fbpx

JAK W NASZEJ RODZINIE DBAMY O ODPORNOŚĆ?

Autor: Basia Szmydt

W tym roku jesień przyszła natychmiast. W Lublinie, na naszym tarasie, zjawiła się niemal z godziny na godzinę. Wiem, bo właśnie wtedy poczułam jak zmienia się temperatura i zapach powietrza. Doskonale umiem to wyczuć.
Nie wiem czy zauważyłaś, ale w ciągu ostatnich lat tych łagodnych przejść pomiędzy porami roku w zasadzie nie ma. Tak jakby ktoś po prostu bardzo szybko zmieniał piosenki albo przełączał kanały w TV. Bez ostrzeżenia. Do tego bardzo duże wahania temperatury. W sierpniu mieliśmy 36 stopni, we wrześniu ledwie 6, by w październiku znowu mieć niemal 20. To doprawdy niezły szok dla organizmu. Dlatego tak szalenie ważne jest, by dbać o naszą odporność przez cały rok, a szczególnie wtedy, gdy przychodzą chłodniejsze miesiące.

W dzisiejszym wpisie opowiem Ci jak robimy to w naszej rodzinie. I choć wcale nie jesteśmy idealni w tej kwestii, to wiem, że wszytko co robimy dla naszego zdrowia, nawet te maleńkie kroki, procentują. My naprawdę rzadko chorujemy, a jeśli już dopadnie nas jakieś przeziębienie, to organizm radzi sobie z nim w ciagu kilku dni.

Zanim jednak zacznę, to słów parę o lekach i wyrobach medycznych. Otóż dla mnie to zawsze ostateczność. I jestem wdzięczna, że póki co, zarówno ja jak i moja rodzina, możemy cieszyć się takim zdrowiem, które nie wymaga przyjmowania żadnych leków na stałe.
Jeśli chodzi o wyroby medyczne, to cóż…, wystarczy włączyć telewizor, by zobaczyć jaką ilością reklam jesteśmy bombardowani. Reklam preparatów i tabletek na wszystkie schorzenia, jakie tylko koncernom farmaceutycznym przyjdą do głowy. To nie dla mnie, nie zgadzam się z tym i nie potrzebuję tego. Zdecydowanie bardziej swoje swój układ odpornościowy wspierać naturalnie: pożywieniem, wodą, ziołami, ruchem i witaminami. Tak wybrałam i dobrze na tym wychodzę.

Co to właściwie jest ta odporność?

To w wielkim skrócie i metaforycznie rzecz ujmując jak dbanie o fundament naszego domu, zamiast zamalowywać kolejna warstwą farby zagrzybiałą i zniszczoną elewację (tematy remontowe u mnie ciągle żywe – wybacz 🙂 ). Mówiąc inaczej to zdolność naszego organizmu do zwalczania patogenów i ochrony przed drobnoustrojami chorobotwórczymi.

Silny i odpowiednio wspierany układ odpornościowy nie złapie tak łatwo przeziębienia, a jeśli nawet, to w miarę szybko sobie z nim poradzi.
Silny układ odpornościowy i dobra flora bakteryjna w jelitach łatwiej poradzi sobie z pasożytami i grzybami.
Silny układ odpornościowy, któremu dostarczamy dobrego paliwa, może wspierać w niwelowaniu wahań nastroju i pomagać regulować gospodarkę hormonalną odpowiedzialną za te wahania.

Nasze ciało i wszystkie układy narządów, naczyń, organów, tętnic, żył, płynów, które w sobie mamy są CAŁOŚCIĄ. Jedne zależą od drugich. Dlatego tak szalenie ważne jest, by poprzez dbanie o odporność rozumieć nie tylko doraźne stosowanie wzmacniających pigułek, ale spojrzenie na swoje ciało i zdrowie HOLISTYCZNIE. To skomplikowana i mądra maszyna. Całe szczęście sposoby na wsparcie naszego układu odpornościowego nie są juz tak skomplikowane, a ja z przyjemnością opowiem Ci o naszych.

Dlaczego uważam, że dbanie o nasz układ odpornościowy jest mało skomplikowane i nie wymaga jakiś wielkich nakładów finansowych?
Bo po prostu musimy zacząć od słuchania swojego ciała, które naprawdę wysyła jasne i czytelne sygnały. Moje na przykład od miesięcy mówi mi, że jeśli nie zacznę więcej ćwiczyć i rozciągać się, to za 10 lat ze względu na to ile dzisiaj czasu spędzam przy komputerze i z nosem w telefonie, będę płakać.
Bo musimy tak jakby wrócić do początku, do mądrości naszych przodków, babć, mam, które doskonale wiedziały jak żyć zgodnie z naturalnym rytmem natury. My się pogubiliśmy. Pędzimy, w ogóle nie mając kontaktu z bazą, czyli ze sobą, jesteśmy przebodźcowani, zestresowani i mamy fatalne nawyki. A to wszystko składa się na potencjalną chorobę.

Gdy boli nas głowa, od razu sięgamy po tabletkę. A ta głowa może mówić: wyśpij się, napij się więcej wody, zadbaj o swój kręgosłup. Gdy mamy gorączkę, natychmiast chcemy ją zbijać lekami przeciwgorączkowymi. A być może ta gorączka chce nam powiedzieć: poczekaj, daj mi zawalczyć z chorobą, połóż się, prześpij kilka godzin, zjedz tłustego rosołu, za kilka dni będzie po wszystkim.

Wszystko chcemy mieć na już, natychmiast, na wczoraj. Nie możemy się zatrzymać, bo zlecenia, bo tempo, bo tyle spraw do załatwienia i nikt nie może nas zastąpić. Więc sięgamy po tabletki jak po tę farbę na brudną elewację.

I jako cywilizacja XXI wieku kompletnie przestaliśmy słuchać swojego ciała.

MOJE SPOSOBY NA WZMACNIANIE ODPORNOŚCI:

JEMY SEZONOWO

Nie bez powodu to mój numer jeden na liście. Jedzenie jest paliwem dla naszego organizmu, a Matka Natura nie bez powodu każe dojrzewać truskawkom w czerwcu, dyniom we wrześniu, a rzodkiewkom w maju. Wystarczy dostroić swój organizm i swoje menu do naturalnego cyklu przyrody. Latem zajadamy się świeżymi owocami, jemy dużo sałatek, zimnych potraw, soków, gotowanej fasolki, kalafiora czy bobu. A jesień i zima to czas na ciepłe zupy z korzeniowych warzyw i cięższe potrawy. Rozgrzewające, aromatyczne curry, pyszne zupy, strączki, ciepłe napary. Jeśli nie wiesz co jeść, wystarczy spojrzeć na to, co jest w skrzynkach w osiedlowym warzywniaku. Gdy dostarczysz swojemu układowi odpornościowemu odpowiedniego paliwa, będzie działał jak doskonale naoliwiona maszyna.

W MOIM DOMU MUSI BYĆ BULION ZWANY ROSOŁEM

To mój eliksir! Moja baza do wszystkiego. W naszym domu jesienią i zimą ( i czasem latem, jeśli mamy ochotę) „pyrczy” sobie wielki gar bulionu. Moje dzieci go uwielbiają i wiedzą, że bulion mamy różni się od niedzielnego rosołu u babci. Ten mój jest bardzo tłusty, żółty od kurkumy, bardzo esencjonalny i intensywny w smaku. Przepis na bulion znajdziesz w następnym wpisie. Gorąco Cię zachęcam do gotowania go przynajmniej raz w tygodniu. My wypijamy po kubku nawet na śniadanie, dostarczając swojemu organizmowi coś naprawdę wyjątkowego. I w smaku i poprzez wartości odżywcze.
Taki bulion jest jak armia rycerzy, którzy walczą z drobnoustrojami. Działa wspaniale na skórę, na jelita, mózg, metabolizm. Cudownie rozgrzewa, syci, koi. Uwielbiam. Moje dzieci przynajmniej kilka razy w tygodniu zabierają go w termosach do szkoły

znalazłam bardzo ciekawy artykuł na temat właściwości leczniczych rosołu. Zachęcam do lektury –> KLIK

JEMY SPORO KISZONEK

Mamy to szczęście, że nasze mamy robią co roku hurtowe ilości doskonałych ogórków kiszonych. Do tego surówka z kiszonej kapusty i zakwas z buraków. Jesienią i zima staramy się każdego dnia zjeść choć trochę kiszonek, bo to doskonałe źródło witamin, których w chłodniejsze dni może zabraknąć plus naturalny probiotyk wspaniale regulujący pracę naszych jelit. Kiszonki w naszej szerokości geograficznej to must have. Wszędzie na świecie ludzie jedzą fermentowane produkty.

DODAJĘ OLEJE TŁOCZONE NA ZIMNO DO POTRAW

Moim ukochanym olejem jest olej lniany tłoczony na zimno, który jest bardzo łagodny w smaku. Zawiera wysoki poziom kwasów Omega-3, dzięki czemu ma szereg właściwości zdrowotnych. Dodaję go do sałaty, do koktajli, do miski z zupą, a nawet do owsianki. Ja sama piję po łyżeczce dziennie. Olej lniany obniża ciśnienie krwi, wspomaga metabolizm, obniża cholesterol, sprawia, że nasza skóra i włosy pięknie wyglądają. Ja polecam bardzo oleje z Pasieki Rodziny Sadowskich. Są tam tłoczone na zimno, w niewielkiej manufakturze, zachowując wszystkie swoje właściwości. W naszej lodówce jest jeszcze olej z czarnuszki i olej z ostropestu. Tutaj również pijemy po łyżeczce dziennie. Takie oleje cudownie wspomagają pracę naszej wątroby, pomagają pozbyć się toksyn z organizmu, poprawiają koncentrację, działają przeciwzapalnie. Ich działanie jest po prostu fantastyczne! A tak niewiele trzeba, żeby za ich pomocą wspomóc nasz organizm. Karteczka przyklejona na lodówkę, a na niej hasło „WYPIJ OLEJ” i z głowy. Bardzo polecam.

JEMY ZIELONE

Moje dzieci nie jedzą sałatek. Nie jedzą i już. Z zielonych rzeczy lubią ogórki kiszone i zupę brokułową. Koniec. A mimo tego jestem w stanie przemycić im porcję surowych liści jarmużu czy szpinaku. Jak? W koktajlach. Koktajle to moja tajemna broń, dzięki której mogę dostarczyć moim dzieciom (i nam dorosłym też) porcję witamin i składników odżywczych zawartych w zielonych liściach. To również źródło błonnika, który w naszych jelitach działa jak miotła do zamiatania śmieci. Do koktajli, oprócz zieleniny, dodaję ulubione owoce chłopców, czasem tłoczony sok jabłkowy albo roślinne mleko, no i olej lniany. Traktują to jako deser, a matka się cieszy 🙂

PIJEMY PYŁEK PSZCZELI

Może zacznę od tego, że w moim rodzinnym domu miody i wszelkie pszczele produkty na stole to było coś absolutnie naturalnego. Wszystko dlatego, że mój dziadzio Edzio i dziadzio Tadek byli pszczelarzami. Oprócz wspomnień związanych z rojem pszczół, przed którym trzeba było się chować do domu babci, bo dziadek „kręcił” miód, mam jeszcze takie, że w kuchni zawsze można było dostać pajdę chleba z masłem i miodem. Moja babcia twierdziła, że miód trzeba jeść, bo jest dobry na wszystko. No więc jedliśmy. A oprócz miodu był jeszcze cały arsenał pszczelich produktów, które na stałe weszły do naszych rodzin, a ich receptury były przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Tak więc na wszelkie bóle mięśni i problemy żołądkowe był kit pszczeli na spirytusie. Na rany i otarcia maść propolisowa. Do picia w lecie woda z miodem i cytryną, a zimą cytryny macerowane w miodzie, które dodawaliśmy do ciepłych naparów. No i był pszczeli pyłek, którego łyżeczkę wsypywało się na dno szklanki, zalewało wodą na noc i rano wypijało duszkiem. Po co? A no dlatego, że pszczeli pyłek uzupełnia niedobory wielu witamin, wzmacnia naszą odporność, posiada właściwości przeciwzapalne i działa jak antybiotyk. Dobra wiadomość jest taka, że nie musimy dziś spożywać samego pyłku, którego smak nie każdemu pasuje. Możemy kupić na przykład miód z pyłkiem i propolisem i zjadać go łyżeczką, choć ja wolę swoja metodę – rozpuszczam go na noc w letniej wodzie i rano wypijam na czczo.

UWIELBIAMY WSZELKIE MIODY!

Babcia miała rację. Miód to nie tylko słodki krem. To znacznie więcej, a jego właściwości doceniono już w starożytności. Miód działa przeciwbakteryjnie, detoksykująco, zawiera przyswajalne żelazo, odtruwa organizm i jest niezastąpiony przy wszelkich przeziębieniach. Należy pamiętać, że aby miód zachował swoje właściwości, nie możemy go dodawać do wrzątku. Maksymalna temperatura wody może wynosić 40 stopni. Ważne jest też to, żeby wybierać miody naturalne, ze sprawdzonych źródeł. Dla mnie takim źródłem przez całe życie była pasieka mojego dziadka, a od kilku lat w miody zaopatrujemy się w PasieceRodziny Sadowskich. Mają fantastyczną ofertę miodów, do których dodawane są liofilizowane owoce, które nadają miodom super smaki. Naszym faworytem od lat jest Miód z maliną i Miód z cytryną. Na stronie Pasieki Rodziny Sadowskich ciężko jest się zdecydować, bo wybór mają ogromny. Miody tradycyjne i smakowe. Miody piernikowe (!), z jeżynami, z pomarańczą i goździkami, z kakao, z ananasem, z orzechami laskowymi, z truskawkami… Uff! Wszystkie PRZE-PYSZ-NE! Co roku zaopatrujemy się w kilka słoiczków i dodajemy je do owsianek, naleśników, ciepłych naparów, grzanek, ciast itd. Kupujemy je też na prezent dla bliskich.

Na stronie znajdziesz też wszelkie pszczele produkty, a także octy, oleje, herbaty ziołowe, kawy czy zdrowe przysmaki. To taka marka, której jakość broni się sama.

Na hasło basiasz10 otrzymasz 10 % rabatu na zakupy w Pasiece Rodziny Sadowskich

DUŻO PIJEMY

Kończąc już wątek paliwa dla naszego ciała, napiszę jeszcze o nawodnieniu. Pijemy dużo, niekoniecznie wody. To znaczy pijemy wodę, ale jesienią i zimą, kiedy naprawdę trudno jest nam zmusić się do picia zimnej wody, sięgamy po ciepłe napary. Czasem jest to ciepła woda z cytryną, goździkami, imbirem, a częściej wszelkie zioła. Przyznam, że zioła to temat, który bardzo mnie ostatnio interesuje, bo zauważam jak wspaniały mają wpływ na nasze zdrowie. Najczęściej sięgam po krwawnik, korzeń mniszka, melisę, miętę, rumianek, koper, dziurawiec, ostropest czy pokrzywę. Robię sobie swoje mieszanki zaparzając je w dzbanku. Moje dzieci od małego piją na dobranoc melisę z rumiankiem. Polecam też tę herbatkę wyciszającą.

Zioła wspaniale wspomagaja pracę naszego organizmu. Nie wolno bagatelizować ich niesamowitej prozdrowotnej mocy znanej od tysięcy lat.

Ostatnio, będąc na kursie na przewodniczkę po Lublinie, dowiedziałam się, że jedne z pierwszych przewodników turystycznych były tworzone dla poszukiwaczy skarbów, a tymi skarbami były właśnie zioła. Tworzono mapy miejsc, w których występowały określone zioła, i które w lecznictwie były na wagę złota. Zioła się nie zmieniły, wciąż mają takie samo działanie. Tylko my musimy do nich wrócić. W listopadzie, w mojej Przestrzeni na Ogrodowej w Lublinie będę organizować szkolenie na ten temat z doskonałą fitoterapeutką, która na ziołach zna się jak mało kto, i która nauczy nas jak wykorzystać je w naturalnym leczeniu i wspieraniu odporności.

WYSYPIAMY SIĘ

O tym dlaczego moi rodzice wciąż zaganiali mnie do łóżka, kiedy byłam dzieckiem, choć wcale mi się spać nie chciało, dowiedziałam się grubo po 30-tce i wciąż mocno tę wiedzę zgłębiam. Co tu dużo mówić… gdy nie prześpię 8 godzin, czuję się jak po dobrej imprezie. Całe szczęście, doprowadziłam już mój organizm do względnego rytmu, który każe kończyć dzień ok. 22 i zaczynać o 6. A jeśli chorujemy, to czego wtedy domaga się nasze ciało? Snu! Gdy organizm walczy i ma gorączkę, potrafimy przespać kilka dni i jest to zupełnie naturalne. Im mniej snu, tym więcej kortyzolu, tym słabszy układ odpornościowy, tym większa podatność na choroby. I analogicznie – im bardziej się wysypiamy, tym więcej hormonu wzrostu produkujemy, a ten z kolei działa stymulująco na nasz układ odpornościowy.
O 21:00 moje dzieci są w łóżkach. W tej kwestii jestem niczym żandarm 🙂

A PRZED SNEM WIETRZYMY POKOJE.

Choć na moment. Niezależnie od pory roku.

HARTUJEMY SIĘ

Wyznaję zasadę, że lepiej dla nas, by było nam trochę chłodniej, tak w sam raz, niż żeby się przegrzać. Ubieramy się na cebulkę, a kiedy moje dziecko mówi mi, że jest mu gorąco i chce zdjąć kurtkę, to znaczy, że jest mu gorąco. Po prostu. Mam dwie albo trzy pary znajomych, którzy dosłownie gotują swoje dzieci, bo wciąż im się wydaje, że jest im za zimno. Wczesną wiosną te dzieci jeżdżą w wózkach zawinięte ciasno w koc, a skrajne przypadki przykrywają wózek folią od deszczu. Efekt jest taki, że dzieci te nieustannie chorują, są leczone kolejnym antybiotykiem, więc rodzice przykrywają je kolejnym kocem, bo w ich rozumowaniu one zmarzną i znowu będą chore. Błędne koło się zamyka.

Wiesz, że ludzie, którzy morsują (a takich też znam) w ogóle nie chorują na grypę i przeziębienia? 🙂 Do morsowania jest mi jeszcze daleko, choć nie mówię „nie”, ale w naszym domu zawsze jest przyjemne 20 stopni, a klimatyzacji unikamy jak ognia.

RUSZAMY SIĘ TAK CZĘSTO JAK SIĘ DA

Niezależnie od pogody i pory roku nasze dzieci chodzą od kilku lat dwa razy w tygodniu na basen. Wybraliśmy też dla nich taką szkołę, w której mają szansę być codziennie na dworze. Całą klasą grają mecze piłki albo zjeżdżają na sankach. To było dla nas mega ważne. My dorośli moglibyśmy z tych naszych dzieciaków brać przykład, bo wciąż za mało się ruszamy. Ale nawet jeśli nie jest nam po drodze z siłownią, to uskuteczniamy rodzinne spacery, jogę czy rower. Byleby tylko wprawić ciało w ruch. Byleby tylko nie zardzewieć, bo nie bez powodu ktoś kiedyś powiedział, że ruch to zdrowie.

Dla mnie ruch to endorfiny, a endorfiny to mniej kortyzolu, który tak źle wpływa na nasz układ odpornościowy. Równanie jest proste. Wystarczy pójść na rower, żeby przekonać się jak zbawienny wpływ te hormony mają na nasze zdrowie.

Dbanie o odporność wymaga chyba tylko pamiętania o tym wszystkim 🙂 O tym, że jesteśmy całością, a wszystko w naszym ciele od siebie zależy.

Takie są moje sposoby na dbanie o odporność przez cały rok. Nie tylko jak złapie mnie już przeziębienie. Moje małe kroki robią robotę i czuję, że mamy się póki co naprawdę dobrze. No oprócz tego ruchu i aktywności fizycznej. Tutaj mam sobie naprawdę wiele do zarzucenia, niestety. I wciąż obiecuję sobie, że to zmienię.

Jestem ciekawa czy coś dodałabyś do tej listy? Jakie są Twoje sposoby na odporność?

Ah! I zapraszam Cię do lektury posta o NATURALNYCH LEKARSTWACH NA PRZEZIĘBIENIE, które są obecne w naszym domu. Stare, babcine, sprawdzone receptury 🙂

Wpis powstał w ramach współpracy reklamowej z marką Pasieki Rodziny Sadowskich

Spodobają Ci się także:

2 komentarze

Aga 31 października, 2022 - 2:02 pm

Cześć,
No zgadzam się…wiem,że to może nudne i nie popularne, ale zgadzam się 🙂

Reply
Słoneczne pole 24 listopada, 2022 - 8:12 am

Ja nie piłam pyłku pszczelego, tylko go sobie rozrabiałam z miodem i codziennie zjadałam łyżeczkę.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem