NAJPROSTSZE ŚWIĘTA Z MOŻLIWYCH

Autor: Basia Szmydt

Powiedz mi dlaczego wszyscy tak gonią przed tymi Świętami? Jakby miał kataklizm jakiś nadejść. Pchają się na mnie jedni i drudzy, kiedy stoję w kolejce robiąc zakupy. Takie zwyczajne, codzienne. Trąbią na mnie, kiedy nie spieszę się wystarczająco dobrze jak oni. Wciąż tylko słyszę „a to po świętach”, „tylko, żeby zdążyć przed świętami” i „najważniejsze, żeby na święta było”. I się zastanawiam – dlaczego? Że to niby taki czas, kiedy rodzina jest razem, kiedy jest tak wyjątkowo. A wcześniej nie można być razem? Wcześniej nie można celebrować codzienności? Przecież święta to piękny okres, nie dlatego, że sklepy uginają się od ciężaru przepięknych przedmiotów made in China. To czas duchowej przemiany, medytacji. To symbol kończącego się całego, intensywnego roku i wkroczenia w ten nowy z radością. Z radością i spokojem, a nie z pianą toczącą się z ust i rękami wysuszonymi domestosem.

„Jeszcze karpia weź! I tę wędlinę. Tylko dużo, nie może zabraknąć. Połóż tu, do tego koszyka. No pomóż mi pchać, przecież widzisz jaki on ciężki. Jak to dlaczego?! Bo Święta przecież, jeść trzeba, jedzenie to podstawa! I pospiesz się, przecież trzeba jeszcze posprzątać, a już tak późno. Posprzątać wyszorować wszystko, okna umyć, a potem jeszcze resztkami sił pokłócić się, bo wszystko na mojej głowie przecież”.

Standardowy scenariusz zazwyczaj. Wszystko po to, by ze spokojem w sercu usiąść do wigilijnej kolacji i napawać się domową, świąteczną atmosferą, którą w pocie czoła stworzyliśmy.

Przecież w tych świątecznych przygotowaniach naprawdę nie ma nic złego. Każdy z nas ma wspomnienie z dzieciństwa: mamy myjącej okna i krzyczącej, byś wyszła z pokoju, bo się przeziębisz. Taty, który trzepie dywany. Tych sprzeczek drobnych, zapachów jedzenia i zakazu, by jeść cokolwiek przed Wigilią. Każdy z nas patrzył w okno i czekał na pierwszą gwaizdkę. Każdy z nas opychał się mandarynkami do momentu, aż czuł, że za chwilę pęknie. To są piękne wspomnienia. Ale musisz pamiętać, że my żyjemy w zupełnie innych czasach. W czasach niekończących się zakupów, non stop otwartych galerii handlowych, kredytów. Żyjemy w czasach, w których prawie każdy pracuje ciężko na etacie, a po pracy ma tonę innych obowiązków. Zajęć pozalekcyjnych dzieci, swoich kursów i warsztatów. Każdy ma po 2 samochody, które jakoś muszą się przebić przez te korki. Każdy ma dostęp do internetu, z którego korzysta bez ograniczeń w zasadzie. A w internecie – morze inspiracji: jak udekorować dom, jak się ubrać na Wigilię, jakie kreatywne zabawki kupić dziecku i tak dalej, i tak dalej.
Strasznie tego dużo – nieprawdaż?

Ja się trochę z tego wypisuję. Bo choć bardzo lubię Święta, to jeszcze bardziej lubię czuć w sobie spokój. Chcesz wiedzieć jak o to dbam?

Myślę o Świętach dużo wcześniej. Serio. Prezenty dla chłopaków kupuję przez internet, do domu przynosi mi je kurier. Zakupy na świąteczną kolację i bożonarodzeniowy obiad robię w swoim maleńkim, wiejskim sklepie, albo w tych ciut większych, gminnych! 🙂 To tam mogę ZAMÓWIĆ ryby, świeże zioła u pana Adama czy też wiejskie jajka. Dasz wiarę, że wpisują moje nazwisko na listę oczekujących, do zeszytu, któy trzymają pod ladami. Magia! 🙂
Nie gotuję 12 potraw, choć bardzo bym chciała. Zazwyczaj jemy to, co lubimy i to, co rzeczywiście uda nam się zjeść we 4 bez koniecznośći wyrzucania tego. W tym roku, ze względu na swoją dietę, będę musiała trochę pokombinować.
Wolę jednak ugotować dwie potrawy, niż stać godzinami w sklepie i dźwigać ciężkie siaty z zakupami. Uważam, że przygotowywanie świątecznych posiłków ma w sobie magię i powinniśmy włożyć wiele wysiłku, żeby tę tradycję podtrzymać. Mówisz, że nie ma na to czasu? Jest. Tylko poświęcamy go na niekończące się wycieczki do galerii handlowych, które właśnie teraz błyszczą najpiękniej.
Ja zrobiłam sobie taką wycieczkę tylko raz i mam szczerą nadzieję, że już jej w tym roku nie powtórzę. Wybrałam się na małe zakupy, gdy tylko w sklepach pojawił się świąteczny asortyment. Wiesz dlaczego? Bo chciałam znaleźć nasze tegoroczne ozdoby świąteczne. To tradycja naszej rodziny. Co roku kupujemy jedną lub kilka bombek i podpisujemy je datą na spodzie. Potem, gdy przynosimy do salonu pudło z bombkami i zaczynamy ubierać choinkę, bierzemy do ręki różne ozdoby, czytamy datę i próbujemy sobie przypomnieć kto i dlaczego dostał taką bombkę. Mamy na przykład śmieszną krowę z wymionami, która miała symbolizować pierwsze święta Marcina, który wtedy pił jeszcze mleko (#nasśmieszy). Jest też bombka w kształcie samolotu – wiadomo, praca taty, albo w kształcie motoru, którą mój mąż dostał życzeniami, by kiedyś w jego garażu stanął prawdziwy motor.
Ubieranie choinki to dla nas szczególny czas, dlatego kiedy przed nami przez jakiś czas była wizja wyjazdu na Święta do Norwegii, postanowiliśmy ubrać nasze drzewko duuużo wcześniej.
W tym roku do naszej kolekcji dołączyły przepiękne ozdoby ze sklepu AHOJ SHOP. Drewniane, zimowe zwierzątka, przepiękne w swej prostocie. Proste i piękne jak nadchodzące święta. Bez zbędnych świecidełek, pozytywek i zawieszek. Wykonane ze sklejki, lekkie i oszlifowane tak, by dzieciaki mogły się nimi pobawić. Jestem nimi zachwycona, moje dzieciaki również. Wkładały rączki do szarego woreczka i losowały po jednej ozdobie, a później próbowały zgadnąć co to za zwierzę. Mamy między innymi misia polarnego, wiewiórkę, lisa i jelonka. Sikorkę „zabrała” mi moja przyjaciółka i zawiozła ją na swoją choinkę do Krakowa. Na niej również napisałam datę.

1 2 3 4 5 6 9 10

Jak spędzimy nasze Święta? Powoli, po swojemu, po prostu. Pewnie będzie „pachniał” domestos, pewnie będziemy się krzątać po domu przy kolędach Michael’a Buble’a, a chłopcy będą udawać, że sprzątają swoje pokoje. Może zawiesimy jeden łańcuch na akwarium z rybkami i poczęstujemy czymś dobrym wiejskie koty, które tłumnie przychodzą pod nasz dom. Pewnie będziemy siedzieć przy stole nakrytym lnianym obrusem i będziemy udawać, że nie dostrzegamy zniecierpliwonych min chłopców, którym udało się już dawno dostrzec prezenty pod choinką. Pewnie nakręcimy komórkami filmik, jak je rozpakowują, a potem zakopiemy się pod kocami i włączymy Kevina. będziemy tak siedzieć, aż chłopcy nie zasną w tych swoich maleńkich, białych koszulach, z włosami sztywnymi od żelu, które misternie ułożył im tata. Być może uda nam się ich obudzić i pójść na pasterkę. To dopiero byłoby coś! Pewnie zadzwonimy z życzeniami do rodziny i przyjaciół i będziemy im życzyć tego samego, co rok temu. Spokoju największego, zatrzymania się, naładowania akumulatorów i zdrowia przede wszystkim, bo zdrowie najważniejsze przecież. A potem wyłączymy telefony, dorzucimy jeszcze trochę drewna do kominka i pewnie każde z nas, w tym samym momencie powie, że jakie to szczęście, że mamy siebie, tu i teraz. Czego i Tobie z całego serca życzę.