MARZEC 2026 | NOTATKI Z ŻYCIA

W dzisiejszym wpisie słów kilka o wiosennym wyczerpaniu, warszawskich randkach, miłości do bukietów, zdobyczach z lumpeksów i przepis na super zdrową surówkę z kiszonej kapusty. Zapraszam!

Marzec to był przedziwny dla mnie miesiąc. I choć tak długo czekałam na wiosnę, to gdy wreszcie zaczęła nadchodzić, ja dosłownie opadłam z sił i najchętniej leżałabym zakopana pod kocem z książką. Czy tak zrobiłam? Nie od razu…Dosyć późno zorientowałam się, że moja przedłużająca się chandra – zupełnie nie pasująca do budzącej się do życia natury za oknem – to nic innego, jak powtarzające się każdego roku przesilenie wiosenne. Jednak zamiast posłuchać swojego ciała i po prostu odpocząć, ja walczyłam z tym stanem, wypełniając swoje listy zadań kolejnymi niezbędnymi sprawami do załatwienia. Dlaczego? Dziś już znam odpowiedź. Bo gdy czuję się taka…”rozlazła”, to myślę sobie, że gdy posprzątam, ogarnę to, co trzeba, to odzyskam w pewien sposób poczucie kontroli (również nad swoim nastrojem), zacznę od nowa i wezmę się w garść. Paradoks polegał na tym, że im słabiej się czułam, tym więcej chciałam robić.

Oczywiście dziś jestem już bogatsza w doświadczenie i wiem, że to nie było zbyt mądre rozwiązanie. Szczerze powiedziawszy to nie było żadne rozwiązanie (no może poza tym, że mam posprzątany dom). Ale taka już chyba nasza, ludzka natura, że stajemy się mądrzejsi dopiero popełniając błędy i ucząc się na nich. Ja na pewno.

Zgłębiłam temat wiosennego przesilenia i poczyniłam na ten temat wpis, a samej sobie obiecałam, że w przyszłym roku, gdy dopadnie mnie ten stan, będę dla siebie bardziej wyrozumiała. W końcu świadomość to pierwszy krok do sukcesu, czyż nie?

PRZESILENIE WIOSENNE – SKĄD SIĘ BIERZE I DLACZEGO CZUJEMY SIĘ ZMĘCZENI?

Nasz remont w domu już niemal skończony. Wciąż niecierpliwie czekamy na blaty w kuchni. Jednak już teraz widzę efekty naszej pracy i subtelną metamorfozę domu. Dokładnie o to mi chodziło. Cieszą mnie te wszystkie detale w postaci eleganckich, ceramicznych włączników, lnianych zasłon czy półeczek w kolorze drzewa orzechowego. Kto by pomyślał, że takie szczegóły będą wymagały tak wielkiego kucia i bałaganu?

Ten remont był dla mnie również symboliczny. Doskonale pamiętam meble zbite z palet i starą dwupalnikową kuchenkę gazową, którą ktoś wyrzucał, a ja jeszcze przez długi czas gotowałam na niej obiady dla moich dzieci. Pamiętam też starą lodówkę Mińsk, którą dostaliśmy od mojej teściowej na przeżycie pierwszych miesięcy życia w nowym domu. Był 2016 rok, a my nie mieliśmy grosza.

Pamiętam, jak przeglądałam Pinterest i tworzyłam tablice zatytułowane „Moja wymarzona kuchnia” lub „Moje wymarzone biuro”. Dziś, gdy po latach te tablice dosłownie krystalizują się w naszym kolejnym domu i wiele lat później, ja wciąż pamiętam tamtą kuchnię zbitą z palet i przepełnia mnie ogromna wdzięczność za wszystkie etapy, które wspólnie przeszliśmy. Doceniam w naszym domu każdy detal i każdą godzinę spędzoną na naszej ciężkiej, fizycznej pracy. Doceniam każde jedno ceramiczne gniazdko, o którym kiedyś mogłam tylko pomarzyć. Doceniam to, że cierpliwie czekałam na ten czas. I doceniam to, że po latach wciąż z taką samą intensywnością cieszę się takimi drobiazgami.

Gdy wpisywałam na początku tego roku swoje marzenia do kalendarza, jednym z nich było to, by wykończyć nasz dom z dbałością o każdy szczegół. By pozbyć się z niego wszystkiego, co przypadkowe i zbędne, i by wypełnić go przedmiotami, które są doskonałej jakości, które są piękne, praktyczne i przede wszystkim potrzebne. Dałam sobie dużo, dużo czasu na ten proces i obiecałam sobie, że będę się nim cieszyć. Proces trwa, ja sukcesywnie pozbywam się rzeczy i bardzo długo zastanawiam się nad zakupem kolejnych. Wolę poczekać i kupić coś droższego, ale porządnego, niż kupować byle co i byle gdzie.

W myśl tej zasady, po wielu tygodniach poszukiwań idealnych krzeseł do jadalni i dojściu do wniosku, że nie ma dla mnie modeli, które jednocześnie byłyby piękne i wygodne, kupiłam kilkudziesięcioletnie Hałasy, które spełniły oba te warunki. Te krzesła to świetny przykład tego, jak wyglądało dobre wzornictwo w czasach ograniczeń czyli w latach 60-tych X wieku. Sam Rajmund Teofil Hałas bardzo mocno inspirował się skandynawskim designem, co widać wciąż w prostej, minimalistycznej formie zaprojektowanych przez niego mebli. Ja uwielbiam styl mid century i uważam, że pomimo wieku, krzesła są absolutnie ponadczasowe i pasują do naszego wnętrza. Razem z moim mężem postanowiliśmy odnowić je i dać im drugie życie. Zeszlifowaliśmy z nich stary lakier, pokryliśmy lakierobejcą, wymieniliśmy gąbkę tapicerską, a lnianą tkaninę do siedzisk kupiliśmy w sklepie z tkaninami, który odwiedzałam jako mała dziewczynka z moją babcią krawcową.

Krzesła są cztery, a ja poszukuję kolejnych czterech – identycznych. Oczywiście do odnowienia. Gdy poświęci się im odrobinę pracy i czasu, wyglądają wspaniale!

Poniżej na zdjęciu oprawiona w ramkę akwarela ze szkockimi latarniami, którą wyszperałam w sklepie ze starociami.
Właśnie takiego urządzania domu pragnę. Przemyślanego, niespiesznego i szytego na moją i mojej rodziny miarę.

A jeśli jestem przy dekoracjach, to odkryłam swoje nowy hobby – układanie bukietów. Oczywiście jestem w tym totalna amatorką, ale cieszy mnie to ogromnie. Raz na dwa tygodnie wybieram się wczesnym rankiem na giełdę kwiatową, a wracając z giełdy zawsze zbieram jakieś gałęzie, które ktoś inny uznał za odpad po wycince. W ten sposób tworzę bukiety ze świeżych kwiatów do naszego domu. Są jak biżuteria.

W marcu pojawiałam się w miarę regularnie na siłowni. Wciąż podtrzymuję przekonanie, że ruch to najlepsze lekarstwo nie tylko dla ciała, ale i dla zatroskanej duszy i nadmiaru myśli w głowie.

Odwiedziłam nowe miejsce na mapie Lublina – przepiękne N’Joy Studio, gdzie wzięłam udział w evencie pod patronatem 4F. Oprócz tego, że był to super czas pełen aktywności fizycznej, to był to również mój pierwszy raz, gdy ćwiczyłam w topie odsłaniającym brzuch (!!!). Pierwsza myśl? „Ojej przecież mi wyjdą fałdki z tych legginsów! Po chwili jednak równie szybko przyszła refleksja i myśl, która brzmiała mniej więcej tak: ” Hej dziewczyno przecież jesteś kobietą. Przecież twoje ciało potrafi się zmieniać kilka razy w skali miesiąca, w zależności od fazy cyklu. Czy zapomniałaś już o tym, że w twojej szafie musisz mieć na tę okoliczność spodnie w dwóch rozmiarach? Czy zapomniałaś już, jak silna się stałaś dzięki tym ćwiczeniom i że na siłowni to, jak wyglądasz obchodzi tylko ciebie?”. Chwilę później ćwiczyłam już z uśmiechem na twarzy, nie zwracając uwagi na wypadające z legginsów fałdki. To był świetny trening.

Po kiszonki warto sięgać przez cały rok, a wiosną szczególnie. Poniżej zostawiam Ci przepis na moją ulubioną surówkę z kiszonej kapusty:

SURÓWKA Z KISZONEJ KAPUSTY

Wiosną kolory się zmieniają, nawet te na moich zdjęciach.
Posiany owies, któremu udało się wyrosnąć akurat na Wielkanoc.
Nowa ulubiona bluzka, która doskonale pasuje do mojego równie ulubionego koktajlu z borówek (jak to dobrze, że chciało mi się je mrozić latem!).
Malutka dziewczynka, która przez długie minuty podziwiała ciastka w kawiarni Panna na warszawskim Mokotowie.
Dobre, domowe śniadanie zjedzone w towarzystwie dobrych ludzi. Pasta z makreli, twarożek z warzywami, świeży chleb na zakwasie, dobra szynka, a na deser daktyle nadziewane masłem migdałowym i posypane solą – uwielbiam ten zestaw.

Niezmiennie od 21 lat praktykujemy nasze warszawskie randki. Warszawa to nasze miasto mocy. To tam razem dorastaliśmy, razem uczyliśmy się dorosłego życia, zarabialiśmy pierwsze, dorosłe pieniądze, jeździliśmy do rana rowerami i nieustannie robiliśmy pikniki. Z tęsknoty za tymi czasami wpadamy tam chociaż na chwilę. Tym razem te chwile to zdjęcia z foto budki przy kinie Atlantic, ukochane tajskie w knajpce PUMPUI na Mokotowie, kalafiorowa z baru mlecznego na Jerozolimskich, wystawianie buzi do słońca i podziwianie mieszkańców stolicy.

Nic mi więcej od Warszawy nie potrzeba. Uwielbiam.

Na koniec kilka polecajek książkowo – filmowych.

Zacznę od książek – tutaj nic nowego z mojej strony. Wciąż jestem w procesie czytania kolejnych części sagi rodzinnej „Siedem sióstr Lucindy Riley. Niezmiennie polecam. Pisałam o niej w poprzednich postach.

Obejrzałam dwa seriale. Oba mi się podobały, oba polecam. Pierwszy to „Harry Hole”, który powstał na podstawie bestsellerowych książek Jo Nesbø i przenosi na ekran ich charakterystyczny, mroczny klimat. To skandynawski kryminał z charakternym i trochę pogubionym, ale niezwykle skutecznym bohaterem i historią, która bardziej stawia na napięcie i psychologię niż szybkie tempo akcji. Idealny dla fanów nordic noir i kryminalnych zagadek. Książki pochłonęłam jedna po drugiej. Serial w dobry sposób je uzupełnił.

Drugi serial opowiada historię sekty Niebo, która swoją siedzibę w latach 90-tych miała w moim województwie, a konkretnie w Majdanie Kozłowieckim. Pamiętam, że było o niej głośno w tamtych czasach. Serial „Niebo rok w piekle” to dramat psychologiczny, inspirowany prawdziwymi zdarzeniami, który pokazuje, jak w łatwy sposób można zmanipulować i zniewolić osobę, która jest w kryzysie przynależności, tożsamości czy braku miłości. Tomasz Kot i Magda Różdżka stworzyli role według mnie doskonałe i w bardzo wiarygodny sposób pokazali niepokojący mechanizm werbowania do sekty. Emocjonalny, mocny, pełen napięcia, dobry serial.

I dla odmiany coś lżejszego czyli program reality show, od którego minimalnie się uzależniłam. Niech Cię nie zmyli zabawny tytuł „Sanatorium miłości”! O nie! Bo to program o seniorach, którymi, jeśli wszystko dobrze pójdzie, wszyscy pewnego dnia zostaniemy. Pełen zwrotów akcji, emocji, intryg, namiętności i ogromnej tęsknoty za miłością. Gdy mamy po 40 lat to wydaje nam się, że seniorzy nie mają już takich potrzeb, jak my, nie uprawiają seksu, nie zakochują się, nie chcą próbować nowych rzeczy itd. A tu nagle wchodzi program „Sanatorium miłości”, który burzy wszystkie te błędne przekonania i pokazuje widzom, że w każdym wieku można spełniać swoje marzenia, można próbować cos po praz pierwszy i wierzyć w to, że nawet po rozwodzie czy śmierci bliskiej osoby, nie jesteśmy skazani na samotność. Ja jestem tym programem oczarowana.

U mnie to tyle. A jak u Ciebie? Jaki był Twój marzec? Jak się czujesz?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Obserwuj mnie na Instagramie

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.