fbpx

SELFLOVE – MOJE NAJWAŻNIEJSZE POSTANOWIENIE NA 2021 ROK

Autor: Basia Szmydt

Kobiety – bez nich świat rozpadłby się na kawałki. Jesteśmy empatyczne i kochające. Dbamy o to, żeby dom był przytulny, rodzina zaopiekowana, a szef zadowolony z naszych osiągnięć. Myślimy o wszystkim i wszystkich dookoła i jesteśmy w tym naprawdę doskonałe. Ale wciąż tak kiepsko nam wychodzi myślenie i dbanie o siebie same. Wciąż spychamy swoje potrzeby na koniec listy priorytetów i szczerze powiedziawszy w ferworze codziennych obowiązków rzadko do tego końca listy w ogóle dochodzimy.

Selflove, miłość do siebie samej. Niby oczywista oczywistość, a jednocześnie najczęściej poruszany problem we współczesnych, kobiecych mediach. Czy gdyby zaczepił Cię na ulicy dziennikarz i zapytał z włączonym mikrofonem „Hej Dziewczyno czy kochasz siebie?” – odpowiedziałabyś bez wahania i całą pewnością „oczywiście, że tak!”? Jak nauczyć się siebie kochać? Jak słuchać swojej intuicji i podążać za nią? Jak stawiać swoje potrzeby na równi z potrzebami naszych bliskich? Jak siebie w pełni akceptować?

Chciałabym znaleźć odpowiedzi na te pytania, tak samo jak zapewne większość kobiet. Dla mnie to droga. I ta droga odkrywania siebie jest chyba bardziej fascynująca niż sam jej cel. Każdego dnia pokonuję ją centymetr po centymetrze. Każdego dnia uświadamiam sobie, że jedynym towarzystwem, na które poniekąd jestem skazana do końca mojego życia jest to moje własne. Byłoby świetnie spędzić każdy swój dzień z kimś kogo się lubi – nie sądzisz? Moja pewność siebie, dojrzałość, akceptacja i odpuszczanie przychodzi do mnie z wiekiem. Ci, którzy mówili, że życie zmienia się po 30 – tce mieli rację. Pewnie zmienia się też po 40- tce i 50 – tce. Im starsza jestem tym bardziej widzę jak wielkie znaczenie ma podawanie maski tlenowej najpierw sobie. Jak ważne jest, by mieć ze sobą kontakt, by nie poświęcać całego swojego życia tylko komuś: dzieciom, mężowi, rodzicom, pracy. Widzę jak bardzo czas zapieprza, jak staję się coraz starsza i jak bardzo bez sensu jest odkładanie wszystkiego na wieczne potem.

Kiedy zaczął się Nowy 2021 Rok miałam tylko jedno postanowienie – pokochać siebie, zaakceptować w pełni swoje wybory, wyciągnąć lekcje z popełnionych błędów, nauczyć się cieszyć ze swoich najmniejszych sukcesów i być dla siebie cholernie wyrozumiałą. Jednym słowem SELFLOVE.

Oto jak zamierzam to zrobić. Krok po kroczku. Wiele pracy już za mną, jeszcze więcej przede mną. Na koniec wrzucę Ci komentarze moich czytelniczek, które odpowiedziały mi w jaki sposób dbają o miłość do siebie samych. Bądźmy dla siebie wszystkie wsparciem i inspiracją.

WRZUCAM NA LUZ

Od tego zacznę. Luz, luz, luz. I odpuszczenie tego, co niepotrzebne, tego co tak naprawdę problemem nie jest, tego na co wpływu również nie mam. Luz. Dla siebie, dla świata, dla ludzi. Gdy się tak zastanowię na co mam największą ochotę w dni, kiedy mam spadek mocy to moim pierwszym skojarzeniem jest dres, kitka na głowie, skarpety do kolan, duża paczka solonych „lejsów” i Netflix. Gdy dopadnie mnie przekonanie, że nie zrobiłam kariery w korporacji, nie znam 5 języków i nie jestem menadżerem to wtedy myślę sobie – no i co z tego? Czy to naprawdę jedyna droga? Czy nie można być zadowolonym z życia spawaczem albo sprzedawcą wiśni? Gdy myślę sobie, że może nie jestem mamą taką, jaką być powinnam, wtedy robię chłopakom kakao, włączam „Pingwiny z Madagaskaru” przytulam ich z całej siły, słucham jak się chichrają i po prostu chłonę to, że mogę być ich mamą. Gdy zdam sobie sprawę, że nie przeczytałam takich książek jakie być może powinnam i wciąż bliżej mi do tanich romansów i kryminałów – luz, takie właśnie lubię! Luz, na każdej możliwej płaszczyźnie. Odpuszczanie sobie, zaprzestanie szczegółowego analizowania tego jaka być powinnam, a nie jestem, co powinnam robić, a czego nie robię, pełna akceptacja tego, że jest jak jest i będzie co ma być – to mój plan 🙂 Luz wobec siebie to dla mnie definicja SELFLOVE. Pomyśl tylko – jak dobrze mieć w nosie to, że żyjesz po swojemu. Nawet jeśli Twoją pasją jest rozwiązywanie krzyżówek panoramicznych i spacery po lesie. To się nazywa być panią swojego życia – bez dwóch zdań.

PORÓWNYWANIE SIĘ – PRZEKLEŃSTWO I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO W JEDNYM

Porównywanie się do innych to w dzisiejszych czasach rzecz, której ciężko uniknąć. Jesteśmy obecni w Internecie, każdego dnia przyswajamy taką ilość informacji, że ciężko pozostać wobec nich obojętnym. Inspirujemy się, chcemy urządzać domy na modłę tych ulubionych z Internetu, kupujemy różne produkty z polecenia obserwowanych blogerów – to jest zupełnie normalne. Na tym właśnie polega influencing czyli wpływ. To właśnie tam, do Internetu, przeniosły się wszystkie znaczące media, a fakt, że takich inspiracji szukamy jest czymś zupełnie naturalnym. Naturalne jest też to, że czerpiemy inspiracje od ludzi spoza Internetu, podczas spotkań ze znajomymi, z przeczytanych książek etc. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy czuć się mniej wartościowi, bo nie mamy odpowiedniej figury, odpowiednich przedmiotów, wykształcenia, czy czegoś do powiedzenia. Problem jest wtedy, gdy porównywanie się zamiast nas pozytywnie motywować – dołuje i ciągnie w dół. I jest to bardzo śliski temat, z którym ja sama, jako blogerka, mierzę się od lat. Z jednej strony czerpię od innych ogrom inspiracji, z drugiej dotyka mnie to uczucie, że nie jestem taka jak inni, wystarczająco dobra, przebojowa, jakaś. Odcinam się od tych emocji. To zupełnie bez sensu. Tylko pomyśl – przecież świat byłby nudny, gdyby wszyscy byli identyczni. Przecież to, że ktoś kiedyś wymyślił sobie jakiś kanon piękna, powiedzmy 90-60-90, to naprawdę nie oznacza, że to jedyny słuszny kanon piękna. Dlaczego mamy się na to zgadzać? Ludzie są tak bardzo różni! Bycie sobą, na przekór tym normom, kanonom, oczekiwaniom, ramom i schematom daje niesamowitą wolność. Mam zamiar ją w sobie czuć jak najczęściej.
Bo życie Moja Droga to nie jest Instagram 🙂

UWAŻNOŚĆ

Bez niej nie potrafię się rozwijać. Mam tendencję do brania na siebie zbyt wiele. Często nie umiem odpuszczać i ze wszystkich sił próbuję rozciągnąć dobę. Kładę się zbyt późno, piję zbyt dużo kawy, za dużo czasu spędzam w sieci. Mam takie dni, w których w ogóle nie mam kontaktu ze sobą tylko jadę na tzw. autopilocie. I to jest taki moment, w którym bardzo łatwo przesadzić, wypstrykać się z energii i stać się bardzo podatnym na to, by dotykało nas to, co w normalnym, zdrowym stanie jest dla nas raczej obojętne. Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli.

A uważność jest tak szalenie ważna. To te chwile zatrzymania się, podczas których mogę docenić to co mam i kim jestem. Mogę zastanowić się jak się dzisiaj czuję, czego mi brakuje, a co mnie szalenie uszczęśliwia. Na co mam dziś ochotę, co mnie boli, czemu chciałabym poświęcić czas, kto mnie denerwuje, na co nie mam w sobie miejsca. Gdy kilka lat temu poszłam na terapię, mój terapeuta nauczył mnie, bym jak najcześciej w ciagu dnia zadawała sobie jedno pytanie „co Ty na to Basiu?”. Nie umiem jeszcze medytować, ale mam zamiar dawać sobie w ciagu dnia te kilkunastominutowe momenty wyciszenia, by najzwyczajniej w świecie ze sobą w ciszy pogadać. Od jakiegoś czasu prowadzę też dziennik. Zapisuję w nim każdego dnia tylko kilka zdań, ale to naprawdę niesamowicie porządkuje głowę.

MOJE CIAŁO – MÓJ PRZYJACIEL

Ciało – jemu chyba dostaje się najbardziej. Wciąż jest nie takie, jak byśmy sobie to wymarzyły. Tu za dużo, tam za mało. Naprawdę to ciało nieźle od nas, kobiet obrywa przez całe swoje życie. Szkoda, że często bywa tak, że dopiero jakaś choroba stawia nas do pionu i przywraca właściwe spojrzenie na nasze ciało. A ono jest wspaniałe. Pomyśl tylko jaki to cud. Stopy, dzięki którym robisz przez całe swoje życie miliardy kroków. Oczy, dzięki którym możesz tyle zobaczyć. Język, dzięki któremu możesz smakować najlepsze potrawy i namiętnie się całować. Ręce, dzięki którym możesz przygotować jedzenie, wykonywać pracę, zrobić masaż ukochanej osobie. Ramiona, dzięki którym możesz się przytulać. Można przecież wymieniać tak godzinami – centymetr po centymetrze naszego ciała. To jest mój cel – zmienić perspektywę. Patrzeć na swoje ciało, jak na cud, a nie na coś, co musi wpisać się w czyjeś standardy. Mam tylko jedno ciało na całe swoje życie. Chcę je dobrze karmić, smarować je cudnymi balsamami, poruszać je w tańcu, czerpać nim przyjemność.

TERAPIA

Terapia kilka lat temu dała mi ogromnie dużo. Wciąż uważam, że to najlepiej zainwestowane pieniądze w moim życiu. O swojej terapii napisałam kiedyś wyczerpujący post na moim blogu. Każdego dnia przypominam sobie wszystkie rozmowy, które odbyłam w gabinecie swojego terapeuty. Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem powrotu na terapię, ale tym razem grupową. Chciałabym bardzo tego doświadczyć, bo praca nad swoją psychiką niesamowicie mnie fascynuje. Terapia pomaga otworzyć oczy na wiele spraw, pomaga dowiedzieć się o sobie rzeczy, których nie jesteśmy w ogóle świadomi. Mnie pomogła dorosnąć, dojrzeć, odnaleźć pewność siebie. Pomogła mi zakończyć wiele toksycznych relacji, nauczyła mnie jak ustalać granice, jak być odważnym. Tego się już nie zapomina. To jest jak efekt domina.

To jest mój plan. Ten najważniejszy, priorytetowy. Być dla siebie cholernie dobrą, wyrozumiałą. Dostrzec siebie i swoje potrzeby każdego dnia i nie spychać ich na koniec listy rzeczy do odhaczenia. Jutro z samego rana jadę na kobiecą, seksowną sesję. Zdążyłam napisać fotografce, że w sumie to nie wiem, bo ostatnio przytyłam i chyba nie czuję się zbyt komfortowo w bieliźnie. Rozumiesz? Sama sobie podcinam skrzydła i zamiast poczuć się full kobiecą, pozwalam dochodzić do głosu wewnętrznemu krytykowi. Na szczęście w porę się opamiętałam, do walizki wrzuciłam wszystkie koronki, jakie posiadam i zamierzam być bardzo odważna przed obiektywem. Na wieczną pamiątke 🙂

A na koniec obiecane sposoby moich czytelniczek na bycie dla siebie ważną. Na kochanie siebie <3 Wystarczy, że klikniesz w zdjęcie i przeniesiesz się do komentarzy.

Ja szczególnie zapamiętałam ten komentarz: „Dzisiaj zaczęłam uczyć czytania moją córkę. Nie było łatwo, ale po jakimś czasie przeczytała sama 3 wyrazy. Kładąc się spać powiedziała z radością, wdzięcznością i ekscytacją: „Mamo, jestem taka z siebie dumna, że chyba nie zmrużę oka”.

I tego nam wszystkim kobietom życzę z całego serca: żebyśmy były z siebie każdego dnia tak dumne, żebyśmy nie mogły zmrużyć oka! 🙂

Spodobają Ci się także:

9 komentarzy

Jo 27 stycznia, 2021 - 8:28 pm

Życzę Ci, byś odniosła sukces, w rozwijaniu tej self love. Powodzenia. Życie jest cudem i pamiętajmy o tym codziennie. Kochajmy, bądźmy i twórzmy.

Reply
Basia Szmydt 27 stycznia, 2021 - 8:39 pm

Dziękuję

Reply
Olga 27 stycznia, 2021 - 8:37 pm

Trochę a propos przypomniały mi się słowa mojej przyjaciółki, które ta usłyszała od swojej 3,5 -letniej córki. Młoda zapytała mamy: zgadnij kogo ja najbardziej lubię? Moja przyjaciółka zastanawiała się, czy postawi na mamę (trochę na to liczyła:)), tatę, a może na siostrę. A ta skubanica mówi: siebie. Bo siebie trzeba lubić! Dzieci są czasem w cholerę mądre 🙂 Pozdrawiam i powodzenia z tymi cudnymi postanowieniami 🙂

Reply
Basia Szmydt 27 stycznia, 2021 - 8:39 pm

Ale cudne! Dzieci to są nieźli nauczyciele

Reply
miszelinka 28 stycznia, 2021 - 7:36 am

Wzruszył mnie ten test Basiu! Cudny!
Pomysł na seksowną sesję zdjęciową jest w mojej głowie od dawna i od dawna jest spychany na koniec listy… Czas uświadomić sobie jak „bardzo bez sensu jest odkładanie wszystkiego na wieczne potem”.

Reply
Basia Szmydt 28 stycznia, 2021 - 9:16 am

Pora nadrobić ❤️Mogę polecić Ci super dziewczyny – fotografki 🙂

Reply
Katarzyna Katisha Winters 28 stycznia, 2021 - 9:41 am

Piękny, jakże potrzebny nam tekst, Basiu! Tak wiele może się w życiu zmienić, gdy zaczynamy kochać i doceniać siebie. Dziękuję, że o tym napisałaś ❤️

Reply
Basia Szmydt 28 stycznia, 2021 - 3:31 pm

Dziękuję Kasiu ❤️

Reply
Patrycja 28 stycznia, 2021 - 7:40 pm

Uczyłam się tej miłości do siebie przez wiele lat… ale tak, warto było, wynosi życie na zupełnie inny level zadowolenia i akceptacji 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem