SYPIALNIA W NASZYM DOMU. Z LUSTREM!

Autor: Basia Szmydt

Krótka historia mojego niewyspania przedstawia się mniej więcej tak: na studiach miałam starą wersalkę. Sprężyny wchodziły mi w tyłek, łóżko skrzypiało niemiłosiernie i  było niewygodne. Nie przeszkadzało mi to wówczas za bardzo, bo zazwyczaj byłam w kimś zakochana, a jak byłam zakochana to mało rzeczy mi przeszkadzało oprócz tej naistotniejszej jak brak impulsów na karcie w komórce. Potem były łóżka w wynajmowanych mieszkaniach. Łóżek tych za bardzo nie pamiętam, ale pamiętam wszystko co ich dotyczyło, bo to były w końcu mieszkania dzielone z moim ówczesnym chłopakiem, dzisiaj moim mężem. Załóżmy, że wszystkie te łóżka były absolutnie wspaniałe 🙂
Potem było małżeństwo a wraz z nim pojawiły się dzieci. I wtedy właśnie zaczęła się moja prywatna epoka wielkiego niewyspania. Spaliśmy na jakimś tapczanie zakupionym okazyjnie, gdzieś w podlubelskiej wsi, o szerokości 1,60, a wraz z nami dzieci, które robiły niemały tłum.
Moje dzieci dorosły i nawet 4-latek zaczął zasypiać i spać sam bez kilkunastu pobudek w nocy. Alleluja! Wróciłam do żywych. I to w wielkim stylu.

W nowym domu wciąż połowa jego powierzchni jest w stanie deweloperskim czyli czekającym na wygraną w totka.  Na wykończenie i urządzenie czeka między innymi nasza duża i jasna sypialnia na piętrze. Jako, że najbliższe kilka miesięcy mamy spędzić na Karaibach to i finanse ciułane są na coś innego niż nowe meble czy podłogi. Spoko – poczekamy. W końcu dom nie ucieknie, a palmy i błękitna woda wzywają. Wykorzystujemy to, co mamy.

Nasza sypialnia tymczasowo znajduje się w pokoju gościnnym, o którym pisałam ci w tym poście –> klik.
Wchodząc do tego pomieszczenia myślisz tylko o tym, by rzucić się na łóżko i odpocząć. Wiesz dlaczego? Bo łóżko aktualnie zajmuje jakieś 70 % powierzchni pokoju, który jest dosyć mały i w kształcie litery L. Zobacz jak go urządziłam.

Zaczęło się od fototapety w chmury. Chyba nie do końca dobrze ogarnęliśmy jej przyklejanie, ale wciąż ją lubię, a widok chmur działa na mnie niezwykle kojąco.
Potem zasłoniłam okno zasłonami. Chciałam, żeby były lekkie, półprześwitujące, przepuszczające światło, białe i jednocześnie zasłaniające to, co trzeba. Te idealne dostałam od mojej przyjaciółki. Rano cudnie rozpraszają światło wschodzącego słońca. Nie umiem spać w całkowicie zaciemnionych wnętrzach. Zaburza to mój naturalny rytm i później boli mnie głowa – serio.
Oświetlenia szukałam bardzo długo i finalnie znalazłam za grosze te szare, skromne lampki do czytania.
Szara pościel to jedna z tych rzeczy, które zabrałabym ze sobą na bezludną wyspę. Jest ze mną już ponad 2 lata. Kocham ją. Szara, pachnąca wiatrem po wietrzeniu w ciagu dnia, chłodna, miękka. Zatopić się w nią po kąpieli, po całym dniu to jest uczucie nie do porównania z niczym. Czuję się wtedy jak dziecko 🙂
Naprzeciwko łóżka powiesiłam lustro i uważam, że to genialny pomysł. Bo po pierwsze świetnie powiększa optycznie to małe pomieszczenie i odbija światło. Po drugie w końcu mam się gdzie przejrzeć cała, a nie tylko do pasa. A po trzecie, najważniejsze to jest lustro naprzeciwko małżeńskiego łóżka – halo?! Robi robotę tyle ci powiem 🙂
Pod lustrem stoi szafka, która była nadstawką w naszej łazienkowej komodzie z PRL-u. Komodę możesz zobaczyć w tym poście –> klik.
Tu stoją kwiatki, które świetnie oczyszczają powietrze w sypialni, świeczki, książki, które aktualnie czytam. Ta szafka zastępuje mniejsze, nocne, na które w tym pokoju miejsca brak, choć Tomek negocjuje ze mną powieszenie jakiś na ścianie. Dla mnie to już za dużo, ale sypialnię dzielimy na pół jakby nie było. Zobaczymy. Obok lustra wisi ikona z aniołem – nasz ślubny prezent i łapacz złych snów – prezent od przyjaciółki. Nad łóżkiem powiesiłam ulubione nasze zdjęcie i plakat, który mi się szalenie podoba. Tyle jeśli chodzi o drobiazgi.

7 13 14 15 16 19 20 26 27

Największą jednak gwiazdą, a raczej gwiazdorem jest bez wątpienia materac. Proszę uwierz mi na słowo – to jest najwygodniejszy materac, na jakim w życiu spałam. Wszystkie te hotelowe mogą się przy nim schować. I choć post powstał przy współpracy z marką Plant Pur, to zanim napisałam ten tekst, wysłałam im maila z podziękowaniem za to, że w końcu wypoczęłam, że nie straszne mi dzieci przychodzące w nocy, że mój kręgosłup został uratowany, a małżeństwo właśnie przeżywa drugą młodość. Jeśli coś jest dobre to będę o tym pisać w samych superlatywach. Taki jest właśnie ten materac. Najchętniej kupiłabym go pod choinkę wszystkim bliskim mi osobom, tak by zauważyły zmianę w jakości snu. Ma aż 1,80 metra szerokości i 2 metry długości. Materac Plant Pur Natural to materac ekologiczny, w którym substancje ropopochodne zostały zastąpione olejami roślinnymi. Materac jest stosowany często jako materac rehabilitacyjny, co dla mojego wiecznie bolącego kręgosłupa jest zbawienne. Przestałam wciąż narzekać, że wszystko mnie boli z samego rana i serio wysypiam się teraz jak nigdy. Nie tylko ja. To samo mówi Tomek, to samo mówią nocujący u nas przyjaciele. To po prostu jest genialny produkt, w który warto zainwestować. Materac bardzo ładnie pachnie, składa się z dwóch warstw. Pokrowiec materaca bazy jest wykonany z antybakteryjnej tkaniny zwalczającej grzyby, bakterie i roztocza. Pokrowiec materaca nawierzchniowego jest zrobiony z tkaniny poliestrowej nasączanej wyciagiem z liści aloesu. To się nazywa luksusowy sen moja droga. Jeśli do tego dołożysz sobie lustro, brak budzących się dzieciaków w nocy, męża i pachnącą pościel to sama wiesz jak przyjemnie może się zakończyć ten wieczór i każdy następny. Jeśli o mnie chodzi to mogłabym w moim łóżku spędzić przynajmniej najbliższy miesiąc.