GOTOWANIE Z RESZTEK – nowy cykl na blogu i 3 przepisy

Autor: Basia Szmydt

Kupujemy za dużo jedzenia i za dużo go wyrzucamy. Takie są fakty i jest to ogromny ogólnoświatowy problem. Możesz mieć gdzieś ochronę środowiska, możesz pewnych myśli na temat złego stanu naszej planety do siebie nie dopuszczać. Możesz twierdzić, że to nie twój problem, że ciebie to nie dotyczy. Obie wiemy, że to bzdura, bo dotyczy nas wszystkich.

Zachęcam cię do zapoznania się z raportem na temat stanu środowiska Green Generation „Wspólnie na rzecz ziemi” – świetnie przygotowana publikacja odpowiadające na wiele pytań, pokazująca smutne statystyki, ale i odpowiedzialne działania wielu marek i organizacji.

„Chcemy udowodnić, że można działać wspólnie i część z nas już to robi. Jesteśmy zdania, że warto pokazywać pozytywne aktywności i dobre praktyki, aby zachęcić kolejne osoby i firmy do działania na rzecz środowiska i wrażliwości na to, jak są wytwarzane i skąd pochodzą produkty, które kupujemy, bądź którymi – jako menedżerowie – zarządzamy.”
KLIKNIJ TUTAJ BY PRZECZYTAĆ RAPORT.

Jednak jeśli jesteś daleka od tego by być eko, to możesz zrobić jedną małą rzecz i wcale nie mam na myśli zamiany plastikowej słomki na tę bambusową. Możesz przestać marnować jedzenie. Uwierz mi – to ogromny ukłon w stronę ochrony środowiska.

Skoro czytasz mojego bloga to mogę wysnuć taki wniosek, że trochę znasz się na „internetach”. Obserwujesz blogerów czy różne konta na instagramie. Widzisz, że trend eko staje się coraz mocniejszy. Że coraz więcej osób o tym pisze i pokazuje swoją codzienność, która może zainspirować do tego, by starać się dla tej naszej Ziemi TROCHĘ BARDZIEJ.
I bardzo dobrze! Jestem absolutnie za.
W kwestii niemarnowania jedzenia mnie najbardziej inspirują:

  • Monika Tekstualna, moja przyjaciółka, która wspólnie z siostrą napisała e-booka o tym jak żyć bardziej ekologicznie i drugiego zawierającego przepisy z resztek. Oba fajne! Oba pomagają zacząć i odnaleźć się w tym gąszczu eko – faktów.
    E-booki kupisz tutaj –> KLIK!
  • David Gaboriaud, mój serdeczny kolega, który w ramach cyklu #czyszczenielodówkizdavidem co poniedziałek pokazuje co można wyczarować z resztek zalegających w lodówce. I nie jest to makaron z serem, o nie! Bo David to kucharz jakich mało. Z kawałka selera, brukselki i odrobiny masła potrafi wyczarować danie, którego nie powstydziłaby się francuska restauracja. Musisz to zobaczyć i tego spróbować. Ten chłopak gotuje po mistrzowsku!
  • Monika Mrozowska, kolejna moja bliska przyjaciółka, która również gotowanie ma we krwi, a wszystko, co przygotuje smakuje obłędnie. Było takie lato, które niemal w całości spędziłyśmy u niej na wsi z gromadą jej dzieci i moich. Na wsi, ze sklepem, do którego trzeba było się wybrać, a zazwyczaj się nie chciało. Nie dość, że ta dziewczyna gotowała przepyszne potrawy (do dziś nie wiem jak i z czego), to jeszcze nie zmarnowała nawet kawałka przywiędłego kalafiora. Obserwowanie jej tamtego lata zmieniło moje spojrzenie na gotowanie. Monika ma swojego instagrama, choć zdecydowanie za rzadko wrzuca tam przepisy. Wciąż też nie mogę namówić jej na bloga. Dobra wiadomość jest taka, że możesz kupić jedną z jej książek zawierającą masę takich banalnych, pysznych przepisów. Wszystkie znajdziesz tutaj –> KLIK!

No dobrze, narazie koniec z poleceniami. Czas się zabrać za gotowanie.

Co to znaczy gotować z resztek?

To znaczy szanować każdy kęs jedzenia i mądrze nim gospodarować. To znaczy wyrzucać jak najmniej, a ze znalezionych w szafkach kuchennych rzeczy przyrządzać kolejne dania. Dla naszych mam i babć to raczej nie było nic nowego. Gotowały prosto, smacznie i …ekonomicznie. My zdaje się, że musimy sobie o tym przypomnieć.
Po pierwsze – czas na inwentaryzację. Czas otworzyć wszystkie szafki, przejrzeć półki i zobaczyć co tak właściwie w nich chowamy. Ja w swojej kuchni mam spiżarkę, w której mam względny porządek. Zamiast jednak wykorzystywać zgromadzone w niej zapasy, wciąż zapełniałam jej półki nowymi produktami, których często nie zdążyłam zużyć przed upływem terminu ważności. Postanowiłam z tym skończyć i codzienne menu opierać właśnie o to, co znajdę w swojej kuchni. A znajduję sporo. W czeluściach kuchennych szuflad stoją puszki z mlekiem kokosowym, słoiczki z pastami curry, suszone grzyby zbierane przez rodziców, makarony we wszystkich kształtach, sosy i przyprawy przywiezione z podróży, wszelkie kasze i mąki. Ufff, nazbierało się tego. Pora coś ugotować.

Kotlety z zielonej soczewicy

Zielona soczewica jest doskonałym źródłem białka. Kotlety z niej przygotowane, dzięki swojej konsystencji, z powodzeniem zastępują mięso nawet największym sceptykom wegetarianizmu. Soczewicę mam zawsze w swojej spiżarce, bo to produkt, który można długo przechowywać w szczelnie zamykanych słoikach.

Przepis na kotlety z zielonej soczewicy

  • 120 g zielonej soczewicy
  • 1 średnia cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • łyżeczka suszonego majeranku
  • szczypta kurkumy
  • łyżeczka naturalnej przyprawy a la vegeta (ma w składzie suszoną, zmieloną włoszczyznę, kupuję ją na targu w Lublinie; na etykiecie ma napisane „naturalna przyprawa do rosołu”)
  • sól, pieprz
  • masło klarowane i trochę oleju
  • bułka tarta

Soczewicę namaczam w wodzie na ok. godzinę.
Gotuję do miękkości. Powinna być miękka i lekko się rozpadać, ale zachować konsystencję.
Na patelni rozgrzewam łyżkę masła klarowanego i podsmażam na nim posiekaną w kosteczkę cebulę i czosnek.
Gdy się zeszklą dodaję do soczewicy i blenduję niezbyt dokładnie. Tak, by nie otrzymać papki.
Dodaję jajko i przyprawy i odstawiam na 20 minut.
Z takiej masy formuję kotlety i obtaczam je w bułce tartej. Smażę na maśle klarowanym i odrobinie rozgrzanego oleju na złoty kolor. Odsączam na ręczniku papierowym. Smakują super na ciepło i zimno. Z dodatkiem sosu pieczarkowego, pomidorowego czy koperkowego. Pyszne.

Przepis na te kotlety znalazłam na blogu Mirabelkowy.pl

kotlety z zielonej soczewicy

Kasza jaglana gotowana na rosole z cebulą i marchewką

Tę kaszę mogłabym jeść bez niczego i traktować ją jako osobny obiad. Uwielbiam kaszę w takiej formie. Trochę risotto, a trochę nasze polskie kaszotto. Nieważne – liczy się przecież finalny smak. W naszym domu zawsze jest ogromny słój z kaszą jaglaną. To dlatego, że to ulubione śniadanie naszych dzieci – zmiksowana kasza jaglana z mlekiem i miodem zastąpiła wiele lat temu kupowaną w sklepie kaszkę. To kaszotto gotuję zawsze gdy mam w lodówce rosół sprzed kilku dni albo zwykły, warzywny bulion – prawdziwe bogactwo smaku.

Przepis na kaszę jaglaną na rosole, z warzywami

  • 100 g suchej kaszy jaglanej
  • szklanka rosołu
  • dwie marchewki
  • duża cebula
  • szczypta kurkumy, soli, pieprzu
  • łyżka sosu sojowego (ja użyłam łyżeczkę mocnego sosu ostrygowego)
  • opcjonalnie świeże zioła : kolendra, natka, bazylia

Kaszę jaglaną zalewam rosołem i podgrzewam na wolnym ogniu. Marchewkę ścieram na tarce, cebulę kroję w kosteczkę i dorzucam do kaszy. Całość gotuję aż do miękkości. Jeśli będzie taka potrzeba dolewam jeszcze płynu: rosołu lub wody. Gdy kasza będzie odpowiednio miękka doprawiam ją przyprawami, sosem sojowym i posiekanymi ziołami.
Taką kaszę można ugotować z różnymi przywiędłymi warzywami zalegającymi w lodówce: brokułem, kalafiorem, papryką, groszkiem czy cukinią. Za każdym razem będzie smakować inaczej ale tak samo dobrze. Możesz też kombinować z różnymi przyprawami. Monika M. lubi dodawać do takiej kaszy np. pastę miso, sporą łyżkę masła albo parmezan. Ta kasza to moje idealne, ciepłe śniadanie.

Surówka z buraka i jabłka, pachnąca sezamem

Ta surówka to moje najnowsze odkrycie. Uwielbiam ją. Prawdziwa bomba witaminowa, źródło wapnia i kwasu foliowego. Cenna rzecz o tej porze roku, gdy tak bardzo brakuje nam słońca, świeżych warzyw i owoców.

Przepis na surówkę z buraka i jabłka

  • 2 ugotowane buraki (kupuję gotowe)
  • jabłko
  • łyżka sezamu
  • 2 łyżki oleju sezamowego
  • szczypta kurkumy
  • sok z połowy z cytryny
  • opcjonalnie sól i pieprz do smaku

Buraki i jabłko ścieram na tarce. Sezam prażę chwilę na suchej patelni.
Dodaję do miski, doprawiam przyprawami i sokiem z cytryny. To wszystko 🙂

To był naprawdę pyszny obiad – musisz mi uwierzyć na słowo. A najlepiej przekonaj się sama i wykorzystaj moje dzisiejsze przepisy. Na zdrowie!

A za tydzień widzimy się tutaj, na blogu. Przygotuję kolejne przepisy bazujące na tym, co znajdę w swoich szafkach.
Do tego samego zachęcam i ciebie <3