METAMORFOZA KUCHNI – od projektu do efektu końcowego.
Oto metamorfoza naszej kuchni. Jeśli jesteś tu ze mną dłużej, to tę kuchnię zapewne dobrze znasz. Pokazywałam ją na moim blogu wielokrotnie. Pisałam o tym, jak ją urządziliśmy, jakie rozwiązania wybraliśmy i jakie sprzęty sprawdzają się u nas na co dzień. Dlatego ten wpis i ten remont jest po prostu kolejnym rozdziałem tej samej, kuchennej historii, ale w innej, nieco odświeżonej wersji.
Gdy wymyśliłam sobie ten remont, najczęściej słyszałam: „Ale po co ci on? Przecież ta kuchnia jest ładna. Po co chcesz cokolwiek zmieniać?”. No cóż, ja już dawno przekonałam się o tym, żeby słuchać przede wszystkim swojej intuicji, a ta bardzo wyraźnie mówiła mi, że nasza kuchnia może być jeszcze bardziej funkcjonalna, piękna i uszyta na miarę moją i mojej rodziny. Zależało mi, żeby to pomieszczenie, serce naszego domu, stało się bardziej spójne, lżejsze wizualnie i jaśniejsze. Pewne rzeczy, które podobały mi się kilka lat temu, znudziły mi się i z całego serca zapragnęłam zmiany.
Pozostało mi tylko do tej zmiany namówić mojego męża, bo to on miał być główną siłą wykonawczą 🙂
Zanim jednak przejdę do remontu, zostawiam kilka linków, w których możesz zobaczyć, jak ta kuchnia wyglądała w dniu zakupu naszego domu z lat 90 i jak zmieniała się na przestrzeni ostatnich kilku lat:
KUPILIŚMY DOM W LUBLINIE – ZOBACZ JAK WYGLĄDAŁ W DNIU ZAKUPU
MOJA KUCHNIA – JEJ UMEBLOWANIE, WYPOSAŻANIE, WYSTRÓJ I SPRZĘT AGD
KILKA KADRÓW Z NASZEGO DOMU I SPORO ODPOWIEDZI NA PYTANIA „A SKĄD JEST…?”


Kuchnia, którą widzisz na tych zdjęciach była i jest moim ulubionym miejscem w całym domu. Jednak przez ten cały czas jej użytkowania wiedziałam, które rozwiązania są ponadczasowe, a które nie zdają egzaminu. I choć wszystkie te przedmioty, które widzisz na zdjęciach podobały mi się i wciąż podobają, to ja postanowiłam znaleźć im nowy dom i nowych właścicieli, a do swojej kuchni wprowadzić nowe rozwiązania, które będą podobały mi się jeszcze bardziej.

Na pierwszy ogień poszły szafki wiszące, które wyglądały pięknie, ale ja czułam, że chcę naszej kuchni nadać więcej lekkości i zastąpić je otwartymi półkami, nad którymi powiesimy kinkiety z ciepłym światłem Gdy Tomek zdjął szafki ze ściany, naszym oczom ukazały się skutki mojego gotowania, a konkretnie mojej bardzo przypalonej grochówki. Ściany za okapem były dosłownie pomarańczowe!
Górne szafki okazały się być tylko początkiem zmian w kuchni, bo idąc za ciosem postanowiliśmy zmienić okap, wyprowadzić kable pod oświetlenie na ścianach, zmienić zupełnie rozstawienie i wielkość świateł na suficie, zrezygnować z lampy wiszącej, a to wiązało się z ogromem kucia, rycia, szpachlowania, gipsowania, zacierania i malowania ścian.

Byłam na to przygotowana! Zrobiłam profesjonalny projekt i wizualizację 🙂

A mój wspaniały mąż wykazał się oceanem cierpliwości do mnie i do moich pomysłów i najpierw dzielnie pozował mi z różnymi akcesoriami, a później….


…wprowadzał te wszystkie moje pomysły w życie tylko odrobinę przeklinając pod nosem 🙂
Tomek potrafi zrobić absolutnie wszystko w tym domu. Jestem z niego niesamowicie dumna. I obiecuję publicznie, że to jeden z ostatnich takich remontów na najbliższe lata. Od teraz odpoczywamy :)!


W takich polowych warunkach gotowaliśmy każdego dnia. Nawet podczas remontu widać funkcjonalność tej kuchni 🙂


A tu już końcówka – montaż okapu i skręcanie wyspy kuchennej.


W naszym życiu przewinęło się już kilkanaście kuchni. Były te w wynajmowanych mieszkaniach, w których dopiero zaczynaliśmy wspólne życie. Była kuchnia u moich rodziców i u teściów – miejsce pierwszych rodzinnych obiadów i pierwszych lat życia naszych synków. Była prowizoryczna kuchnia zbita z palet w nowo wybudowanym domu, bo na wymarzoną po prostu nie było nas jeszcze stać. Była kuchnia na Karaibach i ta w Norwegii, kiedy życie poprowadziło nas na emigrację.
Później przyszła pierwsza kuchnia urządzona za naprawdę duże, ciężko odłożone pieniądze – w domu pod Warszawą. Byliśmy wtedy tak szczęśliwi, że spaliśmy na materacach rozłożonych na podłodze, tylko po to, żeby budzić się rano i na nią patrzeć.
I chyba właśnie dlatego dziś tak bardzo wzrusza mnie ta kuchnia, którą pokazuję na zdjęciach. Bo kiedy patrzę na nią teraz, widzę nie tylko meble, blaty czy lampy. Widzę wszystkie lata pracy, decyzji, wyrzeczeń i małych kroków, które doprowadziły nas właśnie tutaj.
Nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach, nie pomyślałabym, że kiedyś będę mogła być właścicielką takiej kuchni. Każdego poranka, kiedy schodzę na dół, dotykam tych wymarzonych blatów i piję pierwszą kawę, czuję ogromną wdzięczność.
Ale dość już tej nadmiernej emocjonalności – pora na metamorfozę!

Do naszej kuchni wchodzi się z korytarza przez dwuskrzydłowe, drewniane drzwi kupione na OLX. Podobno mają ponad sto lat. Oddaliśmy je do renowacji, a później zostały pomalowane u stolarza. Bardzo zależało mi na tym, żeby zamiast nowych, idealnych drzwi pojawiło się tutaj coś autentycznego, z widoczną strukturą drewna, ciężarem i klimatem starych domów.
Tuż po wejściu znajduje się nasz kącik kawowy. W szufladach schowaliśmy kawy, herbaty, matchę i inne drobiazgi, dzięki czemu cały blat pozostaje uporządkowany.
Nad blatem zamontowaliśmy dwie półki robione na wymiar, osadzone na prostych wspornikach. Jedno miejsce od początku było tam zarezerwowane dla plakatu, który jest z nami od wielu lat i którego nie wyobrażamy sobie już nie mieć w kuchni. Minimalistyczny, bardzo prosty, a jednak ma dla nas ogromną wartość sentymentalną. Przetrwał kilka przeprowadzek, różne mieszkania i domy i chyba stał się już częścią naszej historii.



Z kuchni do jadalni również prowadzą dwuskrzydłowe, drewniane drzwi. Te były już jednak robione na zamówienie, dokładnie pod ten projekt i proporcje wnętrza.
Tak prezentuje się kuchnia od strony jadalni. Na podłodze położyliśmy moje ukochane kamienne płytki TopCer, o których więcej pisałam już w osobnym wpisie:
PŁYTKI TOP CER – GDZIE KUPIĆ I JAK JE ZAIMPREGNOWAĆ?
Centralnym punktem kuchni stała się duża wyspa, wykonana – podobnie jak cała zabudowa – na bazie systemu METOD IKEA. Zależało nam na prostym, ponadczasowym projekcie i maksymalnym wykorzystaniu przestrzeni do przechowywania, dlatego wewnątrz znalazło się mnóstwo szuflad i szafek.
Na wyspie położyliśmy blat z naturalnego marmuru w chłodnej tonacji. Przepięknie rozjaśnia wnętrze i odbija światło.
Wysokie hokery przy wyspie znalazłam w sklepie Westwing.

Tak samo jak w poprzedniej wersji kuchni, w tej również dużą rolę odgrywają pnącza epipremnum, które planuję prowadzić po ścianach i suficie. Uwielbiam ten zielony akcent w jasnej przestrzeni.
Marmurowy blat położyliśmy również na dużym stole w jadalni.




Wszystkie blaty są ryflowane na brzegach.
O blatach napiszę osobny post, bo mam o nie sporo pytań.

Wyspa to również ogrom nowego miejsca do przechowywania. Zależało mi, żeby szuflady i to, co w nich będzie było bardzo dobrze przemyślane. Dzięki temu, że każda rzecz ma swoje miejsce, porządki zajmują naprawdę mało czasu, a ja mogę cieszyć się pustymi blatami.



Obok zmywarki zaplanowałam szuflady na talerze, kubki, szklanki, sztućce i garnki, dzięki temu jej rozładowanie zajmuje dosłownie chwilę. To naprawdę bardzo praktyczne rozwiązanie.

Zaplanowałam też szuflady na takie sprzęty jak robot kuchenny, airfryer, piec do pizzy czy sokowirówka. Podoba mi się to rozwiązanie, bo tak jak wspominałam, lubię mieć puste blaty, a sprzęty wyjmuję tylko od czasu do czasu.



Kolejnym praktycznym rozwiązaniem jest przedłużacz w szufladzie przy blacie, w miejscu, przy którym najczęściej używam blendera. Nie chcieliśmy robić dziury w blacie, więc wpadliśmy na pomysł wywiercenia otworu w podłodze do piwnicy i podłączenie się tam do prądu, a następnie doprowadzenie przedłużacza do szuflady. Proste i mega wygodne!


Ten kąt naszej kuchni jest nieco schowany za drzwiami. Punktem centralnym jest lodówka. Wolałabym, żeby była w zabudowie, ale nie narzekam, bo to najbardziej funkcjonalny model lodówki, jaki kiedykolwiek mieliśmy. Ma ogromnie dużo miejsca do przechowywania, dwie głębokie szuflady zamrażarki, kostkarkę do lodu i kranik do wody. Ten ostatni podłączyliśmy do filtra, co również jest genialnym rozwiązaniem.
Nad lodówką było puste miejsce. Nie wyglądało to dobrze. Chcieliśmy początkowo uzupełnić to miejsce szafkami IKEA, ale żaden rozmiar nie pasował. Na szafki od stolarza musieliśmy czekać bardzo długo, a koszt jej zrobienia był absurdalnie wysoki. Wymyśliliśmy więc prostą zabudowę z karton gipsu, która jednocześnie jest super miejscem na moje książki kucharskie.




amiast klasycznych szafek wiszących zdecydowaliśmy się na półki montowane na wspornikach, które zamówiliśmy na wymiar. Dzięki nim kuchnia wydaje się lżejsza i bardziej otwarta, a ja mogę co jakiś czas zmieniać ich aranżację i dodawać nowe detale.
Ostatnio coraz częściej mam ochotę ustawiać na nich zdjęcia moich chłopców z czasów, kiedy byli jeszcze mali – matki nastolatków pewnie doskonale wiedzą, o czym mówię.
Pod półkami zamontowaliśmy również kinkiety oraz listwy LED, które wieczorem dają bardzo ciepłe, klimatyczne światło i sprawiają, że kuchnia staje się jeszcze bardziej przytulna.


Wymieniliśmy również okap – na prostszy w formie, jaśniejszy i bardziej nowoczesny model, który lepiej wpisał się w całą zabudowę.
Kuchenka pozostała jednak ta sama. To nasza odrestaurowana Brittania, kupiona lata temu na OLX. Ma swój charakter, wygląda pięknie i nadal bardzo ją lubię, choć przyznaję szczerze – wymaga ode mnie naprawdę sporo cierpliwości. Zarówno przy codziennym czyszczeniu, jak i podczas pieczenia ciast, które bywają w niej mało przewidywalne.


Tutaj możesz zobaczyć kolejne pnącze, które mam nadzieję z czasem rozrośnie się na całą ścianę i pięknie wypełni tę przestrzeń zielenią.
Uprzedzając pytania o tę roślinę, zostawiam wpis, w którym napisałam wszystko, co wiem na temat jej uprawy i pielęgnacji:
EPIPREMNUM – WSZYSTKO, CO MUSISZ WIEDZIEĆ O JEGO UPRAWIE

Żeby ocieplić to wnętrze, zdecydowałam się na lniane rolety rzymskie, które zamówiłam w sklepie So Lines. Jestem z nich bardzo zadowolona, są doskonałej jakości.





Po remoncie na swoje miejsce wróciło również zdjęcie moich dwóch babć – Zosi i Tereni. Bardzo zależało mi na tym, żeby znów znalazło się właśnie tutaj, w kuchni. Obie były dla mnie niezwykle ważne, wiele mnie nauczyły i to również od nich wyniosłam miłość do domu, gotowania i codziennych rytuałów. Uwielbiam patrzeć na to zdjęcie.


To już wszystko. Jestem ciekawa, jak Ci się podoba nowa odsłona naszej kuchni.
A jeśli masz do mnie jakiekolwiek pytania – śmiało -pisz w komentarzu.

co to dużo mówić, kuchnia jest cudowna, przytulna, chciałoby się w niej usiąść z filiżanką kawy❤️
Dziękuję ❤️
Piękna kuchnia Wam wyszła ☀️! I super dodatki z lnianych zasłon, pnączy i ten blat na stole w jadalni👌- fajne pomysły mieliście! Piękny styl:)
Dziękuję ❤️
Piękna wyspa! Jak już kiedyś będę urządzać kuchnię marzeń, to Twoja kuchnia, Basiu, będzie ogromną inspiracją 🥰
Piekna jest Basiu Twoja kuchnia klasyczna ,elegancka,minimalistyczna i funkcjonalna swietna odmiana.Milo sie czytalo ten wpis inspirujesz mnie do remontu w moim domu w Polsce.Pozdrawiam Lidia
Dziękuję ❤️
Dziękuję ❤️
Wyszło wspaniale😍 Trochę mniej rustykalnie, prościej i bardzo gustownie. Ciekawa jestem jak sprawdzi się marmur, bo słyszałam, że najlepiej sprawdza się w kuchni, gdzie się nie gotuje🙂
My nasz marmur mamy od 5 lat i uwielbiam te blaty. Choć na pewno nie są dla tych, którym przeszkadzają rysy i odbarwienia.