fbpx

JAK URATOWAĆ BEZNADZIEJNY DZIEŃ?

Autor: Basia Szmydt

Zacznijmy może od samej definicji beznadziejnego dnia.
Dla każdego może znaczyć co innego. Dla mnie beznadziejny dzień to taki, kiedy od samego rana wszystko idzie nie po mojej myśli, mam muchy w nosie, jestem podenerwowana w zasadzie odkąd otworzę oczy.
Poranna kawa mi nie smakuje, dzieci są za głośno, pogoda nie taka jak trzeba, a ja z miną  największej jędzy wchodzę do kuchni i po pierwszych kilku minutach mam na swoim koncie kłótnię z mężem. Taki stan potrafi trwać u mnie przez cały dzień, chyba że w porę się ogarnę i postanowię go uratować.
Najgorsze dla mnie w takim dniu jest to, że ciężko mi wytrzymać samej ze sobą, a uciec nie mam jak.
Zazwyczaj powodem u mnie jest hardkorowy PMS. Hormony robią ze mną co chcą i zmieniają mnie z normalnej dziewczyny w prawdziwą „sucz”. PMS sprawia, że zachowuję się irracjonalnie.
Jak Kai z „Królowej Śniegu”, który miał odłamek szkła w oku i nie potrafił zobaczyć świata takim jaki jest
w rzeczywistości. Czasem powodem takiego dnia może być słynne, kobiece „bo tak”, które nie potrzebuje żadnej definicji. Czasem to piątek 13-tego albo zwyczajny, listopadowy dzień, który jest z gatunku tych złych.

Zdradzę Ci jednak sekret. Każdy ma takie dni. Jedni częściej, drudzy rzadziej, ale każdy je ma. Nie wierz tylko tym instagramowym, kolorowym kwadracikom. Pamiętaj, że ładne obrazki w sieci najlepiej się klikają i mało znam osób, które z entuzjazmem wrzucałyby zdjęcia, na których wyglądają źle albo mają syf w mieszkaniu. Takie czasy. Rzeczywistość czyli tzw. #reallife jednak często odbiega od tej instagramowej normy.
Jaka jest czasami moja? W dni, które w tytule określam mianem „beznadziejnych”?
Moje #reallife to obgryzanie paznokci i kłócenie się z mężem od samego rana, bo jest pod ręką i wiadomo,
że na bliskich wyżyć się najłatwiej.
To bałagan w domu, którego nie potrafię i w tym dniu nawet nie chcę okiełznać.
To stłuczka autem, które prowadziłam na tzw. „wkurwie”. Oczywiście z mojej winy, w deszczu, przed okresem.
To zajadanie stresu makaronem lub w gorszych przypadkach pringelsami i desperadosem, a potem odkładanie kolejnych spodni na półkę zatytułowaną „do schudnięcia”.
To tonięcie w swoich kompleksach i myśli, że jak schudnę te 5 kg to moje życie diametralnie się zmieni.
To wreszcie wyrzuty sumienia i niewyspanie, bo znowu skrolowałam ekran telefonu do 1 w nocy.

Ja też mam takie dni! Czasem kilka razy w miesiącu! Czasem nawet wtedy, kiedy za oknem zamiast listopada piękne lato. Tak już mam. Zaakceptowałam to i staram się za każdym razem taki dzień uratować. Nawet jeśli jest 23:30 to wiem, że bardziej opłaca się pomyśleć na koniec tych 12 godzin o czymś dobrym, niż wstać rano
z podobnym nastrojem. A już nie daj Boże skumulować takie dni w tydzień czy miesiąc! Z takiego szamba to już się tak łatwo nie wychodzi.
Porozmawiajmy więc o tym ratowaniu beznadziejnego dnia.

1. ODPUSZCZAM

Odpuszczam. Trudna to sztuka, ale z doświadczenia wiem, że jedyna słuszna. Zaczynam od kilku bardzo, bardzo głębokich oddechów, od położenia się na dywanie ze wzrokiem utkwionym w sufit.
Potem odpuszczam. Kłótnie z bliskimi, bo wszyscy wiemy, że przecież wcale tak nie myślimy, a zły nastrój się udziela nawet dzieciom. Wdech, wydech i wyciągam pierwsza rękę. Przepraszam, godzę się, odpuszczam.
Odpuszczam pracę. Ja mogę, bo pracuję w domu, na własny rachunek. Mogę wysłać do klienta maila
z przeprosinami, że tekst zamiast dzisiaj, wyślę jutro rano. Nie tłumaczę się. Po prostu wiem, że świat się nie zawali, a te kilka godzin w moim przypadku będzie stanowiło ogromną różnicę, bo zawsze piszę pod wpływem emocji. Byłoby super gdyby to były te dobre emocje. Takie sytuacje są wyjątkowe i uważam, że warto wtedy te ważniejsze w pracy rzeczy odpuścić. Popchnąć do przodu takie, które nie wymagają ode mnie ogromnego zaangażowania, a te ważne zostawić na następny dzień. Bo następny dzień będzie lepszy!
I zdaję sobie sprawę, że kiedy jesteś na etacie to musisz po prostu wysiedzieć te 8 godzin i nikogo nie interesuje czy masz dziś beznadziejny dzień. Piszę ze swojej perspektywy. Mam jednak poczucie, że zazwyczaj można pewne rzeczy odpuścić. Zwłaszcza samej sobie. Przestać być dla siebie tak krytyczną, wziąć głęboki oddech, potem jeszcze jeden, zaparzyć sobie kawę w pracy, a potem wrócić do biurka i pomyśleć „Jeszcze tylko kilka h i na dzisiaj koniec”.
Odpuszczam porządki i sprawy „okołodomowe”. Zamawiam pizzę dla dzieci albo jadę po zupę do garmażerki. Czasami nastawiam zmywarkę i rozwieszam pranie z pralki i na dzisiaj koniec. Nie sprzątam, nie mam energii, zwariuję, jeśli w taki beznadziejny dzień zajmę się sprzątaniem. Sprzątanie było, jest i będzie. Nic się nie stanie, jeśli zostanie na następny dzień.
Odpuszczanie zdecydowanie pomaga uratować beznadziejny dzień. Nawet 5 minut przed północą.

2. ROZMAWIAM SAMA ZE SOBĄ. NA GŁOS.

Ten patent sprzedała mi ostatnio Monika Mrozowska. Gdy czuję, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli zaczynam na głos do siebie gadać. Serio. Dokładnie tak, jakbym miała obok siebie przyjaciółkę albo mamę
i tłumaczę sobie wszystko. Na przykład dzisiaj rano, kiedy wiem, że mam mega dużo roboty, ale jednocześnie mam nudzące się jak mopsy dzieci w domu, męża w Norwegii, a ja pracuję w formie, której nie znoszę,
czyli w piżamie. Zaczynam ze sobą rozmawiać. Brzmi to mniej więcej tak. „Basiu, wszystko jest ok. To jest taki okres. Są wakacje, dzieciaki nie mają szkoły i dlatego musisz sobie radzić z tym, co masz. Zrób to co możesz. Teraz zaparzysz sobie kawę, pozwolisz pograć chłopakom na tablecie. W dwie godziny skończysz tekst, potem odpowiesz na maile, na koniec pojedziecie do miasteczka. Ty załatwisz pocztę, dzieciaki pójdą na lody. Ogarniesz to na spokojnie. Od września wszystko wróci do normy, a dzisiaj oddychaj. Świetnie sobie radzisz”. Układam sobie w tej mojej „gadaninie” cały dzień i serio trzeźwieję! Realnie patrzę na sytuację zamiast tonąć w tym moim narzekaniu.
Gadanie do siebie baaaardzo pomaga. Normalnie jak kozetka u terapeuty.

3. CZAS NA BILANS CAŁEGO ŻYCIA

Brzmi poważnie? To teraz posłuchaj. Skoro już zaczęłaś rozmawiać sama ze sobą to teraz oprócz poukładania
w głowie bieżących spraw zrób sobie bilans życia. No dobra – chociaż ostatniego roku. Dlaczego? Bo często wydaje nam się, że ten jeden beznadziejny dzień określa to jak wygląda całe nasze życie, a to kompletna bzdura. Obie wiemy, że to sytuacja wyjątkowa. Czasem hormony, czasem coś innego – już to ustaliłyśmy.
To, że akurat dzisiaj zjadłaś tę paczkę chipsów i popiłaś piwem nie oznacza przecież, że tak wygląda Twoja dieta przez resztę tygodnia, miesiąca, roku!
To, że dzisiaj Twój zlew kipi od niepozmywanych naczyń i wszędzie leżą porozrzucane ciuchy nie oznacza,
że nie masz przytulnego i ogarniętego wnętrza na codzień.
To, że dzisiaj na wszystkich warczysz i strzelasz piorunami, nie oznacza, że jesteś taką heterą każdego dnia.
Tak czy nie?

4. CO NAJGORSZEGO MOŻE SIĘ STAĆ?

Kiedy tak narzekam na wszystko, kiedy jestem w tej swojej furii i nic, absolutnie nic mi się nie układa zadaję sobie pytanie „Co najgorszego może się stać?”. A potem na nie odpowiadam. Już samo powiedzenie na głos tych odpowiedzi oswaja mnie z najczarniejszymi scenariuszami i poniekąd zdejmuję ze swoich pleców niewidzialny ciężar. Na przykład kiedy mam jakiś dead line na wysłanie tekstu klientowi, a już wiem, że nie zdążę, i że nie ma opcji, żebym go dzisiaj wysłała, pytam siebie co najgorszego może się stać. Klient zrezygnuje, ochrzani mnie w mailu, a ja stracę pieniądze. To najgorszy scenariusz, który jest jednocześnie mało prawdopodobny, ale realny. Ok, idźmy dalej.
Właśnie miałam stłuczkę z mojej winy. Co najgorszego może się stać. Przyjedzie policja, wlepią mi mandat, punkty karne, a mnie wzrośnie składka ubezpieczenia za auto. Trudno. Wdech, wydech.
Co najgorszego może się stać? Dziecko nie pójdzie do szkoły na lekcję, a Ty będziesz musiała napisać usprawiedliwienie. Koleżanka się na Ciebie obrazi. Klient zrezygnuje. Nie pojedziesz na te wakacje. Trudno.
To nie są powody, żeby pozwalać stresowi, by jadł Cię żywcem.

5. ZNAJDŹ W TYM DNIU COŚ DOBREGO

5 rzeczy. Znajdź 5 wspaniałych rzeczy, które się wydarzyły, i których w tej swojej szajbie nie widziałaś.
Co takiego wydarzyło się u mnie, i o czym sobie przypomniałam, wprawdzie z wielkim trudem, ale jednak.
Kurier przyniósł mi organizer, który zamówiłam jakiś czas temu, i który jest piękny, i samo patrzenie na niego poprawia mi humor.
Moje dziecko zasnęło o 20, dzięki czemu miałam czas, by mieć wieczór dla siebie.
Znalazłam w lodówce ostatni kawałek domowego ciasta tylko dla mnie.
Niebo nad moim domem dzisiaj wieczorem było chyba najpiękniejszym, jakie dotychczas widziałam!
Zadzwoniły dziś do mnie 3 bliskie osoby, by zapytać jak się mam.
To bardzo ważne jeśli chcesz uratować beznadziejny dzień. Musisz wyjąć z oka to szkiełko Kaia z „Królowej śniegu” i spojrzeć trzeźwo na sytuację. Ten dzień przecież wcale nie był taki zły!

6. ZRÓB COS INACZEJ NIŻ ZWYKLE

Nic wielkiego. Ja na przykład zamiast rzucać się w wir kompulsywnego sprzątania, które niczego dobrego oprócz wyczerpania i pretensji do całego świata mi nie daje – wychodzę z domu.
Gdziekolwiek. Na spacer po wsi, kolejką do Warszawy chociaż na 2 godziny, z dziećmi do parku albo pojeździć autem po autostradzie z głośną muzyką. Wyjście z domu, albo odwrotnie – powrót do niego po całym dniu
w pracy, zamówienie pizzy i włączenie serialu , zamiast stanie w kolejkach w sklepie o 17 naprawdę pomaga.

7. DELIKATNIE SIĘ OGARNIJ

Ale w ten przyjemny sposób. Ten, który ja rekomenduję to szklanka wody z cytryną, kąpiel, peeling, odżywka na włosy, a potem wygodny strój, miękka, ulubiona kołdra, sofa i film – o takim ogarnięciu się mówię. Poczujesz się ze sobą dobrze, świeżo i choć trochę się zrelaksujesz.

Potraktuj siebie tak, jakbyś w takiej sytuacji potraktowała najlepszą przyjaciółkę.
Zrób sobie kawę, włącz film o miłości albo komedię. Zadbaj o swój komfort w takim stopniu, w jakim to jest możliwe.
Obie wiemy, że takie dni się zdarzają, ale nie trwają wiecznie Nie pozwól, by ten jeden determinował to jak postrzegasz całe życie.

Zatem wyciągnij rękę na zgodę, zrób dziś tylko to, co konieczne, odpuść to sprzątanie, zastanów się co najgorszego może się stać, pojeździj samochodem albo rowerem po okolicy, zmęcz się trochę, pogadaj
w wannie sama ze sobą i na koniec poczytaj jakaś dobrą książkę lub obejrzyj film.
To tylko jeden dzień. Najfajniejsze jest to, że jutro rano masz szansę wszystko zacząć od nowa i z nową energią.

Spodobają Ci się także:

36 komentarzy

aga 30 lipca, 2018 - 11:55 am

Sorry, ale takie artykuły o złych dniach, bo PMS i stłuczka PRZED OKRESEM, dają argumenty facetom, że kobiety do niczego się nie nadają, oprócz oczywiście rodzenia dzieci i usługiwania im. Skoro życie kobiety, jej zdolności podporządkowane są i uzależnione li tylko od cyklu hormonalnego, czyli mózg schodzi na drugi plan. Są słabymi kierowcami i we wszystkim są gorsze. Nie jestem jakąś zagorzałą feministką, ale wkurzają mnie te reklamy o menopauzie i PMS, tak jakby faceci nie mieli złych dni, gdzie ich wściekłość rozpiera i spadku poziomu hormonów w pewnym wieku oraz związanych z tym dolegliwościami Np. charakterystyczne dla andropauzy jest czepialstwo – kiedyś facetowi było wszystko jedno, a teraz nagle- „coś ty kobieto za serwetkę położyła na tym stole?!” 🙂 Dlatego nie dajmy się zaszufladkować dziewczyny w każdym wieku… Pozdrawiam

Reply
Basia Szmydt 30 lipca, 2018 - 12:02 pm

97 % procent moich czytelników to kobiety. Także nie wkurzaj się tak bardzo.

Reply
aga 30 lipca, 2018 - 12:54 pm

ok, ale kobiety to czytają i same wpędzają się w kompleksy, że tak jest, a facet jej jeszcze dopowie resztę

Reply
Ania 30 lipca, 2018 - 1:23 pm

Jeju… taki ładny tekst a jedyny komentarz dość pretensjonalny i skupiający się na jednym akapicie… Skoro blog pisany jest przez kobietę i czytany przez kobiety chyba większość z nas zna te dni ze swojej perspektywy, nie? Nie ma jednocześnie wykluczenia nikogo. Myślę że czytający bez względu na płeć, etap życiowy czy cokolwiek innego będzie mógł z przyjemnością to przeczytać i coś z niego wynieść. Ja już trochę za długo walczę z moją obecną chandrą i robię co mogę i w trakcie czytania uśmiechałam się od ucha do ucha. Ten komentarz trochę to zepsuł :/ Dlatego też (w ramach poprawy tego dnia) pierwszy raz od daaawna napisałam komentarz do czegokolwiek 😉 Pozdrowienia Basiu i życzenia by jednak w Internecie częściej możnaby spotkać życzliwe niż pełne pretensji do świata komentarze 🙂

Reply
Riverina 30 lipca, 2018 - 4:13 pm

Nie mam już PMS, a mam takie dni… 🙁 To czym je wytłumaczyć? Biorę hormony, bo sama ze sobą bym nie wytrzymała, więc gneralnie nastrój mam wyrównany, wiec dlaczego nagle zjeżdża? Chce mi się płakać lub wydrzeć na kogoś, albo komuś pokazać…
Duzo fajnych porad, mnie szczególnie wycisza, to powiedzenie; Co najgorszego moze się stać – od razu niweluje stres. Dużo trudniej jest poradzić sobie z poczuciem zalu, kiedy mam ochotę zaszyć się w mysią dziurę. Uciec gdzieś… tylko po tylu latach wiem, że nie ma gdzie się schować i tak naprawdę byłaby to ucieczka przed samym sobą. Więc moze lepiej tak stanąc twarzą w twarz ze sobą, odważnie, zamknąć dzień i zacząć nowy, z czystym kontem. Pomyślności!

Reply
s. 30 lipca, 2018 - 5:04 pm

Nie wściekaj się Aga, ale w słowach Basi odnajduję prawdę i sporo racji. Każda z nas ma takie dni i pomimo tego, że kobieta nadal wówczas ma też mózg, to jednak najczęściej hormony biorą górę… Czy tego chcemy czy nie. Zazwyczaj trzeba ten czas po prostu przeczekać, ale też dać ujście emocjom, a co tam :))
A na poprawę humoru może zamówimy u Autorki naszej ulubionej (a przynajmniej mojej) tekst o facetach, oczywiście o ich wszystkich męskich zaletach :))) pozdrawiam 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:14 am

To całkiem fajny pomysł – zaczynam obserwację facetów zatem 🙂

Reply
Karolina 31 lipca, 2018 - 9:45 am

A ja właśnie nie odbieram tego jako jakiegoś przytyku do kobiecości, tylko jako znak, że taka Basia z internetu, Gienia z poczty czy Krystyna z gazowni, mimo że ma miliony followersów też jest zwykła, jak ja. Miewa gorsze dni, nie zawsze jej się chce, ale zbiera dupkę i się ogarnia. I dzięki temu i ja mam chęci się ogarnąć i działać, nawet kiedy dopada mnie totalna niemoc.

Reply
Asia 4 sierpnia, 2018 - 3:58 pm

A ja się z Agą zgadzam, też jestem w tej grupie, która pms niczego w życiu nie tłumaczy. Mam gorszy dzień, bo go mam, tak samo jak każdy facet i nie przypisuję tego niezrównoważonej gospodarce hormonalnej. Nie lubię się sama stygmatyzować 😉

Chociaż biorę pod uwagę, że może rzeczywiście jestem w grupie szczęśliwców i inne mają gorzej. Tylko potem seksistowskie przytyki trafiają równo do wszystkich…

A tekst sam w sobie użyteczny, jak sporo na tym blogu 😉

Reply
Basia Szmydt 4 sierpnia, 2018 - 4:41 pm

Pms był jednym z setki powodów, przez który można mieć zły dzień.

Reply
Marta 30 lipca, 2018 - 2:12 pm

Spróbuję gadania 🙂 Do siebie na razie nie umiem…
Co do pmsu nasilonego ponad standard, warto sprawdzić poziom progesteronu w połowie fazy lutealnej, suplementacja syntetycznym przy niskim wyniku może pomóc.

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:15 am

Dziękuję za radę. PMS był tylko przykładem. Powodów chandry mogą być setki 🙂

Reply
Asia 30 lipca, 2018 - 3:27 pm

Potrzebowałam dziś to przeczytać ❤️ dziękuję Basiu !!!

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:16 am

<3 <3 <3

Reply
Ewelina 30 lipca, 2018 - 3:52 pm

Sztuka odpuszczania jest trudna, ale jak już raz sobie odpuścisz pozmywanie stosu naczyń / powkładanie książek/gazet/rachunków na półkę / pozbieranie ciuchów z suszarki / ogarnięcie podłóg (niepotrzebne skreślić) i widzisz, że świat się nie zawalił i nikt Cię z ukrycia nie sfotografował i nie wrzucił na fb albo insta jako „nieroba brudasa”, to się lżej na sercu robi. I się coraz częściej odpuszcza 🙂 żeby za kilka godzin, następnego dnia lub za tydzień na chillu to zrobić.
I uczę się tego ja, córka perfekcjonistki, i coraz lepiej mi wychodzi nie psucie sobie dnia takimi pierdołami 😉

Cudny tekst <3

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:16 am

Brawo Ty <3

Reply
Lidia 30 lipca, 2018 - 8:06 pm

Ja chyba mam permanentny PMS od kilku lub kilkunastu tygodni 😀 Postaram się zastosować rady bo już nic nie pomaga. Jedynie leki odrobinę 😉

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:17 am

Powodzenia <3

Reply
Ewa 31 lipca, 2018 - 5:39 am

Fajny tekst 🙂 Przydatne pomysły.

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:17 am

Dziękuję <3

Reply
Paulina z simplistic.pl 31 lipca, 2018 - 5:55 am

Od jakiegoś czasu w stresujących momentach stosuję myślenie „Co najgorszego może się stać”. Wbrew pozorom w ten sposób bardzo szybko się uspokajam. Do tego codziennie staram się znaleźć chociaż kilka rzeczy, za które jestem naprawdę wdzięczna i, kurde, to działa, bo mimo coraz rzadszych spadków energii i dobrego humoru, jestem naprawdę zadowolona i szczęśliwa! 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:18 am

Super Paulina! Na mnie zdanie „Co najgorszego może się stać” działa jak balsam <3

Reply
Hania 31 lipca, 2018 - 10:59 am

Basiu dziękuję, potrzebowałam właśnie dzisiaj takich słów

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:18 am

Cieszę się, że je znalazłaś <3

Reply
Monia 31 lipca, 2018 - 11:32 am

Mam wlasnie dzisiaj taki dzien….. masakra. Ale do miesiaczki jeszcze hoho. Ale chyba przeczytałam malo dokładnie ten tekst, no mi sie wydawalo ze tylko wspomnialas ze to moze byc przy okazji pms a nie jako glowny powod ,,beznadziejnego dnia,,. Bo sie rozpetala jakas ,,gównoburza,,… chyba komentujaca tez ma taki dzien i sie wyzyla. Pozdrawiam

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:19 am

PMS był tylko przykładem 🙂

Reply
Anna 31 lipca, 2018 - 8:03 pm

Rozmowa z samą sobą na głos faktycznie działa jak spotkanie z terapeutą, często ją stosuję jak jest już bardzo kiepsko. Ale z miłym zaskoczeniem stwierdzam, że większość podanych przez Ciebie technik kiedyś tam gdzieś się u mnie przemknęło 🙂 teraz to sobie usystematyzowalam i już wiem jak będę postępować, dziękuję za ten wpis 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:20 am

No i super 🙂 Pozdrowienia!

Reply
Paulina 1 sierpnia, 2018 - 6:33 am

Świetny tekst. Proste i przyjemne a jednocześnie dające dobre efekty pomysły na gorszy dzień. Sama niedawno odkryłam rozmowy ze sobą i korzystam z tej metody bardzo często. Gadam i gadam aż robi mi się lepiej na duszy.

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:20 am

Ja się tego gadania ciągle uczę – pomaga rzeczywiście <3

Reply
SevenSeas 1 sierpnia, 2018 - 9:37 am

Odpuszczanie to trudna sztuka 🙂 Bardzo fajny tekst, super się go czytało

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:21 am

dziękuję 🙂

Reply
Ewelina 1 sierpnia, 2018 - 10:15 am

w punkt Basia <3

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:21 am

:*

Reply
Nu. 1 sierpnia, 2018 - 5:34 pm

Basia, jak bardzo to rozumiem ! W pracy nerwowo bo to „taki czas”, a ja mam wrażenie jakby zawsze był „taki czas” tylko że teraz trochę gorzej bo do tego jeszcze upał. Wracam do domu a tam remont i od progu myślę że w pracy to w sumie było fajnie bo w remoncie to niewiadomo co gorsze – kłótnie z mężem czy starczy nam kasy na całość w tym miesiącu czy jednak czekamy do kolejnego, czy może wszechobecny syf, na który nie mogę już patrzeć. Chyba jednak syf gorszy, powoduje u mnie permanentną frustrację. Ja w ciąży i to takiej że już bliżej niż dalej z wiecznymi wyrzutami sumienia. Bo za dużo przytyłam i może to dlatego że coś niezdrowo jadłam. Że za mało sypiam i za mało odpoczywam. Że za mało czasu i uwagi poświęcam temu rosnącemu dziecku. Ciągle się zastanawiam gdzie są te kobiety które mówiły że pierwsza ciąża to super czas bo nie masz dzieci więc skupiasz się na rosnącym brzuszku, leżysz, głaszczesz, odpoczywasz. Czy one nie pracowały, nie uczyły się, nie remontowały ??

Mnie pomaga mówienie do siebie. Mówię sobie np. „spoko, jest remont to jest syf i to normalne. Twój dom przed tak nie wyglądał więc i po nie będzie.Każdy remont się kiedyś kończy. Pizza nie sprawi że przytyjesz od razu 5 kg jeśli pozostałe posiłki były zdrowe, a przecież były. Ćwiczysz, ruszasz się, robisz wszystko ok. ”

Mnie to pomaga bardzo , tylko tak potrafię trzeźwo spojrzeć na sytuację – właśnie omawiając tę sytuację 🙂

Reply
Basia Szmydt 7 sierpnia, 2018 - 9:23 am

O kurczę…Wdech i wydech – bardzo proszę :* Tłumacz sobie i gadaj sama do siebie, bo wszystko jest dobrze. To tylko remont, to tylko bałagan – zaraz się skończy, a Twoje zdrowie teraz jest absolutnie najważniejsze. Bądź dla siebie dobra <3 Pozdrawiam Cie ciepło.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem