Basia bloguje CO U NAS? NASZ DOM

PLUSY I MINUSY ŻYCIA NA WSI. Wnioski i przemyślenia po roku mieszkania.

Wrzesień 25, 2016
_MG_8207 (Kopiowanie)

16 września minął rok odkąd się wprowadziliśmy. Wszystko nagle stało się nowe. Sąsiedzi, szkoła i przedszkole. Nowe są naczynia i obowiązki, nowe problemy i radości, nowy rytm dnia i nowa organizacja. Przeżyliśmy tu 4 pory roku. O każdej z nich wyrobiłam sobie zdanie. Za nami sporo dni, podczas których chcieliśmy sprzedać „nieruchomość pod Warszawą” na OLX-ie i spadać gdzie pieprz rośnie. Tyle samo było dni absolutnie pięknych, przeżytych z poczuciem, że tutaj jest nasze miejsce na ziemi. Wciąż jesteśmy nieco zagubieni i nawet odrobinę zmęczeni tymi zmianami, ale dziś mogę podzielić się z tobą moim doświadczeniem i opowiedzieć ci jak wygląda przeprowadzka i życie na wsi z mojej perspektywy. Opowiem ci o plusach ujemnych i plusach dodatnich 🙂
Zastanawiając się nad plusami i minusami brałam pod uwagę nie tylko fakt życia na wsi, ale przeprowadzki w nowe miejsce, z dala od rodziny. Zacznę od minusów, tak by zakończyć wpis happy endem.

_MG_8182 (Kopiowanie)

MINUSY

1. BRAK BLISKICH

Nasi rodzice mieszkają 200 kilometrów od nas. Nagle ze stanu praktycznie nieograniczonych możliwości korzystania z pomocy dziadków weszliśmy w stan bycia zdanych na samych siebie i mocno się tym faktem zdziwiliśmy. Musieliśmy wszędzie zabierać ze sobą dzieci, musieliśmy zapomnieć o miejskich randkach, o wieczornym kinie i innych przyjemnościach. W klubie, by potańczyć, ostatni raz byłam podczas wizyty na Blog Conference Day w Poznaniu. Czas wolny? Tylko wtedy, kiedy małe są w szkole, albo na wymiankę. Raz ja, raz Tomek. Jedno wychodzi, drugie zostaje z dziećmi. Kiedy byłąm chora i czułam jak angina nie da mi spokojnie zasnąć w nocy, a  rano musiałam odwieźć dzieci do przedszkola, ładowałam je do auta o 23:00 i jechałam ostatkiem sił do Warszawy, szukając apteki całodobowej. Było ciężko, głównie dlatego, że byłam przyzwyczajona do wygody i rodziców na każde skinienie.
Sąsiedzkie relacje też nie zrodziły się od razu. To wcale nie jest takie proste zapukać do drzwi, powiedzieć „Hejka, już tu mieszkam!” i czekać, aż sąsiedzi wpadną ci w ramiona. Potrzeba czasu, potrzeba odwagi, by się przełamać i w końcu pójść i się przywitać na przykład. Potem potrzeba zaufania, by sobie wzajemnie pomagać, by wysłać dzieci do siebie na całe popołudnie. To są trudne, ale bardzo cenne relacje. Na początku byliśmy totalnie sami i trwało to prawie rok. Dziś poznajemy coraz więcej fantastycznych osób, na które możemy liczyć w różnych sytuacjach.

2. „W HUK” ROBOTY!

O Matulu! Gdybym tylko wiedziała ile przy własnym domu jest pracy, to zastanowiłabym się dwa razy. Ostatecznie pewnie i tak bym się zdecydowała, ale musisz mi uwierzyć na słowo: roboty we własnym domu jest „w huk”! Pominę prace pięlegnacyjne takie jak rozplantowanie dwóch wywrotek ziemi, która ma zasilić twój „kiedyś – ogród”, niekończące się zadania „kołodomu” takie jak wypalenie drewna po budowie na przykład. Masz jeszcze ogród, który choć na początku będzie przypominał ściernisko, prędzej czy później stanie się miejscem niekończących się prac wypełniających cały twój czas wolny,  a w miejsce „hobby” w swoim cv, będziesz mogła wpisać przycinanie, przesadzanie i koszenie. Ja w tym roku się poddałam, ale już przebieram nóżkami na myśl o tychże wypełniaczach mojego niedoczasu.
Nie zapominamy oczywiście o sprzątaniu w domu. Ponad 200 metrowym domu z białą podłogą. Czasem mam wrażenie, że kiedy kończę sprzątać ostatni kąt, powinnam wracać do pierwszego i  tak w kółko. Mój blog się rozwija, mam z nim coraz więcej pracy i już dziś jestem pewna, że rok 2017 upłynie mi w towarzystwie pani do sprzątania. Różnica w ilości obowiązków, które ma się we własnym , dużym domu i w mieszkaniu w bloku jest zatrważająco duża. Ja nie ogarniam. I żeby była jasność – ja nie jestem pedantką. Ja nawet sprzątać nie lubię raczej.

3. BRAK DOZORCY

Awaria prądu? Nie działa oczyszczalnia przydomowa? Wysiadło ogrzewanie? Masz myszki w domu? Radź sobie sama albo czekaj na fachowca. Nie muszę chyba pisać, że to wszystko dzieje się kiedy Tomka nie ma w domu? Wujek Google i hasło „co robić gdy…?”, do tego silnie rozwinięty pierwiastek męski, który pozwala ci zakasać rękawy i działać, a nie siedzieć i płakać. Na wsi musisz sobie radzić. Musisz mieć notes i tam wpisany numer do elektrowni, hydraulika, księdza, biblioteki i weterynarza.

4. BEZ AUTA ANI RUSZ

Mieszkamy w takim miejscu, które wymaga posiadania auta. I na myśl, że auto może odmówić posłuszeństwa robi ci się trochę słabo. Bo szkoła, bo przedszkole, bo sklep, poczta – bez auta nie da rady. Chyba, że jest pełnia lata, kiedy możesz zamienić się w Judytę i wskoczyć na swój rower, i wtedy jest ci wszystko jedno czy masz samochód czy nie. Umówmy się jednak – nie zawsze możesz być Judytą, nie wszędzie dojedziesz rowerem i nie każdy dzień jest stworzony po to, by pokonać 6 kilometrów na rowerku z uśmiechem na ustach. O wspólnym piciu alko na imprezach, co to na nie nie chodzimy, chyba nie muszę wspominać?

5. MUSISZ BYĆ MISTRZEM LOGISTYKI

Jeśli się nie zorganizujesz, to wieczorem zostaniesz bez pieczywa na śniadanie i bez mleka do kawy. Nie zrobiłam sobotniego plakatu, bo zapomniałam, że mój papierniczy w gminie jest czynny tylko do 13:00 🙂 O wszystkim muszę pamiętać dzień wstecz, chyba, że zdecyduję się na wycieczkę do Warszawy, gdzie dostanę wszystko i o każdej porze, co jest całkiem spoko, jeśli mam zrobić większe zakupy, ale mniej spoko, jeśli brakuje mi mleka do wieczornej kaszki. Logistyka na wsi to podstawa.Funkcjonuję z listami zakupów, rzeczy do zrobienia, planu dnia i tak dalej. Nawyk, który zweryfikowało nowe życie.

6.ROBACTWO, MYSZY I INNE STWORY

Choćbyś nie wiem jak bardzo minimalistyczny, skandynawski i glamour dom miała, to dopóki ten dom stoi na wsi, musisz przygotować się na towarzystwo nieproszonych gości. Gdy się wprowadziliśmy, wygonilismy z domu, nie zawsze w humanitarny sposób, 17 (SIE-DEM-NA-ŚCIE) myszy polnych. W tym roku była dopiero jedna, która łaskawie opuściła lokal, kiedy otworzyłam jej drzwi. W zeszłym tygodniu mieliśmy atak stonki ziemniaczanej na elewacji, bo sąsiad robił wykopki. Co oprócz stonki? Tona much, muszek, meszek, komarów, koników polnych, os, pszczół, ważek, kretów, kotów sąsiada i psa nie wiadomo czyjejego. Im szybciej pogodzisz się z tym i zanucisz wesoło pod nosem piosenkę „Krąg życia” z Króla Lwa tym lepiej będzie ci się żyło na wsi.

7. POLSKA ZŁOTA JESIEŃ JEST TYLKO NA PINTEREŚCIE … I W MIEŚCIE.

Na wsi jest listopad. To on najbardziej utknął mi w pamięci. Wszędzie błoto, zero miejskich wygód, zero chodników i miłych kafejek z ciepłą kawą na wynos. Przez całą jesień i zimę nie miałam na sobie szpilek! Dlaczego? Bo grzęzłam w błocie zanim udało mi się dojść do samochodu! :)Jesienna plucha potrafi przytłoczyć. Mnie przytłoczyła.

8. STUDNIA BEZ DNA.

Nie wiesz na co wydać oszczędności całego życia, kredy, pożyczkę od rodziców i wygraną w totka? Zbuduj dom i powiedz wszystkim, że go wykończysz. Budowa i urządzanie domu to studnia bez dna. Podobno względny finansowy oddech łapie się po mniej więcej 10 latach. Ja jestem zdania, że wówczas na bank trzeba będzie coś wymienić albo odnowić w urządzonym już domu.

To ostatni minus. Teraz pora na plusy, czyli przyjemniejszą część. Jeśli jesteś moją stałą czyteliczką , to większość wpisów z ostatniego roku powinnaś zaklasyfikować jako plusy mieszkania na wsi. Pozwól, że mimo wszystko, z nieskrywaną przyjemnością przedstawię ci kilka plusów.

_MG_8179 (Kopiowanie)

PLUSY

1. W RYTMIE SLOW. W RYTMIE NATURY.

Wieś i wiejska przyroda otula cię z każdej strony. Jak nigdy doświadczasz potęgę sezonowości, czy ci się to podoba czy też nie. Odczuwasz każdą porę roku dziesięc razy bardziej. Włącza ci się instynkt ogrodnika i zaczynasz marzyć o swojej rzodkiewce wiosną. Jesz czereśnie prosto z drzewa, dostajesz tony cukinii, z którą nie wiesz co zrobić. Słuchasz śpiewu ptaków, które tutaj drą się jak szalone i nawet nie zauważasz, kiedy zaczynasz rozpoznawać poszczególne ich dżwięki. Gapisz się na rozgwieżdżone niebo i nie wierzysz, że niebo może być tak czyste. Podziwiasz jesienne, płonące zachody słońca. Wszystko ma swój czas.. Wszystko jest wyznaczone naturalnym rytmem. Każdy miesiąc to inne prace na roli, w ogrodzie, inne warzywa i owoce, które należy jeść. Nigdzie indziej tego nie doświadczyliśmy tak bardzo.

2. ŚWIĘTY SPOKÓJ

Mamy go tutaj pod dostatkiem. Sami, na swojej ziemi, w swoim własnym domu. Bez sąsiada za ścianą, bez spółdzielni mieszkaniowej. Możemy opalać się nago w ogródku, możemy lać się wodą z węża ogrodowego przez pół dnia, możemy grillować do rana i tańczyć przy ognisku, możemy leżeć do góry brzuchem i nikim się nie przejmować. Dom to nasza ostoja, baza. W domu się chowam przed światem. Coś pięknego.

3. WIOSNA I LATO.

Wynagradzają wszystko. Lato na wsi pachnie zbożem, truskawkami, trawą, łąką, zachodem słońca, dzieciństwem, wakacjami. Lato na wsi pachnie tym co w życiu najpiękniejsze. Dzień jest nieprzyzwoicie długi i przyjemny, wszystkiego chcesz spróbować, na wszystko masz energię. To jest nieprawdopodobna rzecz. Możesz chodzić boso po trawie, na którą przed chwilą spadł deszcz, możesz zrywać pomidory z krzaczka i później zrobić z nich sałatkę na kolację, możesz siedzieć z lampką wina na tarasie w zupełnej ciemności, a w świetle księżyca dostrzec żerujące lisy, zające i inne zwierzęta (ja tak miałam!). Możesz wrócić do początku. Do prostych przyjemności.

4. DZIECI BAWIĄ SIĘ NA DWORZE

Mówili nam, że dzieciaki nie będa miały kolegów. Nasze mają aż naddto, a ja już sobie wyobrażam co tu się będzie działo jak towarzystwo podrośnie. Dzieciaki bawią się na dworze. Skaczą na trampolinie, nudzą się i brudzą zawodowo. Kiedy patrzę na to, gdzie dorastają wierzę, że wybraliśmy dobrze.

5. ZNAJOMI PRZYJEŻDŻAJĄ NA KILKA DNI

Skoro już wybrali się na koniec świata zabierają ze sobą materace i śpiwory. A z tego robi się weekend pełen gotowania, śmiechu i Sylwester bez okazji.

6. MAMY DUŻY DOM I OGRÓD.

Na wszystko mamy miejsce. Nie jest nam ciasno. Mamy pralnię, garderobę i spiżarkę i to jest luksus. Nie zamieniłabym tego na 70 metrów kwadratowych. Chyba! 🙂

Patrząc na ilość tekstu, wydawać by się mogło, że tych wad jest zbyt dużo. Skupiłam się na nich, bo chciałabym uczulić ciebie i wszystkich, którzy decydują się na przeprowadzkę na wieś, że to nie zawsze wygląda tak kolorowo. Kocham swój dom, kocham to jak się tworzy, lato na wsi jest czymś, czego nie doświadczyłam od czasów wakacji u babci. Mam szansę dać moim dzieciom cząstkę mojego dzieciństwa, mam szansę na dobre jedzenie prosto z gospodarstw rolników, mam szansę oglądać stada saren na łąkach, kiedy jadę po bułki rano i są dni, które wyglądaja jak bajka. Ale bywa też ciężko i musisz, po prostu musisz wiedzieć, że dom na wsi to ciężka praca. Są też dni, kiedy oddałabym królestwo i pół księcia za mieszkanie w centrum Warszawy dla wygody. Czasem za tym tęsknię. Zawsze jednak, po długiej dyskusji, po wielu przemyśleniach na prowadzenie wysuwa się jeden, istotny bardzo wniosek, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Myślę, że gdybyś przyjechała o mnie na wieś uznałabyś, że chciałabyś tu zamieszkać. Ja chciałam.

_MG_8187 (Kopiowanie)
Zdjęcia zrobiła boska Joka <3

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

38 Komentarze

  • Odpowiedz makate Wrzesień 25, 2016 at 8:12 pm

    Cudowny wpis! Tak sobie sama gratuluję, że mam niezłą wyobraźnię i realistyczne podejście do życia, bo większość z tych punktów byłabym w stanie podać bez czytania, choć nigdy na wsi nie mieszkałam. Jak wielu mieszczuchów miałam takie okresy w swoim życiu kiedy marzyłam o domu i oprócz finansowych trudności nie wiedziałam innych przeszkód. Teraz myślę o tym inaczej – nadal marzę o pewnych plusach życia na wsi, ale też widzę wiele niebezpieczeństw, m.in. takie że jako osoba wychowana w mieście mogłabym się po prostu nie przyzwyczaić. I choć po całęj tej lekturze czuję się jeszcze bardziej ostrzeżona, to zarazem też – jeszcze bardziej zachęcona 😉 kombinuję sobie też trochę, że np. domek nieco mniejszy, bliżej rodziny, mógłby mieć wszystkie te plusy, a mniej minusów 😉 a osotatecznie to i tak życie pokaże jak będzie! 😀

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 25, 2016 at 8:21 pm

      życie pokaże 🙂 dziękuję za komentarz 🙂

    • Odpowiedz Kuba Luty 21, 2017 at 3:18 pm

      Ty nie mieszkasz na wsi tylko poza miastem

  • Odpowiedz Ola Wrzesień 25, 2016 at 8:13 pm

    A ja dodam jeszcze jeden plus: ludzie. Relacje z ludzmi na wsi są inne. Bliższe i prawdziwsze. Nie ma udawania bo sąsiedzi znają cie lepiej od samej siebie czasem… Wiedza o ktorej robisz sniadanie dzieciom i o ktorej godzinie chodzisz spac i czy tym razem we flanelowej koszuli nocnej czy w sexi halce. I chociaz na poczatku strasznie mnie to wkurzalo to teraz wiem ze wole ze wiedza o mnie za duzo niz gdyby nie wiedzieli o mnie nic.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 25, 2016 at 8:20 pm

      mnie się wydaje, że moi o mnie takich rzeczy nie wiedzą 🙂

  • Odpowiedz tarapatka Wrzesień 25, 2016 at 9:08 pm

    Wychowałam się w bloku, a potem z rodzicami przeprowadziliśmy się na wieś z jedną szkołą! (nie do pomyślenia wówczas dla mnie) teraz, jako dorosła kobieta, żona i matka wróciłam do miasta, ale przeszczęśliwa odwiedzam rodziców o każdej porze roku. Dom rodzinny to kopalnia bogatych wspomnień. Śniadania na tarasie w piżamie, kąpiele w przydomowym basenie, maliny i czereśnie. Cudowne wspomnienia :))) bardzo bym chciała kiedyś mieć taki swój właśnie domek, i wierzę, że kiedyś uda się to marzenie zrealizować 😉

  • Odpowiedz Izabela Wrzesień 25, 2016 at 9:55 pm

    Ja mieszkam na emigracji od prawie 15 lat. Przeprowadziłam się z Łodzi do malutkiego szwajcarskiego miasteczka. Z gorączką wsiadałam w samochód aby wozić dzieci do szkoły czy przedszkola, bo jesteśmy tu sami, a do tego ja bardzo często bywam sama. Gdy po urodzeniu drugiego dziecka wpadłam w depresję, musiałam spakować dzieci i walizkę i pojechać na kilka miesięcy do Polski, bo odległość ponad 1200 km i brak pomocy zrobiły swoje. Za to moja siostra powtarza, że my tu inaczej żyjemy, w innym tempie. No i że nikt mi się nie wtrąca do życia. Szczerze – nie poznałam ani wtrącania się, ale też nigdy nie miałam do pomocy 2 babć i 2 dziadków na każde zawołanie. Kij jak zawsze ma dwa końce. Ja grubo ponad 20 lat mieszkałam w mieście i na początku to był dla mnie szok, ale dzieci były małe i cieszyłam się, że dla nich to dobre miejsce. Im chłopcy stawali się starsi, tym częściej się zastanawiałam (zastanawiam) czy to miejsce ich nie ogranicza, a mnie nie uwiązuje w roli ich odwiecznego szofera. Ale do życia w mieście już się chyba też nie nadaję, robię się nerwowa, mam poczucie straty czasu (korki, dojazdy). A zazwyczaj mam uczucie stania w rozkroku – i tu i tu znajduję plusy. 🙂

  • Odpowiedz Żaba Wrzesień 25, 2016 at 10:21 pm

    Podziwiam Cię;) ja całe życie mieszkałam w mieście, od ponad 3 lat mieszkam na wsi, tu się wybudowalismy i tu urodził się nasz syn tylko ze ja nadal tęsknię za miastem:( i teraz już wiem że drugi raz bym się na wieś nie zdecydowała. Tęsknię za rodzina która jest ponad 300km ode mnie, tęsknię za tym „zyciem” miejskim i za sklepem gdzie mogę kupić wszystko 😉 Na wsi często musze obleciec wszystkie sklepy żeby dostać dany produkt i jak będę mieć szczęście to go dostane. Może kiedyś się do takiego życia przyzwyczaje… Tymczasem tęsknię za miastem.

  • Odpowiedz Takeitizi Wrzesień 26, 2016 at 5:26 am

    Hej, ja trochę z innej beczki, na Instagramie napisałaś, że blog staje się twoją pracą, co miałaś na myśli?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 26, 2016 at 8:21 am

      Miałam na myśli dokładnie to, co napisałam 🙂

      • Odpowiedz Takeitizi Wrzesień 26, 2016 at 9:17 am

        Czyli udało Ci się zmonetyzować bloga? Nie odpowiedziałaś mi na Insta, dlatego piszę tu.

        • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 26, 2016 at 10:15 am

          Marta może napiszesz do mnie maila?

  • Odpowiedz Ewa Wrzesień 26, 2016 at 5:28 am

    Wczoraj z mężem rozmawiałam, że gdy już będziemy mieli dom, będziemy mieli panią, która dwa razy w tyg przyjdzie posprzątać. Ja lubię sprzątać ale nie znoszę mycia podłóg, w wirze zajęć zapominam, że przydałoby się umyć fronty w kuchni itd. Lubię mieć porządek ale czasem nie ogarniam. My od zawsze mieszkamy z dala od rodziców. Rodzice męża nie żyją a moi 300 km stąd, w innej zupełnie części Polski. Minus ogromny bo idę do ginekologa z dziećmi, jedno pilnuje drugiego w poczekalni. Na randce byliśmy ostatnio 4 lata temu. Ale z drugiej strony jestem mega samodzielna. I nie potrzebuję ekskluzywnych wakacji bo pakuję siebie i dzieciaki i jedziemy do mojego Jasła na tydzień, odpocząć, pojeść u mamy i dać się rozpieszczać. Bo przecież zmęczona jesteś, ja Ci ugotuję, umyję, zajmę się dziećmi… Dla mnie to więc plus.

  • Odpowiedz Katarzyna Grzebyk Wrzesień 26, 2016 at 7:48 am

    Życie na wsi jest piękne. Mieszkam od urodzenia:-) W Boże Narodzenie minie nam rok, od kiedy zamieszkaliśmy w nowym domu, na wsi. Tej samej, w której mieszkam od urodzenia… Zaskakujące, jak nowe miejsce i nowe życie jest inne i piękne:-) Codziennie odkrywam coś nowego, a widok za oknem wynagradza wszystkie niedogodności. To prawda, co piszesz, że zadania „kołodomu” się nie kończą. Na wsi nie można się nudzić.
    Serdecznie pozdrawiam.

  • Odpowiedz Patrycja Wrzesień 26, 2016 at 8:04 am

    Podpisuję się pod tym rękami i nogami, choć swojej wsi nie zamieniłabym na żadne inne miejsce. Mam wspaniałych sąsiadów, ciszę, bliskość lasu, łąk, natury. Sarny chodzą po moim ogrodzie jak po swoim, w krzakach na łące wieczorem hałasują dziki, a jesienią słyszę jelenie na rykowisku. Do tego własne warzywa, owoce i zioła. To zdecydowanie przeważa nad problemami z odśnieżaniem, brakiem internetu, prądu, z masą pracy w domu i ogrodzie. Ale ja i tak się cieszę, bo nie mam problemów z dostępem do wody, a takie u mnie na wsi ludzie mają, z powodu bliskości osuwiska nie mają dostępu do wodociągu. Pracy faktycznie jest co nie miara, a jak chce się mieć coś ponad „w miarę ogarnięty dom” to lepiej byłoby nie kłaść się spać.

  • Odpowiedz Magda Wrzesień 26, 2016 at 8:56 am

    Za kilka tygodni przeprowadzam się na wieś. Na wieś pod miastem. Ja – mieszkająca całe życie w bloku ze starej płyty, nie mająca rodziny na wsi, bojąca się mrówek i pająków.
    I choć cieszę się bardzo to boję jeszcze bardziej.
    Czy dam radę z codziennymi dojazdami ( gdy jestem przerażona, że muszę usiąść za kierownicą ), czy ciemność gdy zachodzi słońce mnie nie wystraszy, czy polubię się z sąsiadami których jeszcze nie znam. Czy śniegu nie spadnie tyle, że nie wyjadę z domu.
    Ale dom to moje marzenie od dziecka, największe, spełnione. Więc przebieram nogami, czekam na pierwszą noc i otwarcie szampana. Bo jakoś to będzie, musi przecież być…….

  • Odpowiedz Sylvia Wrzesień 26, 2016 at 9:27 am

    Basia jest tak jak piszesz, mieszkam na wsi od wielu lat z przerwą na lata nauki w wielkich miastach i też były chwile zwątpienia. Pracy jest aż nad to zima przynosi trochę wytchnienia ale jest pięknie:)

  • Odpowiedz Catalina Wrzesień 26, 2016 at 9:46 am

    Popieram w 100%. Też mieszkam na wsi, też mieszkałam w mieście i mam takie same wnioski.

    • Odpowiedz Catalina Wrzesień 26, 2016 at 9:51 am

      I chciałam jeszcze dodać, że mieszkamy niedaleko siebie. Mam również to szczęście, że mam dwa duże markety B i C. I targ dwa razy w tygodniu, i autobus podmiejski 1km ode mnie. I jestem bardzo wdzięczna za to co mam. Na szczęście mam tez samochód i jak mi źle to pakujemy się i „uciekamy” do Warszawy 🙂 Pozdrawiam poniedziałkowo.

  • Odpowiedz Martyna Wrzesień 26, 2016 at 4:08 pm

    no Basiu widać, że teraz jest Twój czas, pięknie wyglądasz, zachwycam się Twoimi zdjęciami z Londynu z domu, uśmiechnięta, super włosy ekstra!!
    Zgadzam się z każdym Twoim słowem i (mieszkam na wsi od urodzenia, teraz cieszę się gdy wracam do domu na weekendy, święta i doceniam to gdzie się wychowałam bardzo!!) tak wyobrażam sobie moje życie za 10lat, które opisujesz, no idelanie mi wszytsko pasuje!!!
    Bardzo się ciesze, że blog się rozwija bo lubię taką Basię bardzo, lubię tu zaglądać i się zainspirować, poczytać co u Was <3
    pozdrawiam cieplutko,
    Martyna

  • Odpowiedz Ania Wrzesień 26, 2016 at 6:14 pm

    Basiu, upewniłaś mnie w moich obawach, ale też w tym jak bardzo chcę mieć takie swoje miejsce.
    Tych nieproszonych gości się boję! Prędzej mnie by te 17 mysz wygoniło z domu niż ja je…, jesień i zima mnie trochę przerażają, ale z drugiej strony na samą myśl o plusach czuję się szczęśliwsza :).

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 26, 2016 at 6:38 pm

      No ileż można czekać na Twój komentarz Aniu będzie dobrze! Właśnie upieklam ciasto ze śliwkami, co to je dziś od sąsiada dostałam 🙂 a jeszcze rok siedziałam na sofie e tym wielkim domu i zadawalam sobie pytanie CO JA ROBIĘ TUUU? głowa do góry – wszystko jest po coś.

      • Odpowiedz Ania Wrzesień 27, 2016 at 9:28 am

        Właśnie tak dużo śpi Zosia w ciągu dnia, że musiałam pisanie komentarza odłożyć na wieczór 😀
        Wszystkie mieszkania w bloku, które zaliczyliśmy, tylko nas upewniają, że na dłuższą metę to nie dla nas. Także wiesz, zaczynam zeszyt „dom marzeń”, zbieram inspirację, kasę i intensywnie szukamy naszego miejsca 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka Wrzesień 27, 2016 at 7:58 am

    Jestem wielką szczęściarą: mój dom rodzinny stoi 10 minut tramwajem od centrum Łodzi. Nie doświadczyłam niewygód mieszkania na wsi, mieszkając jednocześnie w domu. Chociaż sam dom był remontowany odkąd skończyłam 6 lat i dzisiaj w niczym nie przypomina ani on ani ogród świata mojego dzieciństwa, było super. Pamiętam smak czereśni, gruszek i jabłek z drzewa. Teraz są jeżyny i pomidorki. Przeżywałam imprezy do białego rana pod ogrodową altanką i zabawy z psem na trawie. Miałam ślimaki, dżdżownice i jeże. Miałam psa i swoje kwiatki hodowane z nasionek. Było dobrze.

  • Odpowiedz kala Wrzesień 27, 2016 at 9:25 am

    Ja całe życie mieszkałam w mieście ok. 50 tyś. mieszkańców więc w sumie to miasteczko.Od 3 lat mieszkam na wsi, obecnie z teściami obok stoi nasz dom, który musimy wykończyć. Powiem tak ciężko jest przyzwyczaić się do życia na wsi jeśli miało się wszystko na wyciągnięcie ręki, ale nie to jest najgorsze akurat mi największą przykrość sprawia to że na naszej wsi nie ma dzieci i niestety mój 3. 5 latek musi ciągle bawić się sam:(. Także tak jak Basia pisze są plusy i minusy mieszkania na wsi

  • Odpowiedz kala Wrzesień 27, 2016 at 9:28 am

    Dodam jeszcze że właśnie dzięki twojemu blogowi Basiu i tak patrzę na tą wieś inaczej niż na samym początku. Doceniam właśnie te uroki wiosny, lata zachody słońca itp. Do szczęścia brakuje mi właśnie towarzystwa do zabaw dla mojego synka i prawa jazda. Bo niestety choć do mojego miasta jest 20 km, to komunikacja miejska tutaj jest na poziomie zerowym, niestety.

  • Odpowiedz Lekko Rozczarowana Swoimi Decyzjami :P Wrzesień 27, 2016 at 12:16 pm

    Ja po maturze wyprowadziłam się z rodzicami na wieś skąd pochodzi jedno z nich. Bo… nie dostałam się na studia w dużym mieście więc awaryjnie były studia w mniejszym pod którym rodzice budowali dom. Wioskę polubiłam choć nikogo tu nie znałam, jak chciała poszaleć w towarzystwie jechałam do miasta, jak się chciałam zaszyć siedziałam w domku. Tu poznałam męża. Trzy lata temu przeprowadziłam się do nowego domu wybudowanego obok domu rodziców. Cieszyłam się bardzo jak rósł. Było ok dopóki nie urodziłam 2 lata temu syna. Jak bym się obudziła z ręką w nocniku…Nie chce żeby wystawał na gimbusa w deszczu, nie chce żeby miał do wyboru 3 kolegów, nie chce jeździć po niego i z nim wszędzie autem. Chce móc wybrać najfajniejszą dla niego szkołę. Chcę żeby mógł wyjść na plac zabaw, chce wyjść z pracy i spacerkiem odebrać go z przedszkola i iść na stare miasto na lody, do parku. Do bloku bym już nie wróciła ale planujemy z mężem sprzedać ten dom i kupić dom w mieście. Miłość do rodziców jednak jest wielka i będę tu gniła dopóki oni są. Mieszkamy wśród rodziny, stosunki miedzy nami są kiepskie, widzę ze rodzicom jest przykro (niby jest jakby ok ale rodzina- ktora tu mieszkala od zawsze- chowa uraze uwazajac ze im sie nalezala nasza ziemia, oni trzymaja sie razem, my jestesmy obok mieszkajac posrod nich, nawet nie wiecie jakie to przykre)….Nie zostawię ich tu samych. Więc do przedszkola syn będzie chodził w mieście blisko mojej pracy, zastanawiam się też czy do podstawówki też do miasta go nie brać..(ta „nasza” jest taka okropna). I tak jeżdzę tam pn-pt, prace mam taką że mógłby do mnie po szkole wpadać, wracał by ze mną do domu albo uderzalibyśmy na miasto razem 🙂 Mam pare zaprzyjaźnionych nauczycielek w naszym małym mieście i twierdzą że takie przypadki się zdarzają 😉 Myślicie że to zły pomysł? Tak jak bym odcinała nas od miejsca w którym żyjemy…Wielkie nieba, czy życie musi być takie skomplikowane?:P

  • Odpowiedz Monika Wrzesień 27, 2016 at 7:20 pm

    Świetny wpis. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem.
    Basiu !
    A czy bedzie wpis dot. podstaw scrapbookingu.
    A nie myślałaś o jakimś wpisie jak zrobić prezent DIY dla Pań Przedszkolanek
    z okazji Dnia Nauczyciela np. jakieś ładne kartki ???
    A tak w ogóle to czy TY przygotowujesz (sama albo z innymi mamami)
    jakieś upominki dla Pań w przedszkolu ?

    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Eboum Wrzesień 28, 2016 at 3:43 am

    Do mniej wygodnych kwestii dodalabym zycie na poziomach- na dole kupka rzeczy do wniesienia, na gorze te do zniesienia…. No i ten nieszczesny samochod, bez niego ani rusz!

    Basiu, wies w twoim poscie jest przecudowna, ciepla, spokojna, pachnaca… A Warszawa na wyciagniecie dloni wiec chyba calkiem niezly balance.

  • Odpowiedz Anul Wrzesień 28, 2016 at 12:49 pm

    Fajny i szczery wpis. Z wielkim zaciekawieniem go przeczytałam, bo gdy ostatnio się przeprowadzaliśmy odbyłam wielką batalię w głowie – domek czy mieszkanie? Daleko czy blisko centrum? Wiadomo – budżet ograniczony, na domek w mieście w atrakcyjnej lokalizacji mnie nie stać. Wybraliśmy mieszkanie. Infrastruktura dookoła genialna, a Żabka w bloku do godz. 23 często ratuje mi skórę, nie mówiąc o barze mlecznym pod nosem…
    No ale … dzieci za rączkę wyprowadzam na osiedlowy plac zabaw a o ich samodzielnym wyjściu jeszcze nie ma mowy… zawsze jest coś za coś.
    P.S. Fajnie, że się rozwijasz, Twój blog śledzę bardzo długo i nie przestaje mnie zachwycać 🙂 buziaki!

  • Odpowiedz Kuba Wrzesień 29, 2016 at 11:38 am

    Po moim roku mieszkania na wsi mogę to wszystko potwierdzić. Czasu wolnego absolutnie nie ma. Zawsze jest coś do zrobienia, przekopania.
    Wszystkie plusy ujemne jednak są przykrywane przez te dodatnie. Cisza, spokój i klimat slow jest zdecydowanie najcenniejszy. Do miasta nie wrócę, jest za szybko, za głośno i zbyt nerwowo.

  • Odpowiedz Monika Mo Wrzesień 29, 2016 at 9:52 pm

    Ja wiedziałam, że Ty sama nie będziesz w stanie tego domu sprzątać (tzn. nie żebym wątpiła w Twoje umiejętności).. Od samego początku jak pokazywałaś foty z budowy. Nie czekaj do 2017.

    Pozdrawiam
    Judyta (6km robię na rozgrzewkę, a ostatnio dzień zamykam okrągłą pięćdziesiątką… no chyba, że pada… to trzydziestką :P)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 30, 2016 at 9:27 am

      To co mi nic nie mówiłaś

  • Odpowiedz Gosia Grudzień 1, 2016 at 10:03 am

    Doskonale rozumiem brak szpilek na nogach zimą i jesienią. MIeszkam na obrzeżach Wrocławia,ale drogę mamy polną. Zawsze gdy kupuję buty,na wstępie odpadają te zamszowe, lakierowane i z obcasem. Tu cały rok mam błoto!:)

  • Odpowiedz AnnaDw Grudzień 30, 2016 at 11:27 am

    Witaj, właściwie moje komentarze pod Twoimi wpisami zazwyczaj są jak musztarda po obiedzie, z trzymiesięcznym opóźnieniem. Czytam sobie Ciebie chyba od początku, ale wczoraj coś mnie „uderzyło” jak obuchem. Może coś tytułem wstępu, aby moja konkluzja była zrozumiała dla postronnego. Mieszkałam pod Warszawą z koszmarnym dojazdem, zamieniłam na sypialnię Warszawy (bo taniej a już trochę bliżej) i mam nadzieję, że już na baaaaardzo długo wybraliśmy sobie nowe gniazdo na wsi pod miasteczkiem. Moja wieś jest raczej bardziej miasteczkowa, bo z drogą i całą infrastrukturą, no i końcową stacją kolejki WKD w bliskiej odległości. Zatem clou mojej wypowiedzi- Wczoraj musiałam w moim nowym całkiem dużym miasteczku pozałatwiać sprawy urzędowe, jeszcze nie znam dokładnie topografii więc trochę się wiłam po nim samochodem iiiii z jednego końca na drugi odległy przejechałam w 15 minut stojąc na światłach. Wiem, że brzmi to dla postronnego dziwnie, ale ja częto stoję 10 minut na 1,5 km drodze aby się włączyć do ruchu i doczołgać się swoje 15km do pracy. Wszędzie blisko to mój pierwszy plus dodatni, kolejny bardzo mili urzędnicy i właściwie pustki w urzędach, kolejne +. Jeszcze się tam gniazduję, ale za widok z okna na piękne „chaszcze” za płotem(które mimo grudnia są w jesiennych barwach)mogę oddać Warszawę, bo jej już nie lubię. Ponieważ podobnie się wprowadzę w okolicach sierpnia-września ciekawa jestem jaka będzie moja jesień – listopad czy Pinterest?

  • Odpowiedz Alicja Styczeń 30, 2017 at 2:58 pm

    Bardzo mnie ujął ten wpis:) Aż miałam ciarki, czytałam kilka razy…. Jesteśmy z mężem w trakcie zakupu domu do remontu na wsi:D (kompletna ruina, ale zrobimy „po swojemu, 40 arów ziemi przy lesie, a przez ten las 2 km do jeziora) Wychowałam się na wsi, mąż również. Teraz mieszkamy w 34m mieszkaniu w mieście:/:/ KOSZMAR!!! Niekończące się awarie w bloku, sąsiedzi, którym nie odpowiada nasz pies (wyprowadzany zawsze na smyczy, po którym ZAWSZE sprzątamy), brak miejsca na parkingu i ten beznadziejnie spędzany czas wolny w bloku…. Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy remont NASZEGO DOMU:):):) Zgadzam się w 100% co do wad i zalet, ale jesteśmy w pełni świadomi, że nie odnajdziemy naszego miejsca na ziemi, jak nie na wsi. Pozdrawiam wszystkich budujących, remontujących, marzących:****

  • Odpowiedz kontestator Maj 18, 2017 at 8:34 am

    Przykro mi że nie pieję jak inne „kury”, może dla tego że jestem „kogutem”:)
    Daję Wam 5 lat. To wszystko!
    Nie jeden to przerabiał, ale nic się nie da wytłumaczyć, a poza tym przez te 5 lat będzie sporo dobrej zabawy i nauki.
    Mieszkanie w mieście i dom od kwietnia do listopada na wsi, to jedyne rozsądne rozwiązanie.
    pzdr

  • Napisz odpowiedź