fbpx

AO NANG W TAJLANDII – POCZTÓWKA Z WAKACJI

Autor: Basia Szmydt

A raczej kilkadziesiąt pocztówek, bo w Tajlandii chyba nie da się zrobić złego zdjęcia. Natura jest najlepszym i najbardziej uzdolnionym scenografem. Każde kolejne zdjęcie jest moją ulubioną pocztówką z wakacji.
Późny wieczór w Bangkoku. Niechętnie kończymy szwendanie się po tym fascynującym mieście i wracamy do naszego hotelu. Musimy się spakować. Nie zajmie nam to dużo czasu – mamy ze sobą tylko dwa plecaki i absolutne minimum. Bycie „backpackersem” ma swój niewątpliwy urok. Zwłaszcza gdy podróżuje się bez dzieci 🙂 Spakowani ruszamy na lotnisko, skąd wylecimy na Krabi. Zanim jednak wsiądziemy do samolotu zdążymy się „doprawić”. Klimatyzacja na lotnisku tak daje czadu, że w Krabi lądujemy już przeziębieni. Różnica w temperaturze wewnątrz budynku i na zewnątrz to jakieś 20 stopni. Dla organizmu, który na codzień zamieszkuje środkową Europę to naprawdę szok. Ale najważniejsze, że bezpiecznie dotarliśmy na Krabi i już bardzo, bardzo niedługo będziemy leżeć na białym piaseczku, sączyć drinki z palemką, kąpać się i opalać. Będzie pięknie. Tak przynajmniej myśleliśmy. O tym czy nasze wizje i marzenia pokryły się z rzeczywistością, czy Ao Nang to nasze miejsce na ziemi i czy jeszcze tam wrócimy opowiem Ci w dzisiejszym poście.

Tutaj możesz przeczytać dwa poprzednie wpisy:
JAK ZORGANIZOWAĆ SWÓJ PIERWSZY WYJAZD DO TAJLANDII?
ONE NIGHT IN BANGKOK.

Po krótki locie, późnym wieczorem wylądowaliśmy w Krabi. Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do wcześniej zarezerwowanego noclegu. Wybraliśmy tanią opcję, blisko lotniska, bo wiedzieliśmy, że następnego dnia ruszamy na plażę. Miejsce, w którym zatrzymaliśmy się na nocowanie okazało się być baaaardzo specyficzne 🙂 Gdy przyjechaliśmy było ciemno, a na recepcji siedział pan, który był tak zajęty pokonywaniem kolejnego poziomu w grze, że nie bardzo zauważył nasze przybycie. Był dosyć niepocieszony, gdy zapukaliśmy w okno, ale chwilę potem mieliśmy w rękach klucze do naszych domków, a w nich czekały juz na nas mega wygodne łóżka (to naprawdę cecha wspólna wszystkich miejsc, w których spaliśmy – łóżka). W naszym domku oprócz łóżka była też zapchana toaleta i zimna woda pod prysznicem, ale kto by się przejmował takimi rzeczami, kiedy jet lag wciąż męczy i człowiek marzy tylko o tym, by położyć się spać.

Następnego dnia pierwszym widokiem po rozsunięciu zasłon było to:


Dzień dobry Tajlandio!!!
Ależ byliśmy głodni! Niestety okazało się, że jesteśmy pośrodku niczego, gdzieś przy autostradzie i śniadania raczej nie uświadczymy. Czas się zbierać. Zwłaszcza, że w ośrodku oprócz nas mieszkają sobie węże (jeden mi uciekł spod nóg), w stawie pływają ryby wielkości krokodyli, które prawie wychodzą na brzeg (tak, to moja wyobraźnia), nie ma tu nic do jedzenia, ani nikogo z obsługi. Ahoj przygodo.
Pan z recepcji chyba nie położył się nawet spać, w końcu wojna w jego grze nadal trwa, nie ma czasu na przerwę! Na naszą propozycję, by za odpowiednią opłatą podwiózł nas do miasta Krabi, zrobił minę jak gdybyśmy go conajmniej poprosili o podwózkę do Polski. Czymże jest możliwość zarobienia całkiem fajnej kasy w obliczu porażki, którą poniesie na wirtualnym polu walki!? Chyba z 5 razy prosił nas byśmy zamówili sobie taksówkę.


Ostatecznie zgodził się, ale wrócił jeszcze na swoją recepcję pod pretekstem znalezienia kluczyków. Gdy nie pokazał się przez kolejny kwadrans poszłam po niego i oczywiście zastałam go przy monitorze ze swoim pułkiem wojska…
W końcu lekko obrażony dowiózł nas do Krabi, gdzie mogliśmy zjeść śniadanie i wypożyczyć skutery, a potem ruszyć dalej w drogę.
Jazda na skuterze to jest taka frajda, że ciężko to opisać. Tymi skuterami mieliśmy przemierzać tajskie drogi przez najbliższe 5 dni i zaprawdę powiadam Ci to była najlepsza rozrywka, jaką mogliśmy sobie zaserwować. Oczywiście tuż po jedzeniu.
Ta rozrywka miała też swoje słabe strony, a mianowicie pierwszego dnia wojaży na skuterze spaliliśmy się na słońcu maksymalnie. Następne dni zamiast z drinkiem z palemką pod palemką spędziliśmy w cieniu, ubrani od stóp do głów. Brawo głupota i wiara w to, że słońce schowane za chmurami nie opala. Człowiek się uczy na błędach. Ten błąd był bardzo bolesny – dosłownie. Ale zapomnijmy o tym co złe, kiedy w pamięci zdjęcia TAKICH tajskich dróg, a przy tych drogach maleńkie knajpki z najlepszym na świecie jedzeniem. Zatrzymywaliśmy się w nich średnio co godzinę.
Wyobraź to sobie. Jedziesz sobie skuterem pośród gęsto rosnących palm, których liście wręcz płożą się po drodze. Gdy skończy się benzyna, zatrzymujesz się na stacji i za 6 zł tankujesz do pełna. Potem jedziesz dalej zupełnie bez celu i nieustannie mówisz „ale tu pięknie!”. Gdy zgłodniejesz po prostu zatrzymujesz się przy drodze w pierwszej, lepszej knajpce zbitej z desek i za kolejne 6 zł zamawiasz coś, co pretenduje do bycia najlepszym, co dotychczas zjadłaś. U mnie to były noodle w bulionie z mięsem kaczki i warzywami. Dobry Boże jakie to było pyszne! Potem jedziesz dalej i zatrzymujesz się przy jakimś staruszku, który sprzedaje świeżutkie, pokrojone mango. Idealne na deser. I tak dalej. Tak mniej więcej wyglada wycieczka na skuterze „niewiadomo gdzie” i „niewiadomo na jak długo”. Jedyny minus? Spalone od słońca plecy i dłonie.





W Ao Nang zatrzymaliśmy się w naprawdę fantastycznym apartamencie. Niesamowity widok z tarasu, dwie osobne sypialnie z ogromnymi, wygodnymi łóżkami i łazienkami i soczysta roślinność dosłownie wchodząca przez każde z okien. To było naprawdę wyjątkowe miejsce, a link do tego apartamentu podałam Ci w poście JAK ZORGANIZOWAĆ SWÓJ PIERWSZY WYJAZD DO TAJLANDII?


|To właśnie z tego miejsca ze zdjęcia powyżej wzięłam do Polski kilka zaszczepek kwiatów. To moja zdecydowanie ulubiona pamiątka. Dam znać ile z nich się przyjęło.
A tak wyglądał nasz taras i miejsce na popołudniowy chill z kawą mrożoną w ręku. Dookoła pachnące rośliny zatrzymujące palące słońce, chłodzący wiatrak, dźwięki dżungli i książka w ręku. Chwilo trwaj. Najlepiej do momentu, aż znowu zgłodniejemy 🙂 Tu naprawdę wypada być głodnym. Jesteśmy w miejscu z podobno najlepszym jedzeniem świata.




Plaża miejska w samym Ao Nang mnie mocno rozczarowała. Tak jak i samo miasteczko. Mieliśmy naprawdę fantastyczny apartament z tarasem, na którym wypoczywało się wspaniale, do którego dżungla wręcz się wdzierała. Jednak samo miasteczko jest takie sobie. Morze turystów i setki bud z pamiątkami wątpliwej jakości i urody. Plaża, która na mnie nie zrobiła wrażenia, choć zdaję sobie sprawę, że wciąż porównuję tajskie plaże do tych karaibskich. Wieczorne Ao Nang jest głośne i przepełnione turystami. Dużo tu plastiku, dudniącej muzyki, zapachów, kolorów, pijanych ludzi i różnych innych, dziwnych rzeczy. Nie tego się spodziewaliśmy z Tomkiem. My z Ao Nang uczyniliśmy miejsce naszego noclegu i bazę wypadową. Każdego dnia wsiadaliśmy na skuter i jechaliśmy przed siebie. Albo kupowaliśmy wycieczkę na wyspy, albo braliśmy wodny tramwaj i też płynęliśmy na jakąś wyspę. Nie skorzystaliśmy z tych wycieczek tak jakbyśmy mogli i chcieli i przez większość czasu siedzieliśmy w cieniu ubrani od stóp do szyi. Poparzyliśmy się tym słońcem jakbyśmy je pierwszy raz na oczy widzieli. Do dzisiaj mi wstyd :/


Woda przy lądzie w Ao Nang gdy słońce zachodziło miała dokładnie taki kolor jak ta w naszych polskich jeziorach. Ten prawdziwy lazur pojawiał się dopiero przy wyspach. Foldery reklamowe i zdjęcia na instagramie przekłamują często kolory – musisz mieć świadomość, że ten prawdziwy świat na codzień radzi sobie bez żadnego filtra, a kolor wody zmienia się w ciągu dnia w zależności od pogody, światła i pory.
Naprawdę warto jest zostawić ląd i te tłumy za sobą i popłynąć na jakąś wyspę. Taka wycieczka kosztuje grosze (20 zł w jedną stronę), a pomimo ogromu turystów można znaleźć zaciszny kąt na odpoczynek i plażowanie. Jest naprawdę pięknie! Pod warunkiem, że spojrzysz na Tajlandię i te krajobrazy, na naturę i to co przez miliony lat wyczarowała zamiast skupiać się na tym, co Ci przeszkadza. Na początku może być ciężko, bo wszystko zasłaniają ludzie. Każdy chce mieć zdjęcie z charakterystyczną łódką. Ty kadrujesz swoją fotografię tak, by była na niej tylko łódź, skała i piękna woda, ale w rzeczywistości w kolejce do zdobycia tego samego kadru czeka za Tobą jakieś 50 osób. Mniej więcej takie są realia.
Jestem zdania, że każdy widzi świat takim, jaki chce zobaczyć. Tego się trzymam podróżując. Staram się widzieć dobre rzeczy. Gdy niektóre mi nie pasują staram się je zmienić, znaleźć inny sposób, inna perspektywę.
Tajlandia jest absolutnie zachwycającym i przepięknym krajem. Marzę o tym, by wrócić tam jak najszybciej, by mieć więcej czasu, by odkryć bardziej odludne miejsca. Marzę też o tym, by ten kraj przetrwał tę inwazję turystów. To zrozumiałe, że cały świat chce Tajlandię odwiedzić. Każdy chce dobrze zjeść, zachwycić się wyspami, które dotąd oglądał w filmach i doświadczyć niesamowitych rzeczy. Marzę jednak o tym, by każdy kto tu przyjedzie zachowywał się jak kulturalny gość, z ogromnym szacunkiem do miejsca, do kultury i do przyrody przede wszystkim, która robi, co może żeby dać radę i się zregenerować, ale przy kilkudziesięciu milionach turystów rocznie czasem i jej jest ciężko.

PODRÓŻE to cel, na którego osiągnięcie pracuję codziennie. Podróże to coś, na co warto wydać ostatnie pieniądze. Nic mnie tak nie uczy pokory, tak bardzo nie otwiera oczu na wiele spraw, nie daje tylu doświadczeń i tak nie ubogaca jak podróże. 

Na koniec bardzo, bardzo polecam Ci mój wpis sprzed kilku lat o minimalizmie w podróży. Przyda się, jeśli zdecydujesz się na wyjazd. Nie tylko do Tajlandii 🙂

MINIMALIZM W PODRÓŻY


Spodobają Ci się także:

8 komentarzy

Szyciownik 5 kwietnia, 2019 - 12:59 pm

Cześć,
Ale tam jest pięknie!!! A ceny podobno tak niskie, że można się wrócić o niebo grubszym 😀
Widać, że się Wam bardzo bardzo podobało 😀
Pozdrawiam,
Kasia

Reply
RF 6 kwietnia, 2019 - 5:27 am

Cześć.
Jedziemy tam za tydzień. Jaka faktycznie tam jest pogoda o tej porze może ktoś podpowie. W prognozach gorąco 34 stopnie, w Bangkoku słońce z kilkoma chmurami natomiast w Krabi (Ao Namg) 34 stopnie plus burze (?!)

Reply
puch ze słów 6 kwietnia, 2019 - 11:44 am

„Wszys­cy uśmie­chają się w tym sa­mym języ­ku. Tyl­ko uśmiech jest jed­na­kowy na całym świecie. Możesz się uśmie­chnąć po an­giel­sku, a będzie to znaczyło dokład­nie to sa­mo w Tajlandii”

Reply
Ela - themomentsbyela.pl 6 kwietnia, 2019 - 2:23 pm

To chyba taka namiastka raju.

Reply
kasia 7 kwietnia, 2019 - 7:35 pm

Po całym dniu i nocy podróży, zwiedzania każde łóżko jest wygodne i każde jedzenie jest pyszne, Człowiek jest tak zmęczony fizycznie i od ilości wrażeń, że śpi jak na chmurce. Dziwię się, że nie baliście się jeść na ulicy, ja jadłam tylko w hotelu, a na mieście odważyłam się kupić tylko bułkę i wodę butelkowaną, Moja koleżanka pochorowała się początku wycieczki i miała popsuty wyjazd.

Reply
Basia Szmydt 7 kwietnia, 2019 - 8:52 pm

No nie każde 🙂 te były wyjątkowo wygodne, a jedzenie wyjątkowo pyszne.
Dla mnie pojechać do Tajlandii i nie spróbować jedzenia na ulicy to jak jesc lizaka w papierku. Nie żałuję ani jednego pad thaia 😉

Reply
Marta 8 kwietnia, 2019 - 11:00 am

My wyjechaliśmy krótko po Was. Podróż z dziećmi. Również 2dni Bangkok a później południe ale na wschodnie wybrzeże Kho Phangan. Spędziliśmy tam 4 noce następnie wyruszyliśmy na stały ląd do dżungli. 1 noc wpadliśmy w domach na wodzie niesamowite przeżycie i strach o dzieci. Później 3 noce w domku na drzewie. Mycie i karmienie słoni. Powrót do Bangkoku tym razem china Town. Było cudownie. Wyjazd intensywny i dzieciaki dały radę!

Reply
Marta 8 kwietnia, 2019 - 11:02 am

A i też jedliśmy tylko na ulicy. Najpyszniejsze. Nawet naszemu 3latkowi nic nie było

Reply
ultrafioletowo 25 listopada, 2019 - 11:02 am

Piękne zdjęcia, poprawiają humor, kiedy w listopadzie 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem