fbpx

ZMIANY W ŻYCIU – jak sobie z nimi radzę?

Autor: Basia Szmydt

W ciągu ostatniego roku przeprowadzałam się z moją rodziną 4 razy. Zostawiłam nasz dawny dom, który sprzedaliśmy, by kolejno pomieszkać u mamy mojego męża, kilka miesięcy w Norwegii, a potem znowu u mojej teściowej. Na koniec spakowaliśmy ponownie nasze wszystkie „klamoty” i zakotwiczyliśmy w miejscu docelowym – naszym nowym domu.

Tak nam się po prostu życie ułożyło. Albo nie – tak je sobie sami ułożyliśmy, bo bardzo chcieliśmy zmiany.

Boli mnie coś fizycznie, w środku, za każdym razem, gdy przypomnę sobie te przeprowadzki, pakowanie i próbę w miarę bezstresowego dopasowania się do zaistniałych okoliczności.

To nie było łatwe. To naprawdę nie było łatwe. Ale było warto.

I wiedziałam, że będę mogła napisać, że było warto, gdy dojdę do swojej mety. Moją metą jest ta sofa w moim salonie, na której właśnie siedzę z laptopem na kolanach i piszę te słowa.

Dzisiaj zatem porozmawiamy o zmianach. O takich zmianach, które są jak tornado w naszym życiu, które wywracają je do góry nogami i sprawiają, że przemy do przodu, choć czasem z bezsilności, niepewności czy zmęczenia chce nam się płakać.

Opowiem Ci o tym jak ja przetrwałam ten huragan w życiu.
O tym czy tak duże zmiany, których przez ostatnie lata doświadczyłam zmieniły mnie.
No i czy ta gra była warta świeczki.

Skąd wzięłam swoją odwagę – od tego zacznijmy 🙂

Znalazłam ostatnio pudełko ze swoimi starymi pamiętnikami. Przez kilka godzin nie mogłam oderwać się od lektury tych pożółkłych zeszytów zapisanych drobnym maczkiem. Pasjonujący tasiemiec!
Oprócz moich perypetii miłosnych, które stanowiły główny temat tychże pamiętników, mogłam zobaczyć jak bardzo się z roku na rok zmieniałam. Opiszę Ci pokrótce moją historię.

Byłam i jestem naprawdę zwyczajną dziewczyną. Mój rodzinny dom był taki jak tysiące innych, polskich domów. Miałam dużą, wielopokoleniową rodzinę, w której każdy wszystko o wszystkich wiedział, i w której można było na codzień spotkać absolutnie wszystkie emocje. I morze miłości i siarczyste kłótnie. Czasem mieliśmy przyjęcia na 40 osób ze stołem uginającym się od przeróżnych potraw, a czasem nie było kasy na szkolną wycieczkę.

Byłam raczej mało pewną siebie dziewczyną i było we mnie od zawsze dużo buntu. Nie rozumiałam pewnych schematów, w których trzeba tkwić za wszelką cenę. Nie rozumiałam tych wszystkich sytuacji, w których coś „wypada” albo „absolutnie nie wypada”. Tych drugich było więcej.

Byłam wychowywana w czasach i w miejscu, w którym niemal codziennie mogłam usłyszeć, żeby się za bardzo nie wychylać, by tylko robić swoje, by być wdzięcznym za jakąkolwiek pracę, o ile ta praca to bezpieczny etat z opłaconymi na czas składkami emerytalnymi i stałą pensją. Nieważne, że marną.

Nauczono mnie też, że najlepiej by było, żebym poruszała się w bezpiecznych ramach. Komfortowych i znanych. Że nie ma co ryzykować. Bo skoro jest dobrze tak jak jest, to po co to zmieniać?

Wiesz, ja naprawdę nikogo nie obwiniam. To nie ma sensu.
Każdy starał się robić wszystko najlepiej jak potrafił.
Takie były czasy.

Jednak na pewnym etapie mojego życia zdałam sobie sprawę, że przede wszystkim nie wolno mi obwiniać siebie.
Za to, że duszę się coraz bardziej w tych ramach.
Za to, że ciągnie mnie w świat.
Za to, że nie mam najmniejszej ochoty pracować dla kogoś za grosze.
Za to, że po prostu chcę żyć po swojemu.

Byłam uczona, że życie należy jeść małymi łyżeczkami.
Problem w tym, że ja miałam ochotę na użycie zajebistej chochli
i cała się przy tym wybrudzić.

Piszę to wszystko po to, żebyś uświadomiła sobie, że jestem do Ciebie bardzo podobna, że jestem naprawdę zupełnie zwyczajna. Że nikt nie nauczył mnie jak to jest być zwycięzcą i odważnie wyciągać ręce po swoje marzenia.
Ba! Ja się tego uczę każdego dnia. Dwa kroki do przodu i jeden do tyłu.

Ukształtowały mnie i codziennie kształtują te wszystkie odważne decyzje, które podejmuję i zmiany, których doświadczam.

MOJE MILOWE KROKI

Jak to mówią – najtrudniejszy pierwszy krok? W tym temacie to również się sprawdza. Najtrudniej jest zacząć. Pierwszy raz tupnąć nogą i skoczyć na głęboką wodę. Powiedzieć: „nie, teraz będzie po mojemu”, a potem zobaczyć co się stanie.

Moim pierwszym krokiem milowym była przeprowadzka z Lublina do Warszawy. Na V roku studiów, ku przerażeniu moich rodziców, porzuciłam bezpieczny Lublin, zapakowałam to co miałam, umówiłam się z promotorką, że będę przyjeżdżać raz na miesiąc konsultować pracę magisterską i ruszyłam w stronę stolicy.

Bez pracy, bez jakiegoś większego planu. Po prostu chciałam być z Tomkiem i uznałam, że zrobię tak, jak postanowiłam.
Znalazłam pracę w kawiarni, potem kolejną w wydawnictwie, potem jeszcze inną przy projektach unijnych. Nie zagrzewałam miejsca w żadnej dłużej niż pół roku, bo czułam, że to nie jest dla mnie. Że nie tak chcę pracować. Buntowałam się.

Kolejnym krokiem milowym była podróż na Karaiby. Jesienią 2017 roku mój mąż wygrał w pracy konkurs i dostał kontrakt na pół roku na Gwadelupie. Na spakowanie się i przeorganizowanie życia mieliśmy niecały miesiąc. I znowu, ku przerażeniu najbliższych po kilku sekundach powiedziałam: „oczywiście, że jedziemy!”. Jak lwica walczyłam z urzędami, żeby załatwić w przyspieszonym tempie edukację domową dla dzieci, przeorganizować nasze życie w Polsce i spróbować zaplanować to na Gwadelupie. Wiesz, dla mnie do dziś Karaiby to totalna egzotyka. Nigdy nie było mnie stać na tak dalekie podróże. Były tylko na tapecie mojego komputera. Jakże więc miałam z tego zrezygnować?! Pojechaliśmy w nieznane, nie znając języka francuskiego, z dwójką małych dzieci. Do dziś pamiętam jak swoim łamanym francuskim próbowałam się dogadać z właścicielem wynajmowanego mieszkania. Jak oglądałam każde euro z dwóch stron, zanim coś kupiliśmy, bo na niewiele nas tam było stać. Do dziś pamiętam ten raj, w którym dane mi było mieszkać z rodziną. Te palmy kokosowe, lazurową i ciepłą wodę. Te poranki, popołudnia i wieczory na plaży, karaibskie kobiety ubrane w kolorowe stroje, zapachy rumu, wanilii, cynamonu i goździków, które odurzały na każdym kroku.

Doświadczyłam tego wszystkiego tylko dlatego, że się odważyłam. Że w sekundę powiedziałam „tak” zamiast „być może”.

Gdy wróciliśmy stamtąd nie byliśmy takimi samymi osobami. I ja i mój mąż poczuliśmy ogromną moc i odwagę. Zrozumieliśmy, że wcale nie musimy trzymać się swoich przekonań i schematów, których nas nauczono. Że świat stoi otworem i na nas czeka. Że to my sami podejmujemy w życiu odważne decyzje i jesteśmy kowalami swojego losu. Nie rodzice, nie teściowe, nie rodzeństwo, nie nauczyciele w szkole, nie współmałżonkowie, nie nasze dzieci. My.

Pół roku spędzone w tak bardzo wtedy dla nas egzotycznym miejscu sprawiło, że się dosłownie tą swoją sprawczością zachłysnęliśmy. Zanim wyjechaliśmy co jakiś czas wracała do nas myśl, żeby sprzedać dom, który budowaliśmy przez ostatnie lata. Ta myśl i ten pomysł się tylko tliły, próbowały się przebić, bo tak naprawdę trzęśliśmy portkami, mówiąc sobie, że to chyba nie wypada.
Że co powiedzą nasi rodzice.
Że przecież tyle czasu i pieniędzy na to poświęciliśmy.
Że znowu zrobimy dzieciom armagedon.
Że powinniśmy doceniać to co mamy, a nie szukać w dupie raków jak to mawiała moja babcia.

Ale zrobiliśmy to. Pełni strachu, obaw, ale i ekscytacji wystawiliśmy nasz dom na sprzedaż i sprzedaliśmy go. Kosztowało nas to morze emocji, których choćbym chciała opisać Ci na blogu, nie dałabym rady. To był huragan. Totalny huragan.
Ale wiedzieliśmy, że go przetrwamy, bo chcieliśmy ZMIANY. W jednej sekundzie byliśmy totalnie pewni siebie, w kolejne niepewność tego czy robimy dobrze nas wykańczała.
Wiedzieliśmy, że jeśli dotrzemy do mety to zrozumiemy, że było warto.

No i mamy metę. Kiedy to piszę siedzę na swojej wymarzonej sofie w salonie. Jasnej, niepraktycznej i nie wartej swojej ceny, ale za każdym razem, kiedy ją widzę rano – uśmiecham się. Taką chciałam. Robię sobie kawę w mojej kuchni, w której miesiącami forsowałam zlew przy oknie, blaty marmurowe, których przecież nikt nie robi i podłogę jak w kamienicy. Wymarzyłam ją sobie.
Gdy budzę się codziennie, to mam ochotę się uszczypnąć, bo tak trudno mi uwierzyć w to, że potrafię krystalizować swoje marzenia i że to wszystko jest moje.
Dwa lata. Tyle minęło odkąd podpisaliśmy umowę sprzedaży dawnego domu do tego bym mogła usiąść na tej niepraktycznej sofie w swoim salonie. I wiesz co? To nie było łatwe, ale było warte.

I powiem Ci coś jeszcze. To jest jak domino, jak śnieżna kula, która robi się coraz większa. Moja historia zaczęła się 15 lat temu, kiedy na studiach zapakowałam samochód i przeniosłam się do Warszawy. To był mój pierwszy krok. Kolejne decyzje i kolejne duże zmiany zmieniały też mnie. Jestem zupełnie inna osobą niż te 15 lat temu.
Dzisiaj jestem silniejsza, odważniejsza, choć ilość osób, które mają chęć wyrazić swoją opinię na temat moich decyzji wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości tych moich „szaleństw” 🙂
Tylko że mnie to już w ogóle nie wzrusza.

Brene Brown w swoim genialnym wystąpieniu „Odwagi” (dostępne na Netflix), powiedziała:

„Będę żyła na arenie, będę ryzykować, ujawnię się. Gdy tak zdecyduję, jedno jest pewne: dostanę kopa w tyłek, upadnę, doznam zawodu. Wybiorę odwagę zamiast komfortu, ale nie będę przyjmowała krytyki na temat mój i mojej pracy od osób, które tak jak ja nie są na arenie”.

Bycie odważnym i podejmowania w życiu decyzji, które wywrócą nam je do góry nogami wcale nie jest łatwe. Wręcz przeciwnie. Zmiany bolą, są niewygodne, wymagają od nas często zagryzienia zębów, wyrabiania 200 % normy, nie spania po nocach, ale i ciągłego odpierania tych najbardziej bolesnych ataków – ze strony najbliższych, którym wydaje się, że wiedzą lepiej co dla nas dobre.

Warto marzyć, warto mieć cele, wizualizować je sobie, wyobrażać sobie jak to będzie, gdy będziemy już na mecie.
Wizualizowanie ma ogromną moc! Wiem o tym doskonale. Robię tak przez połowę życia.

Najpierw wizualizowałam sobie siebie zarabiającą na życie jako blogerka i choć początkowo wydawało mi się to abstrakcyjne, dziś ciężko mi wyobrazić sobie lepszą pracę niż ta, o którą tak walczyłam.

Potem wizualizowałam sobie każdą ścianę, płytkę, mebel, dodatek i styl życia w naszym nowym domu, który przecież przez ostatnie 8 miesięcy przypominał górę gruzu i pyłu, a w tym bajzlu my – cali na biało.

Teraz wizualizuję sobie ferie na Karaibach. Codziennie wstaję i widzę siebie na wyspie. Czuję dokładnie jaką temperaturę ma woda, słyszę szum liści palm kokosowych nad głową, widzę jak tańczę na środku Sainte Anne do karaibskiej muzyki i przysięgam – już planuję co będziemy jedli.

To sprawia, że każdego dnia robię cokolwiek, by osiągnąć swój cel, Nawet mimo tego, że tak wielu osobom nie mieści się on w głowach.

Pamiętaj – to, że coś się komuś nie mieści w głowie, nie oznacza, że nie zmieści się w Twojej.
Bądź odważna.

Życzę Ci tego z całego serca.

Spodobają Ci się także:

44 komentarze

Ania 10 listopada, 2021 - 12:19 pm

Basiu, pięknie:) Zazdroszczę odwagi życia po swojemu, ja ciągle się tego uczę bo wiem, że warto 🙂

Reply
Magda 10 listopada, 2021 - 1:04 pm

Wspaniały post. Bardzo inspirujący!

Reply
Marta 10 listopada, 2021 - 2:08 pm

Basiu, dziękuję za ten tekst! Dostałam od Ciebie kopa, żeby pchnąć swoje plany do przodu, choćby o kilka centymetrów, ale każdego dnia, regularnie działać w kierunku osiągnięcia mojego celu

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 2:09 pm

Trzymam kciuki z całego serca ❤️

Reply
Anna 10 listopada, 2021 - 2:20 pm

Mam łzy w oczach…
Wspaniały, dodający odwagi i skrzydeł post.

Bardzo Ci za niego dziękuję.

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 3:52 pm

Och ❤️ A ja Tobie ❤️

Reply
M 10 listopada, 2021 - 2:33 pm

Widze ze faktycznie jestesmy podobne 🙂 Ja tez biore wszystko , co daje mi Wszechswiat , kazda wymarzona zmiana jest mile widziana 🙂 Nowy zawod, praca, mieszkanie, miasto, kraj a nawet kontynent- nasza rodzina tym zyje. Na szczescie maz ma takie samo podejscie, a nasz syn prosi o to , czy moglibysmy chwile pomieszkac w Afryce.
Teraz wizualizujemy sobie nasz kolejny wyjazd by przez kolejne 5 lat pomieszkac w zupelnie innym klimacie.

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 3:52 pm

Brzmi jak sen trzymam kciuki ❤️

Reply
Kate 10 listopada, 2021 - 2:56 pm

Piekny tekst. Ja chyba tez jestem specialistka od zmian, studia w 3 roznych krajach, praca w 5 roznych krajach, odwaga na wyjazd z Polski pomimo super warunkow , sprzedaz domow I kolejny raz za granica…i to wszystko z dwojka dzieci..I po tylu zmianach dopiero teraz rozumiem ze tez mozna miec fajne I wartosciowe zycie bez ciaglych zmian I zawirowan…czasem tez mysle ze choc duzo zyskalam to tez duzo Stracilam….bo czasem najwieksza odwaga nie jest wyjazd na drugi koniec swiata a jest zakceptowanie naszego byc moze szarego zycia I cieszenia sie z tego ci sie ma 😉

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 3:51 pm

Otóż to. I jeden i drugi scenariusz jest piękny, byleby nie gonić za tym co nie jest nasze ❤️

Reply
Marta 10 listopada, 2021 - 6:43 pm

Rewelacyjny post! ❤️ Uwielbiam Twój sposób pisania, wrażliwość i to jak trafiasz do serca czytelnika. Dziękuję

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 7:31 pm

Dziękuję ❤️

Reply
Urszula 10 listopada, 2021 - 7:09 pm

Warto być odważną i walczyć o swoje marzenia. I nie odkładać decyzji na później. Tym bardziej, że nie wiadomo co przyniesie życie. w moim przypadku była to ciężka choroba. Nie pojadę już do Japonii ale mam wiele innych pomysłów do zrealizowania.
Gratuluję pięknego domu. Ja kupiłam swój 12 lat temu pomimo komentarzy najbliższych – nawet męża (tyle pieniędzy, w bloku lepiej, daleko do centrum itp.). każdego dnia cieszę się, że tu mieszkam na swoim małym kawałku ziemi. Z niecierpliwością czekam na większy tekst z podsumowaniem remontu. A na wiosnę metamorfoza ogrodu?

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 7:32 pm

Cieszę się, że jesteś już u siebie ❤️ Tak, ogród na wiosnę planujemy.

Reply
Monika 10 listopada, 2021 - 8:19 pm

Tekst jest piękny- jest o odwadze, którą chciałabym mieć Po prostu… czuć w nim prawde, widać olbrzymi wysiłek podczas tej drogi, ale też to że umiesz i chcesz być szczęśliwa…tak mniej więcej to odbieram a to inspiruje…. Dziękuję i czekam na więcej.

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 8:55 pm

Dziękuję ❤️

Reply
Magda 10 listopada, 2021 - 8:39 pm

Basia, na takie posty zawsze czekam, pomagają wrócić na obraną drogę, gdy pojawiają się wątpliwości. Zbliżają się Święta, a wraz z nimi milion złotych rad od rodziny i chętnie podzielę się tekstem, którym ostatnio wszystkim odpowiadam: „dziękuję za rady, ale nie przyjmuję i ich od Osób, z którymi nie zamieniłabym się na miejsca”.
Też walczę o życie po swojemu i często czuje się jak facet w kajaku z tego dowcipu:
„Siedzi sobie facet nad rzeką i łowi ryby.
W pewnym momencie słyszy tak cichutko gdzieś w oddali :
– SPIERDALAJ!
Tak się ogląda ale nikogo nie widzi.
Znowu tym razem głośniejszy i bliżej:
– SPIERDALAJ!!
Znowu się ogląda w lewo i prawo i nic .
Patrzy jeszcze raz w lewo gdzie wyłania mu się kajak z facetem który wiosłuje dwiema patelniami.
Gdy kajak przepływa obok wędkarza ten się odzywa:
– Panie, nie lepiej było by zamiast patelni użyć wioseł?
– SPIERDALAJ!!!”

Reply
Basia Szmydt 10 listopada, 2021 - 8:55 pm

❤️

Reply
Magda 10 listopada, 2021 - 11:15 pm

Muszę wreszcie przeczytać książkę „Chamstwo”, ponoć jest w niej nieźle wyjaśnione, jak 10% społeczeństwa przez stulecia wdrukowywało pozostałym 90%, że nic nie mogą, mają się słuchać i ryć nosem ziemię dla pana. I że trudno to wyrzucić z siebie, bo jak to mówią, genu nie wydłubiesz. I fakt, że panowie porobili chłopkom wiele dzieci po części tłumaczy, dlaczego część z nas jest taka podwójna – niby ma wiarę w siebie, decyzyjność, oczywiste zdolności, inteligencję i siłę, więc może zdobywać świat, a jak już spróbuje, to sama zaczyna się torpedować, być przerażona własną odwagą, czuje ten paraliżujący strach, którego ludzie „na zachodzie” aż tak nie odczuwają, że „na co się porywam, co to mi do głowy przyszło”… I trzeba zacząć poskramiać wtedy to przerażenie własną odwagą, iść w tę stronę, która pociąga i wydaje się taka dla nas, choć jest ryzykowna i nieoczywista, nawet trochę wbrew sobie, bo zawsze lepiej żałuje się, że się spróbowało, niż że się tego nie zrobiło. I wtedy tak dobrze mieć kogoś u boku, kto patrzy w podobną stronę w podobny sposób, kto gra w naszej drużynie. Gratuluję z serca, że udało Ci się Basiu kogoś takiego znaleźć/wybrać/pokochać. Rodzina, szczęśliwa rodzina, to jest siła. Mnóstwo stresów, ale i mnóstwo siły. Sens. Opoka. Baza. Można iść po swoje samemu, tak ostatnio zrobiłam, bo taki lajf. Odchorowuję odwagę, ale absolutnie jej nie żałuję. Tylko mam świadomość i jeszcze pamiętam, o ile fajniej było robić to w tandemie. Rozpisałam się, przepraszam, ale inspirujesz Basiu Niech na niepraktycznie pięknej sofie, przy pięknej roślinie od Rodziców, czując w kościach wysiłek ostatnich miesięcy pisze Ci się i żyje w Waszym domu z lekkim sercem i pełnymi świeżego powietrza płucami. Wszystkiego dobrego!

Reply
Basia Szmydt 11 listopada, 2021 - 8:30 am

Dziękuję ❤️❤️❤️ I dla Ciebie wszystkiego dobrego ❤️

Reply
Ola Burdyńska 11 listopada, 2021 - 12:38 am

Basia❤❤❤ tak bardzo to czuję!!!

Reply
Anna 11 listopada, 2021 - 7:34 am

Basiu!
W temacie sprawczości mam jeszcze wiele lekcji do odrobienia, ale zrobiłam już pierwszy krok i wysłałam CV, też potrzebowałam zmiany i w poniedziałek zaczynam nową pracę. Wszystko o czym piszesz, w kontekście co wypada i nie wypada, klimatów rodzinnych to codzienność wielu polskich rodzin, zwłaszcza nas ludzi po 30, którzy tak zostali wychowani i w dorosłym życiu, nierzadko dają sobie wchodzić na głowę, rodzicom, teściom, szefom, bo przecież nie wypada.
Ale asertywności można się nauczyć i to jest dobra wiadomość.
Poza tym rewelacyjny post, czytałam że wzruszeniem,bardzo emocjonalny.
Wszystkiego dobrego dla Was!!!!

Reply
Basia Szmydt 11 listopada, 2021 - 12:48 pm

Dziękuję i powodzenia w nowej pracy ❤️❤️❤️

Reply
Anett 11 listopada, 2021 - 8:15 am

Potrzebne mi było bardzo przeczytanie takiego tekstu. Siedzę jeszcze na kanapie w starym domu, a już w poniedziałek odbieram klucze do nowego, nowe miejsce, nowa szkoła dzieci. Boję się jak cholera, czy wszystko pójdzie tak, jak powinno. Wyrwać się z tej wygodnej strefy komfortu, którą się urządziło i zacząć tworzyć ją od nowa w innym miejscu jest dużym wyzwaniem, ale najważniejsze jak piszesz, że WARTO I tego będę się trzymać!

Reply
Basia Szmydt 11 listopada, 2021 - 12:48 pm

Powodzenia ❤️ Wszystko będzie dobrze ❤️

Reply
Kasia 11 listopada, 2021 - 12:21 pm

Dziękuję za ten tekst Basiu. Powodzenia że wszystkim 🙂

Reply
Basia Szmydt 11 listopada, 2021 - 12:49 pm

Dziękuję ❤️

Reply
Halina 11 listopada, 2021 - 3:31 pm

Piękny,wspaniały tekst.Nie bać się życia i nie bać się żyć.Powodzenia we wszystkich planach i marzeniach.

Reply
Basia Szmydt 11 listopada, 2021 - 5:30 pm

Dziękuję

Reply
Agga 12 listopada, 2021 - 9:04 am

Czytałam jednym tchem. Tekst bez grama zbędnego kolorytu. Brawo!

Reply
limnerka 12 listopada, 2021 - 8:28 pm

Cześć Basiu, pamietam jak dopiero co pisałam komentarz pod Twoim postem, tym o sprzedaży waszego domu. Wtedy też już myślałam o sprzedaży swojego domu i szukaniu swojego miejsca na ziemi. Tamten post pomógł mi podjąć decyzję jakoś. Dziś przesyłam pozdrowienia z mojego nowego domu, jeszcze nie z kanapy, bo długa renowacja przed nami, meble są dopiero w planach. Ale cieszymy się tym naszym remontem, robimy go sami, bardzo powoli, ale tak lubimy;) choć pewnie większość ludzi się dziwi jak można jednoczenie mieszkać i remontować, bo oni nie wprowadziliby się do domu bez lampy! A nam się to mieści w głowie, jest cel! Lubię zmiany;) Pozdrawiam!

Reply
Basia Szmydt 13 listopada, 2021 - 7:49 am

Powodzenia! Trzymam kciuki ❤️

Reply
Aniu 14 listopada, 2021 - 10:42 am

Piękny post ❤️❤️❤️

Reply
anna 14 listopada, 2021 - 4:45 pm

czytam ten blog od niedawna,czytam i czytam…wreszcie znalazłam coś dla siebie.mam pytanie odnośnie materaca plantpur czy naprawdę warto go kupić skoro rodzina ma i koleżanki.i,czym kierować się przy wyborze,proszę o radę…

Reply
Basia Szmydt 16 listopada, 2021 - 9:33 am

Zawsze i wszędzie każdemu powtarzam, że materace od Plantpur to najlepsze na jakich spałam i są warte swojej ceny.
Z tego co wiem masz możliwość ich przetestowania i zwrócenia jeśli nie spełnią Twoich oczekiwań.

Reply
Katarzyna 14 listopada, 2021 - 8:05 pm

Piekny post, aż się popłakałam

Reply
Tomek 17 listopada, 2021 - 4:29 pm

Podesłała mnie tu żona. Trochę się popłakałem czytajac. Właśnie rzucam pracę w korpo i wracamy do ojczyzny a w lutym jedziemy do Indonezji. Do Polski wrócimy w maju i zobaczymy co dalej. Zabieramy 3 letnia córkę na przygodę życia i zobaczymy co z tego wyjdzie. Jesteśmy mega dobrej myśli. Dziękuję za ten post!

Reply
Basia Szmydt 17 listopada, 2021 - 7:48 pm

Tomek! Trzymam kciuki! Płyn na fali, będzie wspaniale ❤️

Reply
Magda 17 listopada, 2021 - 9:18 pm

Basiu, wspaniały tekst, uwielbiam Cię za tą odwagę, piękno i mądrość życiową. Wiele razy szukam u Ciebie na blogu motywacji i nigdy się nie zawiodłam, dziękuję Ci za to z całego serca!

Reply
Basia Szmydt 17 listopada, 2021 - 9:36 pm

Dziękuję ❤️

Reply
Magdalena 17 listopada, 2021 - 9:21 pm

Basiu, wspaniały tekst, uwielbiam Cię za tą odwagę, piękno i mądrość życiową. Wiele razy szukam u Ciebie na blogu motywacji i nigdy się nie zawiodłam, dziękuję Ci za to z całego serca! Ps. Za te Karaiby trzymam mocno kciuki, liczę że znowu będziemy mogli dzięki Wam zobaczyć te niesamowite kadry ❤

Reply
Basia Szmydt 17 listopada, 2021 - 9:36 pm

Trzymaj Kochana mocno, trzymaj ❤️❤️❤️

Reply
Paulina 28 listopada, 2021 - 9:39 pm

Basiu. Wspaniały post! Zazdroszczę Ci tylko i aż jednego-Twojego męża, który też jest otwarty na zmiany. Tak jest dużo łatwiej. Moje życie jest dość podobne do Twojego. Po maturze wyjechałam do pracy do Londynu, potem studia tu i tam, wyjazdy dłuższe tu i tam, i zawsze przychodziło mi to z łatwością i uwielbiłałam to. Noi przyzwyczaiłam się do takiego stylu życia. 2 lata temu dostałam możliwość pracy w Kanadzie. Wzięłam roczne dziecko, męża który o dziwo się zgodził i pojechaliśmy tam na rok. I tak jak Ty wróciłaś jako inna osoba z Karaibów, ja wróciłam totalnie zmieniona po Kanadzie. Pierwszy raz poczułam że życie w Warszawie, praca w tej samej firmie od 10-lat to nie dla mnie. Gdybym mogła to bym rzuciła wszystko i wróciła tam, gdzie życie było inne, lepsze., albo chociaż spróbowała czegoś nowego. Ale niestety, nie liczę się ja, tylko mój mąż, któremu tu dobrze, a rodzina wymusza stabilizację, no bo przecież mam dziecko. Dlatego zazdroszczę Ci męża. Bo ja się męczę cholernie w tym życiu i choćbym chciała chwycić to życie za rogi i żyć inaczej to nie mam jak. Pozdrawiam Cię gorąco!

Reply
Basia Szmydt 28 listopada, 2021 - 10:27 pm

Och 🙁 przykro mi bardzo. Doceniam każdego dnia, że patrzymy w tym samym kierunku ❤️

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem