fbpx

NAJLEPSZE PREZENTY, JAKIE KIEDYKOLWIEK DALIŚMY SOBIE Z MOIM MĘŻEM

Autor: Basia Szmydt

Kilka dni temu, w Walentynki, zdałam sobie sprawę, że ten 14 lutego, który spędzam wspólnie z moim mężem, przytrafia nam się już po raz 17.
Szmat czasu razem. I kolejne Święto Zakochanych, w którym zabrakło prezentów. Ale czy na pewno?

Fakt, nie jestem obsypywana bukietami róż i biżuterią, tak jak się powszechnie przyjęło. Mój mąż jest naprawdę kiepski, jeśli chodzi o wyszukiwanie dla mnie takich drobiazgów. Zresztą, ja też nie jestem idealna i prezentów po prostu nie umiem przyjmować. Rzadko cieszą mnie rzeczy materialne, a te najbardziej trafione, to te, które kupiłam sobie sama.

Jednak przez te 17 wspólnych lat z Tomkiem, wraz z tym jak rozwijał się i dojrzewał nasz związek, daliśmy sobie wiele prezentów. Bezcennych i niepoliczalnych. I według mnie to są najlepsze prezenty, jakie można dać osobie, którą się kocha, i z którą dzieli się życie. Niezależnie od okazji.

W pierwszej części dzisiejszego wpisu opowiem Ci o tych wszystkich bezcennych prezentach, które dajemy sobie wspólnie od 17 lat.
W drugiej części pokażę Ci nasze meksykańskie Walentynki. Tomek zabrał mnie do miejsca, o którym marzyłam, a ja odwdzięczyłam mu się masażem na plaży, wykorzystując moje ukochane i magiczne mazidła od Klaudyny Hebdy.

PREZENT #1 SŁUCHAĆ, A NIE SŁYSZEĆ

To punkt wyjścia.
Możemy słyszeć drugą osobę latami, ale kompletnie jej nie słuchać.
I w drugą stronę – możemy mówić niewiele, ale słuchać się wzajemnie w każdej chwili.
I właśnie wtedy otwieramy się na siebie i na swoje potrzeby. Na swoje tęsknoty i osobiste marzenia.

Mój mąż mnie zawsze słuchał.
Gdy zmęczona do granic możliwości macierzyństwem, narzekałam nieustannie.
Gdy nie wierzyłam w siebie za grosz i nie miałam pomysłu jak wrócić na rynek pracy po macierzyńskim.
Gdy przepracowywałam swoją terapię.
Słuchał.
A dla mnie świadomość, że w każdej chwili mogę być wysłuchana przez najbliższą mi osobę, była ogromnym wsparciem.

Teraz ja słucham jego, a on wie, że może mówić albo milczeć tyle, ile potrzebuje.

PREZENT #2 WSPÓLNY CZAS

Taki, kiedy jesteśmy tylko we dwoje, bez dzieci, bez znajomych.
Nieważne czy jedziemy na randkę do IKEA, czy na kilka dni do słonecznej Malagi.
Ważne są wszystkie te momenty, kiedy możemy pobyć tylko we dwoje, napić się wina albo kawy, przypomnieć sobie o tym, że nie jesteśmy tylko rodzicami.

Kilka lat temu, gdy byłam na zupełnie innym etapie związku, życia i poznawania siebie, napisałam na swoim blogu wpis o randkach. Dzisiaj czytając go, dobrze się bawię i myślę, że wciąż jest bardzo aktualny, tylko słownictwo dobrałabym inne 🙂

RZUĆ WSZYSTKO I IDŹ Z NIM NA RANDKĘ – PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ TUTAJ.

Uwielbiam organizować nam randki (tak, zazwyczaj ja to robię w naszym związku i to jest ok). Czas tylko z moim mężem jest dla mnie na wagę złota. Myślę, że to właśnie ta walka o wspólne weekendy, bez dzieci, gdy te dzieci były jeszcze całkiem malutkie, pozwoliła nam wytrwać i zachować tę energię, ogień i namiętność.

Pojawienie się dzieci w życiu było dla nas jak huragan.
To nie ślub zmienił wszystko.
Wszystko zmieniło rodzicielstwo.
To był koktajl emocji, cierpliwości, potwornego zmęczenia, nowych, nieznanych nam ról, zmiany w moim ciele i nauka jego akceptacji.
I to właśnie wtedy postanowiliśmy ze wszystkich sił o sobie nie zapominać.

To był nasz wzajemny, najlepszy prezent, jaki mogliśmy sobie wtedy podarować.

PREZENT #3 POCZUCIE HUMORU

Gdybym miała wymienić tylko jedną rzecz, za którą najbardziej kocham mojego męża, byłoby to poczucie humoru. Jestem pewna, że on z szerokiego wachlarza moich zalet, wybrałby to samo 😀

Matko Jedyna! Ileż razy to poczucie humoru ratowało nas z naszych największych kryzysów, dołów, dołków i dołeczków!
Przez te 17 wspólnych lat nie pamiętam dnia, w którym chociaż raz nie parsknęłam śmiechem w jego towarzystwie.
Ten śmiech i to wzajemne poczucie humoru, w tak wielu sytuacjach, jest jak najlepsze lekarstwo i plaster.

I jest to absolutnie najlepszy prezent, jaki mogłam otrzymać od losu. Dzielenie życia z kimś, kogo celem jest to, by mnie codziennie czymś rozśmieszyć.

PREZENT #4 PRZESTRZEŃ I ZROZUMIENIE

To nie przyszło do nas od razu. My również mamy na swoim koncie wzajemne pretensje o to, że to pierwsze wychodzi, wyjeżdża, a to drugie musi siedzie w domu, z dziećmi, i wszystko na jego głowie oczywiście.

Ale przez te wszystkie lata, mimo nieporozumień, które się zdarzały, mimo tego co było trudne, każde z nas miało ten sam cel.
Tworzyć z tą drugą osobą związek, w którym czujemy się swobodnie, w którym jest miłość, szacunek, dobra zabawa i przestrzeń. Musieliśmy się tego nauczyć i uczymy się tego nieustannie, każdego dnia razem. Musieliśmy zrozumieć, że jeśli chcemy wzrastać, jako małżeństwo, musimy dać sobie przestrzeń do wzrastania samodzielnie. Każde w swojej przestrzeni.

To nie jest łatwa nauka, ale warta każdej włożonej pracy. Z dnia na dzień, z każdym wspólnym rokiem, robimy postępy.

Gdy mój mąż znika w swoim świecie giełdy, kryptowalut i godzinami ogląda wykresy na ekranie komputera, a potem mi o tym opowiada, słucham go, bo wiem, że to jest dla niego ważne. Wiem, bo mi o tym powiedział.

To działa tak samo w drugą stronę. Gdy ja zaczynam moje „szamańskie” wywody o jodze, o mocy olejków eterycznych, o kamieniach, książkach rozwojowych, czy kręgach kobiet, on się nie śmieje, on słucha. Zadaje pytania, jest zainteresowany, używa tych wszystkich cudnych mazideł od Klaudyny Hebdy, które nałogowo i w ilościach hurtowych znoszę do domu. Ostatnio coraz częściej spotykamy się razem na macie i praktykujemy jogę.
Jest ciekawy, otwiera się na to, bo wie, że to jest dla mnie cholernie ważne. Robi to, bo ja jestem dla niego ważna.

I to wcale nie chodzi o to byśmy interesowali się tym samym, co nasza żona czy mąż. Ważne jest, by siebie słuchać, i by dawać sobie wzajemnie czas i przestrzeń na swoje sprawy, pasje, zainteresowania, ludzi.

PREZENT #5 CODZIENNIE UCZYMY SIĘ KOCHAĆ SAMYCH SIEBIE

Im dłużej kroczę tą ścieżką SELFLOVE, miłości do samej siebie, tym mój związek jest lepszy.
Tym mniej wzajemnych pretensji o pierdoły, mniej oczekiwań wobec drugiej osoby.
Tym więcej kompromisów, wdechów i wydechów.

Każdego dnia zdaję sobie sprawę, że każde wzajemne porozumienie zaczyna się od pracy nad sobą.
Od odpuszczenia sobie.
Wybaczenia sobie.
Pokochania siebie.

A druga osoba jest dla nas jak lustro. Nasza reakcja, nasze oczekiwania wobec męża czy żony, pokazują tylko to, czego nam samym brakuje. Zmiana była we mnie. Od zawsze.

Oto przykład. Gdy kiedyś wściekałam się na mojego męża, że nie mam czasu dla siebie, że wszystko jest na mojej głowie, bo on pracuje, a ja muszę siedzieć w domu z dziećmi (taki klasyk), to czy winny był on?
Czy to może ja nie umiałam postawić granic we własnym domu i poprosić albo zorganizować pomoc? Dziś wiem, że to w najmniejszym stopniu nie była jego wina. To ja musiałam dojrzeć, by zrobić krok, i by mój czas wolny, moja praca, były tak samo ważne.
Gdy parę lat później stałam się mądrzejsza i dowiedziałam się o samej sobie i swoich potrzebach nieco więcej, już wiedziałam jak komunikować to, co dla mnie ważne. Czy mój mąż stawał wtedy w drzwiach i mówił, że nigdzie nie pojadę, bo wciąż wszystko musi być na mojej głowie? Nie, nie robił tego. Wręcz przeciwnie. Nauczyliśmy się tego, że to jest nam potrzebne. Że kiedy ja wyjadę na samotny weekend do Sopotu, albo kiedy on pojedzie z kolegami na deskę, to wracamy lepsi, spokojniejsi i z większymi zasobami dla naszej rodziny.

Jestem przekonana, że bez pokochania siebie takimi, jakimi jesteśmy, bez tej pracy, którą trzeba włożyć, żeby poznać siebie samych, nigdy nie uda nam się stworzyć szczęśliwego związku. Związku bez wiecznych przepychanek, pretensji, licytowania się. Bez kłótni o to, że znowu nie pamiętaliśmy o Walentynkach.

WALENTYNKI W MEKSYKU

Ten Meksyk był naszym wspólnym celem. Godzinami rozmawialiśmy o tej podróży, planowaliśmy ją, wspólnie pracowaliśmy i liczyliśmy pieniądze, gdy byliśmy w Polsce, wspólnie marzyliśmy o tym, żeby się udało.

Każdego dnia tutaj jesteśmy na plaży, słuchamy dźwięku fal rozbijających się o brzeg, patrzymy na naszych synów i nie możemy uwierzyć w to ile szczęścia nam się w życiu przytrafiło. Każdą komórką swojego ciała czuję niewyobrażalną wdzięczność. Wiem, że on też.

I choć tegoroczne Walentynki były dniem, w którym zapomnieliśmy świętować to, że się mamy i kochamy, to myślę, że te prezenty, które sobie wzajemnie robimy na co dzień, mogę mnożyć.

Mój mąż pewnego dnia, tutaj w Meksyku, zabrał mnie i chłopaków na obiad. Gdzie? Do restauracji i hotelu Azulik w Tulum. Jednej z najpiękniejszych tutaj. Skąd o niej wiedział? Bo kilka miesięcy temu, gdy byliśmy na randce w Sopocie, w knajpce Cały Gaweł (pozdrawiamy!), przeglądał książkę z najpiękniejszymi miejscówkami na świecie. Jedną z nich był właśnie Azulik. Już wtedy wiedzieliśmy, że lecimy do Meksyku. Zapisał sobie ten adres i pamiętał o tym, gdy byliśmy już na miejscu. Byłam ogromnie wzruszona, że tu jestem.

Jeszcze kilka miesięcy temu urządzaliśmy sobie randki w naszym domu, który tak długo remontowaliśmy. Wspólnie zacieraliśmy ściany, wynosiliśmy gruz, malowaliśmy i jedliśmy jedzenie na wynos na podłodze. A dzisiaj jesteśmy razem w tak pięknym miejscu. Marzenia się spełniają.

Masaż na plaży? Kolejne rzecz, o której tylko śniliśmy, kiedy przerzucaliśmy ten nasz gruz 🙂 Ja zapakowałam do walizki kilka moich ukochanych produktów od Klaudyny Hebdy. Kilka, bo ograniczał mnie bagaż i nie mogłam zabrać tych wszystkich buteleczek z pachnącymi miksturami nafaszerowanymi cudownymi olejkami eterycznymi.

Do Meksyku przyleciała ze mną między innymi Aromabaza, czyli olejek, który jest bazą, w której mogę rozcieńczyć stężone olejki eteryczne i przygotować ulubioną, zapachową mieszankę do masażu. A że mój mąż ma już swoje ulubione zapachy od Klaudyny, to wiedziałam doskonale jaki masaż sprawi mu przyjemność.

Zestaw dla Tomka to kilka kropel olejku eterycznego lawendowego, spora porcja Alchemicznego Maceratu Dziurawcowego, a to wszystko rozcieńczone w Aromabazie.

Oto ich cudowne składy i działanie:

  • Aromabaza to olejek kokosowy i jojoba połączony z maceratem nagietkowym (skóra gładka, jak aksamit), maceratem żywokostowym (łagodzącym stany zapalne), maceratem dziurawcowym (regeneruje) i witaminą E
  • Alchemiczny Macerat Dziurawcowy ma szerokie zastosowanie. My używamy go do masażu, bo po pierwsze kochamy ten intensywny zapach, a po drugie zauważyliśmy, że ten macerat wspaniale pomaga redukować napięcia mięśni o podłożu stresowym. W składzie maceratu są olejki eteryczne, które działają przeciwzapalnie i przeciwbólowo
  • Olejek lawendowy jest na wszystko i dlatego właśnie znalazł się w mojej walizce. Sprawdzi się, gdy chcemy się zrelaksować, uleczyć poparzenia albo uporczywe swędzenie po ugryzieniu komarów. Będzie dobry, gdy chcemy dobrze spać albo gdy boli nas głowa. To taki zapach, któremu ciężko się oprzeć. Dodaję dosłownie kilka kropelek do Aromabazy.

Zestaw dla mnie to kilka kropel olejku eterycznego Gaja, kilka kropel Alchemicznego Maceratu Dziurawcowego, a to wszystko rozprowadzone w Aromabazie.

Oto skład i działanie mojej ukochanej mieszanki olejków eterycznych Gaja:

  • Mieszanka olejków eterycznych Gaja: Olejek z drzewa herbacianego, olejek lawendowy, olejek z geranium oraz copaiba. Cudownie wycisza, uspokaja, pomaga, gdy PMS sieje spustoszenie. A gdy rozcieńczymy go według instrukcji dostępnej tutaj (KLIK) pomoże nam w walce z infekcjami intymnymi. Ja ten olejek po prostu uwielbiam.

W każdym poście, w którym pokazuję produkty Klaudyny, przypominam o moim stałym kodzie rabatowym.

na hasło „basiaszmydt” wszystkie produkty w sklepie Klaudyny Hebdy kupisz z 5 % rabatem.

Do jutra, do końca dnia 18.02., Aromabaza jest w promocji i jest 10 % tańsza. Rabaty się łączą, więc można ją kupić 15 % taniej.

Rekomenduję je, polecam i polecać będę zawsze <3

To co dla mnie wspaniałe w tych moich wysłużonych buteleczkach z pachnącymi olejkami i maceratami, to fakt, że każdy z tych zapachów mi się z czymś kojarzy.
A skoro w dzisiejszym poście mowa o miłości, to mnie ten wspólny czas w Meksyku, będzie się kojarzył z zapachem słonej, morskiej wody, plaży, lawendy, kokosa, geranium i drzewa herbacianego. To moja autorska, miłosna mieszanka. Na ten rok i kolejne 17 razem 🙂

Miłości! Ogromu miłości nam wszystkim życzę. Bez niej wszystko jest wyblakłe.
Miłości do świata, do ludzi, do męża, żony, dzieci i do siebie przede wszystkim.
Z miłością wszystko jest łatwiejsze i piękniejsze <3


Wpis powstał w ramach długofalowej, ambasadorskiej współpracy z Klaudyną Hebdą.

Spodobają Ci się także:

14 komentarzy

Ewelina 17 lutego, 2022 - 10:56 pm

Wpis jak zwykle ❤️
Inspirujący i taki jak lubię.
Ale nie wiem czy wiesz, że Cały Gaweł obsługuje tylko zaszczepionych? Ja nie odwiedzę ich na pewno. Nawet po pandemii.

Reply
Basia Szmydt 18 lutego, 2022 - 1:13 am

Ja jestem niezaszczepiona i jadłam tam kilka razy ostatnio, więc może nie jest tak źle ? Chyba, że coś się zmieniło?

Reply
Jo 18 lutego, 2022 - 8:15 am

Jesteś niezaszczepiona i jeszcze się tym chwalisz?

Reply
Basia Szmydt 18 lutego, 2022 - 12:26 pm

Nie chwalę się, stwierdzam fakt ‍♀️

Reply
Marta 18 lutego, 2022 - 10:50 am

Cudowny wpis …. kojący, bardzo ciepły i pełen miłości
Basiu jak to osiągnąć ? Jak być zrozumianą ? ja odnoszę wrażenie że to wieczna walka z wiatrakami 🙁
”Gdy parę lat później stałam się mądrzejsza i dowiedziałam się o samej sobie i swoich potrzebach nieco więcej, już wiedziałam jak komunikować to, co dla mnie ważne. Czy mój mąż stawał wtedy w drzwiach i mówił, że nigdzie nie pojadę, bo wciąż wszystko musi być na mojej głowie?”

Reply
Basia Szmydt 18 lutego, 2022 - 12:25 pm

Mnie najpierw pomogła terapia. Od tego zaczęłam swoją drogę do akceptacji i zrozumienia różnych mechanizmów. Potem zaczęłam dużo czytać. Pamiętam, że na start Książki Agnieszki Maciąg, potem szukałam kolejnych. Zamiast w nieskończoność naprawiać drugiego człowieka, zaczęłam szukać zmiany w sobie. Powolutku, kroczek po kroczku.

Reply
Sara 18 lutego, 2022 - 11:03 am

Basiu jest o tym informacja np. tutaj: https://www.trojmiasto.pl/raport/Wpuszczamy-wylacznie-zaszczepionych-rt238858.html?ref=2-0
Bardzo przykre w jaką stronę idzie ten świat 🙁

Reply
Basia Szmydt 18 lutego, 2022 - 12:33 pm

Przykre bardzo, zgadzam się.

Reply
Marta 18 lutego, 2022 - 12:36 pm

Basiu rozumiem terapia u psycholog czy sama sobie probowałaś z tym radzić ? książki jakieś konkretne tytuły ??

Reply
Basia Szmydt 18 lutego, 2022 - 12:49 pm

O terapii pisałam na swoim blogu post.
Znajdziesz go pod tym linkiem: https://basiaszmydt.pl/porozmawiajmy-o-terapii/

O książkach, które mi pomogły, przygotuję osobny wpis, obiecuję.

Reply
Marta 18 lutego, 2022 - 1:03 pm

Dziękuję :*

Reply
Asia 23 lutego, 2022 - 5:24 pm

Basiu wspaniały wpis, mam bardzo podobne „ustalenia” w związku. W pełni się zgadzam, że najważniejsze to wysłuchać drugą połowę ♥️
Ps. Naszym marzeniem są Malediwy (podróż poślubna odkładana 8 lat ) ale nastawiany się z mężem na grudzień i nieustannie zbieramy na ten cel, już widzę siebie na piasku:D życzę wspaniałego odpoczynku całej Waszej rodzince:*

Reply
Basia Szmydt 23 lutego, 2022 - 5:33 pm

Och jaki piękny plan! Trzymam kciuki za spełnione marzenie

Reply
Gosia 2 marca, 2022 - 10:22 am

Piękne zdjęcia i z pewnością piękne wspomnienia. Wyglądacie na szczęśliwych i spełnionych, więc oby tak dalej – wszystkiego najlepszego dla Was jako pary, ale też dla każdego z osobna 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem