fbpx

JAK STAŁAM SIĘ SILNĄ KOBIETĄ?

Autor: Basia Szmydt

Pozwól, że cofnę się o jakieś 10 lat. Tyle wystarczy, by zobaczyć dziewczynę, która jest głośna we wszystkim co robi. Mocny makijaż, długie imprezy, taniec do rana i szukanie aprobaty wśród spojrzeń innych mężczyzn. Szpila minimum 10 centymetrów, cienie najlepiej ciemnoszare, aż pod łuk brwiowy. Dekolt najlepiej głęboki. Śmiech taki by wszyscy słyszeli jak mnie coś bawi. Byłam widoczna, bardzo widoczna. W ten sposób chciałam ukryć moją zerową pewność siebie. Tak naprawdę gdy gasły światła ja na powrót stawałam się szarą myszką, która kompletnie nie ma na siebie pomysłu i w siebie nie wierzy. Bardzo chciałam wówczas, żeby wszyscy mnie lubili. Gdy ktoś mnie krytykował czułam się najgorszym człowiekiem na świecie. Gdy zrywała ze mną kolejna miłość życia mnie walił się świat, a moja budowana na wątpliwej jakości fundamencie pewność siebie rozbijała się o podłogę jak szklanka.
Byłam młoda powiesz. Hormony powiesz. Każda z nas tak miała powiesz.
Być może. Tylko, że mi to wszystko zostało. Może nie w tak jaskrawym wymiarze, jak wtedy, gdy miałam 20 lat, ale brak pewności siebie, szukanie aprobaty wśród innych i ciągłe zastanawianie się czy aby na pewno wszyscy są zadowoleni, czy oby na pewno ja jestem wystarczająco dobra, i czy na pewno czegoś nie mogłam zrobić lepiej – to zabrałam ze sobą.
I musisz uwierzyć mi na słowo, że ciężko mi było w tym dorosłym życiu jako mama, żona, córka funkcjonować z tym bagażem bez uszczerbku na zdrowiu.

Kiedy jednak popatrzę na siebie dzisiaj widzę kogoś zupełnie innego. Tak jakby tamta Basia była jakimś wymyślonym na prędko snem. Patrzę w lustro z uśmiechem na ustach, bo widzę po prostu szczęśliwą dziewczynę. Spokojną lub przebojową adekwatnie do sytuacji, z delikatnym makijażem, silną, pewną siebie, uśmiechniętą. Z tamtych czasów została mi tylko miłość do tańca aż do białego rana i głębokie dekolty 🙂

Co się zatem wydarzyło przez te kilka lat? Skąd wzięła się moja dojrzałość, pewność i wiara w siebie, akceptacja, spokój i siła?

Do podzielenia się moją historią zachęciła mnie marka DERMIKA, która jest partnerem raportu „W pogoni za marzeniami, sukcesem i spełnieniem. O kobiecej sile i pięknie”. W raporcie tym setki kobiet podzieliły się swoimi historiami o tym co im daje siłę w codziennym życiu. Wszystkie są bardzo inspirujące. Jestem zaszczycona, że mogę podzielić się również swoją opowieścią.
Zwłaszcza, że opowieść ta jest dla mnie bardzo osobista. Mam jednak ciągle w swojej pamięci dzień, w którym to jedna, szczególna kobieta sprawiła, że zrobiłam krok w kierunku całkowitej zmiany swojego życia. Być może okaże się, że moja historia zainspiruje Ciebie. Byłabym bardzo szczęśliwa!
Bo wierzę, że w każdej z nas tkwi niesamowita, niewiarygodna siła. Siła, która sprawia, że bycie kobietą jest tak wspaniałe. Nie wiem jak Ty, ale ja nigdy w życiu nie zamieniłabym się na miejsce z żadnym facetem 🙂

To nie była łatwa, ani przyjemna droga, ale gdybym mogła pokonałabym ją raz jeszcze.

TERAPIA

Jest tylko dla psychicznych.
Spoko, poradzę sobie sama.
Daj mi spokój, ja sama wiem co jest dla mnie najlepsze!
To tylko hormony, przejdzie mi.
Nie będę się uzewnętrzniać przed jakimś obcym człowiekiem!

Na pierwsze spotkanie idę chora. Tak naprawdę nie wiem na co konkretnie.
Na głowę, na duszę, na wszystko.
Jest końcówka listopada, a mnie boli każdy mięsień, mam zapalenie oskrzeli, gorączkę, biegunkę z nerwów, a od depresji dzieli mnie krok. Już dłużej nie dam rady próbować być doskonałą.
Przynajmniej tak twierdzi terapeuta, któremu przez najbliższe kilkanaście miesięcy opowiem o swoich największych demonach, strachu, złości, bólu i wszystkich emocjach, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Mój terapeuta.
Po pierwszym spotkaniu czuję się jak oswojone zwierzątko, które odważyło się na chwilę wyjść z klatki. Wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Wiem, że wrócę za kilka dni. Wiem, że on mi pomoże.

Lubię wracać do tego momentu, choć przecież był jednym z najtrudniejszym w moim życiu.
Lubię, bo ten moment uświadamia mi jak wielką pracę włożyłam w to, by być dzisiaj tym kim jestem.
Szczęśliwą, spełnioną kobietą.
Co dała mi terapia?
Rozłożyła mnie na atomy, bym mogła się poskładać na nowo. Już według mojej własnej, autorskiej instrukcji montażu.
Pozwoliła mi uzyskać do siebie, do swojej duszy dostęp. Świadomy. Dała mi taką umiejętność zadania sobie w każdej sekundzie, w każdej sytuacji i w towarzystwie każdej osoby pytania co ja na to, jak ja się z tym czuję.

Twój toksyczny przyjaciel próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy?
Co Ty na to?
Ktoś strzelił focha? Ktoś powiedział Ci, że jesteś piękna, a ktoś inny, że masz krzywy nos?
Co Ty na to?
Ktoś zwolnił Cię z pracy, ktoś inny zapytał dlaczego nie pójdziesz do „normalnej” pracy?
Co Ty na to Basiu?
Dlaczego piszę teraz o terapii? Bo terapia pozwoliła mi zaakceptować siebie.
A akceptacja samej siebie ze wszystkimi słabościami, wadami, ale również z uświadomieniem sobie, że jestem w czymś cholernie dobra – to był mój pierwszy krok w kierunku bycia szczęśliwą, silną i spełnioną kobietą. Od tego wszystko się zaczęło. To od samej siebie zaczęłam budować swoją pewność siebie, swój charakter i swoje relacje z ludźmi. Nie wydarzyłoby się w moim życiu tyle pięknych rzeczy, gdybym nie podjęła decyzji o pójściu na terapię – tego jestem pewna. Fakt, że to dźwignęłam, że zawalczyłam o siebie, że pokazałam, że mi na sobie samej zależy był początkiem najpiękniejszej przygody mojego życia. Przygody, w której to ja jestem główną bohaterką.
Każdego dnia sama sobie przybijam piątkę. Każdego dnia jestem dumna z tego jaką kobietą się stałam na przestrzeni tych kilku lat.

ODWAGA

Pojawiła się tuż po tym, kiedy wyszłam z ostatniej sesji u terapeuty. Wiesz, nie zamieniłam się nagle w dziewczynę w sukience w kwiaty, która kroczy Nowym Światem z rozwianym włosem jak w reklamie i oznajmia wszystkim, że teraz ma super moce. Te moce przyszły, ale nie krzyczały.
Odwaga pojawiała się stopniowo. Wiedziałam już jak ją z siebie wydobyć. Wiedziałam, że muszę sama przepracować to wszystko, co usłyszałam na kozetce u terapeuty. Wiedziałam, że cały proces wciąż trwa, i że najważniejszą robotę muszę jeszcze wykonać sama.
Okazało się, że miałam ku temu mnóstwo okazji. Wystarczyło zamiast ciągłego „nie” albo „nie wiem co pomyślą inni”, zacząć mówić „tak”. Po prostu.
To co na co dzień daje mi siłę to odwaga.
Odwaga by być tym kim chcę, by nie dopasowywać się do schematów i oczekiwań innych.
Odwaga by odmawiać, by mieć swoje zdanie, by wybierać ludzi, którymi chcę się otaczać, by rezygnować z toksycznych relacji, by przestać się wszystkim ze wszystkiego tłumaczyć, by podejmować decyzje totalnie inne niż oczekiwania świata, rodziny, czasem przyjaciół.
Odwaga, by móc powiedzieć dziękuję, proszę i przepraszam. By przyznać, że jest mi źle, albo że jestem super szczęśliwa.
Odwaga, by spakować swoją rodzinę na pół roku na Karaiby, by wybudować dom, który innym przypomina kościół, by kupić dywan, który nikomu się nie podoba, by zrezygnować z etatu i stworzyć sobie samej pracę marzeń.

MIŁOŚĆ

Nie byłabym tym, kim jestem gdyby nie miłość. Mój mąż daje mi ogrom siły, przy nim czuję, że poradzę sobie ze wszystkim. To on wciąż powtarza mi, że jestem najpiękniejsza, najlepsza i że wspiera każdą moją decyzję. Trudno nie wyprostować pleców i nie podnieść brody do góry, kiedy ma się takie wsparcie. W tym związku moja kobiecość rozkwitła totalnie.

MACIERZYŃSTWO

To nie jest tak, że urodzenie dzieci sprawiło, że czuję się bardziej kobieco. Nic z tych rzeczy. Wciąż mam na moim ciele tatuaże w postaci rozstępów, ślady ciąż, niewyspania i zmęczenia. Ale to wszystko jest częścią mnie. Jestem moim dzieciom ogromnie wdzięczna, bo dzięki nim, dzięki tej ogromnej odpowiedzialności, którą czuję każdego dnia, kiedy patrzę na moich synów – wiem, że mogę absolutnie wszystko. Że nie ma takiej rzeczy, której bym nie zrobiła, byleby moim synom nie stała się krzywda. Wiem, że zmęczenie to pojęcie względne. Nikt nigdy nie potrzebował mnie tak bardzo, jak moje dzieci. To mnie ogromnie wzrusza i buduje. Codziennie wypełniam swoją misję, by stworzyć im ciepły dom z domowym obiadem na stole, z pachnącą piżamą wieczorem, z rytuałami i ze wszystkim tym, co właśnie kobieta może stworzyć. Bezpieczny dom, do którego chce się wracać. Bazę. Spełniam się w tej roli totalnie.

PIĘKNO

Nie mam już tych grafitowych cieni, a szpilki zakładam tylko na wyjątkowe okazje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mówiłam, że nie mam się w co ubrać, bo czuję się doskonale w białym t-shircie i jeansach. Noszę taką samą fryzurę od lat, a makijaż robię w 5 minut. Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że będę się w takim wydaniu czuła pięknie, wyśmiałabym go.
Dużo czasu minęło zanim uświadomiłam sobie, że moje piękno zaczyna się w głowie. Że to właśnie wtedy, gdy mam „posprzątane” w duszy – najładniej się uśmiecham. A gdy się uśmiecham śmieje się cała moja twarz.
Nigdy nie czułam się ze sobą lepiej niż teraz.

To moja historia o tym co daje mi siłę, co sprawia, że czuję się spełnioną kobietą. Wystarczająco dobrą, piękną, szczęśliwą, opiekuńczą, empatyczną, stanowczą i odważną.

Opowiedz swoją – Twoja kolej.

Na stronie www.kobiecahistoria.pl właśnie trwa konkurs. Do wygrania jest sesja zdjęciowa ze wspaniałą fotografką Lidią Popiel, która ma ukazać się na łamach magazynu „Twój Styl”.
Sesja zdjęciowa, a niej Ty – na pamiątkę tego jak wspaniałą kobietą jesteś dzisiaj

———————————————————————————————————————————–
Artykuł powstał we współpracy z marką Dermika w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno.

Spodobają Ci się także:

53 komentarze

Marta 18 czerwca, 2018 - 4:21 pm

Basiu piekna historia.Widac to golym okiem ze kwitniesz,czujesz sie ze soba wspaniale,jestes szczesliwa. Czy mozez zdradzic z jakiego nurtu terapeutycznego korzystalas?
pozdrawiam.

Reply
Basia Szmydt 18 czerwca, 2018 - 4:25 pm

Terapia procesu <3

Reply
Ania 18 czerwca, 2018 - 4:27 pm

Jesteś ogromnym wsparciem dla wielu kobiet :*

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:12 am

<3 <3 <3

Reply
Hania 18 czerwca, 2018 - 5:15 pm

Aż mi się nie chce wierzyć, że byłaś dziewczyną o takiej osobowości. Podziw

Reply
Ania 18 czerwca, 2018 - 9:16 pm

A ja wierzę… wiele z nas ukrywa przed światem TĘ część siebie, którą potem odkrywamy na terapii….

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:14 am

to nie kwestia wiary czy tez nie – tak po prostu było 🙂

Reply
tekstualna 18 czerwca, 2018 - 5:41 pm

A ja moglam być tego świadkiem <3

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:15 am

i świadkową 🙂 :*

Reply
Ania 18 czerwca, 2018 - 6:24 pm

Basiu, pięknie napisane aż mi łzy pociekły (dzisiaj jestem bardzo płaczliwa).
Po części jakbym czytała o sobie (oczywiście w tej części przed terapią). Mam nadzieję, że w końcu dojdę do takiego momentu gdzie będę mogła z zadowoleniem rzucić pracę na etacie 🙂

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:16 am

Trzymam kciuki za kolejny etap i płacz ile wlezie – to dobre dla zdrowotności. Ja płaczę gdzieś tak raz na rok, a chciałabym częściej 🙂

Reply
Angela 18 czerwca, 2018 - 6:38 pm

To chyba nie przypadek, że właśnie jutro idę po raz pierwszy do terapeuty. Chociaż od tygodnia czuję się ciut lepiej to chyba podjęłam słuszną decyzję i mimo obaw pojadę tam żeby ten tydzień wydłużył się w miesiące a potem lata. Chociaż narzucam sobie różne zadania i uśmiech na twarz to już od dawna nie jestem szczęśliwa, ba, nie mam motywacji do życia. Najwyższa pora to zmienić.
Dziękuję za ten wpis

Reply
Kasia 19 czerwca, 2018 - 12:41 pm

„wirtaulny kopniak na szczęście” – Idź! 🙂
Obawy są normalne, ale efekty przyjdą i będą zaskakiwać 🙂
Powodzenia!

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:16 am

Trzymam kciuki z całego serducha, mam nadzieję, że najlepsze dopiero przed Tobą <3

Reply
Kama 18 czerwca, 2018 - 6:56 pm

Pięknie napisane Basiu pozdrawiam z Norwegii

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:17 am

Uściski Kama <3

Reply
kasia 18 czerwca, 2018 - 7:15 pm

Piękny wpis. Fajnie, że dzielisz się swoim procesem. Podroż do siebie prawdziwej to wyboista, ciężka czasem ale piękna podróż.
Żadna inna nie daje takiego spełnienia. Życie w prawdzie bez iluzji , kiedy pościmy mechanizmy obronne i otworzymy się na głębokie czucie ma niesamowity smak(Choć nie zawsze słodki ) .

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:21 am

to prawda – nie zawsze słodki, ale każdy z tych smaków jest cholernie potrzebny 🙂

Reply
Justyna 18 czerwca, 2018 - 7:39 pm

Wspaniała historia Basiu.
Ta siła, ten spokój i ta kobiecość przebijają się w każdym Twoim pocie. Inspirujesz.
Trzymam kciuki.

Tak z innej bajki – byłabym wdzięczna za stworzenie kiedyś postu o codziennych rytuałach z dziećmi w Waszym domu – o tym, co się sprawdza, o co dbacie najbardziej. Ja mam w domu Maluszka więc powoli przygotowuje się do działania 🙂

Przesyłam dużo uśmiechu 🙂

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:21 am

Justyna – postaram się, choć moi chłopcy to już nie maluszki i sami ustalają większość swoich rytuałów 🙂 Zastanwoię się 🙂

Reply
Aga 18 czerwca, 2018 - 7:49 pm

Jakbym czytała o sobie i swoich demonach, może i dla mnie to już czas pójść po pomoc ? Dziękuję za ten wpis ..

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:22 am

Ja bym się nie zastanawiała Aga 🙂

Reply
celina 18 czerwca, 2018 - 8:47 pm

Basiu, a jak w tym wszystkim odkryłaś „minimalizm”? On był w Twoim życiu i po prostu znalazłaś nazwę dla tego, jak funkcjonujesz, czy świadomie zaczęłaś go wprowadzać w Waszą codzienność? A może to Karaiby? Pytam, bo dla mnie jesteś kwintesencją nieopisanej kobiecości, autentyczności, siły i prostoty, czyli wszystkiego tego, co można odnaleźć właśnie dzięki minimalizmowi. Bardzo Ci dziękuję za ten post!

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:25 am

Był taki moment, kiedy minimalizm był jakimś kolejnym wyzwaniem, które sobie postawiłam, by czuć się lepszą. Później zdałam sobie sprawę, że nie ma to zbyt wiele wspólnego z tym co naprawdę czuję. Ten właściwy minimalizm, a raczej umiłowanie do prostych rzeczy, bo gdybyś weszłą do mojego domu zobaczyłabyś, że z minimalizmem już dawno nie ma nic wspólnego, przyszło później. Gdy zapanował spokój w głowie – pojawił się też spokój w relacjach z ludzmi, w dostrzeganiu prstych reczy na codzień itd.

Reply
Myszamysza 18 czerwca, 2018 - 8:52 pm

Uwielbiam Kobiety, ktore daja swoja moc innym…
Moja historia jest troche inna 😉 jako DDA, dorosle dziecko alkoholika, majac 15 lat – wpadlam w tornado samookaleczen, ryzykownych zachowan… Aniol Stroz nade mna czuwal, teraz to wiem. Poszlam na terapie do osrodka walki z uzaleznieniami – terapeuta po 4 spotkaniach powiedzial, ze nie jest w stanie mi pomoc. Szok. Inna terapeutka. Po jednym spotkaniu wiedzialam, ze to nie to. Wbilam do kliniki psychoterapii. Po lekach bylam strasznie otepiala. Wolam wyc i sie okaleczac. Zycie nie mialo sensu Bylam w rozsypce, rozpaczliwe wolanie o pomoc. 7 lat pozniej poznalam kolege, dobrego czlowieka. On jeden probowal mi pomoc. I udalo mu sie 🙂 20 lat pozniej jest dobrze, jest bardzo dobrze. Mam za soba duzo zla, dzieki ktoremu doceniam kazde dobro. Spokojnego meza 🙂 Dwojke cudownych dzieci. Przyjaciolki. Nie okaleczam sie.
Ten kolega mial racje. Nie wierzylam mu, ze bede miec dzieci, ze bede matka. Mial racje. Dzieci mnie wyprostowaly 🙂
Nie przestaje sie rozwijac. Chec dawac sile innym kobietom, tak, jak kolega uratowal mnie.
Warto walczyc!!!!!

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:26 am

Jesteś najlepszym przykładem siły, która drzemie w kobiecie! Jestem z Ciebie dumna <3

Reply
Kasia 19 czerwca, 2018 - 6:47 am

Basiu. Jesteś niesamowicie szczera, prawdziwa, serdeczna. Dlatego dobrze się czyta to, co piszesz. To nie jest lukrowane, to nie jest na pokaz. Dzięki temu ma taką siłę, podnoszącą ducha, a życzyłabym sobie, aby i inspirującą. Sobie bym życzyła, bo dla innych na pewno jest inspirujące, może i ja skorzystam? Jestem starsza od Ciebie, moje dzieci już prawie fruną, jeszcze trochę, ale bliskie mi to co piszesz, szłam tą drogą, teraz trochę zmiana kodu, rodzina się zmienia, gdy dzieci rosną, szukam go.
W tym co piszesz czuje się siłę „z brzucha”. Życzliwość. Masz wiele, wypływa z Ciebie i działa, czuje się w tym prawdziwe dobre życzenie dla odbiorcy.
Dziękuję. Niech Ci się dzieje wszystko co najlepsze, mąż kocha, dzieci napełniają sensem i niech będą zdrowe i szczęśliwe. Zawsze niech trwa siła w Tobie i z tym spotykaj życie.
I dziel się, bo to Twój talent. A może i misja:)
Pozdrawiam serdecznie.

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:27 am

Kasiu dziękuję Ci za wspaniały komentarz. Dla mnie to najlepsza nagroda za blogowanie <3 <3 <3 i totalnie rozumiem to "z brzucha" :*

Reply
ania 19 czerwca, 2018 - 6:54 am

Basiu, jeszcze nie komentowałam Twoich wpisów, ale ten chcę. To jest bardzo osobiste, odważne, ale co najważniejsze niezwykle potrzebne by o tym mówić. Umieć poprosić o pomoc, przyznać że samemu się nie da rady. To nie wina otoczenia i tego, że nawalili bo nie potrafią pomóc, do wszystkiego musimy dojść same, w sobie, ze sobą. Siłę czerpać z siebie. Ja też chodziłam do terapeuty, pomogło. Pracę nad sobą wykonuję każdego dnia, jak każda z nas. Niech będzie tego więcej, mówienia otwarcie o tak ważnych sprawach. Pozdrawiam.

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:28 am

Dziękuję Ci zatem bardzo za ten pierwszy komentarz pod ważnym dla mnie rónież wpisie <3

Reply
Ela - themomentsbyela.pl 19 czerwca, 2018 - 7:02 am

Nie wyobrażam sobie Ciebie w jaskrawym makijażu i wyzywających ubraniach. Odkąd trafiłam na Twój blog widzę jak pięknie i naturalnie wyglądasz i jakie masz zdrowe podejście do życia. Czytając dzisiejszy post trochę żałuję że nie trafiłam na mądrego psychoterapeutę. Do pewnych wnioskach doszłam sama, bo zwyczajnie wiele razy dostałam w tyłek tak że nie wytrzymałam i powiedziałam dość. Zmieniam swoje otoczenie, znajomych, ubrania, budujemy dom, chcemy podróżować i być szczęśliwymi. I w końcu mam poczucie że mi się uda.

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:30 am

Kolejna silna babka – brawo Ty <3 <3 <3

Reply
General Fresh 19 czerwca, 2018 - 9:11 am

Naprawdę dobrze się czyta takie historie 🙂 Inspirują!

Reply
agnieszka 19 czerwca, 2018 - 11:34 am

Terapia tak naprawdę potrzebna jest osobom, które mają jakieś zaburzenia lub fobie. Ty miałaś po prostu to, co większość kobiet ma przez wychowanie i stereotypy. Dziewczynka powinna być grzeczna, wrażliwa na potrzeby innych, wręcz spełniać funkcję służebną, czy też opiekuńczą. Do tego powinna być ładna, szczupła i być perfekcyjną gospodynią, matką oraz kochanką. Niestety faceci często wpychają nas głębiej w ten kanał. Jedyne wyjście, to przetrawić to w sobie, czasem musi być taki dół, żeby wyjść na prostą i wtedy człowiek naturalnie się uszczelnia. Nie zadowoli się wszystkich, zawsze ktoś będzie mądrzejszy, piękniejszy i młodszy od nas. Można być otwartym na ludzi, miłym, uczynnym, ale zawsze trzeba mieć tę sferę tylko dla siebie, tak zwana higiena osobista.

Reply
Basia Szmydt 19 czerwca, 2018 - 11:59 am

Terapia nie jest tylko dla ludzi, którzy mają zaburzenia lub fobie!

Reply
Gosia 19 czerwca, 2018 - 12:07 pm

Hej Agnieszka no ale zaburzenia sa bardzo szerokim pojęciem i do tego worka można wrzucić wszytko….chociaż wydaje mi sie ze to trochę krzywdzące…..pójście na terapie do mądrego terapeuty jest bardzo rozsądne i odważne i godne podziwu ze jestesmy w stanie siebie ratować w każdym momencie w którym jest nam to potrzebne, niekoniecznie tylko wtedy kiedy juz wpadniemy w przepaść . Właśnie chodzi o to zeby nie myślec takimi kagoriami ze jak na terapii to juz człowiek zaburzony, no wariat po prostu. No właśnie nie i nie! Niektórzy sa w stanie sobie poradzić sami a niektórym pomaga terapia, nie stygmatyzujmy takich ludzi, oni właśnie sa super przez to ze szukają drogi wyjścia z dołka.

Reply
Gosia 19 czerwca, 2018 - 12:10 pm

Ale fakt ze dużo kobiet sie niestety wpędza w taki kołowrotek perfekcjonizmu, warto sie zastanowić i przepracować powielane schematy a to właśnie świetnie sie da zrobić na terapii 🙂 tak tez byłam, tak bardzo pomogło, juz od lat nie chodzę ale uważam na swoją higienę psychiczna i jestem dla siebie dobra czego wszystkim życzę , dużo mocy dziewczyny!

Reply
agnieszka 23 czerwca, 2018 - 10:14 pm

Nie o to mi chodziło, że terapia jest dla wariatów. Ale są problemy, typu fobie, czy inne zaburzenia, z których bez fachowej pomocy się nie wyjdzie. Chodziło mi o to, że problemy w stylu jestem do niczego i brzydka i nieszczęśliwa, bo ktoś mi coś powiedział. można przetrawić w sobie i uszczelnić się na tego typu sprawy, stając się osobą silniejszą i pewną siebie, I piszę to z własnego doświadczenia. Terapia to jest wyciąganie kasy, jak ktoś ma za dużo, to proszę bardzo 🙂 Dla mnie terapią jest piękny wyjazd nad morze lub w góry.

Reply
Kasia 19 czerwca, 2018 - 12:25 pm

Jestem w trakcie budowania tej siły. 10 miesięcy terapii za mną – sporo płaczu, zlości, ale i spokoju, ciągłego zaskawiania samej siebie, masa pracy i wyzwań. Sporo kilogramów cięzaru już zrzucone.
Czekam, kiedy w końcu będę mogła świadomie wykrzyczeć „JESTEM SZCZĘŚLIWA I DOBZRE MI ZE SOBĄ!” 🙂
Dzięki za ten tekst 🙂

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:32 am

Powodzenia – trzymam kciuki z całego serducha <3

Reply
Ania Pogoda 21 czerwca, 2018 - 3:33 am

Basia,
czytałam Twojego bloga i płakałam. To było dawno temu. Czas mijał. Aż przyszedł lipiec 2017 i decyzja: teraz. Teraz albo nigdy. Oszaleję. Skoczę z okna. A przecież nie chcę umierać.
Więc idę na terapię. Już dawno Ci chciałam napisać, że dziękuję, że byłaś inspiracją, że bla bla.
Podczas terapii wyszły rzeczy tak straszne, że nawet komputer tego nie uniesie. Że gwałcił mnie brat. Miałam 8 lat, on był nastolatkiem. Doskonała rodzina, profesorscy rodzice, wakacje, wczasy, kolonie i narty. I nikt nie widział jak działo się zło. Nikt.
Przeszłam długą drogę. Doszłam do ściany wariactwa, depresji. Pokonałam anoreksję, bulimię i prostytucję bez zapłaty. Lata samotności i krzyku, czy gdzieś jest kres.
Dziś kocham, mam wspaniałego męża, który dopinguje mnie w maratonie życia jak ojciec siedmiolatka na pierwszym meczu w piłkę. Przez swoje rany, które wciąż liżę jestem zamknieta na macierzyństwo. Ale wiem, że i to się zmieni. Znalazłam przyjaciół, uczę się gotować. Ludzie do mnie lgną, bo jestem ludzka, żywa, własna. I wciąż zadaję sobie to najważniejsze pytanie: CoTy na to, Aniu?

Reply
Justyna 25 czerwca, 2018 - 6:02 am

Aniu! woow, jesteś niesamowicie dzielna. Trzymam za Ciebie mocno kciuki.

Reply
Basia Szmydt 25 czerwca, 2018 - 9:34 am

Aniu ja teraz czytam Twój komentarz i mam łzy w oczach. Jesteś wspaniałą, silną kobietą i ogromną dla mnie inspiracją. Walcz o siebie każdego dnia. Pozdrawiam Cię najcieplej <3

Reply
anka 26 czerwca, 2018 - 6:33 am

fantastyczna historia!! Boze, jak ja sie ciesze, ze zaczyna sie w Polsce mowic o terapii, tak… po prostu. otwarcie. mega szacun za ten wpis, praktycznie moja opowiesc. jestem Ci bardzo wdzieczna, ze zdecydowalas sie nia podzielic – ja nie jestem jeszcze na Twoim etapie, ale dajesz mi nadzieje na to, ze do niego dojde. dzieki <3

Reply
Sylwia Grudzinska 12 lipca, 2018 - 12:44 pm

Fantastyczny tekst. Pozdrawiam

Reply
Tosia 22 sierpnia, 2018 - 10:00 pm

Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem (ze względu na podróże), podoba mi się Twój sposób myślenia, działania, pisania.. Twoja szczerość, otwartość, pozytywne postrzeganie świata. Nie czytałam jeszcze zbyt dużo, ale zostaję. Piszę akurat pod tym postem, bo oprócz radosnych postów z Malagi akurat ten kliknęłam i też przeczytałam. Podziwiam i życzę „oby tak dalej”. A ja sobie czasem tu wpadnę poczytać:)

Reply
Lekarz Sylwia Łuczyńska 11 maja, 2019 - 6:47 am

Basiu, nawet nie wiesz jak się wzruszyłam czytająć Twoją historię! To niesamowite jaką przeszłaś metamorfozę i bardzo się cieszę, że Twój mąż tak Ciebie wpierał. W pełni się zgadzam z Twoimi słowami, że w każdej z nas tkwi niesamowita, niewiarygodna siła! Musimy ją po prostu w sobie odnaleźć! (:

Reply
Basia Szmydt 11 maja, 2019 - 6:59 am

Masz rację 🙂 pozdrawiam ciepło

Reply
Sylwia 15 października, 2019 - 4:56 am

Świetny tekst, z którym się zgadzam. Bycia silnym mozna sie nauczyć. Najważniejsze to nie tkwić w przeszłości i nie zastanawiać się nad tym co było ale interestować się tym co jest tu i teraz. Rozważanie, analizowanie bez końca, tego co już było to niepotrzebna strata energii. Ważne, by z przeszłości wyciągać wnioski, a żyć tym co tu i teraz, i patrzeć z dobrą energią w przyszłość. Dzięki temu nabierzemy o wiele lepszej energii życiowej oraz nie będziemy przejmowali się porażkami Które wcale nie są takie złe, bo każda z nich czegoś nowego nas uczy.

Reply
Klara 29 października, 2019 - 11:02 am

Tak! Zdecydowanie warto zawalczyć o siebie. Poczucia szczęścia i pewności siebie można się nauczyć. Wymaga to treningu, ale później jaka satysfakcja. Pozdrawiam serdecznie, Basiu.

Reply
Ania 1 kwietnia, 2020 - 8:58 am

Warto walczyć o siebie.

Reply
Anna 29 czerwca, 2022 - 6:32 am

”Nie byłabym tym, kim jestem gdyby nie miłość. Mój mąż daje mi ogrom siły, przy nim czuję, że poradzę sobie ze wszystkim. To on wciąż powtarza mi, że jestem najpiękniejsza, najlepsza i że wspiera każdą moją decyzję. Trudno nie wyprostować pleców i nie podnieść brody do góry, kiedy ma się takie wsparcie. W tym związku moja kobiecość rozkwitła totalnie.”
Widzisz to właśnie to co cię uratowało.
A co doradzisz kobietom, które szukają tych słów u swoich partnerów a ich nie dostają?
Nie mówią im ze są najpiękniejsze i oczekują ze ich kobieta będzie przebojowa.
Ja stracilam chec na życie na prace i nie umiem się pozbierać.
Nie chodzę do pracy i nie mam siły znikąd.
Moj partner jest ale nie okazuje mi już ze mnie kocha.

Reply
Basia Szmydt 29 czerwca, 2022 - 12:35 pm

Hej, nie wiem czy to mnie uratowało. Większość moich przyjaciółek jest po rozstaniach z mężczyznami, którzy traktowali je jak błoto i są one milion razy silniejsze ode mnie. To wpis sprzed 4 lat, ja przez te 4 lata dorosłam, dojrzałam, zupełnie inaczej nazywam różne rzeczy i inaczej patrzę na to, co mnie wzmacnia, a co jest toksyczne. Wiem jedno: jeśli ja sama siebie nie będę kochać, wspierać, akceptować ze wszystkimi wadami i zaletami, to nie pomoże nawet obecność najpiękniejszego, najlepszego mężczyzny obok. To droga na skróty.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem