fbpx

CO WYDARZYŁO SIĘ U MNIE WE WRZEŚNIU

Autor: Basia Szmydt

Dosyć płynnie przeszłam z tego lata, które bez zastanowienia mogę uznać za najlepsze w moim dorosłym życiu, do września, który przyniósł ład i porządek, poranne wstawanie i dziesiątki spraw na liście spraw do załatwienia. Przygotowywałam się na nadejście września. Ba! Ja go wyczekiwałam po cichu już od połowy sierpnia. Wciąż mówiłam, że we wrześniu wracamy na „dobre tory”. A czymże są te „dobre tory” według mnie? To takie dni, w których ja odzyskuję kilka godzin czasu tylko dla siebie, swojej pracy, pasji, bez dzieci, w ciszy, w swoim tempie. To czas, kiedy moje dzieci wracają do swoich szkolnych i przedszkolnych kolegów, mają swoje sprawy, przyjaźnie, zajęcia, słodziaki i świeżaki. To wreszcie czas, kiedy mogę coś zaplanować, bo sporo rzeczy w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca jest powtarzalna, a ja bardzo to lubię i tego potrzebuję.
I choć to lato było tak bardzo, bardzo dobre i na wspomnienie o nim robi mi się błogo to cieszę się, że finalnie miało swój koniec 😀 Pewnie mówię tak dlatego, że poprzednią jesień i zimę spędziliśmy na Karaibach i nie doznaliśmy tego zimna i zimy długiej. Pewnie zmienię zdanie gdzieś w połowie listopada, ale dziś cieszę się, że szkoła i przedszkole wróciła, bo mam wrażenie, że z moimi dziećmi spędziłam w domu rok. 5 miesięcy na Karaibach + 2 miesiące wakacji z dziećmi non stop to razem 7 🙂 Poproszę zatem o te parę godzin w samotności i ciszy.


Wraz z nadejściem września zaczęło się wszędzie takie fajne poruszenie. Obserwuję to u siebie, u Tomka, u przyjaciółek moich, u sąsiadów na wsi. Tak jakby wszyscy rozleniwieni tym latem postanowili się wziąć ostro do roboty.
Ja wróciłam na siłownię i dzielnie trenuję 3 razy w tygodniu. Tomek każdą wolną chwilę poświęca temu, by nasze ściernisko zamieniło się w piękny trawnik. Sąsiedzi malują płoty, remontują domy, wykopują kartofle, kładą kostki przed domem. I każdy mówi, że musi zdążyć przed zimą.


Wyjęłam z szafki kupione jeszcze latem organizery piękne i kalendarze i planuję. Planuję jak szalona, choć muszę się uczyć tego, bo najdelikatniej rzecz ujmując organizacja nie płynie w mej krwi od urodzenia, ale planuję! I nawet nieźle mi to wychodzi. Nasz dom funkcjonuje całkiem dobrze, coraz mniej rzeczy nam się wymyka spod kontroli, coraz mniej zapominamy – jest dobrze 🙂

CO WYDARZYŁO SIĘ U MNIE WE WRZEŚNIU?

Warszawska randka! Wrzesień rozpoczęliśmy hucznie z moim małżonkiem. Tak się cieszą rodzice spuszczeni z rodzicielskiej smyczy 🙂 Był długi spacer po Warszawie, była zupa ramen, było białe wino na Placu Zbawiciela, czas wolny, rozmowy nie przerywane – dobrze było przypomnieć sobie, że nie urodziliśmy się tylko dla naszych dzieci. Kochamy je nad życie, ale czas, który spędzamy tylko we dwoje jest dla nas również bardzo ważny.


Mamy nowy taras! Wakacje zakończyliśmy odsłoną naszego tarasu. To dotychczas największy projekt wykonany samodzielnie w naszym domu. To dzieło mojego męża i taty i jestem z nich naprawdę bardzo dumna. Cieszymy się tym tarasem na maksa. To duża rzecz!


Wesela! We wrześniu byliśmy na dwóch weselach. Na obu bawiliśmy się doskonale. Mamy już dzieci w takim wieku, że bez problemu mogą towarzyszyć nam na takich imprezach. Marcin wchodzi na parkiet wtedy, kiedy zespół jeszcze nie zdąży się rozłożyć. Muzyka mu w tańcu nie przeszkadza. Michał wyrywa niewiasty i twierdzi, że wesela to najpiękniejsze dni w jego życiu. Głównie dlatego, że jest rosół, kotlety, stół z ciastami,disco polo (zna większość tekstów), a rodzice niczego od niego nie chcą. Mój mąż natomiast pokazał mi po kilkunastu latach związku swoje nowe talenty i okazał się być wyborowym tancerzem. Szok i niedowierzanie! Do tej pory notorycznie powtarzał, że on nie tańczy, że nie lubi, i żebym się nie gniewała, ale on woli posiedzieć i poczekać na przyśpiewki „kto w styyyczniu uroooodzony jeeest”. A tu zaskoczenie! Nie schodziliśmy z parkietu.


Pozostając w temacie ślubnym – we wrześniu wybrałam się na kilka dni do Trójmiasta, gdzie wzięłam udział w długo oczekiwanym przeze mnie kursie na konsultantkę ślubną w Akademii Wytwórni Ślubów u Agnieszki Kudeli i jej męża Wojtka. O samym kursie napiszę osobny post. To był wspaniały czas, ogrom wiedzy, inspiracji, narzędzi, motywacji i perspektyw na działanie w tym obszarze pod kątem biznesowym. Jestem bardzo zadowolona! Przy okazji ugościła mnie moja ukochana dziewczyna Tekstualna, która przynosiła mi kawę do łóżka, pożyczyła najpiękniejszą sukienkę i pośpiewała ze mną Ich Troje wieczorową porą.


We wrześniu najważniejszym postem na blogu był tekst pt. „Chciałabym mieć dla nich czas”. Ten post napisałam, by wesprzeć nim kampanię dotyczącą przeciwdziałaniu samobójstw wśród dzieci i młodzieży, o których wciąż w naszym kraju i na świecie mówi się za mało. Miał kilkadziesiąt udostępnień na moim Facebooku, a dwa dni po publikacji na blogu, ukazał się na stronie głównej Wirtualnej Polski, co mnie cieszy, bo dzięki temu jest szansa, że dotrze do jeszcze większej liczby osób. To temat niezwykle ważny. Dlaczego? Bo my rodzice musimy przypomnieć sobie, że nasze dziecko nie potrzebuje kolejnej super zabawki, kolejnych zajęć pozalekcyjnych, które wypełnią mu czas, ale naszej obecności, bliskości, rozmowy, wspólnych spraw, sekretów, posiłków, nawet jeśli zjemy domowe frytki z keczupem. Źle się dzieje dzisiaj w relacji rodzic – dziecko. Tracimy z naszymi dziećmi kontakt, emocje wyrażamy za pomocą emotikonek, zapomnieliśmy o naszym rodzicielskim instynkcie, wciąż szukamy poradników na wszystko. Trzeba mówić o rzeczach ważnych, a jednocześnie prostych. Trzeba mówić o rodzinie, która straciła gdzieś swoją moc. Trzeba się w tym szaleństwie zatrzymać.


We wrześniu były też drobiazgi, które zdążyłam udokumentować.

W moim ulubionym sklepie ze starociami znalazłam przepiękne, szklane filiżanki (2 zł/szt!), upiekłam kilka jabłeczników tudzież szarlotek, kilka murzynków zwanych też kakaowymi biszkoptami, sernik babci Zosi, ugotowałam gar rosołu i zjadłam rodzinny obiad u mamy i taty. Spotkałam się  z przyjaciółką, przeczytałam dwie świetne książki, a chłopakom  zaprenumerowałam „Świerszczyk”.

Dobry to był wrzesień. Pora na październik, wobec którego mam wiele planów i marzeń do zrealizowania.
Co dobrego u Ciebie?


Spodobają Ci się także:

24 komentarze

A. 1 października, 2018 - 6:39 pm

Nie musi być jak z pięciogwiazdkowej restauracji, nie musi być podany w najdroższej zastawie, czasem się coś rozgotuje, czasem nie doprawi jak powinno, ale najsmaczniej i najlepiej smakuje obiad podany z sercem i kompotem! 😉 A jeśli do obiadu siada tyle osób, ile szklanek na stole, to piękne macie te obiady Basiu! Pozdrawiam. A.

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:48 am

Dokładnie tyle ile jest szklanek 🙂 pozdrowienia!

Reply
Ania 1 października, 2018 - 6:59 pm

Ależ ja lubię czytać takie posty u Ciebie, Basiu. Ja zawsze kochałam wrzesień. Początek roku szkolnego wywoływał we mnie więcej emocji, planów i nowości niż Nowy Rok. Właśnie wrzuciłam do koszyka zielony planer od Zielonej Sowy na 2019 rok – czuję, że przede mną zielony rok. Zamierzam rozmnażać i przesadzać. Kocham las o tej porze roku i już rajcują mnie sikorki, które za chwilę nadlecą. W second hendzie kupiłam kilka nowych rzeczy dla siebie, a w sklepie kupuję dzieciom nowe książeczki i materiały biurowe na jesienne wieczory. Też prenumerujemy Świerszczyka! Ostatni psi numer jest przepiękny. Ale dla mnie wrzesień to głównie czas porządków. Sprzątam, wyrzucam, sprzątam, wyrzucam. Idzie piękna zima, czuję w kościach 🙂

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:50 am

Oh u mnie to samo! Tłumaczę też sobie, że wszystko powoli, że nie muszę się rzucać na te porządki od razu, w całości. To mi pomaga oprócz tej gorączki zachować względny spokój 😉 pozdrawiam!

Reply
Paulina 1 października, 2018 - 7:41 pm

Jak ja lubię czytać te posty o (nie) zwykłej codzienności! Uwielbiam sposób, w jaki przemycasz w nich ciepło domowego ogniska, kobiecość i miłość. Proszę o więcej! 🙂

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:51 am

Postaram się – dziękuję 🙂

Reply
Lidia 1 października, 2018 - 9:23 pm

Na początku miałam ogromne plany i mam je wciąż lecz życie troszeczkę podcięło mi skrzydła. Zapomniałam że gdy posiada się miękkie serce to powinno pamiętać się że ludzie potrafią to wykorzystac.Z milszych rzeczy to spedzilam tydzień Polsce z rodziną, przyjaciółką. Była nalewka domowej roboty z sąsiadem i sąsiadka. A teraz czas sprawić aby kolejny miesiąc był również utkany miłymi wspomnieniami.

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:51 am

Życzę Ci tego Lidia 🙂

Reply
Monika 2 października, 2018 - 4:34 am

Basiu chciałabym odnaleźć taki balans zyciowy, który Ty odnalazłaś 🙂 Lubię czytać Ciebie, nastraja mnie to do działania 🙂

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:53 am

Wbrew pozorom ja tego balansu też szukam każdego dnia. Z lepszym i gorszym skutkiem jak to w zyciu 🙂

Reply
Jo 2 października, 2018 - 5:56 am

Poproszę przepis na kakaowy biszkopt i sernik. Pozdrawiam ciepło jesienią.

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:54 am

Będą w e-Booku 🙂

Reply
AgaRejka 2 października, 2018 - 11:06 am

Skąd ta kwiecista sukienka? 🙂

Reply
Basia Szmydt 2 października, 2018 - 11:49 am

Zara – lumpek londyński. Tekstualna takie rzeczy wyszukuje ❤️

Reply
Osa 2 października, 2018 - 5:18 pm

Fantastyczny tekst. Rozpływam się czytając tak ciepłe relacje . Dziękuję

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:54 am

Dziękuję 🙂

Reply
Justyna 2 października, 2018 - 8:58 pm

Niby wielkie miasto a jednak świat jest mały… Mijałam Was tego dnia na placu Zbawiciela w drodze do popołudniowej pracy☺ w pierwszej chwili chciałam podejść i uścisnąć rękę, gdyż może się nie udzielam, ale czytam i dopinguje wytrwale. Nie chciałam jednak psuć atmosfery. Wszystkiego dobrego, może następnym razem się odważę

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:56 am

Następnym razem podejdź 😉

Reply
Ministerstwo Gadżetów 3 października, 2018 - 7:14 am

Bardzo fajny czas 🙂 Super zdjęcia!

Reply
Magda 11 października, 2018 - 6:54 pm

Dla mnie ten wrzesień był jednym z najlepszych miesięcy w życiu. Spełniło się moje największe marzenie i zostałam menedżerem w pracy, którą kocham nad życie.

Reply
Basia Szmydt 11 października, 2018 - 6:56 pm

Ale fantastyczna wiadomość – gratulacje!!!

Reply
Gonia 13 października, 2018 - 12:51 pm

Och, kocham wrzesień, kocham październik! (A one mnie – w październiku rocznica ślubu (24!), we wrześniu córeczka). Zawsze jesienią mam najwięcej energii. I uwielbiam planować, nawet jeśli nie wszystko się uda, samo planowanie, rozpisywanie etc. daje kupę zabawy 😉
A taki kurs to i mnie się marzy!
PS Taras wygląda świetnie! Ale najlepiej wyglądasz Ty w kwiecistej sukience 🙂

Reply
Gonia 13 października, 2018 - 12:53 pm

Ha ha, muszę dodać, że nie dwudziesta czwarta rocznica, jeno dwudziestego czwartego dnia października 😀

Reply
Basia Szmydt 15 października, 2018 - 10:57 am

Dzięki :*

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem