fbpx

STYCZEŃ W MOIM OBIEKTYWIE

Autor: Basia Szmydt

Spokój, tym jednym słowem opisałabym mój styczeń. Na spokojnie weszłam w nowy 2021 rok. Na spokojnie wzięłam się za planowanie pracy, domowej szkoły chłopaków i rodzinnego funkcjonowania we wspólnej przestrzeni. Na spokojnie podeszłam do tematu noworocznych postanowień myśląc sobie, że tym najważniejszym dla mnie jest bym ja i moja rodzina była zdrowa.

Gdy ktoś do mnie dzwonił i pytał co u mnie, zawsze odpowiadałam, że jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Wprawdzie pandemia wciąż trwa, a wraz z nią obostrzenia i ograniczenia. Wprawdzie wciąż mieszkamy u Tomka mamy i nie mamy swojego domu, ale naprawdę jest dobrze.

Mam w sobie spokój. Mało jest rzeczy, które potrafią wyprowadzić mnie z równowagi. Nie zamartwiam się w nieskończoność tym, na co nie mam wpływu, a to na co wpływ mam staram się zmieniać jak najszybciej. Nie oglądam wiadomości, potrafię się zatopić na kilka długich wieczorów we wciągającej książce albo filmie. Wróciła moja kreatywność tak bardzo potrzebna mi w pracy. Wróciły też moje listy 30 mniejszych i większych planów na każdy miesiąc. Może to magia nowego roku, a może wiosna zbliża się wielkimi krokami? Nie wiem, ale biorę z tego spokoju i tej dodatkowej energii ile się da.

Najważniejsze dla mnie wpisy, które pojawiły się na moim blogu w styczniu to:

12 LEKCJI, KTÓRE DAŁ MI 2020 ROK.

SELFLOVE – MOJE NAJWAŻNIEJSZE POSTANOWIENIE NA NOWY ROK.

Oba bardzo Ci polecam. Ja sama lubię do nich wracać. A teraz czas na garść fotografii.

STYCZEŃ W MOIM OBIEKTYWIE

Sylwester w gronie przyjaciół, w mieszkaniu, z jedzeniem na wynos i z pamiątkową sesją na parkingu podziemnym. Nawet w taki dziwnych czasach jak te, w których przyszło nam żyć można się doskonale bawić. Na tę okoliczność postanowiłam wystroić się w sukienkę od polskiej marki NAGO. Zakrywa to, co trzeba. Pokazuje też to, co trzeba. Na zdrowie!

Jednak tuż po Sylwestrze moim ukochanym outfitem pozostał dres i ultramiękkie bluzy, w którym uwielbiam się zatopić. Jedna z NAGO, druga od Myszojelenia. Dresy idealne znalazłam w lumpku, a czapkę na drutach zrobiła moja zdolna mama. Na uwagę zasługuje też kożuch, który wyhaczyłam dla mojego męża. Wychodzi na to, że w połączeniu z tą czerwoną, flanelową koszulą, czarną kawą w blaszanym kubku i śniegiem w tle, mam w domu prawdziwego drwala 🙂

Wywołałam zdjęcia i teraz wklejam je do albumów. Codziennie, po troszku. Głównie zdjęcia moich dzieci, które skrupulatnie podpisuję, żeby zatrzymać w tych albumach jak najwięcej wspomnień. Jestem na 2014 roku, jeszcze trochę mi zostało 🙂 A jak skończę temat dzieci to przerzucam się na albumy wakacyjne. Ponieważ wciąż dostaję pytania o to, gdzie kupuję albumy i gdzie wywołuję zdjęcia, odpowiem tutaj. Zdjęcia zawsze wywołuję w Empik Foto. Mają najlepszy dla mnie stosunek ceny do jakości. Zamówienie składam przez Interenet, a zdjęcia kurier przynosi mi do domu. Dla mnie to jest najwygodniejsza opcja. Z Empikiem miałam kiedyś przyjemność współpracować. Stworzyłam wtedy wpis, w którym bardziej szczegółowo opowiadam o tym jak porządkuję zdjęcia.

SZTUKA TWORZENIA WSPOMNIEŃ, CZYLI JAK SIĘ ZABRAĆ ZA WYWOŁYWANIE ZDJĘĆ?

W najlepsze trwa też nasz rok w edukacji domowej. Nasz starszy 11-letni syn Michaś ma już za sobą egzamin z informatyki, historii i przyrody. Duma mnie rozpiera. Po świątecznym rozleniwieniu musieliśmy wrócić do rytmu i ustalić wspólnie kiedy jest czas na naukę, kiedy na zabawę no i jakie obowiązki każdy w domu mieć musi. Jestem dumna i z nas i z naszych dzieci. Naprawdę dajemy radę i pomimo, że jesteśmy razem non stop niemal od roku to zdajemy ten egzamin. Umiemy iść na kompromisy, odpuszczać, pielęgnujemy to, by każdy miał swoją przestrzeń.

Na to żeby tak to właśnie wyglądało pracowaliśmy bardzo długo, jeszcze zanim zaczęła się pandemia. A sama edukacja domowa w tym roku szkolnym to był strzał w dziesiątkę. Ciężko mi dziś sobie wyobrazić nauczanie zdalne albo to, że jeden mój syn wraca do szkoły, a drugi zostaje w domu, bo się rocznikowo nie załapał. Nasze dzieci przez ten rok niesamowicie dojrzały, rozwinęły się, choć na samą naukę z podręczników poświęcamy nie więcej niż 2 godziny dziennie. Minusem jest to, że chłopcy tęsknią za kolegami, za towarzystwem innym niż rodzice. Dlatego mamy nadzieję, że od września będą już mogli wrócić do szkolnej ławki. Zobaczymy!

W styczniu odwiedziła mnie też w końcu moja przyjaciółka, która wiedziała kiedy się do mnie wybrać. Kilka dni po zrobieniu tych zdjęć i po spacerze po Lublinie, na świecie pojawił się Lucek <3 Absolutnie przecudowny chłopczyk. Lucku ciocia Cię będzie rozpieszczać baaaardzo <3

W styczniu ja i moja przyjaciółka Joka zabrałyśmy nasze rodziny i z wałówką w plecakach ruszyłyśmy na wycieczkę do Poleskiego Parku Narodowego. Było jakieś – 15 stopni tego dnia i mimo 3 warstw ubrań zmarzliśmy przeokrutnie. Na szczęście rozpaliliśmy ognisko. Do domu wracaliśmy wszyscy pachnąc tym ogniskiem i z policzkami różowymi od mrozu. Ależ to był dobry dzień! I ta Lubelszczyzna taka piękna i taka niedoceniana.

Uwielbiam tu przyjeżdżać. Tu i na Roztocze. Te kierunki nigdy mi się nie znudzą. Znam te ścieżki od dziecka, a teraz tu wracamy. No i to tutaj mój wewnętrzny przyrodnik ornitolog skacze ze szczęścia. Totalnie moje klimaty. Coś czuję, że to właśnie tu pewnego dnia zaproszę Cię do mojego siedliska.

Wałówka, mój niezbędnik. Zawsze muszę mieć ze sobą coś do jedzenia, a jeśli w planach jest spacerowanie i ognisko to już w ogóle. W menu tamtego popołudnia była pomidorowa z kluskami, chleb i kiełbasa z ogniska, kanapki z opiekanego chleba z dorszem, puree z groszku i ostrym sosem sriratcha. Były też jajka na twardo i kiszone ogórki, ale niestety nam zamarzły 🙂

Marcin zdobywał kolejne umiejętności pod okiem taty. Nie jestem do końca przekonana czy mi się to podoba.

Największym zaskoczeniem i zupełnie nieplanowanym wydarzeniem tego miesiąca był dla mnie, dla nas, kilkudniowy wypad do Zakopanego. Pojechaliśmy na zaproszenie naszych wspaniałych znajomych, a na wyjazd spakowaliśmy się w kilka godzin. W czasach, gdy podróżowanie jest mocno ograniczone, hotele pozamykane takie „strzały” są na wagę złota. Bardzo to doceniliśmy. Spędziliśmy kilka dni w naszych pięknych, polskich Tatrach, zdobyliśmy Sarnią Skałę i pierwszy raz w życiu jedliśmy zakopiańskie moskole, czyli placki z gotowanych ziemniaków i sera. Pyszka!

Ten widok! W dole Zakopane. Wypić wieczorną lampkę wina i poranną kawę z takim widokiem to było dla mnie jak wygrać los na loterii. Nie przestawałam się zachwycać.

A w dzień było intensywnie. Raki na butach, kijki w dłoniach i w góry! Ostatni raz robiłam to…jakieś 10 lat temu 🙂

Nagroda na szczycie – gorąca herbata malinowa z rozmarynem i kropelką „prądu”.

Spacer boso w śniegu. Ja podziękowałam. Zdecydowanie bardziej wolę futrzane bamboszki kupione na Gubałówce.

Moskole zamawiane na wynos w restauracji Ziębówka. Bardzo, bardzo polecam. I Ziębówkę (mają doskonałe pierogi i cytrynówkę) i moskole.

Wspieramy polską gastronomię. Te mniejsze knajpki, takie jak ta bacówka ze zdjęcia i większe też. Przynajmniej raz w tygodniu zamawiamy jedzenie na wynos i robimy sobie randkę w domu z jakimś dobrym filmem w tle.

Udało mi się wyskoczyć samej do Warszawy i był to mój pierwszy raz w tym mieście od kiedy sprzedaliśmy nasz dom. Wow… tęskniłam. Słodkie chwile podczas spotkań ze znajomymi były przeplatane tymi gorzkimi. W całym mieście czuć ogromny niepokój i złość kobiet. W całym mieście czuć to jak bardzo obecny rząd podzielił nas Polaków 🙁 O polityce tutaj tylko tyle i aż tyle.

W Atelier mojego ulubionego fryzjera Aleksandra Siczka. Co za utalentowany gość! Przychodzę do niego nie tylko po nowe włosy, ale po czas pełen dobrej energii. Bardzo polecam Teksturę.

No dobrze, a jeśli dotrwałaś do końca tego wpisu to mam wiadomość. Znaleźliśmy w końcu, po niemal roku poszukiwań dom! I gdyby ktoś rok temu powiedziałby mi, że to będzie ten dom, na tym osiedlu, w tym mieście i z tego roku to roześmiałabym się w głos i powiedziałabym stanowcze „nigdy, nie ma mowy, never”. A teraz uśmiecham się na myśl o tym miejscu i naprawdę, z całego serca chciałabym, żeby było nasze. W tym tygodniu właściciel kończy załatwiać ostatnią papierologię i wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym miesiącu akt notarialny będzie nasz. Gdy to nastąpi będę skakać z radości i szczerze… już nie mogę doczekać się remontu i urządzania! Dom, na który się zdecydowaliśmy jest z początku lat 90 – tych, ma dosyć zaniedbany ogród, którym nikt nie zajmował się od ponad 20 lat, jest blisko naszych rodziców. No i jest w Lublinie! Tego się nie spodziewałam, serio. Do ostatniej chwili byłam za mieszkaniem w kamienicy. Jednak, gdy tylko do niego weszłam, poczułam całą sobą, że to jest to! Jeśli ten dom będzie nasz, to tak właśnie będzie wyglądać okno w moim gabinecie i okolica naszego domu w zimowej odsłonie:)

Trzymaj za nas proszę mocno kciuki w najbliższych dniach. Już naprawdę pora wylądować.

Mam nadzieję, że Twój styczeń był dobry.

Spodobają Ci się także:

28 komentarzy

Kaolina 3 lutego, 2021 - 9:00 pm

Ekstra że Lublin! Czekam na warsztat z gotowania witaj Basiu w naszym pięknym Lublinie ❤️

Reply
Aga 3 lutego, 2021 - 9:13 pm

No to kciuki!!! 🙂 Ostatnie zdjecie – magia….

Reply
Dziewanka 4 lutego, 2021 - 12:04 am

Basiu wspaniale. Trzymamy kciuki za wasze plany. Lubelszyzna jest wspaniała. Ja z rodzinką po 17 latach wracam do mojego Zamościa. Przewrotne scenariusze pisze życie…

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:34 pm

Kto by pomyślał co ? Zamość jest piękny.

Reply
Asia 4 lutego, 2021 - 12:23 am

Basiuuuu, cudownie, że spełniasz się 🙂 To jest dobry rok i nikt tego nie zmieni 🙂

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:34 pm

Zgadzam się

Reply
Marta z Walii 4 lutego, 2021 - 1:17 am

Trzymam kciuki za dom

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:34 pm

Dziękuję

Reply
Sonia 4 lutego, 2021 - 6:19 am

Trzymam kciuki za Was! Jesteśmy na tym samym etapie i też wszystko wskakuje na to że wylądujemy w moim rodzinnym mieście. Oj ile się zarzekałam że nigdy tam nie wrócę 😀 a teraz myślę no gdzie mi będzie lepiej 🙂

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:35 pm

Życie lubi nas zaskakiwać

Reply
ANIA 4 lutego, 2021 - 7:50 am

Witam sasiadke 😉 ! W jakiej części Lublina? Pozdrawiam Ania

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:36 pm

Aniu, jakie miasto, to jedyna informacja, którą narazie chcę się w Internecie podzielić 🙂

Reply
Ania 4 lutego, 2021 - 8:16 am

Gratuluję znalezienia wymarzonego domu, trzymam kciuki za szybki finał! Okolica, te drzewa – cudo! Ja widziałam Cię Basiu nie w kamienicy tylko w starym domu z ogrodem właśnie… Ale sama mieszkam w domu przedwojennym, więc jestem pewnie stronnicza.

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 12:32 pm

Dziękuję

Reply
Marta 4 lutego, 2021 - 1:49 pm

Cudowna wiadomość o domu, niech się spełniają Wasze marzenia, a ten rok pozostanie pełen spokoju, choć wszystko wskazuje na to, że będzie aktywny i pracowity

Reply
Basia Szmydt 4 lutego, 2021 - 2:25 pm

dziękuję 🙂 obyśmy znaleźli ekipy 🙂

Reply
Ada 4 lutego, 2021 - 8:48 pm

Jeszcze niedawno czulam sie podobnie, stanelam na klepce debowej w jednym mieszkaniu i zostawilam serce. Jak zyc z dala od serca? Nie da sie…totez teraz moje mysli wypelniaja gips,tynk,klamki i gres. Serca nie da sie porzucic albo podzielic. Nie mam ogrudu,bo to blok,ale widok z okna wypelnia sosna. Wystarczy. Sciskam kciuki,zebys Basiu dobrze sie tam czula jan dlugo zechcesz.PS. rowniez zarzekalam sie,ze wszedzie ale nie tam…coz poczac. Nigdy nie mow nigdy:) i nie ustawiaj filtrow na otodom;)

Reply
Basia Szmydt 5 lutego, 2021 - 2:26 pm

Nie ustawiaj filtrów na OTO DOM – cóż za trafiona porada <3 Gratuluję Miejsca <3

Reply
Ola 4 lutego, 2021 - 8:50 pm

Trzymam mocno :*

Reply
Basia Szmydt 5 lutego, 2021 - 2:26 pm

Dziękuję Oleńko <3

Reply
Ada 4 lutego, 2021 - 8:52 pm

I w kwestii ekip prosze wierzyc w cuda i sie nie poddawac! Zamowilam tydzien temu kanapy do salonu,ktorego nie ma jeszcze, nawet ekipy nie bylo. Byc moze wejdzie ktos w poniedzialek 8 lutego,zas przeprowadzic musimy sie do polowy marca:) Wam rowniez sie uda, bo jak nie Wy to kto?:)

Reply
Basia Szmydt 5 lutego, 2021 - 2:27 pm

super 🙂

Reply
Kasia 4 lutego, 2021 - 10:03 pm

Lublin. Przecież już dawno mówiłam że Twoje miejsce jest tu. Eh. Cudownie.

Reply
Basia Szmydt 5 lutego, 2021 - 2:28 pm

no mogłam Cię wcześniej posłuchać 😀

Reply
Monika 5 lutego, 2021 - 8:05 am

Podziwiam Cię Basiu za spokój, mam nadzieję, że nowy własny kąt da Wam przestrzeń do tworzenia kolejnych wspaniałych wspomnień. Dziękuję za Twoje wpisy, pokazują mi ile radości można czerpać z własnego życia i motywują do kreowania rzeczywistości na własną modłę. Ja pochodzę z Roztocza i też to mój ukochany wakacyjny kierunek. Pozdrawiam ciepło.

Reply
Basia Szmydt 5 lutego, 2021 - 2:28 pm

Roztocze – uwielbiam! Dziękuję za miłe słowa <3

Reply
Marta 10 lutego, 2021 - 8:02 am

Basiu, piękny wpis. Zdradzisz gdzie kupiłaś tę kurtkę? Tylko nie mów że w lumpku:)
Pozdrawiam Cię serdecznie, jesteś moją inspiracją;)

Reply
Basia Szmydt 14 lutego, 2021 - 5:28 pm

Dziękuję za miłe słowa.
Kurtka kupiona w lumpeksie 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem