NOWA ODSŁONA STAREJ KONSOLI – czyli banalnie proste odnawianie mebli

Autor: Basia Szmydt

Ogarnął mnie szał malowania. Między regały z pędzlami, farbami, wałkami i taśmami malarskimi w markecie budowlanym wchodzę już pewnym krokiem. Nie straszne mi wybieranie odpowiednich farb, poproszenie pana na dziale o wymieszanie ze sobą takich kolorów żeby uzyskać właśnie tę zieleń, jaką sobie wymyśliłam, a później prace przy odnawianiu kolejnego, upolowanego starocia.

Odnawianie to może zbyt duże słowo. Ja po prostu odkryłam bogactwo czekających na mnie w sklepie różnorodnych farb i to jak bardzo może zmienić się dana rzecz jak tylko potraktuję ją kilkoma warstwami tejże farby.
Ah jak dobrze jest mieć kolejną okazję ku temu, by wyszukać jakiegoś starocia w ulubionym sklepie z takimi właśnie perełkami 😀

Uwaga – podaję jego adres raz jeszcze –> UL. CHODAKOWSKA 1 SOCHACZEW

To właśnie w tym sklepie, zupełnym przypadkiem i bez wcześniej ustalonego planu znalazłam drewnianą konsolę. Była w brzydkim, brązowym kolorze, była trochę odrapana, ale cała sztuka polega właśnie na tym, żeby dostrzec potencjał takiego mebla wtedy, kiedy jest brzydki i wyobrazić go sobie w nowej odsłonie.

Tak wyglądała konsola przed. To stary, solidny, drewniany mebel. Ma idealną wysokość, ma dwie szuflady i półkę na koszyki, z którymi chodzę na zakupy. Prawie ideał. Pozostało tylko pomalować konsolę na jakiś piękny kolor.


Po licznych konsultacjach z moją siostrą i kuzynką w końcu nadszedł dzień wyboru koloru. W tym celu pojechałam do naszego sklepu budowlanego, a miły pan zostawił mnie z próbnikiem kolorów na tak długo ile potrzebuję (jego słowa) z zaznaczeniem, że w maszynie wymiesza mi taki kolor jaki chcę.
Spośród setki zielonych wybrałam…zielony. Ciężka sprawa. Farba to po prostu farba do drewna.


Kupiłam też papier ścierny drobnoziarnisty, mały wałek i pędzelek do malowania. Zrezygnowałam z podkładu, czyli takiego preparatu do nakładania pod farbę z kolorem. Używałam jej podczas malowania starej szafy w sypialni rodziców.
To jest dobra rzecz, ale jak się okazuje nie jest niezbędna.

METAMORFOZA SYPIALNI MOICH RODZICÓW.

Najpierw zmatowiłam konsolę papierem ściernym, potem dokładnie wyczyściłam z pyłu i kurzu. A potem nałożyłam pierwszą warstwę farby. Szafka nie wyglądała zbyt dobrze. Ten etap może demotywować, bo człowiek zaczyna się zastanawiać czy się uda, czy ta szafka będzie wyglądać tak jak ją sobie wyobraziliśmy. Będzie, ale trzeba położyć kilka warstw i pilnować, żeby pomiędzy jedną, a drugą warstwą farba dobrze wysychała.
Ważna rzecz: lepiej, żeby malowany mebel wysychał w pomieszczeniu.

Tak wyglądała konsola pomalowana jedną warstwą farby.



Schła sobie całą noc, a rano pomalowałam ją kolejną warstwą.


Finalnie szafka, by wyglądać pięknie potrzebowała trzech warstw farby do drewna.


Wszystkie te prace zajęły mi dwa dni. Oczywiście nie „ciurkiem”. Samo malowanie i przygotowanie szafki do malowania to przyjemność i taka „szkolna zabawa”. Mówię szkolna, bo w pewnym momencie najlepiej sprawdził mi się właśnie taki niewielki, szkolny pędzelek 🙂

Konsola stanęła w miejscu, w którym miała stać od początku, ale nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego mebla. Ma piękny kolor, który świetnie zgrał się z żółtymi, wejściowymi drzwiami, a ja jestem dumna, że całkiem sama dałam staremu meblowi drugie życie, choć wcale mocna w takich projektach się nie czułam.
Złapałam bakcyla i niedługo zabieram się za malowanie szafek w spiżarce.

Może i Ciebie zainspiruję do takich małych – wielkich zmian w mieszkaniu? To dosyć tani i efektywny sposób na zmiany, a zmiany  i wieczne przemeblowania to coś, co kobiety kochają najbardziej 🙂

Oto jak prezentuje się nasza konsola w naszym domu.