JAK ZROBIŁAM LETNI KLIMAT NA TARASIE – w jedno popołudnie.

Autor: Basia Szmydt

Lubię gdy jest wokół mnie ładnie. Lubię te wszystkie detale, szczegóły, kolory, kwiatki, tkaniny, świeczki, poduszki, naczynia i całe mnóstwo innych rzeczy, które pomagają mi stworzyć klimat w zależności od okoliczności, pory roku czy po prostu nastroju.

Wiosną znoszę do domu kwitnące gałęzie drzew owocowych i wprowadzam tonę żółtego koloru.  Jesienią rozstawiam na tarasie dynie, które dostaję od sąsiadów, a w salonie rozkładam miękkie wełniane koce, poduszki i pachnące świece. Zimą rozpalam w kominku, robię kakao do największego kubka, a do wnętrz wprowadzam dużo czerwonego koloru i białe lampeczki choinkowe. Latem zrywam piękne, kolorowe chwasty i wstawiam je do każdego wazonu, jaki znajdę w szafce. Na tarasie zawieszam powiewające na wietrze firanki, a z tyłu, tam gdzie spędzamy każde popołudnie robię nam i naszym gościom prawdziwie wakacyjną przestrzeń do spędzania letniego czasu. Dlaczego? Żeby było ładnie! Po prostu. Żeby cieszyć swe oczy pięknem, żeby nieustannie powtarzać „ale tu jest ładnie!”, żeby mi się chciało w tym domu przebywać, żebyśmy mogli w nim odpoczywać i żeby było mi, mojej rodzinie i moim gościom w nim po prostu dobrze.

Mnie tej dbałości o detale nauczyła mama, babcie i ciocia. Każda z nich miała i ma ogromne poczucie estetyki. Lubiłam obserwować moją mamę, która w ostatniej chwili, gdy wszyscy goście siedzieli już przy stole wychodziła na chwilkę z domu, by zerwać choć jedną zieloną gałązkę, choć kilka konwalii do wazonu. Babcię Teresę, która z marchewek i rzodkiewek wycinała kwiaty i dekorowała nimi sałatki. Babcię Zosię, która na obrusie w czerwoną kratkę zawsze stawiała maleńki gliniany wazon z kilkoma kwiatkami, mimo, że w jej kuchni gotowało się jak dla pułku wojska. Ciocię Alę, która haftowała przepiękne serwetki, i które obowiązkowo musiały leżeć na stole nawet, gdy na obiad właśnie podano frytki.
Dochodzą mnie słuchy, od tych, co to u mnie już nie raz byli, że rzeczywiście znam się na tym robieniu klimatu, więc dziś pokażę Ci czym dla mnie jest ten klimat, jak go szybko wyczarować za pomocą dodatków i przy okazji nie wydać miliona monet. Za scenerię posłuży nasz drugi taras, bo to na nim spędzamy ostatnie miesiące niezależnie od tego czy pada czy świeci słońce. Tomek powiesił w tym roku wodoodporny żagiel, który chroni nas od słońca i trochę od deszczu też 🙂  To tymczasowe rozwiązanie (docelowo ma być pergola lub markiza), ale pełni swoją funkcję całkiem dobrze. Na tyle dobrze, że na tarasie meldujemy się już z poranną kawą.

Na tych zdjęciach widzisz jak wygląda nasz taras w wersji „posprzątanej”. Normalnie panuje tu większy chaos, z czego 80 % stanowią akcesoria do pływania i zabawy naszych chłopców. Mamy dwa wygodne leżaki do opalania się i „chillowania”, o które w naszym domu jest ciągła walka. Mamy też kącik z fotelami i sofami, nad którym rozciągnięty jest wspomniany żagiel. To tutaj jemy obiady, grillujemy, czytamy i spotykamy się ze znajomymi. Jest też basen, o którym marzyły dzieciaki, a który swobodnie mieści też dorosłych. Są sznury lampek, które dają piękne światło wieczorem. Tę właśnie przestrzeń chcę pokazać Ci dzisiaj, a konkretnie to jak ją zmieniam, dekoruję i wprowadzam do niej klimat, gdy na przykład mają przyjść goście lub gdy chcę po prostu nieco ożywić te tarasowe szarości.


Tak zmienił się nasz taras w jeden dzień. Czas liczony razem z zakupami i gotowaniem. Na koniec wystarczyło włączyć ulubioną muzykę i poszukać spreja na komary w szufladzie, by móc spędzić tu kolejny letni wieczór.


No dobrze to teraz opowiem Ci jak ja to zrobiłam. Najpierw rozejrzałam się po domu i sprawdziłam co mam i w jakich to jest kolorach. Zobaczyłam też jakie kwiaty (również chwasty) akurat kwitną i od razu wymyśliłam sobie bazowe kolory. Moje ukochane barwy lata to granat, błękit, biel, a do tego żółte i zielone akcenty, zazwyczaj właśnie w formie roślin.

Na stoliku rozłożyłam białą, delikatną tkaninę (to stara zasłonka, która skurczyła się w praniu) i zaczęłam zabawę. Po pierwsze kwiaty. Te, które pokażę Ci na zdjęciach to po prostu chwasty z naszego dość zaniedbanego ogródka i okolicznych łąk. Jest też koper, którego delikatne, jasnozielone gałązki wyglądają po prostu pięknie w maleńkich wazonikach.
Sztućce, które zbieram namiętnie (najchętniej te z drewnianymi rączkami) włożyłam do małych, metalowych wiaderek, a te z kolei obwiązałam niebieską tasiemką (liczą się detale!).

Kolejna rzecz – naczynia. Uwielbiam piękne talerze. Szczególnie te w niebiesko – granatowych kolorach. Zapełniam nimi moją witrynkę w kuchni. Gdy nie są w użyciu stanowią ozdobę.
Wykorzystałam trzy naczynia: biały duży talerz, mniejszy błękitny i seledynową miseczkę. Ułożone jedna na drugiej tworzą warstwy i piękny misz-masz kolorów. Zamiast podkładki położyłam złożone ściereczki kuchenne, które ze swoimi granatowymi akcentami idealnie pasują do naczyń. Do tego szklanki w pięknym, zielonkawym odcieniu i lampiony z pachnącymi wanilią tea-lightami (odstraszają komary!). Udało mi się też znaleźć koszyk na chleb w granatowym kolorze. Zauważ, że wciąż trzymam się kilku bazowych kolorów.

Dodatki w odpowiednich kolorach znalazłam w IKEA. Są niedrogie, a jednocześnie piękne i funkcjonalne. W ofercie sklepu IKEA można znaleźć ponad 2000 produktów, których cena nie przekracza 20 zł. To dla mnie super opcja do przeprowadzania ekspresowych metamorfoz mojego domu, a taras jest tego najlepszym przykładem.




Resztę dekoracji stołu stanowi już tylko jedzenie i kwiaty. Lubię, gdy to właśnie jedzenie gra pierwszą rolę, a tło dla niego jest wyważone. W ten sposób ogórkowa według przepisu Babci Teresy jest jak zwykle królową imprezy 🙂
Zostawiam Ci na końcu tego wpisu przepis. Jest super prosty. W domowym jedzeniu jest moc. Śmiało – zapisz i wydrukuj go sobie.
Do tego deser, czyli francuska tarte tatin z tak nieprzyzwoitą ilością masła w recepturze, że nawet ja jestem zaskoczona 🙂