na doniczce opisany jest jako „sedum”, co wskazywałoby jednak na to, że to któryś z rozchodników – który dokładnie nie odważę się typować. 🙂

Reply
Xyz 19 czerwca, 2018 - 1:09 pm

To jest pilea glauca.

Reply
garden 29 lipca, 2017 - 8:45 pm

Pięknie, aż sama muszę trochę ożywić swoje mieszkanie, bo do tej pory miałam tylko jednego kaktusa, ale tak dalej nie może być. Jeszcze dodam kolorowe doniczki i mieszkanko będzie nie do poznania 🙂

Reply
studentka zarządzania 6 sierpnia, 2017 - 1:18 pm

Super blog i świetne kwiatki, trafiłam do Ciebie przypadkiem, ale będę częstym gościem 🙂
W wolnych chwilach zapraszam również do mnie. Na razie – kosmetycznie, ale w planach mam rozwój bloga 🙂

Reply
Ewelina 15 października, 2017 - 9:02 pm

Już teraz wiem dlaczego mój bluszcz podsychał zeszłej zimy w mieszkaniu 🙁 teraz mam zamiar zrobić eksperyment i posadzić go w zamykanym słoju, jako element lasu. Zobaczymy jak te warunki mu poslużą. Niestety też musiałam zrobić małą redukcję kwiatów i część większych zawieźć do mamy. Ona ma więcej miejsca. Długo to nie potrwało bo dokupiłam w Leroy Merlin cytrynę i limonkę 🙂 uwielbiam cytrusy w mieszkaniu. Wszystkie moje rośliny są z tego sklepu, a gatunków roślin jest ogromny. Jak tylko wejdę między regały to nigdy nie mogę wyjść z pustymi rękami. Teraz choruję na oliwkę i bonsai tylko boję się, że mnie chłopak z domu wygoni 🙂

Reply
Ulka 16 listopada, 2017 - 7:56 am

Uwielbiam rośliny doniczkowe i mam ich w swoim domu naprawdę dużo,a to wszystko za sprawą Kwiaty u Bożeny Zwierzchoń.
Ta kwiaciarnia ma zawsze jakieś nowości, wspaniałe gatunki.

Reply
Beata 31 stycznia, 2018 - 12:45 pm

Aloes pstry (tygrysi), najszybciej kwitnie ze wszystkich aloesów.

Reply
Basia Szmydt 31 stycznia, 2018 - 1:20 pm

dzięki Beata! 🙂

Reply
patrycja 13 lutego, 2018 - 10:53 pm

Przez kilka lat mieszkałam w małej kawalerce. Jedyny parapet, jaki miałam, był moją toaletką do malowania się. Miejsca na kwiatki brakowało. Miałam tylko jedną sansewierię, którą tato kupił dla mnie w jakimś markecie. 1,5 roku temu przeprowadziłam się do swojego, większego mieszkania. I już brakuje miejsca na kwiaty! Kilka kwiatów wzięłam za darmo od ludzi z Internetu, którzy chcieli oddać kwiaty albo jakieś sadzonki. Tak pojawiła się u mnie zroślicha, miniaturowa paprotka, aloes i dziwny „patyczak”. Znajomi na parapetówkę przynieśli piękną bromelię i storczyka. W pracy dostałam pod opiekę strasznie zaniedbanego grubosza, który teraz jest piękny i okazały, a jak zmieniałam latem firmę – zabrałam go do domu. Ze śmietnika pod blokiem u mojego chłopaka uratowałam dwa zaniedbane grudniki. Przesadzone do nowej ziemi i podlewane regularnie wypuszczają masę nowych listków. Na parapecie w kuchni hoduję zioła: miętę, szałwię i bazylię. Rok temu wsadziłam do doniczki 3 pestki z cytryny – z jednej wyszła mała urocza roślinka. Ostatnim moim oczkiem w głowie jest hodowana z pestki roślinka awokado 🙂 Mój chłopak za to czule zajmuje się choinką w doniczce, kupioną przed świętami w Lidlu. Wiosną wystawimy ją na balkon 🙂

Reply
Asia 9 czerwca, 2018 - 10:38 am

Trafiłam tutaj szukając idiotodopornych roslin do domu. Znałam Cię z bloga Tekstualnej. Tym razem zostanę dłużej tutaj. Dzięki za ten bardzo przydatny wpis! I gratuluję kolekcji!

Reply
Marek 26 czerwca, 2018 - 11:08 am

Kilka kwiatów doniczkowych mam, głównie fikusy i aloesy. Na co dzień jednak wolę mieć w mieszkaniu kwiaty cięte, tylko niestety jakość ich bywa skrajnie różna. Od pewnego czasu zamawiam je w sieci i co ciekawe żadnych problemów ze świeżością kwiatów nie mam.

Reply
Ania D. 6 lipca, 2018 - 10:30 am

Roślinka Himalaya mix – jest u mnie, jednak jej nazwa to Pilea glauca. Jest bardzo fajna, nie znosi przeciagów (opadają
płatki) oraz fantastycznie się rozsadza. Lubi półcień. W słońcu rośnie jak opętana i dziczeje. Swoją kupiłam kilka lat temu w
LM i z niej wychodowałam już około 10 roślinek – większość podarowana, sobie zostawiłam 3. Epipremnum złociste
(Epipremnym aureum) – znam jako Rafidofora złota (Scindapsus) i jest genialny. W cieniu – będzie miał ciemne liście – przy
słońcu wybrawiają się na złoto lub biało, w zależności od odmiany. Przepowiada pogodę – zbierają sie na nim krople rosy na
deszcz 🙂 taka pogodynka. Sanseverię gwinejską próbuję kupić – jest nie do zdobycia, więc mam tylko cylindryczną. A ta
roślinka co piszesz że podobna do aloesa to Havortia – ma mnóstwo odmian i jest sukulentem. Mam jej wersję pasiastą – choć Aloes też podobnie wygląda. Ale bardziej pasuje mi Havortia. Pozdrawiam i coraz częściej myślę o założeniu doniczkowego bloga. Masz super ogromne mieszkanie, więc kwiaty je pięknie wypełniają.

Reply
Beata 6 lipca, 2018 - 1:30 pm

Mam pytanie, skąd taka tablica z próbkami włókien w łazience? Jest extra.

Reply
Basia Szmydt 6 lipca, 2018 - 2:01 pm

Pamiątka ze starej szkoły 🙂

Reply
Paulina 6 września, 2019 - 10:08 am

Wydaje mi się za Pani roślina himalaya mix z Ikei to pilea glauca.

Reply
Gosia 9 czerwca, 2020 - 7:39 pm

Roślina od babci to najprawdopodobniej aloes drzewiasty

Reply
Maria 4 czerwca, 2022 - 5:52 pm

Owszem to Aloes tz.pstry. ja rowniez mam identyczny tyle ze w roznych mieszkaniach czasem ma roznie ulozone listki bardziej sie zwijaja w rolon lub nie sa grubsze lub ciensze to akurat zasluga mniejszego podlewania gdy ss grubsze i ciut krutrze wtedy zarazem. Pozdrawiam Maria

Reply
Maria 4 czerwca, 2022 - 6:11 pm

A kakretnie dokladna nazwe ma Tygrysi Aloes pstry-pospolicie jest nazywany pstrym.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem