JAK STAŁAM SIĘ SILNĄ KOBIETĄ?

Autor: Basia Szmydt

Pozwól, że cofnę się o jakieś 10 lat. Tyle wystarczy, by zobaczyć dziewczynę, która jest głośna we wszystkim co robi. Mocny makijaż, długie imprezy, taniec do rana i szukanie aprobaty wśród spojrzeń innych mężczyzn. Szpila minimum 10 centymetrów, cienie najlepiej ciemnoszare, aż pod łuk brwiowy. Dekolt najlepiej głęboki. Śmiech taki by wszyscy słyszeli jak mnie coś bawi. Byłam widoczna, bardzo widoczna. W ten sposób chciałam ukryć moją zerową pewność siebie. Tak naprawdę gdy gasły światła ja na powrót stawałam się szarą myszką, która kompletnie nie ma na siebie pomysłu i w siebie nie wierzy. Bardzo chciałam wówczas, żeby wszyscy mnie lubili. Gdy ktoś mnie krytykował czułam się najgorszym człowiekiem na świecie. Gdy zrywała ze mną kolejna miłość życia mnie walił się świat, a moja budowana na wątpliwej jakości fundamencie pewność siebie rozbijała się o podłogę jak szklanka.
Byłam młoda powiesz. Hormony powiesz. Każda z nas tak miała powiesz.
Być może. Tylko, że mi to wszystko zostało. Może nie w tak jaskrawym wymiarze, jak wtedy, gdy miałam 20 lat, ale brak pewności siebie, szukanie aprobaty wśród innych i ciągłe zastanawianie się czy aby na pewno wszyscy są zadowoleni, czy oby na pewno ja jestem wystarczająco dobra, i czy na pewno czegoś nie mogłam zrobić lepiej – to zabrałam ze sobą.
I musisz uwierzyć mi na słowo, że ciężko mi było w tym dorosłym życiu jako mama, żona, córka funkcjonować z tym bagażem bez uszczerbku na zdrowiu.

Kiedy jednak popatrzę na siebie dzisiaj widzę kogoś zupełnie innego. Tak jakby tamta Basia była jakimś wymyślonym na prędko snem. Patrzę w lustro z uśmiechem na ustach, bo widzę po prostu szczęśliwą dziewczynę. Spokojną lub przebojową adekwatnie do sytuacji, z delikatnym makijażem, silną, pewną siebie, uśmiechniętą. Z tamtych czasów została mi tylko miłość do tańca aż do białego rana i głębokie dekolty 🙂

Co się zatem wydarzyło przez te kilka lat? Skąd wzięła się moja dojrzałość, pewność i wiara w siebie, akceptacja, spokój i siła?

Do podzielenia się moją historią zachęciła mnie marka DERMIKA, która jest partnerem raportu „W pogoni za marzeniami, sukcesem i spełnieniem. O kobiecej sile i pięknie”. W raporcie tym setki kobiet podzieliły się swoimi historiami o tym co im daje siłę w codziennym życiu. Wszystkie są bardzo inspirujące. Jestem zaszczycona, że mogę podzielić się również swoją opowieścią.
Zwłaszcza, że opowieść ta jest dla mnie bardzo osobista. Mam jednak ciągle w swojej pamięci dzień, w którym to jedna, szczególna kobieta sprawiła, że zrobiłam krok w kierunku całkowitej zmiany swojego życia. Być może okaże się, że moja historia zainspiruje Ciebie. Byłabym bardzo szczęśliwa!
Bo wierzę, że w każdej z nas tkwi niesamowita, niewiarygodna siła. Siła, która sprawia, że bycie kobietą jest tak wspaniałe. Nie wiem jak Ty, ale ja nigdy w życiu nie zamieniłabym się na miejsce z żadnym facetem 🙂

To nie była łatwa, ani przyjemna droga, ale gdybym mogła pokonałabym ją raz jeszcze.

TERAPIA

Jest tylko dla psychicznych.
Spoko, poradzę sobie sama.
Daj mi spokój, ja sama wiem co jest dla mnie najlepsze!
To tylko hormony, przejdzie mi.
Nie będę się uzewnętrzniać przed jakimś obcym człowiekiem!

Na pierwsze spotkanie idę chora. Tak naprawdę nie wiem na co konkretnie.
Na głowę, na duszę, na wszystko.
Jest końcówka listopada, a mnie boli każdy mięsień, mam zapalenie oskrzeli, gorączkę, biegunkę z nerwów, a od depresji dzieli mnie krok. Już dłużej nie dam rady próbować być doskonałą.
Przynajmniej tak twierdzi terapeuta, któremu przez najbliższe kilkanaście miesięcy opowiem o swoich największych demonach, strachu, złości, bólu i wszystkich emocjach, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Mój terapeuta.
Po pierwszym spotkaniu czuję się jak oswojone zwierzątko, które odważyło się na chwilę wyjść z klatki. Wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Wiem, że wrócę za kilka dni. Wiem, że on mi pomoże.

Lubię wracać do tego momentu, choć przecież był jednym z najtrudniejszym w moim życiu.
Lubię, bo ten moment uświadamia mi jak wielką pracę włożyłam w to, by być dzisiaj tym kim jestem.
Szczęśliwą, spełnioną kobietą.
Co dała mi terapia?
Rozłożyła mnie na atomy, bym mogła się poskładać na nowo. Już według mojej własnej, autorskiej instrukcji montażu.
Pozwoliła mi uzyskać do siebie, do swojej duszy dostęp. Świadomy. Dała mi taką umiejętność zadania sobie w każdej sekundzie, w każdej sytuacji i w towarzystwie każdej osoby pytania co ja na to, jak ja się z tym czuję.

Twój toksyczny przyjaciel próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy?
Co Ty na to?
Ktoś strzelił focha? Ktoś powiedział Ci, że jesteś piękna, a ktoś inny, że masz krzywy nos?
Co Ty na to?
Ktoś zwolnił Cię z pracy, ktoś inny zapytał dlaczego nie pójdziesz do „normalnej” pracy?
Co Ty na to Basiu?
Dlaczego piszę teraz o terapii? Bo terapia pozwoliła mi zaakceptować siebie.
A akceptacja samej siebie ze wszystkimi słabościami, wadami, ale również z uświadomieniem sobie, że jestem w czymś cholernie dobra – to był mój pierwszy krok w kierunku bycia szczęśliwą, silną i spełnioną kobietą. Od tego wszystko się zaczęło. To od samej siebie zaczęłam budować swoją pewność siebie, swój charakter i swoje relacje z ludźmi. Nie wydarzyłoby się w moim życiu tyle pięknych rzeczy, gdybym nie podjęła decyzji o pójściu na terapię – tego jestem pewna. Fakt, że to dźwignęłam, że zawalczyłam o siebie, że pokazałam, że mi na sobie samej zależy był początkiem najpiękniejszej przygody mojego życia. Przygody, w której to ja jestem główną bohaterką.
Każdego dnia sama sobie przybijam piątkę. Każdego dnia jestem dumna z tego jaką kobietą się stałam na przestrzeni tych kilku lat.

ODWAGA

Pojawiła się tuż po tym, kiedy wyszłam z ostatniej sesji u terapeuty. Wiesz, nie zamieniłam się nagle w dziewczynę w sukience w kwiaty, która kroczy Nowym Światem z rozwianym włosem jak w reklamie i oznajmia wszystkim, że teraz ma super moce. Te moce przyszły, ale nie krzyczały.
Odwaga pojawiała się stopniowo. Wiedziałam już jak ją z siebie wydobyć. Wiedziałam, że muszę sama przepracować to wszystko, co usłyszałam na kozetce u terapeuty. Wiedziałam, że cały proces wciąż trwa, i że najważniejszą robotę muszę jeszcze wykonać sama.
Okazało się, że miałam ku temu mnóstwo okazji. Wystarczyło zamiast ciągłego „nie” albo „nie wiem co pomyślą inni”, zacząć mówić „tak”. Po prostu.
To co na co dzień daje mi siłę to odwaga.
Odwaga by być tym kim chcę, by nie dopasowywać się do schematów i oczekiwań innych.
Odwaga by odmawiać, by mieć swoje zdanie, by wybierać ludzi, którymi chcę się otaczać, by rezygnować z toksycznych relacji, by przestać się wszystkim ze wszystkiego tłumaczyć, by podejmować decyzje totalnie inne niż oczekiwania świata, rodziny, czasem przyjaciół.
Odwaga, by móc powiedzieć dziękuję, proszę i przepraszam. By przyznać, że jest mi źle, albo że jestem super szczęśliwa.
Odwaga, by spakować swoją rodzinę na pół roku na Karaiby, by wybudować dom, który innym przypomina kościół, by kupić dywan, który nikomu się nie podoba, by zrezygnować z etatu i stworzyć sobie samej pracę marzeń.

MIŁOŚĆ

Nie byłabym tym, kim jestem gdyby nie miłość. Mój mąż daje mi ogrom siły, przy nim czuję, że poradzę sobie ze wszystkim. To on wciąż powtarza mi, że jestem najpiękniejsza, najlepsza i że wspiera każdą moją decyzję. Trudno nie wyprostować pleców i nie podnieść brody do góry, kiedy ma się takie wsparcie. W tym związku moja kobiecość rozkwitła totalnie.

MACIERZYŃSTWO

To nie jest tak, że urodzenie dzieci sprawiło, że czuję się bardziej kobieco. Nic z tych rzeczy. Wciąż mam na moim ciele tatuaże w postaci rozstępów, ślady ciąż, niewyspania i zmęczenia. Ale to wszystko jest częścią mnie. Jestem moim dzieciom ogromnie wdzięczna, bo dzięki nim, dzięki tej ogromnej odpowiedzialności, którą czuję każdego dnia, kiedy patrzę na moich synów – wiem, że mogę absolutnie wszystko. Że nie ma takiej rzeczy, której bym nie zrobiła, byleby moim synom nie stała się krzywda. Wiem, że zmęczenie to pojęcie względne. Nikt nigdy nie potrzebował mnie tak bardzo, jak moje dzieci. To mnie ogromnie wzrusza i buduje. Codziennie wypełniam swoją misję, by stworzyć im ciepły dom z domowym obiadem na stole, z pachnącą piżamą wieczorem, z rytuałami i ze wszystkim tym, co właśnie kobieta może stworzyć. Bezpieczny dom, do którego chce się wracać. Bazę. Spełniam się w tej roli totalnie.

PIĘKNO

Nie mam już tych grafitowych cieni, a szpilki zakładam tylko na wyjątkowe okazje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mówiłam, że nie mam się w co ubrać, bo czuję się doskonale w białym t-shircie i jeansach. Noszę taką samą fryzurę od lat, a makijaż robię w 5 minut. Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że będę się w takim wydaniu czuła pięknie, wyśmiałabym go.
Dużo czasu minęło zanim uświadomiłam sobie, że moje piękno zaczyna się w głowie. Że to właśnie wtedy, gdy mam „posprzątane” w duszy – najładniej się uśmiecham. A gdy się uśmiecham śmieje się cała moja twarz.
Nigdy nie czułam się ze sobą lepiej niż teraz.

To moja historia o tym co daje mi siłę, co sprawia, że czuję się spełnioną kobietą. Wystarczająco dobrą, piękną, szczęśliwą, opiekuńczą, empatyczną, stanowczą i odważną.

Opowiedz swoją – Twoja kolej.

Na stronie www.kobiecahistoria.pl właśnie trwa konkurs. Do wygrania jest sesja zdjęciowa ze wspaniałą fotografką Lidią Popiel, która ma ukazać się na łamach magazynu „Twój Styl”.
Sesja zdjęciowa, a niej Ty – na pamiątkę tego jak wspaniałą kobietą jesteś dzisiaj