fbpx

LIPIEC, SIERPIEŃ I KAWAŁEK WRZEŚNIA W MOIM OBIEKTYWIE

Autor: Basia Szmydt

Na początku przepraszam, że tak długo mnie tu nie było. Mam nadzieję, że długość dzisiejszego wpisu Ci to wynagrodzi, bo jak widzisz po tytule – trochę mi się tego nazbierało. Czego? A no tego, co zwykle u mnie: codzienności złapanej w kadry, chwil ulotnych jak nasze polskie lato, smaków, zapachów, spotkań z ludźmi, doświadczeń, którymi uwielbiam tutaj się z Tobą dzielić. Kupiłam nowy obiektyw do aparatu i naprawdę cieszę się na maksa z fotografowania drobiazgów, takich jak ta łąka kwietna wysiana niemal w centrum Lublina, by wspierać pożyteczne pszczoły i dodać koloru wszechobecnemu betonowi.

Zapraszam Cię na ostatnie miesiące w moim obiektywie. Mam ogromną nadzieję, że te kilka historii okażą się być dla Ciebie inspirującymi.

LUCKY

Ten nasz pies to jest miłość totalna. Nikt nigdy się tak nie cieszył na mój widok, przysięgam. My też zwariowaliśmy na jego punkcie, bo trafił nam się naprawdę wyjątkowy przyjaciel. Przed nami trochę pracy, bo musimy popracować nad lękami, gdy mały zostaje sam w domu, nad ładnym chodzeniem na smyczy, ale przede wszystkim nad przywoływaniem. Może masz do polecenia jakieś ciekawe filmy na YT o tej tematyce?

Kliknij tutaj i przeczytaj historię naszego Lucky’ego.

Zrobiłam to zdjęcie mojemu starszemu synowi, gdy po szkole opowiadał mi o swoim dniu i uderzyło mnie to jak bardzo wyrósł. Za nim w ramkach też on. W wieku 2 i 5 lat. Dla mnie to było wczoraj. Kiedy tak urosłeś chłopaku? Jeszcze wczoraj układaliśmy razem puzzle, a dziś opowiadasz mi o II wojnie światowej, Elonie Musk’u i starożytnym Egipcie.

Wakacje to u nas czas rodzinnych imprez. Najwięcej osób w naszej rodzinie obchodzi swoje święto właśnie latem, a że jest nas dużo, to i mamy co świętować. Najbardziej na świecie kocham kupować urodzinowe prezenty jedynej małej dziewczynce w naszej rodzinie, mojej siostrzenicy.

Ukochana potrawa moich dzieci – kopytka! W naszym domu rodzinnym kopytkami nazywaliśmy kluski gniecione z ugotowanych ziemniaków, twarogu, mąki, mąki ziemniaczanej i jajek. Wiem, że w Warszawie jeśli z twarogiem, to koniecznie leniwe, a nie żadne kopytka. W dodatku na słodko. Dla mnie kopytka to kopytka, takie same jakie robiła dla mnie mama i babcia, kiedy byłam dzieckiem. Koniecznie „na przypiekankę”. A jak to wygląda w Twoim regionie Polski? Kopytka, leniwe, a może jeszcze coś innego? Zapraszam do kulturalnej (! ) dyskusji 🙂

Tutaj znajdziesz PRZEPIS.

JARAM SIĘ to maleńka manufaktura, która tworzy świece vintage, zalewając puste pojemniki wyszperane w second handach woskiem sojowym wzbogaconym o pachnące olejki eteryczne. Są świetne i pachną na cały dom. Uwielbiam takie inicjatywy.

W naszym osiedlowym warzywniaku pojawiły się pierwsze jabłka, jeżyny, dynie, śliwki. To moje ulubione zakupy! Kocham sezonowe warzywa i owoce. Mogłabym je jeść kilogramami. Zjadam je zanim przyniosę ze sklepu do domu. To dlatego tak mało piekę. Takie prosto ze skrzynki są dla mnie najlepsze.

A wraz z tymi późnoletnimi owocami przyszła wczesna jesień. Pogoda w kratkę. Raz wieczory na tarasie, a raz filmowe wieczory pod kocem.

Nothing Hill – znam na pamięć, ale jeszcze mi się nie znudził.
Mój prywatny Hugh Grant, który w końcu odnalazł swoje okulary <3

Na zakończenie lata – kilka zdjęć w przepięknym polu słoneczników na naszym uroczym Roztoczu. Uwielbiam te zdjęcia. Najbardziej za to, że zrobił je mój mąż, który jest coraz lepszy w fotografowaniu. Bardzo doceniam to, że ciągle się uczy nowych umiejętności, tak by pomagać mi w mojej pracy <3

LUBLIN – JEST DLA MNIE JAK CHŁOPAK Z LICEUM SPOTKANY PO LATACH

Mam wrażenie, że w te wakacje nie opuściłam Lublina. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że byłam turystką we własnym mieście. Śmieję się, że moją relację z Lublinem porównałabym do J.Lo i Bena Afflecka. Oni też wrócili do siebie po latach i zakochali się w sobie na maksa. Tak właśnie czuję się w Lublinie, do którego wróciłam po latach, mimo że bardzo się przed tym powrotem broniłam, w ogóle w to miasto nie wierzyłam i tupałam nogą do samego końca. Cieszę się, że tym razem się myliłam, a ten powrót był najlepszym balsamem dla mojej duszy i serca.

W lipcu, sierpniu i wrześniu pakowałam w swój plecak sprzęt fotograficzny, w uszy wkładałam słuchawki z audiobookiem i zwiedzałam Lublin. Smakowałam pyszne, lokalne jedzenie w różnych restauracjach, wchodziłam w boczne uliczki, zadzierałam głowę do góry, by potem móc zrobić fotorelację na moim Instagramie czy blogu. Jednak czuję, że posiadając te wszystkie piękne kadry i dobrze znając to miasto, social media mi nie wystarczają. Kto wie, może finalnie wydam swój przewodnik po moim rodzinnym mieście? Tymczasem zapraszam na kilka wakacyjnych, lubelskich kadrów.

W te wakacje nie próżnowałam również w kwestii tańców. Był dancing na Jezuickiej z zespołem na żywo i był clubbing w lubelskim klubie Helium. Jak za starych dobrych czasów.

Czyż nie wyglądam na tym zdjęciu jakbym była zakochana? 🙂

Jarmark Jagielloński w Lublinie to już taka ostatnia duża, wakacyjna impreza w mieście. Przychodzę na nią co rok, bo wprost uwielbiam tych wszystkich rzemieślników i artystów sztuki ludowej. Na te kilka dni ulice Lublina zamieniają się w stragany pełne ręcznie robionych koszyków, figurek, tkanych narzut, haftowanych obrusów, ceramiki, obrazów, szytych zabawek dla dzieci itd.

Zawsze rozczulają mnie te najstarsze panie, które w przepięknie wykrochmalonych koszulach, haftowanych kołnierzykach, stoją przy swoich stoiskach i ta myśl, że może niedługo już nie będzie nam dane tego oglądać, że coś się bezpowrotnie kończy. Ale chwilę potem pojawia się nadzieja, gdy widzę młodego chłopaka, który postanowił kontynuować rzemiosło swojego dziadka. To są wyjątkowe momenty i wyroby tych wspaniałych rękodzielników również są wyjątkowe i niepowtarzalne. Z tegorocznej edycji do domu wróciło ze mną kilka figurek świnek (syn kolekcjonuje) i haftowana zakładka do książki.

Podobno jestem dobrą ambasadorką mojego miasta. Tak czytam w wiadomościach od czytelniczek, które po obejrzeniu moich zdjęć czy relacji, przyjeżdżają do Lublina z Katowic, Szczecina, a nawet zza granicy! Tekstualna też przyjechała i wcale nie musiałam jej długo namawiać. Z przyjemnością pokazałam jej po raz kolejny moje rodzinne miasto. Z Moniką znamy się 9 lat, a poznałyśmy się przez bloga. Ona była blogerką, którą podziwiałam, a ja czytelniczką, która napisała do niej maila. I tak to się właśnie zaczęło. Sporo razem przeżyłyśmy, razem zdobywałyśmy doświadczenie w branży, razem się rozwijałyśmy, zawsze wzajemnie wspierałyśmy i wspieramy nieustannie. Jak widzisz w Internecie można też znaleźć prawdziwych przyjaciół 🙂

Pewne połączenia są na całe życie, tak jak sałata Cezar i Tekstualna. Nie pamiętam, kiedy zamówiła coś innego 🙂

Uwielbiam to zdjęcie! Tyle na nim energii! Te piękne kwiaty znajdziesz w Browarze Perły. Wieczorem są przepiękną instalacją świetlną.

CUDOWNY RELAKS W SAMYM ŚRODKU LASU

W sierpniu razem z moją kolejną przyjaciółką Moniką Mrozowską, zostałam zaproszona na masaż lomi – lomi do cudownego miejsca w lesie Las Relaks (niedaleko Otwocka). Ależ to było piękne przeżycie! Na zdjęciu powyżej sprawczynie tego przedsięwzięcia: Monika (gospodyni), Olga (masaż lomi – lomi) i Martyna (masaż kobido).

Masaż lomi – lomi, który ja miałam wykonywany, to hawajski masaż ciepłym olejem, wspierający ciało i układ nerwowy. W połączeniu z przepiękną muzyką, zapachami, lasem otulającym małą szklarnię i odpowiednio intensywnym dotykiem masażystki, był czymś dla mnie absolutnie przepięknym. Przepełniała mnie ogromna wdzięczność za to, że mogłam tego doświadczyć w tak pięknym miejscu jakim jest Las Relaks. Bardzo mocno je rekomenduję.

To co odróżnia Las Relaks od innych salonów masażu, jest po pierwsze wyjątkowa sceneria, a po drugie czas dla siebie po masażu w samym środku lasu. Do dyspozycji mamy pięknie zaaranżowany domek, fotel bujany, sofę, a nawet szafę z książkami. Popijając napar z ziół możemy wymasowane leżeć sobie, słuchać dźwięków natury i wdychać zapach lasu. Zrelaksowałam się samym opisywaniem tego dnia, więc pomyśl jak przyjemnie musi być na miejscu. Z całego serca pragnę tam wrócić!

RZECZY, DUŻO RZECZY, CZYLI SŁÓW KILKA O PORZĄDKACH

W sierpniu wybrałam się na kilka dni nad nasze polskie morze. Jednak tym razem morza nawet nie zobaczyłam, bo pojechałam na prawdziwie nokautującą, a jednocześnie ogromnie satysfakcjonującą robotę. Wybrałam się wraz ze wszystkimi moimi talentami i doświadczeniem zebranym na przestrzeni lat, kiedy to albo się przeprowadzałam albo robiłam remont, do Gdańska na ponowne spotkanie z Monią Tekstualną. Tym razem, żeby zrobić prawdziwą metamorfozę jej mieszkania.

Przez 4 dni, od 8:00 do 22:00, odgruzowałyśmy przestrzeń w jej mieszkaniu. Sprzedawałyśmy to, co już niepotrzebne na Vinted, wyrzucałyśmy to, co się już do niczego nie nada. Odkurzyłyśmy każdy, możliwy kąt, wzięłyśmy do ręki każdy przedmiot znajdujący się w tym domu, zastanawiając się czy jest potrzebny. Położyłyśmy fugi pomiędzy płytkami, pomalowałyśmy kuchnię, umyłyśmy wielkie okna, przesadziłyśmy kwiaty, pomalowałyśmy drzwi wejściowe, starą lodówkę i od nowa zaaranżowałyśmy przestrzeń.

Byłyśmy tak bardzo zmęczone, że wieczorem tylko przykładałyśmy głowy do poduszek i od razu nas odcinało.
To było bardzo wyczerpujące doświadczenie, ale i myślę dowód prawdziwej przyjaźni. Bo ja całym sercem wierzę w zasadę, że posprzątana przestrzeń, w której żyjemy i pracujemy, to jaśniejszy umysł. Wierzę też w to, że każdy człowiek ma inne umiejętności, talenty, coś, co sprawia mu totalną łatwość, a myśli myślą się same. Ja jestem dobra w odgruzowywaniu, sprzątaniu, układaniu i organizowaniu. Monika jest dobra w projektowaniu, w doprowadzaniu wszystkich genialnych pomysłów od początku do końca. Razem zrobiłyśmy kawał dobrej roboty! Dałyśmy tej chałupie nowy oddech, a przy okazji doskonale się ze sobą bawiłyśmy i nagadałyśmy się za wszystkie czasy. Czy to nie jest super pomysł na wspólne wakacje przyjaciółek? Może nie zawsze, ale raz na jakiś czas? 🙂

Jestem z nas naprawdę dumna i czuję ogromną moc sprawczą. Potrafimy więcej niż się nam wydaje.

Fajki i nutella nie nasze, kotlety i ziemniaczki z koperkiem nasze 🙂

Wakacje to naprawdę super czas na takie porządne odgracanie naszych mieszkań. Zwłaszcza, że często gromadzimy tonę niepotrzebnych rzeczy, o których nie mamy pojęcia jak do nas trafiły i czemu służą. A to wszystko nas blokuje w swobodnej pracy, jeśli pracujemy z domu albo w cieszeniu się swoim mieszkaniem po powrocie do niego. Robię sobie takie porządki conajmniej raz na rok i wiem, że to po prostu jest naprawdę potrzebne, by żyć bardziej komfortowo.

Może powinnam mieć swój program „Odgracę Twoje mieszkanie” piszesz się na moje usługi? 🙂

Udało mi się złapać w kadry kilka pięknych gdańskich domów w drodze do sklepu po żarówki 🙂

I to tyle, jeśli chodzi o lato i wakacje. Kiedy piszę te słowa na moim parapecie pali się świeca o zapachu syropu klonowego, w szyby stuka deszcz, pies pod moim biurkiem robi sobie już piątą drzemkę dzisiaj, a w moim kubku paruje wrzący earl grey. Jesień wdarła się do nas z dnia na dzień, bez uprzedzenia. I choć uwielbiam złotą polską jesień, to przyznaję, że miałam jeszcze nadzieję na nasze piękne Indian Summer.

Dobrze jest mieć to lato złapane w kadry, wywołane do albumu, tak by móc przeglądać te karty pełne wspomnień przez długie jesienno – zimowe wieczory. Ja tak robię i gorąco zachęcam też Ciebie. I do dostrzegania piękna z zwykłych dniach, i do fotografowania, wywoływania i tworzenia swoich albumów ze zdjęciami.

Spodobają Ci się także:

10 komentarzy

Marta 13 września, 2022 - 8:17 am

Piszę się na usługi odgracania! Właśnie walczę z mieszkaniem, plantacją, zdrowiem, internetami, życiem i końca nie widać, ani światełka w tunelu pozdrawiam gorąco

Reply
Basia Szmydt 13 września, 2022 - 9:46 am

Powolutku, pomalutku, aż do skutku 🙂

Reply
kama 13 września, 2022 - 12:05 pm

Na lodowce moje Dziecie powiesilo kartke z napisem : XI – nie zagracaj. Ale co troche sie do przykazania dostosujemy, to zaraz albo Ono albo ja troche nowych przydasiow dodamy do stanu posiadania. Wiec na usluge pisalabym sie wszystkimi rekami i nogami 🙂

Reply
Natalia 13 września, 2022 - 7:53 pm

W sprawie kopytek:moja przyjaciółka prowadzi w Lublinie bar z domowa kuchnia z tradycjami i od zawsze u nich kopytka są z twarogiem. U mnie w domu zaś – bez twarogu, z twarogiem leniwe ale nie na słodko tylko z bułeczką! Także pozostaje pięknie się różnić 🙂

Reply
Basia Szmydt 13 września, 2022 - 9:03 pm

Podzielisz się namiarem na ten bar?

Reply
melka 14 września, 2022 - 1:15 pm

Piękne słoneczniki, piękna Ty!

Reply
Basia Szmydt 15 września, 2022 - 11:29 am

:*

Reply
Pani_br 17 września, 2022 - 6:48 pm

Wszystkie madre filmy na yt John dog polecam

Reply
Marta 18 września, 2022 - 6:44 am

Basiu w psach nie ma lepszego specjalisty niż Krzysztof Tatar, znajdziesz go na instagramie. Niesamowicie energetyczna osoba, to co robi z psami to magia.

Reply
Basia Szmydt 18 września, 2022 - 11:30 am

Dziękuję ❤️

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem