INSPIRACJE MÓJ DOM URZĄDZANIE

KWIATY DONICZKOWE W MOIM DOMU – CZ.2

Kwiecień 27, 2018

Plany co do zagospodarowania przestrzeni w naszym domu roślinami mam ogromne. Powolutku i konsekwentnie je realizuję i mam nadzieję, że za kilka lat stworzę w naszych wnętrzach prawdziwą dżunglę. Nie wszystkie kwiaty mi się podobają, nie wszystkie mi się udają. Część z tych, które pokazywałam Ci w poprzednim wpisie o kwiatach, z różnych powodów najzwyczajniej w świecie zakończyła żywot, ale niezmiennie, od zawsze kocham otaczać się zielenią. Doniczkami z łatwymi w uprawie kwiatami w domu rekompensuję sobie brak ogrodu, ale i na niego przyjdzie pora, a ja już nauczyłam się od mojego sąsiada Stanisława, że przy budowie domu sprawdza się tylko jedna zasada, która brzmi : „Powolutku, pomalutku, aż do skutku”.
Często czytelniczki piszą mi, że u mnie to te kwiaty pięknie wyglądają, ale one to ręki do nich absolutnie nie mają. I tak się zastanawiam czy jest jakiś sposób, żeby tę rękę odczarować? Zwłaszcza w przypadku tych, którzy zniszczą nawet kaktusa? Jeśli masz jakieś sposoby – podziel się w komentarzu. Ja od siebie dodam, że nie dbam przesadnie o moje rośliny. Zapewniam im podstawowe minimum, czyli świeżą ziemię po przyniesieniu do domu ze sklepu czy olx-a, nawóz w płynie na wiosnę, odpowiednich rozmiarów doniczkę, słoneczne stanowisko, podlewanie raz w tygodniu, zraszanie tych, które to lubią i święty spokój. Stoją sobie i rosną. Czasem rosną tak, że trzeba je przesadzić na cito, co za chwilę pokażę Ci na zdjęciach.
Dbanie o te rośliny daje mi prawdziwą przyjemność. Jeszcze większą – ich zielone liście na tle białych ścian. Same w sobie, bez „fikuśnych” doniczek są najpiękniejszą ozdobą.

W poście, który napisałam 2 lata temu „KWIATY DONICZKOWE W NASZYM DOMU -wybrałam te naprawdę łatwe w uprawie”, możesz zobaczyć jak niektóre kwiaty wyglądały wtedy. Nie wszystkie przeżyły. Szeflera, jak się okazało, została przyniesiona do naszego domu już z jakimś choróbskiem i tarcznikami. Nie udało mi się uratować ani jej, ani kliwii, która rosła tuż obok. Ogromny fikus beniamin nie wytrzymał naszej nieobecności w domu podczas wakacji w Chorwacji i palącego wówczas słońca, na którym zostawiłam go w pokoju na górze. Po powrocie zastałam bidulka z opadniętymi wszystkimi listkami. Część z tych kwiatów oddałam, część się pięknie rozrosła. Do kolekcji dołączyły też nowe, a ja odkąd wróciłam z Karaibów, kiedy ruszam na zakupy przynoszę do domu kolejną roślinę. Są przyjemnie uzależniające.

Proszę, oto one – moje maleństwa. Zacznę od kaktusów, z czystej sympatii. Otóż kiedyś, kiedy jeszcze nie było nielimitowanego internetu, ale taki na modem, byłam prawdziwym kaktusowym freakiem. Byłam członkiem kaktusowego forum, gdzie wymieniałam się z innymi nasionami (tak nasionami!!!) rzadkich okazów kaktusów. Piszę o tym internecie dlatego, że wówczas wykorzystywałam czas w sieci właśnie na obecność na kaktusowym forum. To była pasja!  Miałam znajomości w lubelskim Ogrodzie Botanicznym, gdzie dostawałam specjalnie przygotowaną mieszankę ziemi. Udało mi się wyhodować kilka okazów właśnie z nasion i byłam z tego powodu bardzo, bardzo dumna. Po czym poznałam mojego męża, który pewnego dnia, a dokładnie 8 marca, postanowił sprezentować mi na Dzień Kobiet kaktusa kupionego okazyjnie w jakimś markecie budowlanym. Jako, że byłam wtedy niesiona na skrzydłach miłości nie zauważyłam tak istotnej rzeczy jak przędziorek na tym prezencie od męża, który to przyniósł mojej kaktusowej kolekcji plagę. Wszystkie musiałam wyrzucić, co do jednego. Mąż został 🙂
Teraz mam do kaktusów duży sentyment i jako pierwszego wprowadziłam do naszego domu tego, który stoi na szafce medycznej. To opuncja, której początek historii miał miejsce w Chorwacji, gdzie byliśmy na wakacjach. Tamtego lata na chorwackiej wyspie Pag szalała wichura, a ja znalazłam „kawałek” tej opuncji na ziemi. Zabrałam ją ze sobą, włożyłam do pudełka wypełnionego kamieniami z plaży i wodą, a ona puściła korzonki. Spójrz jak wygląda dziś! A w drodze kolejne oczko!


Ta opuncja i fakt, że przeżyła podróż z Chorwacji do Polski, i że tak pięknie przyjęła się w moim domu, zapoczątkowała u mnie nowy, podróżniczy trend. Z każdej zagranicznej podróży, staram się przywieźć jakąś zaszczepkę. Dla mnie to najfajniejsze pamiątki.

Kolejnym kaktusem jest kaktus roboczo nazywany kaktusem „dzień dobry”. Nie mam pojęcia jak się nazywa, więc jeśli wiesz – podziel się w komentarzu. Kiedy go kupowałam w pewnej kwiaciarni za grosze był maleńki. Pani kwiaciarka powiedziała mi, że to jest jej prywatny kaktus, wyhodowany przez jej ulubioną ciotkę. Nie trzeba było mnie długo namawiać. Zobacz jak wyglądał 2 lata temu, a jak wygląda dziś. Prawdziwa bestia 🙂 Muszę go jak najszybciej przesadzić w podłużną sporą donicę. Niech rośnie na zdrowie.



Wczoraj przyniosłam do domu trzy maleństwa, które póki co mają swoje mikro doniczki, ale nie mają jeszcze swojego miejsca. Wiem, że ładniej będą wyglądać w grupie dlatego posadzę je kiedyś w dużej, płytkiej donicy.

Ok idziemy dalej. Na tym kończy się póki co moja kolekcja kaktusów, ale ja wiem, że dopiero się rozkręcam. Pora na mniej kolczaste rośliny. Ta, którą polecam ci jeśli nie masz absolutnie ręki do kwiatów to zamiokulkas zamiolistny. Nazwa trudna, ale roślina niesłychanie łatwa w uprawie. Ja swoje okazy kupiłam oczywiście na OLX. Była to jedna roślina, którą rozsadziłam do dwóch donic. A wyglądała 2 lata temu tak.

A tak zamiokulkasy wyglądają dzisiaj. Rosną jak szalone i mają piękne, błyszczące liście. Podlewam je raz w tygodniu, trzymam w miejscu o rozproszonym, jasnym świetle i nie przesadzam narazie, bo te kwiaty lubią mieć ciasne doniczki. Wiem, że są dostępne w IKEA, za nieduże pieniądze, zatem jeśli jeszcze zastanawiasz się jakie kwiaty są dobre dla początkującego, to zamiokulkas jest najlepszym według mnie wyborem.

Kto następny? Świeżynka w naszym domu, królowa instagrama i pinteresta, czyli monstera. Tę moją kupiłam nie gdzie indziej, ale oczywiście na OLX i przywiozłam w deszczu i gradzie, w bagażniku mojego samochodu. Jest ze mną 2 tygodnie. Już skierowała swoje piękne liście do słońca, a ja czule się nią zajmuje, codziennie zraszam, co 3 dni podlewam i liczę na to, że będzie jej u mnie dobrze. Za każdym razem, gdy na nią patrzę przypomina mi się Gwadelupa. Tam monstera jest po prostu chwastem 🙂
Monstera to prawdziwa królowa. Według mnie nie ma sobie równych jeśli chodzi o ozdobne liście i … łatwość w uprawie 🙂
Również widziana przeze mnie wczoraj w IKEA za niecałe 50 zł.

Kolejnym kwiatkiem „nie do zajechania” jest sansewieria czyli języki teściowej. Ten sukulent rósł na Gwadelupie niczym trawa 🙂 Ty możesz go pamiętać ze szkolnych parapetów. To kwiat, który przeżyje wielką suszę i ciemną piwnicę. Umrze i odrodzi się na nowo. W zasadzie bezobsługowy. Podlewasz go wtedy, kiedy sobie o tym przypomnisz. Postawiona na jaśniejszym stanowisku pięknie się wybarwia. Modna, designerska, pinterestowa sansewieria właśnie przeżywa swoje odrodzenie i ze szkolnych, smutnych parapetów wkracza do naszych wnętrz. Grzechem jest jej nie mieć. Zobacz jak zmieniła się u mnie na przestrzeni dwóch lat. Nie przesadzam jej od tamtej pory. Ta roślina również lubi ciasne doniczki.

Tak wyglądała 2 lata temu:

A tak dziś, przesadzona do dwóch doniczek.

Dobrze jej u mnie w łazience, tak samo jak następnej bohaterce dzisiejszego posta. Oto szeflera. Dostałam małą jej sadzonkę już ukorzenioną od koleżanki, dziś zachwyca w toalecie 🙂 Szeflera lubi, kiedy złamie się jej wierzchołek, wówczas pięknie się rozkrzewia i nie rośnie tylko do góry. Lubi być zraszana, dobrze jej w wilgotnym pomieszczeniu. Nie jest zbyt wymagająca. Wystarczy jej nawóz wiosną i trochę wody co tydzień.

Chciałabym mieć też dużo paprotek, bo te podobno mają dobrą energię 🙂 W mieszkaniu u mojej babci zawsze rosły ogromne paprotki zasłaniające telewizor 🙂 Ja mam jedną, stoi na kuchennym parapecie, czyli w takim miejscu w moim domu, gdzie gromadzi się chyba najwięcej miłości. Obok paprotki skrzydłokwiat, którego dostałam. Mój okaz na początku nie chciał ze mną współpracować, co mnie dziwiło, bo kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami to te skrzydłokwiaty rosły mi właśnie jak szalone, a ten albo tracił wszystkie liście, albo te liście mu żółkły. W końcu doszłam do wniosku, że winne mogło być podłoże i dlatego właśnie wszystkie kwiaty kupione w marketach czy sklepach ogrodniczych trzeba po przyjściu do domu czy po kilku dniach od przyniesienia, przesadzać. Mamy wtedy kontrolę nad tym w jakiej ziemi ta roślina wzrasta, ile ma nawozu, wody etc. Często rośliny w sklepach są przenawożone, by szybciej urosły, by sklep mógł ich więcej sprzedać. Po przyniesieniu do domu marnieją, bo nie dostają już takiej dawki wspomagaczy. Taka jest moja teoria, nie wiem czy słuszna, ale odkąd przesadzam moje nowo zakupione kwiatki – lepiej mi rosną. Skrzydłokwiat ze zdjęcia również odżył.

W małej , białej doniczce jest zielistka, której zaszczepkę dostałam w szkole Michała. Kolejny oldskulowy kwiatek z mojego dzieciństwa. Moja mama miała zielistki na lodówce. Mam nadzieję, że przyjmie się i będzie piękna. Obok zielistki moja mała gwiazda, której nazwy niestety nie znam, ale to jakieś pnącze. Skąd? Ze szczytu aktywnego wulkanu na Gwadelupie, na który się wdrapałam osobiście i osobiście skradłam maleńką zaszczepkę tego pnącza do kieszeni. Wytrzymało podróż ze szczytu wulkanu na sam dół w mojej kieszeni. Wytrzymało podróż przez kilka krajów w walizce, a teraz potłuczone nieco wypuściło nowy listek, a ja nie mogę być bardziej szczęśliwym hodowcą roślin 😀 Najlepsza pamiątka.

Bluszcz znalazł swoje miejsce na mojej ulubione ostatnio szafce. Jest delikatny, uroczy, a ja nie mam pojęcia dlaczego do tej pory nie miałam w domu żadnego bluszczu. Pasuje tam idealnie!

Peperomia kupiona w IKEA jako maleńka roślinka, przez dwa lata bardzo się rozrosła. Muszę ją podzielić na kilka roślinek. Podlewam ją mniej więcej raz w tygodniu, zraszam od święta, a tak nie wymaga ode mnie żadnej opieki. Zmieniałam jej już miejsce w domu setki razy, nigdy nie grymasiła. Dobry kwiatek dla początkujących. Jest pięknym towarzystwem dla naszych aptecznych butelek.

Tuż obok niej roślinka, której nazwy nie pamiętam, i która raz rośnie, a raz nie. Nie mogę jej narazie wyczuć. Niedługo czeka ją przesadzenie do innej donicy, dostanie też trochę nawozu do kwiatów doniczkowych. Zobaczymy. Podoba mi się, bo jest krucha i delikatna.

Epipremnum złociste posadzone w pewnej pamiątkowej puszce. Tę puszkę zabrałam z mojej pierwszej pracy, którą dostałam po przeprowadzce do Warszawy sto lat temu (kto pamięta coffee heaven?). Ten kwiatek to po pierwsze również gwadelupski chwast, a po drugie nie znam osoby, której udało się tego kwiatka dobić. W studenckim mieszkaniu moich kolegów doniczka z epipremnum służyła jako popielniczka. Wystarczyło ją podlać raz na pół roku i roślina cudownie odżywała. Moja druga babcia natomiast postanowiła zrobić sobie z tej rośliny żywy, zielony sufit. Myślę, że osiągnęła to w jakieś 2 lata. Ale ona jest z okolic Tomaszowa Lubelskiego, a tam jest taka ziemia, że w co drugim domu w salonie swobodnie rośnie palma kokosowa 🙂

Na koniec roślina, która dopiero niedawno postanowiła się do mnie przekonać – tak zwany pieniążek, inaczej pillea. Skoro pieniążek, to może zaczął rosnąć w moim domu w tym samym czasie, w którym ja postanowiłam zadbać o domowy budżet? 😀 Tak czy siak przez rok stała w miejscu ku mojej rozpaczy. Na instagramie u WSZYSTKICH na parapetach wysyp pieniążków. U mojej siostry rodzonej prawdziwe pieniążkowe drzewa, a u mnie 3 listki w siedmiu rzędach. Ale w końcu rośnie i wypuszcza nowe listki, także być może mamy sukces.

Mam duży dom. Te kwiatki to dla mnie kropla w morzu. Wymarzyłam sobie prawdziwą dżunglę i chcę to marzenie zrealizować. Bo to nie jest trudne wiesz? Uwierz mi jestem najmniej konsekwentna i systematyczna osobą, która stąpa po tej ziemi, a jednak udaje mi się utrzymać te roślinki przy życiu. Tobie też się uda, tylko nie możesz z tej uprawy czynić dramatu. Zrób z nimi to, co trzeba. Pamiętaj, że kwiaty mają dosłownie kilka podstawowych potrzeb, spełnij je, a później daj im spokój i ciesz się ich pięknem.

Mamy wiosnę! Nie ma bardziej idealnej pory na babranie się w ziemi 🙂
Zainspirowana?

Może Ci się również podobać

23 komentarze

  • Odpowiedz Magdalena Kwiecień 27, 2018 at 4:34 pm

    Basia, ta roślinka, co to jej nie możesz wyczuć, to wygląda mi na rypsalis.

  • Odpowiedz Ania Kwiecień 27, 2018 at 4:44 pm

    Cudna ta dżungla 🙂

  • Odpowiedz AgaR Kwiecień 27, 2018 at 5:23 pm

    uwielbiam kaktusy, mam kilkanaście i kwitną :))

  • Odpowiedz BabaMaDom Kwiecień 27, 2018 at 6:16 pm

    Ty masz takie warunki w domu – tyle miejsca i światła – że nic tylko więcej podróżować, dokupować, szczepić i podkradać, a pięknie wypełni Ci przestrzeń!

  • Odpowiedz Małgorzata Kwiecień 27, 2018 at 7:52 pm

    U mnie rośliny zaczęły pięknie rosnąć (właśnie bez wysiłku) kiedy ja poukładałam sobie wszystko w głowie, uspokoiłam się.

    • Odpowiedz Marta Kwiecień 28, 2018 at 7:28 am

      Piękny przykład, jak jesteśmy połączeni z naturą 🙂 Może one (kwiaty) naprawdę „czują” więcej, niż się nam na pozór wydaje. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Ania Kwiecień 27, 2018 at 8:13 pm

    Przepięknie! I ja u siebie planuję piękną dżunglę za kilka dobrych lat

  • Odpowiedz Eat Figs Not Pigs Kwiecień 27, 2018 at 9:21 pm

    Cudowna kolekcja. Moja ulóbiencem jest fikus lirolistny. Mam dwa dorodne okazy. Ten wiekszy(3 metro why) przejał wiekszosc mojego salonu.

  • Odpowiedz Paulina G Lifestyle Kwiecień 28, 2018 at 6:04 am

    Same oglądanie zdjęć tych kwiatów już mnie uspokaja a mowa patrzenie na nich w domu. Pieknie ! 🙂

  • Odpowiedz Barbara Kwiecień 28, 2018 at 10:13 am

    Basia zamiokulkis podobno jest trujący dla małych dzieci. Dużo maluszków Was odwiedza z tego co widzę , pilnuj żeby nie zjadły bo powoduje paraliż mięśni

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 28, 2018 at 9:13 pm

      No jasne – pilnujemy! :*

  • Odpowiedz Magda Kwiecień 28, 2018 at 11:37 am

    Basiu. a czy Ty te zakupione kwiaty od razu przesadzasz bez względu na porę roku? dobrze zrozumiałam?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 28, 2018 at 12:31 pm

      Tak, po kilku dniach 🙂

  • Odpowiedz agnieszka Kwiecień 28, 2018 at 1:55 pm

    Zamiokulkas faktycznie pięknie rośnie i ma błyszczące liście nawet w moim ciemnym północno-wschodnim mieszkaniu. Natomiast monster potrzebuje bardzo dużo światła, u mnie padł. Piękne te języki teściowej, trzeba mieć jednak słoneczne mieszkanie, żeby tak się ładnie wybarwiły, a nie były tylko ciemno zielone. Ta trawka dwukolorowa też potrzebuje dużo światła. W takim słonecznym domu wychodzą wszystkie odcienie zieleni i żółci. Postaw jeszcze na kwiaty wybarwiające liście na czerwono i fioletowo. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Pałuszka Kwiecień 29, 2018 at 7:34 am

    Oj trfiłaś z tym wpisem! Właśnie zrodziła się we mnie potrzeba zazielenienia mieszkania. Nie mam rękijak to mówią ale walcze . Mja ukochana babcia, miała ręke do kwiatów, i właśnie te paprocie mi się z nią najbardziej kojarzą, a to cudowne wspomnienia. Jedyną obawę jaką mam, to czy stawiać kwiaty i ewentualnie jakie, w pokoju synów, alergików?

  • Odpowiedz Paulina Kwiecień 29, 2018 at 10:50 am

    Wow, faktycznie Twoje okazy wyglądają pięknie <3 Ja też uwielbiam moje zielone dzieci, choć powoli miejsca mi na nie brakuje i zaczynam ratować się sufitem 😀
    Wedle moich doświadczeń: nie podlewać za często, nie ruszać, nie trącać, nie przestawiać . Można jeszcze do nich mówić, ale tego osobiście nie sprawdzałam.
    pozdrawiam, jestem tu po raz pierwszy i zostaję.

  • Odpowiedz jadzia Kwiecień 29, 2018 at 6:03 pm

    pozdrawiam z tomaszowa lub . skąd jest Twoja babcia ?

  • Odpowiedz Wera Kwiecień 29, 2018 at 9:18 pm

    Ja swój pierwsze kaktusy mam od przedszkola, czyli roku 2000 i nadal mają się dobrze, a w szkole podstawowej miałam w pewnym momencie jakieś 50 sztuk które zdechły z czasem i potem nie mama (bo to było w połowie podstawówki, nie pozwoliła mi kupować kaktusów). I też mam tego kaktusa z białymi kolcami 🙂 Zamokulasa, monsterę, sansewerie-znane u nas w domu jako szable albo złośliwie rury pcv też mam, niektóre egzemplarze od lat ’00, mama sadziła jak chodziłam do przedszkola a dom w którym mieszkamy był na etapie fundamentów 😀 . Z oldskulowych kwiatków to bardzo fajne są aloesy, ale trzeba je podlewać dość często bo się kurczą biedaki. Fajne są pelargonie lekarskie, te takie starodawne, no pachną ładnie. No i fiołki. Chciałabym gwiazdę instagrama czyli pieniążek, ale nigdzie nie mogę go dostać. I ponownie zdobyć patyczaka czyli wilczomlecz segmentowy który nie jest gwiazdą internetów, ale ma potencjał. No i trzykrotka, rośnie jak chwast a nadaje się też jako kwiatek wiszący, na polu. Ostatnią zdobyczą ‚do domu’ jest mirt, ale to pupil mamy. A żeby nam coś w zimie kwitło i nie dostawać depresji z braku roboty na rabatach w ogrodzie to jest kilka storczyków. A masz już coś posadzone w ogrodzie ? Albo jakieś plany ? 🙂
    PS. Na ‚ścianie wschodniej’ to mało co się nie udaje, też u babci była palma, w Przeworsku 😀

  • Odpowiedz Katinka Kwiecień 30, 2018 at 7:19 am

    I jeszcze trochę możemy do nich pogadać, pochwalić, że tak pięknie rosną, albo zachęcić żeby się rozkręcały 😉
    I ja tak gadam jak szalona, a tu nawet grudnik (który kwitnie raczej listopad/grudzień) mi w maju kwitnie jak szalony 😉

  • Odpowiedz Eryk Wroński Kwiecień 30, 2018 at 9:39 am

    Śliczności! Też jestem fanem kaktusów, ale raczej ze względu na to, że nie trzeba ich aż tak często podlewać 🙂

  • Odpowiedz Bea Kwiecień 30, 2018 at 1:50 pm

    Zazdroszczę 🙂 jak ktoś będzie chciał się kiedyś pozbyć jakiegoś kwiatka, żeby zdechł, to niech przyniesie go do mnie – skuteczność gwarantowana! 🙂

  • Odpowiedz Anika Kwiecień 30, 2018 at 7:05 pm

    Miłość do kwiatów doniczkowych przychodzi chyba z wiekiem. Ja dopiero niedano- a mam 35 lat 😉 – pokochałam się z donicami (Jezu jak to brzmi 😉 ). Teraz mam nicne plany obstawienia całego domu zielonośćiami.

  • Odpowiedz Ania Maj 7, 2018 at 10:46 am

    Mnie ostatnio też dopadła faza na kwiaty, nie wiem czemu wcześniej mogłam bez nich żyć? A tymi kwiatami z IKEA nie kuś, bo czaję się dobre kilka miesięcy na monsterę, plamę i aloes, i nie ma. Nie było w Łodzi, teraz nie ma w Krakowie 😀

  • Napisz odpowiedź