fbpx

OBOWIĄZKI DZIECI – JAK NAUCZYĆ DZIECI SAMODZIELNOŚCI?

Autor: Basia Szmydt

Samodzielne dzieci, które każdego dnia ścielą łóżka, ubierają się, pomagają w sprzątaniu, praniu, przygotowywaniu obiadu, a po skończonym posiłku wkładają naczynia do zmywarki. Dzieci, które na hasło „pakujemy się na basen, do szkoły, do babci” zabierają najpotrzebniejsze rzeczy i są gotowe do wyjścia. Dzieci, które wiedzą, kiedy jest czas na naukę, a kiedy na granie w Minecrafta na tablecie. Czy to brzmi jak sen? Czy to jest w ogóle możliwe? Czy łatwo jest nauczyć dziecko poczucia obowiązku i samodzielności? Czy to prosta sprawa czy raczej należy się nastawić na pracę przez całe ich dzieciństwo? Jakich sposobów użyć, by osiągnąć rodzicielski sukces w tym temacie? Na te i wiele innych pytań postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym poście. Oczywiście bazując na swoich doświadczeniach i wychowawczych sukcesach i porażkach.

Mój dzisiejszy wpis to kolejny wpis, który tworzę w ramach współpracy z Olą Budzyńską – Panią Swojego Czasu. Od kilku miesięcy mam przyjemność być ambasadorką jej marki i tworzyć wpisy poświęcone organizacji czasu i planowania. Oczywiście po swojemu, zgodnie z #hasztagżycie i ze swoimi mocami przerobowymi 🙂 W dzisiejszym wpisie opowiem Ci co robię, żeby wychowywać swoich chłopaków na samodzielne dzieci. Pokażę Ci także kilka świetnych produktów ze sklepu Oli, ale szczególną uwagę poświęcę kalendarzowi ściennemu dla dzieci, którym osobiście jestem zachwycona.

NIE JESTEM IDEALNYM RODZICEM – I CAŁE SZCZĘŚCIE!

Nie jestem mamą idealną, a moje dzieci nie chodzą jak w zegarku. Ba! Ja nawet nie pretenduję do tego miana. Każdego dnia popełniam całą masę błędów wychowawczych, o czym oczywiście, jak to w macierzyństwie, przekonuję się po jakimś czasie. Uczę się na swoich błędach, chcę je poprawiać. Czasem mi to wychodzi, czasem wręcz przeciwnie, ale się staram. Podobno rodzic, który się stara i wciąż zastanawia co zrobić, żeby było dobrze to ten, któremu zależy. Tego się trzymam i jednocześnie mam ogromną nadzieję, że uda mi się wychować moje dzieci na ogarniętych, kulturalnych, potrafiących zorganizować siebie, swoją pracę i przestrzeń samodzielnych facetów. 


WSZYSTKO JEST NA MOJEJ GŁOWIE!

Ile razy jako rodzic powiedziałaś, że wszystko jest na Twojej głowie? Ile razy w tym tygodniu prawiłaś kazanie swojemu dziecku na przykład na temat sprzątania pokoju?  Jak często zastanawiasz się czy to na pewno ok, że wszystko robisz za swoje pociechy, myśląc że przecież one mają jeszcze czas, by nauczyć się różnych rzeczy? Kto w Twoim domu zbiera porozrzucane ciuchy z łazienek i pokoi? Kto przygotowuje obiad dla wszystkich? Kto pakuje dzieciaki, gdy trzeba gdzieś wyjechać? I wreszcie kto gada nieustannie jak zdarta płyta i czasami ma ochotę po prostu zabrać z lodówki jogurt i wyjść z domu?

Wiesz, że to nie musi tak wyglądać prawda? Wiesz, że dom tworzą wszyscy domownicy i wszyscy powinni się tym domem zajmować? Dbać o niego i sprawiać, żeby było w nim miło?

Jestem pewna, że to wiesz tylko być może jak ogromna część kobiet nie masz odwagi albo pojęcia jak to zmienić. Oczywiście najczęściej winę za to ponoszą nasze przekonania i to jak zostałyśmy wychowane. Dobra wiadomość jest taka, że można to zmienić, choć wymaga to czasem ogromu pracy. Głównie nad samą sobą. Niezależnie od tego czy wychowujesz córkę czy syna. Nauka tego, że w domu wszyscy są równi, mają swoje obowiązki i dbają o to, żeby każdemu we wspólnej przestrzeni żyło się dobrze należy się wszystkim.

Bazując na swoich doświadczeniach, na tym jak wygląda życie w mojej rodzinie, na podstawie mądrych książek, które przeczytałam, i które na różnych etapach wychowywania moich dzieci okazały się przydatne, zebrałam najważniejsze zasady, które mi pomagają wychowywać na co dzień dwóch samodzielnych chłopaków. Oto one:

MOJE DZIECI KOCHAJĄ RYTM, PRZEWIDYWALNOŚĆ I GRANICE

To było jedno z moich pierwszych, przełomowych odkryć. Doszłam do niego, gdy mój starszy syn miał niespełna rok. Jako duet mama – dziecko, spędzający 24 h dobę razem potrzebowaliśmy rytmu, powtarzalności i przewidywalności. Gdy tylko to wprowadziłam, moje macierzyństwo zmieniło się o 180 stopni. Chaos został zastąpiony jako takim porządkiem, dzięki któremu zaczęłam lepiej spać, mieć więcej wolnego czasu i pić ciepłą kawę. Moje dzieci uwielbiają rytm i przewidywalność. Pieją z zachwytu, gdy na ścianie wieszamy harmonogram i kalendarze. Brzmi jak abstrakcja, ale mam pewne podejrzenia, dlaczego tak jest. Po pierwsze za dużo w naszym życiu zmian i przeprowadzek, które choć nas dorosłych prawie nie przerażają, dla maluchów są ogromnym wydarzeniem i stresem. Po drugie cały ostatni rok w cieniu koronawirusa, pozamykane szkoły, które wyznaczały swój porządek, sprawiają, że nie tylko moje dzieci nie wiedzą, jak się odnaleźć. Od moich znajomych słyszę, że ich dzieci nie potrafią sobie samodzielnie zorganizować pracy, nie wiedzą co powinny robić po kolei, a niejednokrotnie, gdy rodzice pracują w domu, nie wiedzą nawet kiedy jest dzień powszedni, a kiedy weekend. I choć z punktu widzenia nas, dorosłych taki scenariusz bycia cyfrowym nomadem i spontaniczne życie jawi się jako coś atrakcyjnego, dla dzieciaków przyzwyczajonych do czasu w szkole i przyjemności oraz odpoczynku po szkole jest sytuacją, w której totalnie nie potrafią się odnaleźć. Granice sprawiają, że dzieci czują się bezpieczniej.

Zatem moja dobra rada jest taka: ustal swój domowy rytm. Niezależnie od tego w jakim wieku masz dziecko i w jakiej jesteś teraz sytuacji. Bądź w tej kwestii elastyczna, a nie perfekcyjna. Wiadomo, że z 5 latkiem będzie łatwiej niż z 2 czy 15 latkiem, ale to naprawdę ma sens. My zaczęliśmy od ustalenia pór posiłków, wieczornej kąpieli, spania i pory spaceru. To była nasza baza, którą później modyfikowaliśmy, i do której dodawaliśmy różne rzeczy w zależności od wieku chłopców czy okoliczności.

CZYM SKORUPKA ZA MŁODU NASIĄKNIE…

Wpajanie różnych zasad małym dzieciom jest dużo łatwiejsze niż robienie tego samego z nastolatkami. Prawda jest taka, że już 2-3 letnie dziecko można nauczyć różnych obowiązków. Oczywiście nie mam tu na myśli obierania ziemniaków na obiad, ale wrzucanie pluszaków czy klocków do pojemnika albo wkładanie z mamą ubrań do pralki już jak najbardziej. Im dziecko będzie starsze tym w więcej zajęć będzie go można zaangażować. Ale pójdzie nam dużo łatwiej, gdy zaczniemy wcześnie. 

Gdy moje dzieci miały 2-3 latka segregowały uprane skarpetki. Szukały par i układały je do pojemników każdego członka rodziny. Dzisiaj to pranie pomagają nastawiać, rozwieszają i generalnie sami ogarniają swoje szafy. 

Gdy starszy syn miał 6 lat pozwalaliśmy mu naciskać guzik start w ekspresie do kawy. Niby nic wielkiego, ale dziś on sam ten ekspres ogarnia, opróżnia skropliny, dosypuje ziaren, a gościom robi kawę według ich gustu. Nie muszę Ci chyba mówić jak bardzo jest dumny z siebie, gdy wszyscy go chwalą?

Gdy dzieci były mniejsze, w sklepie dawałam im zadanie, by znalazły jakiś produkt albo włożyły do woreczka 10 najpiękniejszych jabłek. Dzisiaj sami chodzą do osiedlowego spożywczaka na zakupy i bez problemu poruszają się między półkami. 

Zastanów się w czym może pomóc Twoje dziecko.

DZIECI MAJĄ PRAWO CZEGOŚ NIE WIEDZIEĆ

Jeśli chcemy uczyć nasze pociechy samodzielności, to naszym zadaniem jako rodziców jest po pierwsze pozwolić im na wykonywanie różnych czynności, a po drugie uzbroić się w ogromną cierpliwość. Bo to, że pozwolisz dziecku zrobić babeczki marchewkowe w kuchni to jedno. Ty musisz uświadomić sobie, że ta kuchnia podczas robienia babeczek może wyglądać jak po przejściu huraganu. I to jest zupełnie normalne. Dzieci nie mają tak jak dorośli, super skoordynowanych ruchów. Są energiczne, bardziej emocjonalne i tą mąką naprawdę dużo ciężej im trafić do miski niż nam. Ale należy im na to pozwalać, mimo tego bałaganu. Bo po pierwsze bałagan za każdym razem będzie mniejszy, a po drugie nauczysz dziecko bardzo ważnej rzeczy – UMIEJĘTNOŚCI ŻYCIOWYCH. 4 latek wysmaruje całą kuchnię kremem do babeczek, bo mu się „wymsknęło”, ale już 24 latek będzie być może mistrzem cukiernictwa albo co najmniej ojcem, który potrafi upiec swoim dzieciom coś dobrego.

Z mojego doświadczenia wynika, że to się po prostu opłaca. Umiejętności to jeden z najcenniejszych bagaży z jakim nasze dzieciaki mogą wyjść z domu. I teraz pytanie do Ciebie, do przemyślenia:

Jakiej umiejętności zabrakło Ci, kiedy opuszczałaś rodzinny dom, by rozpocząć dorosłe życie?

Myślę, że rzadko kiedy ktokolwiek odpowiedziałby, że to czego mu zabrakło to szczegółowe wyjaśnienie różnicy między roślinami jedno i dwuliściennymi, albo tego w jakich latach trwało stulecie wojen. Taką wiedzę można uzupełnić z książek zawsze i wszędzie. Umiejętności, których brakuje nam na progu dorosłego życia są bardzo prozaiczne i jednocześnie niezbędne. Gotowanie, bycie przedsiębiorczym, umiejętność podejmowania decyzji, orientacja w terenie, organizacja przestrzeni, swojej pracy, nastawianie pralki itd. Przecież tego wszystkiego można się uczyć od najmłodszych lat. O ileż byłoby nam łatwiej!

ZAMIAST WYMAGAĆ, OCZEKIWAĆ ALBO ROBIĆ WSZYSTKO ZA NIE – DAJ NARZĘDZIA

I tu znowu wracam do początku dzisiejszego wpisu – kiedy uświadomiłam sobie, że w ciągu ostatnich 3 dni powiedziałam do moich synów jakieś 50 razy, żeby posprzątali ubrania z podłogi. Kiedy usłyszałam od nich, że oni nie wiedzą, gdzie mają spodnie albo majtki to stwierdziłam, że muszę znaleźć przyczynę tej ich niewiedzy. Bo to wcale nie musi wynikać z ich lenistwa tylko z tego, że oni naprawdę nie wiedzą co z tymi ubraniami po całym dniu zrobić albo gdzie następnego ranka je znaleźć. Razem z nimi otworzyłam szafę, wyrzuciłam wszystkie ciuchy, wzięłam papierową taśmę i zaczęliśmy podpisywać półki: „Michał bluzki z krótkim rękawkiem”, „Marcin dresy” itd. W łazience postawiłam krzesło na ciuchy, których już nie odkładamy do szafy, ale jeszcze możemy założyć następnego dnia (wiem, że też masz taką kategorię i pewnie masz takie krzesło tudzież fotel ☺ ). Zmiana przyszła od razu i każdego dnia z tymi ciuchami jest coraz lepiej. Ja mniej gadam, oni mniej rozrzucają i zadają mniej pytań. Tak samo można zrobić z zabawkami. Dajmy dzieciom wszelkie możliwe pojemniki i kosze, żeby to sprzątanie pokoju było intuicyjne. Widziałaś kiedyś taki wielki worek na Lego, który ściąga się po skończonej zabawie sznurkiem wraz ze wszystkimi klockami w środku? Mega fajny trik – polecam!

Twoje dziecko ma dzisiaj basen ale nie wie co spakować? Ja postawiłam w szafie pudełko na rzeczy tylko na basen, a na wewnętrznych drzwiczkach powiesiłam checklistę. Moje chłopaki przed pójściem na basen odhaczają rzeczy z listy i pakują swoje torby. Ja zabieram im tylko banany na wielki głód po treningu.

Takich pomysłów jest całe mnóstwo. Zamiast się denerwować pokaż dziecku sposoby. Jeśli masz w domu maluszka zainspiruj się rozwiązaniami pedagogiki Montessori – jest fantastycznym sposobem na uczenie dzieci samodzielności w codziennych czynnościach.

POMÓŻ ZROZUMIEĆ CZAS I ODLEGŁOŚĆ

Mój młodszy, niespełna 8 letni syn, wciąż ma problemy ze zrozumieniem pór roku, dni tygodnia, miesięcy czy godzin i jest to zupełnie naturalne. Bardzo często pyta o to co jest po środzie i czy od środy daleko do soboty. Nie do końca rozumie jaki miesiąc przypada na jaką porę roku. Starszy, choć ma 11 lat i dużo więcej rozumie, też potrzebuje czasami wyjaśnienia w tym temacie. Dla dzieci pojęcie czasu czy odległości to często abstrakcja. A jeśli coś takiego jak czas jest dla nich niezrozumiałe, to ciężko od nich wymagać, że będą wiedziały, kiedy usiąść do lekcji, kiedy się bawić, a kiedy szykować się do spania. 

I tu z pomocą przychodzą narzędzia do planowania dla najmłodszych. I choć brzmi to jak korporacyjny klimat, to nic bardziej mylnego. To proste rozwiązania, które uczą nasze dzieci obowiązków, poczucia czasu, a nam rodzicom ułatwiają życie. Pomagają dzieciakom wyrabiać nawyki. Oto narzędzia, z których my korzystamy:

– zegar ścienny – duży, okrągły, z ciemnymi cyframi arabskimi i wyraźnymi wskazówkami. Starszy syn zegar ma już obcykany, młodszemu idzie coraz lepiej. Naukę zaczynaliśmy od „Synku, gdy ta duża wskazówka będzie tutaj, na cyferce 3, to wtedy myjemy rączki i siadamy do zupy, ok?”. Niedługo kupujemy chłopcom zegarki na rękę. Już czas ☺

harmonogramy – moje dzieci polubiły szczególnie tę formę organizacji, i z tego co pamiętam tworzenie tych harmonogramów było inwencją starszego Michała. Pewnego dnia po prostu wypisał sobie po kolei co musi zrobić rano, a co wieczorem. Powiesił sobie te plany nad biurkiem i w czasach, gdy normalnie chodził do szkoły odhaczał zadania ze swojej listy. Oczywiście jego inwencja była poprzedzona moimi godzinami gadania o tym jakie to ważne, żebyśmy się rano i wieczorem zorganizowali. Jak widać to co mówię nie zawsze trafia w próżnię ☺ Zobacz jak wyglądały harmonogramy Michała:

Jeśli Twoje dziecko nie umie pisać ani czytać, możesz wspólnie z nim narysować po kolei różne czynności. Tak jak wspominałam wyżej, najlepiej wyznaczają rytm pory posiłków, poranki i wieczory. Możesz też użyć w tym celu naklejek. Na przykład takich jak te. 

kalendarz ścienny – bardzo długo uważałam, że moim dzieciom niepotrzebne są   kalendarze. Myślałam sobie, że to u nich po prostu nie zaskoczy. Pokazałam im je z dużą niepewnością i ku mojemu zaskoczeniu chłopcy byli mega zaangażowani w ich wypełnianie. Wpisali wizytę u kolegi i niedzielny rosół u dziadków. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to, by wymagać od dzieciaków prowadzenia kalendarza jak my – dorośli, ale o to, by robili to po swojemu i wpisywali dla siebie ważne rzeczy. A dla moich dzieci ważniejsze jest wpisanie w kalendarz dnia, w którym pozwolimy im pograć na tablecie niż dzień egzaminu z przyrody ☺ I to jest zupełnie ok, w końcu są tylko dziećmi. Ważne jest to, że w ogóle mają z taką formą planowania do czynienia, i że poprzez zabawę wyrabiają sobie nawyk.

Kalendarze, z których my korzystamy znajdziesz w sklepie Pani Swojego Czasu. Zawierają 12 kart, które można dowolnie wypełniać. Każda karta na odwrocie jest kolorowanką. Arkusze z miesiącami można uzupełnić flamastrami albo za pomocą różnych naklejek (również dostępnych w sklepie PSC). Które dziecko nie lubi naklejek? To przecież najlepsza zabawa! 

Na początku rozłożyłam na podłodze kalendarze, naklejki, flamastry i zaczęłam pokazywać moim synom o co w tym wszystkim chodzi. Gdy tylko usłyszeli, że mają wolną rękę jeśli chodzi o zaznaczanie dla nich ważnych wydarzeń rozpoczęła się zabawa. 

Choć ku mojemu zdziwieniu chcą być bardzo staranni i dość długo zastanawiają się jak wypełnić każdy z dni. Czasem im muszę przypomnieć o kalendarzu i zapytać czy jest coś, co chcieliby dzisiaj „zapisać”, a czasem sami mnie zaskakują swoim samodzielnym uzupełnianiem. To rozwiązanie okazało się być u nas strzałem w 10, a 7 letni Marcin, który jeszcze na początku roku nie potrafił wymienić po kolei dni tygodnia, dziś radzi sobie bezbłędnie. No może jeszcze zdarza mu się po czwartku wymienić „szóstek”, ale to przecież u dzieciaków w jego wieku również zupełnie normalna rzecz ☺

Ze szkolnego podręcznika Marcina wycięłam strony z dniami tygodnia i z miesiącami. Przyklejone na ścianie obok kalendarza pomagają mu zapamiętać jaki dzień jest po środzie i w którym miesiącu jest lato, a w którym zima.

Oto jakie jeszcze przydatne rzeczy i narzędzia do planowania i nauki samodzielności dzieciaków możesz znaleźć w sklepie Pani Swojego Czasu:

zestaw naklejek z przyjemnościami / zestaw naklejek z emotikonami / zestaw naklejek z obowiązkami

karteczki elektrostatyczne / książka „Dzieci i czas” / Kurs „Mama ma czas”

To wszystko to naprawdę nie są łatwe rzeczy, ale czy rodzicielstwo można w ogóle do takich zaliczyć? Wciąż przed nami rodzicami stoi całe morze wyzwań, a nasza cierpliwość wystawiana jest na próbę niemal codziennie. Wiesz ile razy mój mąż poprosił dziś Marcina, by wieczorem złożył swoje ubranie? Liczyłam specjalnie na potrzeby tego posta. Osiem razy wypowiedział zdanie „Marcinku czy złożyłeś już swoje ubranie? Proszę Cię, żebyś to zrobił i odłożył na miejsce”. Osiem razy! Mnie cierpliwość kończy się gdzieś tak przy trzecim. Ale za tym ósmym razem jak gdyby nigdy nic, wziął i złożył w kosteczkę (pozostałości przedszkola Montessori ☺ ).

Trzeba się nagadać, trzeba głęboko powzdychać, wytłumaczyć wszystko od początku do końca, posprzątać armagedon po wspólnym gotowaniu, ale przecież to wszystko jest tego warte, czyż nie? ☺

Pozwólmy dzieciom być samodzielnymi, zdobywać nowe umiejętności, popełniać błędy, robić wszystko w swoim tempie. W końcu pewnego dnia to już wcale nie będą dzieci. 

Kiedyś spod swoich skrzydeł wypuścimy w świat całkiem dorosłych ludzi. Byłoby świetnie gdyby to byli bardzo samodzielni dorośli ludzie.

Mój dzisiejszy wpis powstał we współpracy z Panią Swojego Czasu

INNE WPISY DOTYCZĄCE ORGANIZACJI I RODZINNEGO PLANOWANIA, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

Spodobają Ci się także:

6 komentarzy

Ola 15 stycznia, 2021 - 7:32 pm

U mnie w domu dzieciaki codziennie wykonują jakies obowiązki jest ich czwórka i nie wyobrażam sobie ze musiała bym jeszcze za nich sprzątać zabawki. Powstrzymuje się żeby ich nie poprawiać nie krytykować ze mogli zrobić dokładniej lepiej bo to raczej nie jest motywujące dla małego dziecka. Najstarszy ma 8lat, i młodsze dzieci chcą robić to co on pomagać w miarę swoich możliwości i tak jak piszesz zauważyłam ze im młodsze dziecko tym chętniej pomaga jest ciekawe i dumne ze mogło coś samo zrobić. Ale są takie dni ze odmawiają współpracy z tym mam największy problem nie wiedziałam jak ich zmotywować myśle ze materiały które pokazałaś mogą być pomocne, napewno spróbujemy.

Reply
Aga 16 stycznia, 2021 - 11:07 am

Ale fajne! Dziekuje za polecenie. Niedawno zrobilam synowi kalendarz scienny, zeby pomoc mu opanowac pojecia 'wczoraj', 'jutro', 'weekend' etc. Ale te sa o wiele fajniejsze niz czarno- bialy wydruk z worda na drukarce domowej 😉

@Ola: to normalne. My, dorosli, przeciez tez mamy dni kiedy nam sie chce i takie, kiedy hmmm… jakby mniej 😉

Reply
Ewa 18 stycznia, 2021 - 9:01 am

Warto jest uczyć dzieci samodzielności, to na pewno będzie procentowało na przyszłość. Dzieci które mają obowiązki w domu inaczej również zachowują się na różnych koloniach, wyjazdach.

Reply
Magda 19 stycznia, 2021 - 1:26 pm

Bardzo ciekawy tekst

Reply
Sayto 20 stycznia, 2021 - 7:06 pm

Jako nastolatka na edukacji domowej i starsza siostra w pełni zgadzam się z tym, co zostało napisane. Sama jestem osobą dobrze zorganizowaną i zdyscyplinowaną, jednak mój młodszy zdecydowanie jeszcze do takich nie należy… przynajmniej w warunkach domowych, bo na wyjeździe przeobraża się w prawdziwego mężczyznę. Wystarczy pokazać mu sposób, jak to zrobić, a on z radością się o siebie zatroszczy. To dowód, że może – tylko najpierw musi wyfrunąć spod skrzydeł ciut nadopiekuńczych dziadków :').

Reply
Joanna 27 stycznia, 2021 - 4:20 pm

Pozwolić dzieciom na decydowanie o sobie – niby takie proste, a dla wielu rodziców wyjątkowo trudne. Pozdrawiam 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem