DIETA PRZECIWGRZYBICZNA, DETOKS CUKROWY – JAK ZACZĄĆ?

Autor: Basia Szmydt

DLACZEGO?

Ostatnio pisałam ci o powodach, dla których podjęłam decyzję o totalnej zmianie nawyków żywieniowych. Było też trochę o badaniach. Widocznie za mało, bo dostałam od czytelników kilkadziesiąt wiadomości. I zanim cokolwiek dziś napiszę należy ci się czytelniczko ma zdrowy opieprz. Schlebia mi naprawdę, że sprawiam, że pragniesz zmiany, ale na początek odsyłam cię do genialnego tekstu o doktorze Google, do Magdy Szcześlivej. Tuż po tym zastanów się czy mój poprzedni i dzisiejszy tekst zainspirował cię na tyle, by móc się zbadać. Bo badania to konieczność. Nie możesz stwierdzać, że masz Candidę, pasożyty albo raka, bo Basia Szmydt tak napisała. Nie możesz i już. To po prostu głupie. To co może nas łączyć to tempo życia, paskudne okoliczności, w których przyszło nam egzystować i stres – cichy zabójca. Podejrzewam, że w większości jesteśmy pokoleniem trzydziestolatków, więc żniwa tego jak żyjemy dzisiaj dopiero zbierzemy. Zważywszy na to, wskazane jest, by w końcu zwracać uwagę na to, co znajduje się na naszych talerzach i po prostu zacząć zdrowo jeść i zdrowo żyć. Dieta przeciwgrzybiczna, bezcukrowa jest dietą rygorystyczną i trwa przez określony czas. Ty nie musisz podchodzić do tematu tak drastycznie. Ja chcę pozbyć się paskudnej Candidy, ale każdy z nas, kto ograniczy nabiał, cukier i przetworzoną żywność, a zamiast tego zaserwuje sobie tonę warzyw i kasz, czy tego chce, czy nie – poczuje się o niebo lepiej. To logiczne.

Zacznijmy od początku. Moje badanie zrobiłam w klinice Vega Medica w Warszawie. Na ich stronie masz szereg informacji, których ja nie chcę i nie będę powielać. Moje wyniki znasz już z poprzedniego posta. Uczulenie na Canidę, alergia na nabiał i gluten. Dostałam szczegółową rozpiskę tego czego mi jeść wolno lub też nie. Jesteś ciekawa?

DIETA PRZECIWGRZYBICZNA

C Z A S N A (3)

CUKIER. Pod każdą postacią. Zapomnij o tym oczywistym jak cukier biały i brązowy, miód, dżemy, soki, ciasta i ciasteczka. Musisz zrezygniwać także z owoców świeżych (poza kilkoma wyjątkami) i suszonych. Musisz czytać etykiety, by ze zdziwieniem odkryć, że w dzisiejszych czasach to cholerstwo dodawane jest nawet do pomidorów w puszce czy soków 100 %. To dlatego bez sensu jest porównywanie dzisiejszych czasów do naszego dzieciństwa, w którym jadło się chleb z masłem i cukrem. Dziś cukier jest praktycznie wszędzie, nawet tam gdzie jest totalnie zbędny.
GLUTEN. Czyli pieczywo, makaron, naleśniki, racuchy, płatki owsiane, kasze pszenne, większość wędlin. Czytaj etykiety.
BIAŁY RYŻ.
DROŻDŻE. Zastanów się w których produktach możesz je znaleźć. Musisz zrezygnować z wszelkich produktów poddanych procesowi fermentacji takim jak sos sojowy czy czerwone wino i piwo.
NABIAŁ. Wszelkiego w moim przypadku, choć niektórzy mogą spożywać kefiry czy jogurty naturalne.
– Nie wiem czy mam pisać o takich oczywistych oczywistościach jak produkty przetworzone, wszelkie fixy, słodzone soki, napoje gazowane, konserwy, dania gotowe. To jest absolutnie zakazane.
– Unikasz jedzenia na mieście. Jeśli czegoś nie jesteś pewna nie jesz.

No dobrze, ale co ci zostaje? Woda z cytryną?
Nie jest tak źle 🙂

P R O D U K T Y

ZIEMNIAKI. Choć ja przez ostatnie 3 tygodnie jadłam je zaledwie kilka razy.
KASZE. Tu masz pole do popisu. Kasza gryczana, quinoa, jaglana. Wszystkie oprócz kasz pszennych.
CIEMNY RYŻ NIEŁUSKANY.
RYBY, MIĘSO (oprócz wieprzowiny)
WARZYWA ( na szczycie Twojej nowej piramidy żywieniowej)
KWAŚNE OWOCE (jabłka, kiwi i grapefruity)
ZIARNA (słonecznik, pestki dyni, siemię lniane, chia)
– Ja jem ORZECHY. Głównie nerkowce, czasem pistacje.
JAJKA
OLIWA Z OLIWEK, OLEJ KOKOSOWY, OLEJ LNIANY, WIESIOŁKOWY (dobre oleje)
NATURALNE PRZYPRAWY – to one mogą sprawić, że ze zwykłych warzyw wyczarujesz popisowe danie, czego spróbuję dowieść.
MLEKO ROŚLINNE, WODA, HERBATY ZIOŁOWE I OWOCOWE (bez aromatów). Ja piję jedną filiżankę czarnej kawy dziennie jeśli mam ochotę.

MojeKiedy zaczynałam byłam w fatalnej kondycji. Zrobiłam sobie wtedy fotkę. Bałam się ją publikować, bo wyglądam na niej strasznie. Smutna, zmęczona i pozbawiona energii. Niewyspana, zmęczona i zdołowana. Codziennie rano notowałam na moim czole kolejne wypryski. Nie pomagały drogie kosmetyki, nie pomagały naturalne olejki, nie pomagało zrezygnowanie z kosmetyków w ogóle, ani też terapia antybiotykiem. Stwierdziłam, że taka już moja natura.

Pierwszego dnia byłam w totalnej kropce. Nie miałam pojęcia co mam jeść. Wszystko, co brałam do ręki miało w swoim składzie coś, czego mi nie było wolno. Dlatego też pierwszy dzień i kawałek drugiego przeżyłam pijąc hektolitry zielonej herbaty, jedząc jabłka i wafle ryżowe. Zastanawiałam się czy już tak będzie wyglądał mój los. Serio. Byłam załamana. Ale była jedna rzecz, która mnie na maksa zmotywowała do tego, by wytrwać. Powiedziałam sobie, że jestem chora. Po prostu. że to nie fanaberia, ani moda, tylko choroba, którą muszę po prostu pokonać. Pierwszego i drugiego dnia potwornie bolała mnie głowa. Wiedziałam, że mój organizm się oczyszcza, i że to minie.
W kolejnych dniach czytałam etykiety w sklepach, ze zdziwieniem odkrywając produkty, któe zawierają cukier albo nabiał. W życiu bym tego nie podejrzewała. Wieczory spędzałam obłożona książkami kucharskimi. Szukałam przepisów, blogów, inspiracji, choć i tak finalnie wróciłam po prostu do jak najprostszego jedzenia.
Czwartego dnia od rozpoczęcia detoksu i zrezygnowania z nabiału, glutenu i cukru zrobiłam sobie kolejne zdjęcie. Wiem, że mam na nim rozpuszczone włosy i lekki uśmiech, i że to już robi robotę, ale musisz wiedzieć, że nie uśmiecham się bez powodu. Ja po prostu nagle poczułam, że żyję. Poczułam normalność. Przestałam czuć się tak bardzo depresyjnie, mimo, że byłam kilka dni przed okresem, a za oknem listopad. Pierwszy raz od długiego czasu wstałam rano wypoczęta, a mój sen był naprawdę solidny. Jest jeszcze coś – zniknęły mi wszystkie, absolutnie wszystkie krosty na twarzy, a zyskałam rumieńce.

basia
To była niesamowita zmiana, która zmotywowała mnie bardzo.
Zdałam też ogromnie duży egzamin, jakim był wspólny weekend z dziewczynami. Myślałam, że będę tęsknić za winem, za bagietką z masłem, a tu proszę – nie dość, że sama wytrwałam, to jeszcze ZAINSPIROWAŁAM TE KOBIETY DO ZMIANY NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH 😀 Były chipsy z jarmużu, soki z buraka i dużo innego dobra.

Moje (2)

Po 2 tygodniach poczułam się panią tego projektu. Czułam się lekko, pięknie i świeżo. Organizm złapał nowy rytm, totalnie zmniejszyłam porcje jedzenia, za to chciało mi się jeść częściej – co 2-3 godziny. Chodziłam spać o tej samej godzinie, o tej samej zaczęłam wstawać bez budzika- to niesamowite. Wszystko zaczęło mi smakować inaczej. Nie potrzebowałam wymyślnych przepisów, a pieczona pietruszka była niczym czekolada z okienkiem. W tym tygodniu pochłaniałam ogromne ilości kiszonych ogórków i kapusty – organizm o nie krzyczał. Przestałam pić popołudniową kawę, zniknęło uczucie senności. Czasami zdarzało się, że nie piłam jej także rano, co oznacza, że przestałam potrzebować kofeiny, a picie kawy zostawiłam raczej jako formę rytuału, który bardzo lubię. Uwaga! Znalazłam w sobie nowe pokłady cierpliwości do moich dzieci 🙂 Zaczęłam śnić sny! Uwierz mi, że to była dla mnie nie lada abstrakcja. Złapałam rytm przygotowywania posiłków, jedzenie przestało mnie frustrować, zaczęłam się nim naprawdę cieszyć. Podczas drugiego tygodnia miałam jeden dzień, kiedy dałabym się pokroić za brownie od Joki. Wynikało to głównie z tego, że przez cały dzień prawie nic nie zjadłam. To chyba najważniejsza refleksja: jeśli jesteś zorganizowana i wcześniej zaplanujesz wszystko, co masz zjesć w danym dniu, to łatwiej będzie ci pokonać wszelkie pokusy.

2 tydzien

Marchewki w samochodzie i uśmiech na twarzy – dobry zestaw! 🙂

Moje (3)

Jest dużo prawdy w tym, że każdy nawyk potrzebuje 3 tygodni, by stać się normą. Tak też