fbpx

ZA CZYM TĘSKNIĘ, KIEDY JESTEM POZA DOMEM

Autor: Basia Szmydt

Nie ma mnie w domu ostatnio prawie w ogóle. Nosi mnie, ależ mnie nosi!
Nie pamiętam takiego pięknego lata – serio! Mam wrażenie, że to nasze tegoroczne trwa nieprzerwanie od kwietnia, a tak się składa, że to właśnie w kwietniu, po 5 miesiącach mieszkania na Gwadelupie, wróciliśmy do domu.
I ja dziś właśnie o tych powrotach bym chciała trochę napisać.
Bo takie miłe, takie to miłe, gdy się wraca do swojego domu.
I te powroty w zależności od okoliczności wyglądają i smakują zupełnie inaczej.

Ja na przykład, jeszcze niedawno wcale do tego naszego domu nie lubiłam wracać.
Obydwoje z Tomkiem byliśmy zmęczeni: budową, czasem, który musiał upłynąć, żebyśmy mogli wykończyć jakieś wnętrze, a słowo „dom” kojarzyło nam się tylko z budynkiem,
wokół którego wciąż trzeba coś robić.
Nie do końca też byłam przekonana czy wieś, w której postanowiliśmy zamieszkać, to rzeczywiście to nasze miejsce, w którym powinniśmy spędzić najbliższe lata naszego życia. Bardzo często mówiłam, że nic mnie w tym domu naszym nie trzyma, że nie mam swoich ulubionych rzeczy i w zasadzie z dnia na dzień mogłabym spakować walizkę i ruszyć w świat.

Jak widać gdzieś tam na górze mam kogoś, kto wysłuchuje moich próśb i marzeń, bo wyjechałam. Daleko i na długo.

–> „Lecimy na Karaiby – na pół roku!”

Wystarczająco daleko i na wystarczająco długo, by przez ten czas najpierw stwierdzić, że sprzedajemy dom, wracamy do Warszawy albo do Lublina i kupujemy mieszkanie w kamienicy. Był też pomysł na przeprowadzkę do Norwegii. Plany zmieniały się jak w kalejdoskopie, ale żaden nie dotyczył pozostania w naszej wsi, w naszym domu.
Ostatecznie, kilka dni po powrocie do Polski stwierdziliśmy, że jednak siadamy na tyłkach i zapuszczamy korzenie, właśnie tutaj, w naszym domu z wielkimi oknami, że na najbliższe kilka lat zarzucamy kotwicę, a życie samo nam pokaże co dla nas przygotowało.

Zgodnie też uznaliśmy, że szkoda czasu na ciągłe zastanawianie się co by było gdybyśmy jednak mieszkali na Żoliborzu albo w jakiejś miłej kamienicy w Lublinie, bo inaczej ciągle będziemy czuli się jak zawieszeni w próżni. W końcu przecież wszystko jest po coś, a dom jest tam, gdzie jesteśmy my, całą rodziną. Nieważne czy w Lublinie, czy na wsi naszej, czy też na Karaibach.

I się zaczęło! Urządzanie się zaczęło. Takie z prawdziwą pasją, z wypiekami na twarzy, z radością! Bo wiedziałam już, że nigdzie na dłużej się nie wybieram, że w najbliższym czasie nie będę musiała pakować całego dobytku do kartonów. Że zostajemy i możemy zacząć zapełniać naszą przestrzeń. Rzeczy w naszym domu zaczęły mnie cieszyć, dekorowanie naszych 4 kątów zaczęło mnie cieszyć, ale najbardziej cieszę się, kiedy jestem na jakimś wyjeździe, bo wtedy powroty do domu smakują najbardziej.

I dzisiaj już wiem co odpowiedzieć, kiedy ktoś zapyta mnie za czym tęsknię najbardziej, kiedy jestem poza domem.
Dziś opowiem Ci o rzeczach.

ZA NASZYM ŁÓŻKIEM

Od niego zacznę. Pisałam o nim na blogu już kilka razy, napiszę pewnie jeszcze kilka, bo to łóżko, a raczej ten materac zmieniło moje życie, a ja za żadną rzeczą nie tęsknię tak jak za nim. Wzięłabym go ze sobą na koniec świata.
Jestem włóczykijem. Jeżdżę po świecie i śpię „po ludziach”. I są takie miejsca, takie mieszkania i takie łóżka, w których śpi mi się naprawdę wspaniale. Tak jest u mojej Moni Tekstualnej, która zawsze szykuje mi królewskie posłania.
Tak jest u mojej przyjaciółki w Krakowie, która daje mi mięciutką pościel w drobne żółto białe prążki, i która w oknach ma czarne rolety, dzięki którym ja śpię do jakiejś nieprzyzwoitej godziny.
Tak jest u mojej Magdi na Powiślu, która ma super wygodne łóżko z baldachimem, i która zawsze cały dzień ma otwarte okno, dzięki czemu zasypiamy w doskonale wywietrzonej sypialni.
I wreszcie tak jest ostatnio u Moni M. w jej domku na leśnej polanie, gdzie ma ona łóżko tak wielkie, i tak wygodne, że może w nim spać gromadka dzieci i my dwie i dalej jesteśmy wyspane.

Ale…

Nigdzie nie jest tak jak w moim łóżku. Nigdzie poduszki w odpowiedniej ilości nie dopasowują się tak do mojej szyi, boczków i nóg. Nigdzie kołdra nie ma tak bardzo odpowiedniej grubości i ciężkości. Nigdzie poszewka, ta szara, z cieniuteńkiego lnu, idealnie wywietrzona i schłodzona na dworze nie otula mnie tak jak właśnie w moim domu.
Kocham powroty do domu i do mojego łóżka.
Polecam Ci jeszcze raz ten materac od Plant Pur, bo to jak zmieniła się jakość mojego snu i jak minęły mi wszystkie bóle kręgosłupa to jest jakiś kosmos.
Materace oprócz tego, że są super wygodne, to są również dobre dla alergików. Substancje ropopochodne w 50 % zostały zastąpione olejami pochodzenia roślinnego, a tkaniny, z których materace są uszyte są pokryte warstewką mikrobiologiczną, która ma za zadanie walczyć z grzybami, bakteriami i roztoczami. Dodatkowo (moja ulubiona opcja) wierzchnia warstwa materaca jest zapinana na zamek. Możesz ją po prostu odpiąć i wrzucić do pralki. Ja z tej opcji korzystałam już kilka razy. Taki sam materac sprawiłam moim rodzicom, a oni po kilku pierwszych nocach na nim spędzonych otworzyli szeroko oczy, dziwiąc się, że w zasadzie tak prosta rzecz jak zmiana materaca może tak bardzo wpłynąć na to jak będzie wyglądało Twoje samopoczucie przez cały dzień. W naszej chatce na Karaibach mieliśmy tak potworny, miękki materac, że do dziś, gdy o nim myślę – wzdrygam się. Wstawałam połamana i zmęczona.
Dostałam dziesiątki wiadomości z pytaniami o ten materac, zatem wrzucam link do sklepu i serio – POLECAM <3
Aha! Zapomniałam! Materace produkowane są w Polsce, tak samo jak łóżka, które również można kupić na stronie producenta, a które możesz zobaczyć klikając w post o metamorfozie sypialni moich rodziców.

–> PLANTPUR <3

–> Metamorfoza sypialni moich rodziców.

A to jeszcze zdjęcie z sypialni u moich rodziców.

ZA SOFĄ W SALONIE

Pozostając w temacie wylegiwania się – tęsknię za naszą sofą w kolorze czerwonego wina (tak nazwała ją jedna z czytelniczek 🙂 ). Kupiłam ją na OLX-ie za całe 400 zł i jestem w niej totalnie zabujana. A już moment, w którym wysiadam na stacji kolejowej w naszej wsi i obładowana siatami kroczę sobie kilometr w kierunku naszego domu, przekraczam jego próg, zdejmuję buty, zdejmuję stanik (też kochasz ten moment? 😀 ), włączam guzik start na ekspresie do kawy, a później z parującym kubkiem siadam na tę sofę, to jest Moja Droga MISTYCYZM 🙂
Chwilo trwaj! Sofo moja nikomu cię nie oddam, raczej pomyślę, by odnaleźć dla ciebie siostrę bliźniaczkę.

ZA MOIMI KWIATKAMI

Jest taka piosenka „Przez twe oczy, twe oczy zielone, oszalaaaaałeeeem…”. Zmieniam „oczy” na „kwiatki”. Wiem suchar, ale… uwielbiam je! Kwiatki te moje. Zawsze zanim wyjadę chodzę po domu i podlewam każdy z nich, przecieram listki, przekręcam doniczki, by przez te kilka dni słońce za bardzo nie spaliło liści. Zastanawiam się komu powierzyć je w opiekę, gdy wyjeżdżam na dłużej.
Gdy wracam najpierw stawiam na podłodze walizki, by kilka chwil później już doglądać moich „maleństw”. Patrzę czy któraś roślinka zmieniła się podczas mojej nieobecności, czy wypuściła jakiś nowy liść, czy sadzonki na parapecie mają już korzonki i wodę w swoich szklankach i puszkach, czy już jest czas, by posadzić je do świeżej ziemi.
Mam na ich punkcie totalną „korbę”, a one mi się za to pięknie odwdzięczają.
Nawet teraz, kiedy piszę do Ciebie ten akapit w garażu już czeka jakieś 10 doniczek gotowych stać się mieszkaniem dla nowych kwiatków.

–> „Kwiaty doniczkowe w moim domu – cz.1”

–> „Kwiaty doniczkowe w moim domu – cz.2”

ZA MOJĄ KUCHNIĄ I NOWYM STOŁEM

Zanim wyjadę muszę ją posprzątać. Wszystko inne może być jednym wielkim bajzlem, ale kuchnia musi byś ogarnięta. Tak, by po powrocie cieszyć się jej widokiem, by był ład i miejsce do rozpoczęcia nowego dnia, nowego rytmu, nowego gotowania. No właśnie gotowanie… Bardzo to lubię. Lubię też gotować, kiedy jestem poza domem, ale to nigdy nie będzie to samo. Moja kuchnia to moje królestwo. Tylko ja wiem co gdzie leży. Gdzie jest ten ulubiony talerz, z którego fasolka szparagowa z bułeczką tartą smakuje 10 razy lepiej. Ja wiem gdzie stoi ostatni czarny kieliszek do wina z całej zastawy. Gdzie są wszystkie miski, tarki i przyprawy.
To właśnie tutaj najlepiej mi się gotuje, a potem jeszcze lepiej mi się je przy naszym dużym, drewnianym, starym stole. To właśnie widok na tę kuchnię i ten stół to pierwsza rzecz, którą widzę po wejściu do domu. To tutaj stwierdzam, że czas zaprosić gości i zrobić przyjęcie. To w kuchni też stoi jeden z moich ulubionych mebli w domu – szklana witrynka. Gdy siadam przy stole to tak, żeby ją dobrze widzieć 🙂 Zawsze wtedy sobie myślę, że to dobry moment, by wyskoczyć do mojego ulubionego lumpka dla rzeczy po jakiś nowy talerz.

–> „Szafka lekarska w moim domu”
–> „Stary stół, o którym marzyłam”

Tęsknię za moim domem, kiedy wyjeżdżam. Czekałam na to uczucie przez 3 lata. Tęsknię za ogromnym dywanem, który już niedługo Ci pokażę, a na którym kładę się ze stosem gazet jak wtedy, gdy byłam dzieckiem.

Tęsknię wreszcie za moim biurem, którego prototyp stworzyłam na niewykończonej jeszcze antresoli, a który już teraz daje mi obietnicę inspirującego wnętrza.
I czekam na ten czas, kiedy będę mogła je urządzać, kiedy wypełnię pięknymi przedmiotami tę moją, wymarzoną przestrzeń, która jeszcze 3 lata temu była tylko wycinkami z gazet powklejanymi do notesu.

Choć jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy siedziałam na drugim końcu świata rozważając gdzie mamy podziać się dalej, nie wierzyłam ani przez chwilę, że będę za czymś tęsknić tutaj, u nas na wsi. Dzisiaj wiem, że wszystko, absolutnie wszystko dzieje się po coś i jednym z powodów, dla których przydarzył nam się ten wyjazd jest właśnie to, o czym dziś tutaj piszę. Ta tęsknota za domem, komfort, kiedy do niego wracam, ciepło rozlewające się wszędzie, kiedy po całym dniu zatapiam się w swoim łóżku i plany do zrealizowania, którymi jestem podekscytowana jak nigdy.

Za czym Ty tęsknisz, kiedy jesteś poza domem?

 

Spodobają Ci się także:

20 komentarzy

Gonia 25 lipca, 2018 - 11:31 am

Za ciszą i lasem za oknem I szczerze mówiąc, niespecjalnie za czymkolwiek innym, bo my na razie wynajmujący, wciąż marzący o własnym miejscu. W dodatku daleko od rodzinnego miasta, w którym chyba nadal bardziej czujemy się u siebie… więc może to o domach rodziców i teściów powinnam tu napisać 😉

Reply
Monika Kudryk 25 lipca, 2018 - 11:43 am

Ja nie jestem włóczykijem, więcej jestem w domu niż poza, po prostu lubię w nim być. Ale też tęsknię za łóżkiem. Zawsze jak się do niego kładę mówię: „moje łóżeczko” i wzdycham 🙂 a za taką sofą też bym tęskniła – świetna!

Reply
Karolina 25 lipca, 2018 - 11:43 am

Tesknie za swoim pokoikiem, wygodna kanapa ze stosem poduszek (znajomi zawsze narzekaja ze nie maja gdzie siasc) i widokiem toaletki ktora po latach w koncu mam. Do tego wszystkiego dochodzi kawka w ladnym kubku i ukochany wlochaty pies ktory zawsze mnie „pilnuje”.

Reply
Olga 25 lipca, 2018 - 12:50 pm

A ja zawsze tęsknię za tym momentem, kiedy zdejmę stanik 🙂

Reply
Marta 25 lipca, 2018 - 2:13 pm

Miałam taką kanapę, malinowa, też wyszukaną na allegro, mega wygodna, mogły na niej spać dwie osoby po zdjęciu poduch z oparcia 🙂 wciąż za nią tęsknię, ale nadszedł czas, kiedy musieliśmy ją wymienić na zwykłą rozkładaną…

A za czym tęsknię…? Aktualnie od roku czekam na dzień, kiedy wniosę pudła do nowego domu, mieszkając kątem u teściowej. Marzę po prostu o swoim miejscu. Wcześniej, kiedy tęskniłam za domem to zawsze miałam na myśli zapach, wannę z gorącą wodą, swoje łóżko, regał z książkami, truskawki w zamrażalniku 😉

Reply
Ania 25 lipca, 2018 - 5:14 pm

A ja nie tęsknìę, ja marzę…
By mimo lęku przed ogromnym przedsięwzięciem pt. „Budowa domu” i milionem wątpliwości czy to dobry krok, rzucić się na głęboką wodę, bo zawsze na myśl o własnym domu z ogródkiem, z własnym krzakiem bzu i jabłonką, z których mogłabym bezkarnie zrywać gałęzie wiosną do wazonu, szybciej bije mi serce i powracają dziecięce marzenia dziecka z blokowiska… a za marzeniami trzeba podążać, prawda?

Reply
Gosia 26 lipca, 2018 - 7:27 am

Ja najbardziej tęsknię za domem (tzn, mieszkaniem;) ). Zawsze marzyłam o własnej przestrzeni,wychowałam się w domu 3 pokoleniowym. Nie wierzyłam,że będziemy w stanie coś swojego kupić. Cudem udało się załatwić kredyt i mamy swoje mieszkanko. Najbardziej lubię moment wejścia przez drzwi,nawet jeśli wracam po jednodniowej wizycie u rodziców.
Zazdroszczę tych kwiatków, przy mnie wszystkie umierają. Nawet w domu rodzinnym mama zajmowała się wszystkimi kwiatami,ja ich nie tykałam,ale u mnie w pokoju umierały. Tak samo teraz. Przymierają,oddaję na kwarantannę do kogoś, i tak odżywają. Po czym u mnie znowu więdną 😉

Reply
Gosia 27 lipca, 2018 - 8:07 am

I dodam jeszcze coś. Często oglądam piękne wnętrza, wszystko eleganckie jak z katalogu,piękne dekoracje,światło, takie WOW. Ale gdy siedzę u siebie w mieszkaniu, to tak myślę,że brak lampionów i naklejek na ścianach (które od pół roku czekają na przyklejenie), stare meble w kuchni po poprzednich właścicielach, brak efektu wow po wejściu, ba! pęknięta płytka w łazience-nie sprawiają że jestem mniej szczęśliwa w tym miejscu. Oby to trwało jak najdłużej.

Reply
s. 26 lipca, 2018 - 7:36 am

Ja też po długim czasie dopiero poczułam, że ten mój dom to właśnie tutaj… Ale to był długi proces, gruba powieść by z tego powstała, więc nawet nie zaczynam:) Ale zbiegło to się w czasie z tym, że w ogóle dojrzałam, ale tak wewnętrznie, stałam się ważna sama dla siebie… Dom też się wtedy zaczął zmieniać, nagle pojawiło się więcej drewna, natury, domowych przetworów, dni bez makijażu, w wygodnych sukienkach, a nawet bez stanika:)))) Po naprawdę wielu latach, bo wcześniej to się nie zdarzało…
I to wszystko się u mnie łączy, Do ideału jeszcze daleko (i mi, i domowi), ale kocham zdecydowanie bardziej niż kilka lat temu, A poza tym sama droga do celu też się liczy, jesli z niej zbaczam to i tak wciąż wracam. buziaki:)

Reply
s. 26 lipca, 2018 - 7:42 am

P. S. czy mogłabyś podać, który konkretnie materac posiadasz? Wiem,że i tak trzeba dopasować indywidualnie, ale chociaz wstępnie mogłabym zerknąć. Czeka mnie niedługo taki zakup, no i … nie jest łatwo……….. za dużo wszystkiego, także cieszę się,że pomogłaś mi tym wpisem:)

Reply
Małgorzata 26 lipca, 2018 - 12:37 pm

Ja najbardziej za moją małą przytulną sypialnią z wygodnym łóżkiem, na którym zaszywam się chcąc chwilę odpocząć.
Zrzucanie stanika to jak wyzwolenie z pancerza, po prostu wolność:))) szczególnie w lecie…

Reply
Myszamysza 26 lipca, 2018 - 2:00 pm

Ja o zrzucaniu stanikow – hihi – bo tez tak mialam – teraz z rzadka, bo naszam dobrze dobrane i czesto nie czuje po postu, ze mam na sobie… pamietam to uczucie ulgi 10 lat temu – w progi domu i zaraz stanik precz! I pamietam to zaskoczenie po miesiacu od zmiany rozmiaru z 75C na 65 F – to ja mam na sobie czy nie…? bo nie uwiera? nie przeszkadza? 🙂
A gdzies czytalam, ze przy niezbyt duzych biustach (tez kwestia wzgledna) noszenie stanika, szczegolnie z fiszbinami, nie pomaga w niczym, a wrecz przeciwnie. Stanik opcja opobowiazkowa przy duzych i ciezkich, jako podpora dla kregoslupa.
***
A w powrotach najbardziej tesknie za… wlasna kawiarka, kubkiem, lozkiem i robieniem prania! Bo uwielbiam jak rzeczy sa uprane = wszystko wrocilo do normy. Pierwsza rzecz, jaka zrobilam po powrocie z porodowki to zaladowalam pralke 😀 – bo przeciez dziecie spalo…

Reply
Michalina 27 lipca, 2018 - 8:17 am

Ta sofa to jest geniusz jakiś! Marzenie!!! <3

Reply
Joanna 28 lipca, 2018 - 11:26 am

Basiu ktory dokladnie macie materac bo na stronie jest kilka?? 🙂
Wielkie to szczescie odszukac swoje miejsce na ziemi i powiedziec : dom. To szczescie…

Reply
Basia Szmydt 30 lipca, 2018 - 9:45 am

My mamy PlantPur Natural 🙂

Reply
Ilona 9 sierpnia, 2018 - 7:59 am

Basiu! Znam doskonale to uczucie, o którym piszesz. Niby dom, który był spełnieniem marzeń, olbrzymie okna, które miały dawać wytchnienie, gdy wraca się do domu i można usiąść na tarasie. Wymarzona antresola, łazienka za łóżkiem w sypialni itd.
Tylko… to umęczenie tymi decyzjami, wieczne organizowanie czegoś (pomimo że to uwielbiam) sprawiło, że coraz częściej mówiłam: „nie czuję tego domu”, że „nie potrzebnie sprzedaliśmy poprzedni dom, tam to przynajmniej czułam to miejsce, a tutaj tylko ściany”.
Trwało to około pół roku. Odkąd podjęliśmy decyzję, że nie kombinujemy, że nie mówimy o tym, jak będzie wyglądał kolejny dom, co udoskonalimy, zaczęło się działać 🙂
Mogę na nowo cieszyć się urządzaniem, „uduchawianiem” domu 🙂
Gdy wyjeżdżam, tęsknię za wygodnym łóżkiem, za kuchnią z ogromną wyspą, sofą w salonie, na której wino smakuje inaczej, za pralnią, z której widok na pola pozwala mi się zatrzymać i doceniać to, co mam i to, gdzie jestem.

Reply
Basia Szmydt 9 sierpnia, 2018 - 8:30 am

Otóż to – rozumiem Cię doskonale pozdrawiam ciepło

Reply
Sławka 10 sierpnia, 2018 - 9:19 pm

Znam bardzo dobrze to uczucie… A za czym tęsknię? Za moją pralką i za żelazkiem parowym, którego z wiadomych przyczyn nie zabieram na wyjazdy BTW czy jestem jedyną osobą, która całkiem serio lubi prać i prasować?? za kuchnią ofkors i za moimi kubeczkami i sztućcami. Za fotelem uszakiem i nową kanapą i ogólnie za naszą przestrzenią ✌️

Reply
Ilona 14 sierpnia, 2018 - 7:36 pm

Sławka! Ja mam to samo z praniem! A najbardziej lubię jak wracamy z 2 lub 3 tygodniowych wakacji i jest tyyyyyle do prania. Potem cały rytuał związany z wieszaniem – mniam 🙂

Reply
Sławka 17 sierpnia, 2018 - 8:32 am

Uff… super, że nie jestem sama przed nami kolejny wyjazd, więc już się cieszę Pozdrawiam

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem